niedziela, 19 listopada 2017

Zbliżająca się premiera najnowszego filmu Woody’ego Allena - Na karuzeli życia – stała się dla nas motywacją do zagłębienia się w aktorskie kreacje Kate Winslet. Ta wielokrotnie nagradzana aktorka nie raz pokazywała na ekranie swój kunszt i warsztat, nadając tym samym filom, w których się gra odpowiedni znak jakości. Dlatego niesieni na fali jej sukcesu prezentujemy 10 filmów, w których naszym zdaniem pokazała ogromną klasę.


10. Marzyciel (2004) – u boku  Johnny’ego Deppa  - niepoprawnego marzyciela – Kate młoda wdowa z  gromadką dzieci, odkrywa potęgę wyobraźni i chęci przygody. Historia powstania Piotrusia Pana, która również starszych zabierze ponownie w magiczny świat Nibylandii.


9. Niebiańskie stworzenia (1994) – Znakomity debiut Kate Winslet, który już pokazał ogrom jej aktorskiego talentu w opartej na faktach historii o nieoczywistej przyjaźni dwójki dziewcząt. Choć mamy tutaj intrygującą fabułę, Petera Jacksona za kamerą i wielkie emocje to właśnie Kate Winslet błyszczy na ekranie najbardziej.


8. Iris (2001) – poruszająca historia o życiu Iris Murdoch, która podczas pisania powieści wspomina swoje młodzieńcze lata i w tym momencie w jej roli oglądamy Kate Winslet. Kreuje postać silnej kobiety, starając się przy tym kunsztem dorównać Judi Dench wcielającej się w dojrzałą wersję bohaterki. Pełne smutku sceny okraszone genialnymi aktorskimi występami.


7. Projektantka (2015) – Kate Winslet w roli eleganckiej i dumnej kobiety, która po latach powraca do rodzinnego miasteczka, gdzie została oskarżona o zabicie syna burmistrza. Dobrze skrojona komedia z elementami dramatu pokazująca siłę kobiety, która żądna jest zemsty.


6. Rzeź (2011) – oparty na sztuce „Bóg mordu” Yasminy Rezy film Romana Polańskiego nie należy do najwybitniejszych w jego dorobku. Jednak jego niewątpliwym atutem jest obsada z najwyższej półki. Wśród doświadczonych gwiazd jedną z dających prawdziwe popisy aktorskiego kunsztu, na najprawdziwszy szczyt swoich możliwości wspina się właśnie Kate Winslet, która jako Nancy Cowan wykorzystuje nie tylko swoje dramatyczny, ale tez komiczny talent.


5. Małe dzieci (2006) – film o niespełnionej małżeńskiej miłości i zdradzie, która oparta na subtelnym romansie dwóch nieszczęśliwych osób buduje niezapomniany klimat. Winslet w roli zmęczonej, znudzonej życiem żony i matki prezentuje intrygującą postać – lekko wycofaną, jednak nie bojącą się zawalczyć o swoje szczęście.


4. Titanic (1997) – klasyka kina, z którą prawdopodobnie każdy miał do czynienia. Historia miłości i znakomitych ról, które jeszcze latami pozostawać będą w głowach widzów.


3. Droga do szczęścia (2008) – kolejny świetny duet DiCaprio – Winslet. Ekranizacja powieści Richarda Yatesa o młodym małżeństwie, których niespełnione oczekiwania prowadzą do frustracji i łez. Pełne emocjonalności role bohaterów na wysokim poziomie, gwarantującym wyraziste widowisko.

2. Zakochany bez pamięci (2004) – Jeden z najbardziej  nieoczywistych filmów o miłości w historii kina, w którym pośród plejady gwiazd błyszczy Kate Winslet w roli kobiety, która pozbyła się wspomnień o swoim byłym partnerze. Rola postaci pełnej szaleństwa jakich mało w jej dorobku, czym zyskała szacunek nie tylko swoich fanów.


1. Lektor (2008) – Poruszający, pełny  goryczy i daleki od banału dramat, w którym Kate Winslet odgrywa jedną z najodważniejszych ról w swoim życiu, dzięki której w oscarowym wyścigu pokonała miedzy innymi Meryl Streep i Angeline Jolie.


Patrycja Strempel & Daniel Mierzwa


sobota, 18 listopada 2017

Slumber (2017)
Reżyseria: Jonathan Hopkins 
Gatunek: Horror 
Premiera w Polsce: 10 listopada 2017

Horrory przeprowadzają zmasowany atak ekrany kin w Halloween. Zdarzają się jednak maruderzy tego przerażającego pochodu. Jednym z nich jest Slumber w reżyserii Jonathana Hopkinsa, który w polskich kinach pojawił się dopiero 10 listopada.


Alice Arnolds jest lekarką w szpitalu zajmującym się diagnozą i leczeniem zaburzeń snu. Jej praca nie należy może do najmilszych i najprzyjemniejszych, mimo to skutecznie pomaga pacjentom, a przy tym próbuje opanować swoją traumę z dzieciństwa, która spowodowała śmierć jej brata-lunatyka. Wkrótce praca postawi przed nią prawdziwe wyzwanie. Ponieważ zgłasza się do niej rodzina z dwójką dzieci, w której życiu pojawiły się kłopoty ze snem po śmierci ich malutkiego synka. Okazuje się jednak, że paraliż senny jednego z dzieci i synchroniczne wstawanie i lunatykowanie reszty rodziny to specyficzne zaburzenie, a niebezpieczne działanie groźnego demona. Alice postanawia za wszelką cenę pomóc rodzinie, w czym swój udział będzie miał Amado, dziadek jej kolegi z pracy, który jako jedyny przetrwał atak nocnicy.

Slumber jest filmem, który ani przez moment nie wzbija się ponad przeciętność. Oprócz tego, że jest przewidywalny, bo odkąd dowiadujemy się, co jest przyczyną problemów ze snem chłopca, dobrze wiemy jak wszystko potoczy się dalej, to ani przez moment nie straszy. Gasnące lampy, skrzypiące drzwi czy unoszące się łóżko przerażą tylko najwrażliwszych widzów. Skuteczności  straszenia nie zapewniają też efekty specjalne. A ich puentą jest wizualizacja demona, która zamiast przerażenia powoduje raczej pojawienie się na twarzy uśmieszku zażenowania. Gęsia skórka pojawia się na plecach jedynie, gdy widzimy scenę z widelcem i zębami jednej z głównych bohaterek, ale i w tym wypadku przyczyną tego stanu niekoniecznie jest strach.

Bardzo zła jest też gra aktorów. Większość obsady gra na poziomie najsłabszych amerykańskich filmów telewizyjnych. Na plus wypada jedynie Sylvester McCoy w przerysowanej roli Amado, nawet pomimo tego, że jego styl gry  niezbyt pasuje do całości filmu.

Slumber to słaby horror jakich dziesiątki zalewają nasze kina i tak jak przy większości z nich spokojnie można zignorować jego pojawienie się w kinach. Bo choć może ten film nie jest złym snem kinomana, to horrorem wartym uwagi nikogo poza zagorzałymi fanami horrorów.



Daniel Mierzwa 

piątek, 17 listopada 2017

Pamiętam Cię (2017)
Reżyseria: Óskar Thór Axelsson
Gatunek: Thriller
Premiera: 5 maja 2017

Islandzkie kino zwykle intryguje formą – scenerią pełną niezamieszkanej przestrzeni, czy odizolowania i wszechobecnego chłodu. Jest niemal idealnym terenem do powstawania kina grozy, produkcji pełnych mroku, niepewności, czy tajemnic i na takie kino kreowana jest produkcja w reżyserii Óskara Thóra Axelssona – Pamiętam Cię.


Film ten prezentuje dwie historie, które z biegiem zdarzeń zaczynają mieć na siebie wpływ. Poznajemy losy Freyra – psychiatry, który współpracuje z policją i zostaje zaangażowany w sprawę tajemniczego samobójstwa kobiety, które okazuje się początkiem bardziej skomplikowanej historii. Z drugiej strony otrzymujemy wydarzenia rozgrywające się na wyspie, gdzie małżeństwo Garðar i Katrín, razem ze swoją znajomą Líf zajmują się odnawianiem opuszczonego domu, jednak w czasie prac pojawiają się niepokojące komplikacje, które poprowadzą do odkrycie ukrytych sekretów. Bohaterowie muszą zmagać się nie tylko z pełna grozy teraźniejszością, ale i niedaleką przeszłością, która niespodziewanie o sobie przypomina i łączy oba wątki.

Zdecydowanie dobrym zabiegiem było połączenie w filmie dwóch wątków. Sprawiło to, że pomimo momentalnego chaosu, widz nie zasypia podczas seansu, starając się zachować skupienie na ciągle zmieniających się bohaterach i wydarzeniach. Poprawnie prezentuje się obsada, która wprawdzie oparta na niewielu znanych nazwiskach, daje radę gdyż nie ma zbyt wymagających ról – opierają się one głównie o robienie min zdziwienia i niekontrolowane krzyki.

Pamiętam Cię to zdecydowanie nieklasyczne kino grozy. Bardziej połączenie zagadki kryminalnej i mrocznych scen, które za wszelką cena starają się przestraszyć widza, a wszystko to w malowniczej i tajemniczej islandzkiej scenerii, która buduje cały nastrój.


Patrycja Strempel




poniedziałek, 13 listopada 2017

Złe mamuśki 2: Jak przetrwać święta (2017)

Reżyseria: Jon Lucas, Scott Moore
Gatunek: Komedia
Premiera w Polsce: 3 listopada 2017

Po Wszystkich Świętych nadchodzi ten magiczny czas, gdy zaczynamy rozmyślać o świętach. W sklepach pojawiają się pierwsze ozdoby i słodycze, a w radiach pobrzmiewa Last Christmas. Tym bardziej nie pozostają dłużni dystrybutorzy, którzy mały krokami zarzucają widzów filmami pełnymi śniegu, prezentów, choinek i przedświątecznej gonitwy.


Bohaterki Amy, Kiki oraz Carle poznajemy w pierwszej części, gdy udręczone codziennymi obowiązkami postanawiają się zbuntować i zmienić swój wizerunek idealnych mam. W kolejnym epizodzie ich przygód twórcy zabierają widza w czas świątecznych przygotowań, gdy wszystko musi być perfekcyjne. Dla bohaterek okres ten staje się kolejną możliwością do buntu, gdy w obliczu zbliżającej się Gwiazdki, wielogodzinnym gotowaniu, sprzątaniu, dekorowaniu domu, czy pakowaniu prezentów, sił jest coraz mniej, a w domach pojawiają się zwykle krytycznie nastawione ich mamuśki, które za wszelką cenę będą zaznaczały swoją obecność. Widz otrzymuje zderzenie tradycji z uwolnieniem od perfekcjonizmu, pełen sprzeczności film o chęci wolności w dorosłym życiu.
Całość historii oparta jest na antagonizmie postaci. Amy (Mila Kunis) za wszelką cenę chce być idealna. Rozwiedziona, jednak szczęśliwa z nowym partnerem, robi wszystko, by jej dzieci były szczęśliwe, gdy w jej domu pojawia się jej apodyktyczna matka Ruth (Christine Baranski) od razu wiadomo, że szykuje się niemałe spięcie. Pragnie ona ze Świąt uczynić show, pozornie dla dobra rodziny, a przy tym przejąć kontrolę nad rodziną. Podobnie jak Sandy (Cheryl Hines) – matka Kiki (Kristen Bell), której domena są piżamy i koszulki z wizerunkiem córki, a najlepsze co ja może spotkać w Święta to kupno domu w sąsiedztwie córki. Przytłoczona miłością bohaterka będzie musiała jasno pokazać granice pomiędzy zdrową relacja, a chorym uzależnieniem. A jeśli już o uzależnieniach mowa, należy wspomnieć o Isis (Susan Sarandon) – rozrywkowej mamuśce Carli (Kathryn Hahn), która pomiędzy kolejnymi butelkami alkoholu, uprawia hazard i zapożycza się u córki, po czym ma w zwyczaju znikać na kolejne kilka lat.
Złe mamuśki 2: Jak przetrwać święta to przesycenie humoru. Wojny charakterów i słowne potyczki odbywają się prawie w każdej ze scen, a nastrojowa muzyka i świąteczne dekoracje dodają blichtru i wymaganej Bożo Narodzeniowej aury. Są obowiązkowe pełne romantyzmu sceny, kłótnie, czy rozczarowania. Momenty na zastanowienie się nad ideą Świąt oraz żenujące chwile w gronie bliskich.

Patrycja Strempel


piątek, 10 listopada 2017

Listy do M. 3 (2017)
Reżyseria: Tomasz Konecki
Gatunek: Komedia rom.
Premiera w Polsce: 10 listopada 2017

Kolejna cześć Listów do M. kreuje ten przeciętny film romantyczny na niekończącą się opowieść. Twórcy niczym w kolejnych odcinkach serialu prezentują nowych bohaterów, odgrzewają starych, w których życie wprowadzają to trochę smutku, to radości, by ostatecznie znowu wszyscy mogli zasiąść przy wigilijnym stole.


Twórcy ponownie splatają losy wielu bohaterów jednego dnia. Po kilku latach kontynuują wydarzenia pokazane w poprzedniej części i pokazują jak wiele zmieniło się w ich życiach. Widzimy potencjalnie szczęśliwych Karinę (Agnieszka Dygant) i Szczepana (Piotr Adamczyk), którzy po powrocie do siebie od nowa budują swoje relacje, ale także robią wszystko by zaradzić nudzie. Już jako dziadkowie próbują swoich sił z wychowywaniem wnuka, a przy tym udowadniają ze nadal młodzi duchem potrafią się bawić. Melchior (Tomasz Karolak) nadal w stroju Mikołaja, jednak teraz wraz ze swoim synem ruszają by odnaleźć zaginionego przed laty dziadka, którym okazuje się pospolity złodziejaszek. Losy Wojciech (Wojciech Malajkat) nie są już tak szczęśliwe, jak wcześniej. Po śmierci ukochanej Małgorzaty nie potrafi sobie poradzić z jej brakiem, a każdą chwilę poświęca na wspomnienia. W jego życiu pojawią się jednak dwie nowe bohaterki, które nieznacznie rozchmurzą jego codzienność. Wśród nowych twarzy oglądać możemy Katarzynę Zawadzką jako Zuzę w duecie z  Filipem Pławiakiem w roli Rafała. Dwójkę nieznajomych, których zbliżają do siebie wspólne zainteresowania i jedno nieśmiałe spojrzenie w metrze. Twórcy nie mogli ominąć również epizodu, którego akcja nie rozgrywałyby się w pewnym znanym radiu. Karolina (Magdalena Różczka) swoim ciepłym głosem umila w radiowej audycji czas słuchaczom, gdy dowiaduje się, że jeden z nich - policjant Gibon (Borys Szyc) zauroczony jest jej osobą.

Zdecydowanie w każdej ze scen wiele się dzieje. Za wszelką cenę widz jest wprowadzany w świąteczny nastrój, by wychodząc z kina nucić kolędy, a w domu wyciągać świecące ozdoby. Pomimo, że stosunkowo przewidywalne i pełne scenariuszowych dziur, historie bohaterów nie nudzą na tyle, żeby uciekać z sali kinowej. Wprawdzie w wielu momentach żarty są wymuszone, humor opiera się na nawiązaniach do poprzednich ról aktorów, czy sytuacjach bez polotu, a na każdym kroku doświadczamy product placement to całość nie przytłacza.

Listy do M. 3 to obraz, który za wszelką cenę stara się udowodnić, co w święta jest najważniejsze. Twórcy stworzyli film, który pokazuje, jak niewiele trzeba, by poczuć odrobinę szczęścia, udowadniają tym samym, że cuda się zdarzają, a wszechobecny chaos i nadmiar wątków nie staje na przeszkodzie do nieśmiałej zapowiedzi kolejnej części.


Patrycja Strempel


czwartek, 9 listopada 2017

Kryptonim HHhH
Reżyseria: Cedric Jimenez
Gatunek: Biograficzny, Wojenny, Thriller 
Premiera w Polsce: 10 listopada 2017

Choć czas płynie, okres II wojny światowej wciąż budzi wielkie emocje. A różnej maści twórcy sięgają po losy największych bohaterów i najokrutniejszych zbrodniarzy tamtych czasów, aby przybliżyć je widzom. Tak też zrobił Cedric Jimenez, francuski reżyser o niezbyt imponującym dorobku, który sięgnął po historię udanego zamachu na Reinharda Heydricha, protektora Czech i Moraw, kręcąc film Kryptonim HHhH.


Film podzielony jest na dwie części. W pierwszej poznajemy początki kariery Heydricha, dowiadujemy się dlaczego został wydalony z marynarki i jak zaczęła się jego błyskotliwa droga na wysokie stanowiska w nazistowskim aparacie władzy. Jednak się skupią się tylko na jego karierze, ale pokazuje jego życie uczuciowe i historię małżeństwa z zagorzałą zwolenniczką narodowego socjalizmu- Liną.
Druga część filmu pokazuje wydarzenia po objęciu przez Heydricha stanowiska protektora Czech i Moraw oraz obserwujemy działania czechosłowackiego ruchu oporu. Widzimy targające nimi emocje, dylematy i odważne działania, mimo życia w ciągłym strachu. Po udanym zamachu widzimy też okrutne sceny zemsty nazistów za śmierć jednego ze swoich przywódców na mieszkańcach inkorporowanej Czechosłowacji.
Kryptonim HHhH  to film, który sięga po ważne i ciekawe wydarzenia z historii II wojny światowej. Niestety robi to dosyć nieudolnie marnując potencjał historycznych faktów. Do zalet filmu można zaliczyć jedynie udany portret Reinharda Heydricha. Scenarzyści zadbali o to, aby sportretowany został tak jak mówią o nim źródła- jako człowiek okrutny, budzący niepokój innych, lubiący rządzić, ale pozostając w cieniu, a przy tym zimny i oschły. Nieco może irytować maniera gry odgrywającego go australijskiego aktora Jasona Clarke. Gra obsady nie jest zupełnie plusem tego filmu. Mimo, że mamy tutaj cenione postaci współczesnego kina. Małżonkę Heydricha gra nominowana do Oscara, była dziewczyna Bonda- Rosamund Pike. Lecz jej gra też nie zachwyca i nie jest to wcale wina tego, że gra postać, której nie da się robić. Nie lepiej jest po stronie pozytywnych bohaterów tego filmu. Gra Mii Wasikowskiej budzi podobne uczucia, co ta w wykonaniu starszej koleżanki po fachu. Nie lepsi Jack Reynor i Celine Sallette. Natomiast zupełnie nijaki jest Jack O’Connell, widzimy go na ekranie przez dużą część czasu, reżyser każe nam śledzić jego losy, w które mimo, że powinny być porywające, raczej nie wciągają widzów. Irytuje też muzyka autorstwa Guillaume’a Roussela i montaż Chrisa Dickensa, co jest o tyle zadziwiające, że to odpowiadał on za niego w wielu bardzo udanych filmach, zarówno z kina mainstreamowego, jak i bardziej artystycznego.
Kryptonim HHhH to film, który dowodzi jak można zmarnować fascynującą i prawdziwą historię, czyniąc ją zupełnie nijaką.



Daniel Mierzwa 

środa, 8 listopada 2017

Suburbicon (2017)
Reżyseria: George Clooney
Gatunek: Komedia kryminalna
Premiera w Polsce: 10 listopada 2017

Było wiele filmów, które zachwycały swoim przerysowaniem i latami 50., czy z drugiej strony pokazywały losy lokalnej społeczności. Tym razem do filmowego konsensusu dotarli bracia Coen wraz z Georgem Clooneyem tworząc film, którego przekaz pozostawia wiele do życzenia, jednak przy tym oferuje ciekawą dawkę emocji.


Suburbicon to perfekcyjne miejsce, w którym każdy chciałby mieszkać. Ma własna szkołę, oddział policji, a nawet chór. Wszyscy tworzą jedną wielką społeczność, wiedzą o sobie najmniejsze szczegóły, jednak pojawienie się na osiedlu afroamerykańskiej rodziny wprowadza niemały chaos, który staje się dobrą przykrywką do wydarzeń odbywających się za płotem. Rodzina Lodge'ów wiedzie potencjalnie szczęśliwe życie, Pan Gardner (Matt Damon) – głowa rodziny wraz ze swoją niepełnosprawną małżonką (Julian Moore), jej siostra bliźniaczką (Julian Moore) oraz synem Nickiem (Noah Jupe) niczym nie wyróżniają się z lokalnej społeczności, jednak to właśnie na ich dom napada dwóch bandytów, w wyniku czego ginie matka Nicky'ego. Zajście to jest początkiem do pełnej napięcia intrygi zbudowanej wokół śmierci bohaterki. Jedyną osobą, która może mieć jakikolwiek wpływ na pozytywne zakończenie sprawy jest Nick, jednak odkrywając kolejne fakty i tajemnice rodziny będzie zmuszony odnaleźć właściwe rozwiązanie.

Już w pierwszych scenach filmu, gdy przez ekran przetaczają się cukierkowe obrazy z idealnego miasteczka lat 50., doskonale da się wyczuć dystans i humor całej produkcji. Twórcy z jednej strony pokazują tragedie, nękanie i trudne relacje Afroamerykańskiej rodziny z nietolerancyjnymi sąsiadami, z drugiej natomiast tragedię rodzinną, której powody sięgają o wiele głębiej niż mogłoby się z pozoru wydawać. Pomimo braku pozytywnego wydźwięku sytuacji całość utrzymana jest w stylu czarnej komedii, balansując na granicy smaku i zażenowania. Film zdecydowanie pokazuje skutki ludzkich pomyłek i nieprzemyślanych konsekwencji, które zapętlają coraz mocniej wokół szyj głównych bohaterów.

Zdecydowanie dobrze na ekranie prezentuje się obsada. W idealnym mieście pełnym przerysowania, róż i uroku odnajduje się zarówno Matt Damon, jako zaangażowany ojciec z twardymi zasadami, jak i znakomita jak zawsze Julian Moore, tym razem w podwójnej roli, oferuje widzom odrobinę fanatyzmu swoich postaci, ale i wdzięk, uśmiech, nienaganną fryzurę i makijaż. Na każdym kroku da się również wyczuć dłonie braci Coen położone na scenariuszu. Zbudowali on wraz z Georgem Clooney’em pełen absurdu, momentami mroku i czarnego humoru film, który na pierwszy rzut oka może wydawać się zbyt przesadzony, jednak cała ta otoczka świetnie komponuje się z obłędem i obsesjami bohaterów.

Suburbicon jest filmem pełnym emocji opartym na intrydze i dosyć szalonych relacjach. Produkcją, w której nic nie jest do końca jasne, absurd wyczuwalny jest na każdym kroku, a na wielki finał czeka się z niecierpliwością.


Patrycja Strempel 

wtorek, 7 listopada 2017

Mother! (2017)

Reżyseria: Darren Aronofsky
Gatunek: Horror
Premiera w Polsce: 3 listopada 2017

Darren Aronofsky, choć słynny jest z pretensjonalności i efekciarstwa, to od lat wierny jest swojemu stylowi i nie pozwala, aby jego talent i pomysły zżarła komercyjna machina Hollywoodu. Dzięki temu do naszych kin trafiają wielomilionowe produkcje z plejadą gwiazd utrzymanie w nieco innym tonie niż superprodukcje Marvela czy komedie, które zamiast łez śmiechu, powodują jedynie płacz, gdy pomyślimy ile kosztował bilet na seans, takiego wątpliwej jakości dzieła. Tym razem twórca Requiem dla snu i Czarnego łabędzia znów funduje nam jazdę bez trzymanki na granicy jawy, snu i narkotycznych wizji podczas seansu Mother!

Matka, młoda kobieta, jest kolejną żoną Jego, pisarza i poety, który cierpi na kryzys twórczy. Bohaterka  odbudowuje zniszczony pożarem dom, podczas gdy mężczyzna mierzy się ze swoją artystyczną bezsilnością.  Ich uporządkowane życie zostaje zaburzone, gdy wbrew oporom żony, mężczyzna wpuszcza do domostwa swojego nieznajomego fana. Ten wkrótce przyprowadza swoją, robiącą złowieszcze wrażenie, żonę. To jednak nie koniec odwiedzin tajemniczych nieznajomych. Bo wkrótce pojawiają się skłócenie ze sobą synowie nieproszonych gości. Rodzinne niesnaski szybko przeradzają się w kończący się tragicznie festiwal przemocy. Dziwna sytuacja i pełna niepokoju atmosfera sprawiają, że małżonkowie oddalają się od siebie. Gdy jednak wydaje się, że ich relacje wychodzą na prostą, zaczynają się dziać jeszcze bardziej niesamowite rzeczy.
W Mother! reżyser od razu rozmywa granicę między rzeczywistością a poetyką snu, a właściwie wizji w głowie bohaterki, która nie bez powodu przecież rozpuszcza tajemniczą substancję w szklaneczce wody i wypija. Dom staje się miejscem, z którego nie ma ucieczki, przez co film przypomina senny koszmar. Jednak starannie budowana atmosfera niepokoju i napięcie szybko znikają, a zastępuje je rozedrgana i pełna chaosu opowieść o poszukiwaniu mesjasza, trochę o powstawaniu sekt, a trochę będąca po prostu jakimś przydługim teledyskiem bez muzyki. Opowiada też o lękach matek, bo widzimy sceny wojny, śmierć dziecka, czy odstawienie bohaterki przez partnera na boczny tor.

Aronofsky nie boi się też zmiany tonu i gatunku, od horroru i thrillera, przechodzi w czystej postaci fantastykę, aby następne wprowadzić elementy filmu sensacyjnego, czy kina surrealistycznego spod znaku najlepszych dokonań Luisa Bunuela. Wszystko to jednak staję się męczące i przypomina angielskie puddingi, w których z wielu składników powstaje jedna papka, i niestety według przepisu Aronofsky'ego niezbyt strawna. A gdy myślimy, że kolejna scena na pewno nie może być bardziej żenująca niż ta, którą właśnie oglądamy, reżyser udowadnia nam, że może i właściwie czyni tak do samego końca filmu.
Mother! nie jest jednak filmem samych wad. Do plusów na pewno można zaliczyć udane role. Jennifer Lawrence, choć nie wydaje się oczywistym wyborem, to tutaj rozedrgana, w beżowo-szarych rozwleczonych strojach, daje aktorski popis. Partnerujący jej Javier Bardem jak zwykle nie zawodzi, choć nie tworzy też żadnej genialnej kreacji. Niczego nie można zarzucić też odgrywającej kluczowe drugoplanowe role parze Ed Harris i Michelle Pfeiffer. On jako nieco zagubiony, schorowany mężczyzna, a ona jako budząca niepokój dama o lodowatym spojrzeniu. Udane są też skąpane w beżowym świetle, nadające całej opowieści nieco rustykalnego klimatu zdjęcia Matthew Libatique’a, stałego współpracownika Darrena Aronofsky'ego.

Choć Mother! to film, który mógł być dziełem jakiego świat kina nie widział, to niestety jest pełnym pretensji do wielkich filmów dziełkiem podczas seansu którego niejedna osoba pomyśli sobie Matko! Już nie chcę tego oglądać!


Daniel Mierzwa

Za możliwość zobaczenia filmu dziękujemy kinu Cinema City Punk 44 w Katowicach. 

sobota, 4 listopada 2017

Zgoda (2017)

Reżyseria: Maciej Sobieszczański
Gatunek: Dramat, Wojenny
Premiera w Polsce: 13 października 2017

Okres końca II wojny światowej i początków kształtowania się nowej polskiej rzeczywistości po jej zakończeniu to czas traktowany po macoszemu w podręcznikach historii, mediach czy innych źródłach przekazów na temat polskich losów. Na szczęście są jednak filmowcy, którzy odważnie próbują przybliżać nam tamte lata. Częściej filmy te przybierały formę westernu jak choćby sensacyjne Prawo i pięść z 1964 czy znacznie nowsza Róża Wojciecha Smarzowskiego z 2011 roku. Natomiast Maciej Sobieszczański w tamtych trudnych latach osadził melodramat.

1945 rok, w Świętochłowicach funkcjonuje obóz Zgoda, dawny podobóz KL Auschwitz-Birkenau, do którego trafiają niemieccy mieszkańcy Śląska, czy po prostu wrogowie nowobudowanej socjalistycznej Polski. Wśród więźniów znajdują się Anna, która pracuje jako pielęgniarka w obozowym ambulatorium oraz Erwin, młody Niemiec, dezerter z Wermachtu, zakochany w dziewczynie. Wkrótce do pracujących w obozie strażników dołączą Franek, znajomy tamtej dwójki jeszcze sprzed wojny, któremu Anna też nie jest obojętna.
Twórcy stawiają na drodze do szczęścia bohaterów liczne przeszkody, nakazują im dokonywania licznych i trudnych wyborów. Franek musi zdecydować czy ważniejsze jest dla niego uczucie, czy pozostać lojalnym wobec przełożonych. Erwin będzie musiał zdecydować czy życie jego ukochanej jest ważniejsze niż życie innego człowieka. A okazuje się, że w tak trudnych czasach moralność nie zawsze się przydaje. Przerażające jest też samo tło tego tragicznego love story. Rzeczywistość obozu to dowód na słowa o tym, że zło rodzi zło. Wszystko, co ma tam miejsce jest zemstą za zbrodnie, zemstą, na tych którzy często byli zupełnie niewinni. Obóz Zgoda jest końcem przez lata budowanej na Śląsku zgody między zamieszkującymi go narodami.
Obozowa rzeczywistość pokazana jest w bardzo naturalistyczny, pełen brutalności sposób, nieraz sięgając po chwyty na granicy przesadnego pokazywania przemocy. A wszystko to skąpane jest w palecie szarości i zimnym świetle przypominającym zimowe Słońce. Dzięki temu filmowa rzeczywistość staje się bardzo przejmująca i jeszcze bardziej przygnębiająca.

Zgoda to film, który odważnie sięga po trudne karty z polskiej historii, z sukcesem opowiada poruszającą historię, a nie tylko odtwarza fakty. Miejscami jednak jest zbyt efekciarski w pokazywaniu okrucieństwa i nieco zbyt teatralnie zainscenizowany. 


Daniel Mierzwa

czwartek, 2 listopada 2017

Skazany (2017)

Reżyseria: Ric Roman Vaugh
Gatunek: Dramat, Thriller 
Premiera w Polsce: 27 października 2017

Aktorzy grający w Grze o tron zdobyli sporą popularność i niewątpliwie są gwiazdami popkultury. Niestety ich rozpoznawalność nie przekłada się na ich udział w dobrych i popularnych filmach, a mało kto z nich dostaje angaż w wartościowych obrazach. Nie udało się też zmienić tego Nikolajowi Coster-Waldau, który na ekranach kin pojawił się w Skazanym Rica Romana Vaugha.

Jacob prowadzi dostatnie i pozbawione większych trosk życie maklera giełdowego w kalifornijskiej Pasadenie. Jego uporządkowane życie lega jednak w gruzach, gdy siada za kierownicą po alkoholu i powoduje śmiertelny wypadek. Zostaje skazany na więcej lat odsiadki niż spodziewa się on czy jego żona. W więzieniu ze względu na własne bezpieczeństwo przyłącza się do grupy białych rasistów. W skutek konfliktu między rasowymi grupami trafia do innego ośrodka o zaostrzonym rygorze. Tam pod opiekę bierze go Bestia, potężny przywódca gangu. Jacob nie wie jak poważne może to mieć konsekwencje.
Ric Roman Vaugh, który ma na swoim koncie kilka niezbyt znanych filmów łączących sensację z psychologicznym zacięciem i egzystencjalnymi rozterkami w Skazanym porusza się tym samym tropem. Pokazuje trudne wybory, śmierć rodzinnych relacji, walkę o to, aby nie stać się ofiarą i wysokie koszty obrony własnej godności, między to wprowadzając brutalne i krwawe sceny przemocy. Wszystko to nie wypada jednak przekonująco. Wybory głównego bohatera często budzą nasze wątpliwości i nie pomaga im nawet charyzma Nikolaja Coster-Waldau, który robi wszystko by wypaść przekonująco, ale nie zawsze mu to wychodzi. Nie pomaga też w tym opowiadana na dwóch płaszczyznach czasowych fabuła, ponieważ buduje to zbytni dystans wobec całej historii i wprowadza tylko zamieszanie do dosyć prostej linii fabularnej. Problemem jest też to, że pomimo psychologicznego zacięcia reżyser ucina i nie rozwija żadnego z wątków, który mógłby być pod tym względem interesujący, Rodzinne relacje bohatera to kilka rozmów z żoną, jedna z synem oraz pisanie wzruszających listów pełnych złotych myśli. Tak samo relacja Jacoba z Howiem, młodym członkiem gangu, którego traktuje ostro i surowo, ale też nieco po ojcowsku, praktycznie się nie rozwija. Sporo czasu na ekranie zajmują natomiast wątki niepotrzebne, właściwie jak wszystkie dotyczące zajmująco się sprawą gangu policjanta Kutchera. Nie są one zupełnie potrzebne ani dla zrozumienia bohatera, an dla dobra akcji. Ich rozwlekłości nie może tłumaczyć tylko to, że grający Kutchera Omari Hardwck jest aktorsko najlepszy w całej obsadzie.

Skazany to film sensacyjny, którego reżyser chciał pokazać coś innego niż tylko krwawe, brutalne sceny, wytatuowane torsy i strzelaniny. Niestety efekt jest jedynie taki, że i tak w głowie pojawia się myśl gdzieś już to widziałem


Daniel Mierzwa

środa, 1 listopada 2017

Borg/McEnroe. Między odwagą a szaleństwem (2017)

Reżyseria: Janus Metz
Gatunek: Dramat, Sprotowy 
Premiera w Polsce: 27 października 2017

Filmy o sporcie mają się bardzo dobrze i chyba wszystkie dyscypliny zasłużyły sobie na kinowy hołd. Dlatego aż dziwne było, że tak popularny sport jak tenis nie doczekał się poważnego kinowego dzieła, a jedynym filmowym przebojem na jego temat była udana, ale daleka od wybitności komedia romantyczna Wimbledon z uroczą Kirsten Dunst i zabawnym Paulem Bettanym. Na trawiaste kort legendarnego londyńskiego klubu zabiera nas teraz również Janus Metz w Borg/McEnroe. Między odwagą a szaleństwem.  

Film Duńczyka opowiada o przygotowaniach do turnieju Wielkiego Szlema i finałowym starciu w nim dwóch wybitnych postaci tenisa - Szweda Bjorna Borga, wówczas już zawodnika uznanego za wybitnego i z imponującym sportowym dorobkiem, i Johna McEnroe, niewiele młodszego tenisisty, który dopiero co rozgościł się w światowej czołówce tej dyscypliny.
Choć to film sportowy, reżyser skupia się na psychice bohaterów. Bjorn Borg, z którego perspektywy pokazana jest większość akcji to postać na zewnątrz wydająca się oazą spokoju, choć w środku buzuje. Dzięki licznym retrospekcją widzimy z młodego buntownika, który dzięki pomocy swojego trenera bardzo szybko przeradza się w ikonę swojej dyscypliny i wielkiego mistrza, któremu dzięki licznym rytuałom i przestrzeganiu dziwnych zwyczajów udaje się trzymać na wodzy kłębiące się w nim emocje, choć nie pomagają w tym ingerujące w jego prywatność media i rozgłos. Mniej czasu poświęcone jest tutaj drugiemu tytułowemu bohaterowi, choć gdy tylko Shia LaBeouf jako John McEnroe pojawia się na ekranie natychmiast rośnie dynamika, ponieważ jego postać to chodzący żywioł. Ale też młody mężczyzna, który chciałby być traktowany jako prawdziwy sportowiec na miarę jego możliwości i talentu, a nie tylko enfant terrible świata tenisa. A całe psychologiczne portretowanie postaci jest bardzo udane ze względu nie tylko na dobrą grę aktorów, ale też odważny montaż, podkreślający, to co dzieje się w ich głowach, liczne zbliżenia i retrospekcje. Na uwagę zasługują też wydające się nam dziś zabawne stroje, ale idealnie odtwarzające modowe realia tamtej epoki.
Na miejsce w historii kina sportowego zasługuje przede wszystkim finałowa sekwencja finałowego tenisowego pojedynku. Mecz pełen był emocji, zwrotów akcji i napięcia, a na ekranie zostaje to w pełni oddane, i nawet jeśli zna się wynik tej historycznej konfrontacji, to z niecierpliwością i wypiekami na twarzy czeka się na to aż padną kończące ten wimbledoński finał słowa gem, set, mecz. I choć zwycięzca będzie tylko jeden, obaj zawodnicy wygrają coś dla siebie.
Borg/McEnroe. Między odwagą a szaleństwem  to całkiem udany film o duchu sportu,  rywalizacji i zwycięstwach nie tylko na korcie.


Daniel Mierzwa 

wtorek, 31 października 2017

Szklana trumna (2016)
Reżyseria: Haritz Zubillaga  
Gatunek: Thriller
Premiera na świecie: 11 października 2016

Czasem jakiś reżyser ma odwagę wprowadzić coś nowego do kina grozy, nie jest nim jednak debiutant Haritz Zubillaga, bo problemem jego produkcji Szklana trumna, jest dolegliwość, która dręczy większość horrorów i thrillerów - schematyczność i powielanie przez ich twórców zużytych trików na straszenie i budowanie napięcia. Przez to efekt daleki jest od ideału, a nawet przyzwoitej jakości rozrywki.

Główną bohaterką filmu jest Amanda, znana i ceniona aktorka. Wsiada do  luksusowej limuzyny, która ma zawieść ją na prestiżową galę, gdzie ma otrzymać nagrodę. Przejażdżka z szampanem w ramach poczęstunku staję się, jednak gehenną, gdy okazuje się, że samochód jest pułapką, a kierowca doświadczonym sadystą.
Szklana trumna pogrywa z elementami, które znamy z wielu innych filmów o sytuacjach bez wyjścia. Mamy tutaj tajemniczy głoś donoszący się z głośników i wydający budzące moralne opory ofiary polecenia, duszną, klaustrofobiczną atmosferę, wyglądającego niczym z nowoczesnego samolotu wnętrza limuzyny i motyw zemsty za krzywdy sprzed lat. Film jednak przegrywa grę ze sprawdzonymi chwytami, oferując tylko blade podróbki tego, co dobrze już znamy.
Niezbyt dobrze wypada też rola Paoli Bontempi, która robi wszystko, aby jak jedyna przez większość czasu na ekranie postać, przyciągnąć uwagę. Niestety ze względu na słaby scenariusz, całe jej wysiłki znoszą się do wygibasów i wicia się.
Największą wadą filmu i też najcięższym zrzutem jaki można wystosować wobec twórców filmu jest absolutny brak przerażenia podczas jego oglądania. Nie straszy tutaj zupełnie nic, to co mogłoby być upiorne jest zabawne. Zupełnie brak też jakiekolwiek napięcia, Szklana trumna szybko zaczyna się nudzić, a zamiast oczekiwać kolejnych wydarzeń, czekamy jedynie na końcowe napisy.
Szklana trumna to film, który jedynie męczy, nie oferując ani strachu, ani zabawy. A więcej współczucia mamy do siebie, że musimy to oglądać, niż do bohaterki, która została ofiarą sadystycznych porywaczy.


Daniel Mierzwa

niedziela, 29 października 2017

Thor: Ragnarok (2017)
Reżyseria: Taika Waititi
Gatunek: Fantasy, Przygodowy
Premiera w Polsce: 25 października 2017

Twórcy ekranizacji komiksów Marvela nie raz pokazywali, że najważniejsza jest dla nich widowiskowość i efekciarstwo. Po wielu bardziej i mniej udanych produkcjach powracają oni do losów nordyckiego boga piorunów Thora, by z jeszcze większym impetem wejść w mityczny Asgard, pełny nowych bohaterów gwarantujących niezapomniany spektakl fajerwerków. Początkowo przygodę z Thorem rozpoczął Kenneth Branagh – ostatnio widziany w Dunkierce, później Alan Taylor – znany z produkcji Gry o tron, by wreszcie dać szansę Waititiemu - reżyserowi, którego poczucie humoru, dystans oraz wyrazistość postaci od dawna budowały dobre kino, a jego Co robimy w ukryciu do dziś pozostaje na naszej liście najlepszych komedii.


Thor: Ragnarok od pierwszych scen buduje napięcie niczym ostatni Strażnicy galaktyki. Początkowo będący w niekorzystnej sytuacji bóg, w rytmie muzyki musi pokonać zaciekłego przeciwnika, by w glorii chwały powrócić na swoją planetę. Tam okazuje się, że jego dotąd zmarły brat, cudownie zmartwychwstał, a wylewane łzy i rozpacz okazały się niepotrzebne. Razem z wielkim come backiem Lokiego wracają niestety również problemy i nowy przeciwnikiem, którym okazuje się dawno zapomniana bogini Śmierci – Hela, która czerpiąc moc z Asgardu będzie chciała zawładnąć Wszechświatem. Pozbawiony swojego potężnego młota Thor zostaje uwięziony w odległej części Wszechświata, gdzie zmuszony zostaje do pojedynków gladiatorów, a jego pierwszym przeciwnikiem okazuje niezwyciężony Hulk – ulubieniec Arcymistrza oraz tłumów. W obliczu zagłady swojej planety bohater będzie musiał znaleźć sojuszników, którzy pomogą mu z walce z wymagającym przeciwnikiem, tym bardziej, że nadchodzi Ragnarok – mityczny koniec Asgardu i bogów.

Podczas seansu ma się wrażenie, że wszystko idealnie do siebie pasuje. Motywy muzyczne lat 80., które ostatnio staja się coraz popularniejsze w komiksowych ekranizacjach, w doskonały sposób podkreślają humor bohaterów. Zresztą całość produkcji zbudowana jest z gagów, czy komediowych popisów aktorów, w których odczuwalny jest dystans twórców do tego mitycznego świat. Wprowadzają oni również wiele nawiązań do innych produkcji Marvela, które pozwalają na osadzenie wydarzeń w odpowiednim czasie filmów uniwersum, puszczają również śmiało oko do wytrwałych widzów, którym nie straszne jest oczekiwanie na sceny po napisach.


Pozytywnie wypadają również aktorskie kreacje. Chris Hemsworth świetnie radzi sobie z bardziej komediowym obliczem, krótszymi włosami i mniejszą liczbą minut na ekranie, które zdecydowanie kradnie Tom Hiddleston jako Loki – powraca on w wielkim stylu, kolejny raz pokazując postać goniącego za okazjami i przekupnego rodzinnego błazna. Pozytywnie wypada także Oscarowa Cate Blanchett, z klasą i mrokiem w oczach jako Hela dąży do zawładnięcia światem, nie zapominając przy tym o złowieszczym uśmiechu. Bezbłędnie prezentuje się również sam reżyser, który użycza głosu kamiennemu kosmicie imieniem Korg, a wypowiadane przez bohatera dialogi to śmiały uśmiech w stronę widowni zainteresowanej poprzednimi produkcjami reżysera.

Thor: Ragnarok to kino rozrywkowe w czystej postaci, będące zarówno świetną kontynuacją, jak i podstawą do kolejnych superbohaterskich produkcji. Film pełen spektakularnych pojedynków, zabawnych, nieprzesadzonych dialogów i wizualnie perfekcyjnych miejsc. Kino nie pozbawione dystansu z efektami, które zdecydowanie robią wrażenie na dużym ekranie.


Patrycja Strempel












Za możliwość odwiedzenia mitycznego Asgardu dziękujemy kinu IMAX Cinema City Punkt 44 w Katowicach.

sobota, 28 października 2017

Patti Cake$ (2017)
Reżyseria: Geremy Jasper
Gatunek: Dramat
Premiera w Polsce: 20 października 2017

Nigdy nie wiadomo czego oczekiwać po reżyserskich debiutach. Jednak kino lubi zaskakiwać, a szczególnie te spod znaku festiwalu Sundance, który często pokazuje znakomite perełki warte uwagi. Podobnie jest i tym razem, a Geremy Jasper i jego świeżutka produkcja Patti Cake$ to kino niezależne wysokiej klasy.


Reżyser pokazuje z pozoru prostą historię dziewczyny, która wyjątkowo sprawnie radzi sobie ze składaniem rymów. Pozbawiona perspektyw do lepszego życia egzystuje w New Jersey wraz z niespełnioną muzycznie matką – pijaczką – fryzjerką oraz unieruchomioną z powodu choroby babcią z ochrypniętym głosem i ciętym językiem. W wieku 23 lat jej największym osiągnięciem jest praca w podrzędnym barze, co jednak nie wiąże się z wysokimi dochodami. Bohaterka natomiast pragnie spełniać się na scenie i jako królowa rapu zawładnąć całym rynkiem muzycznym. Nabiera pewności co do swoich umiejętności, gdy bez problemu niszczy konkurencje podczas jednej z freestylowych bitew. Razem ze starym przyjacielem Jheri, dopiero co poznanym ekscentrycznym Basterdem oraz babcią zakłada zespół, chcąc ruszyć za swoimi marzeniami, osiągnąć muzyczny szczyt obok swojego idola rapera O-Z.

Film ten prezentuje się świetnie od strony muzycznej. Teksty piosenek, będące czasami dialogami świetnie wybrzmiewają z ust Patricii Dombrowski, a jej energia i flow czuć jeszcze długo po seansie. Twórcy sprawnie łączą tu hip-hopowe bity zarówno z popularnymi radiowymi utworami, jak i piosenkami wykonywanymi przez matkę bohaterki. Pokazują marzenia, które nigdy nie zostały spełnione oraz te, które dopiero się kreują, przez co wprowadzają widza w pełen emocjonalności świat bohaterów, którym zdecydowanie chce się kibicować.

Jasnym punktem filmu na pewno jest Danielle Macdonald w roli tytułowej a.k.a. Patti Cake$, a.k.a. Killa P. Kreacja jej postaci jest świetnym połączeniem marzycielstwa z obawami. Dobrze odnajduje się ona w dosyć ekscentrycznej stylistyce, a przy tym rapem porywa tłumy. Brawa należą się również Bridget Everett (niedawno jeszcze paradowała w kostiumie jednorożca i miała wychodne razem z innymi mamuśkami), teraz jako Barb – matka głównej bohaterki, świetnie prezentuje się na scenie i w domowym anturażu bynajmniej niespokojnym.  

Patti Cake$ to porywająca opowieść, która w odpowiednich momentach zaraża optymizmem, by w innych wzruszać i kierować w stronę nostalgii. Festiwalowe kino spod znaku spełnionych marzeń z obskurnymi amerykańskimi ulicami w tle i bezbłędnymi rymami.




Patrycja Strempel