niedziela, 2 kwietnia 2017

American Honey (2016) - recenzja

2 komentarze:
 
American Honey (2016)
Reżyseria: Andrea Arnold 
Gatunek: Dramat obyczajowy 
Premiera w Polsce: 31 marca 2017

Jeżeli kogoś można nazwać ulubienicą canneńskich jury, to bezwątpienia jest to Andrea Arnold. Jej trzy filmy zdobyły tam Nagrody Jury. Ma ona swoim koncie jeszcze mnóstwo innych nagród, wśród których należy wymienić Oscara za najlepszy aktorski film krótkometrażowy, dwie nagrody BAFTA i wygraną w jednej z sekcji na festiwalu w Sundance, a jej najlepsze dzieło Fish Tank trafiło na listę 100 najlepszych filmów XXI wieku według BBC.


Jej najnowszy film American Honey wreszcie trafił do polskich kin dając szansę fanom jej twórczości na dalsze eksplorowanie jej sztuki, a tym , którzy jej filmów nie znają na zapoznanie się z nimi.
Nowy film Andrei Arnold opowiada o Star, osiemnastoletniej dziewczynie, żyjącej w patologicznej rodzinie, ojczym się do niej dobiera, matka ignoruje istnienie jej i jej rodzeństwa, a ona sama ma na głowie opiekę na młodszymi bratem i siostrą i zajmowanie się domem. Zafascynowana poznaną grupą młodych ludzi, którzy trudnią się sprzedażą prenumerat magazynów jeżdżąc po całych Stanach Zjednoczonych, postanawia się do nich przyłączyć. W decyzji pomaga jej zauroczenie liderem grupy Jake’m oraz panującą wśród nich swobodą. Choć nie jest traktowana ze specjalną sympatią przez szefową  grupy- Riley. Wraz z nimi wyrusza, bo poznać dziwny, czasem gorzki smak tego biznesu, ale też poznać siebie od każdej możliwej strony.

Ten epicki film, trwa w końcu prawie trzy godziny, to prawie kompletny obraz Stanów Zjednoczonych, od bezkresnych przestrzeni, bo ciasne, wielkie miasta, od brodaczy w tirach, po wyczesane i wystrojone panie w średnim wieku mieszkające na przedmieściach w ogromnych domach, którym Star wraz z towarzyszami sprzedaje prenumeraty magazynów, a niektórzy z nich dorabiają jeszcze co nieco podwędzając jakiś cenny drobiazg z domów klientów.

Dokumentalne wręcz spojrzenie nie może dziwić nikogo kto zna twórczość Andrei Arnold. Jej poprzednie filmy będące opowieściami z blokowisk posiadały ten sam charakter. Charakterystyczne jest też dla niej pozbawianie obrazów wszelkiej poetyki, co szczególnie było widać w jej Wichrowych Wzgórzach, zarówno międzyludzkie relacje jak cały współczesny świat pozbawiony jest jakiegokolwiek romantyzmu, chodzi jedynie o egoizm, spełnienie swoich potrzeb i wykorzystanie innych przy jak najmniejszym własnym wysiłku. Świat współczesnego człowieka to dla reżyserki jedynie świat jego zmysłów, bez miejsca na sentymenty.
Jedynej poetyckości filmowi dodają zdjęcia Robbiego Ryana, bardzo dokumentalne w swoim charakterze, ale momentami tworzące niesamowity klimat, potrafiące realistycznym kadrom dodać niego magicznego charakteru.

Świetne są tutaj też role aktorskie. Mistrzowsko gra debiutująca na ekranie Sasha Lane w roli Star, gra odważnie, momentami tracą wyczucie, ale przez to jej postać wydaje się prawdziwsza, bardziej spontaniczna i naturalna. Dobrze też gra Shia LaBeouf, filmowy Jake, wchodzi tu na wyżyny swojego talentu (co cieszy podwójnie, bo oglądają niektóre jego filmy, można było się zastanawiać czy w ogólne go posiada). Cieszy też to, że to hollywoodzki aktor, który nie boi się ról u reżyserów tworzących autorskie, artystyczne kino, które nie trafia do wszystkich odbiorców. Dobrą kreację tworzy też Riley Keough, która jako Krystal, wystylizowana na dziewczynę z amerykańskiej prowincji, jest w pełni przekonująca, niewątpliwie pomaga jej w tym magnetyczne, głębokie spojrzenie.


American Honey to kino drogi, ale to film nieco inny niż typowy dlatego gatunku. Bo podróż nie do końca wiąże się tutaj z wolnością. Opuszczenie patologicznego domu przez Star wcale nie uwolniło jej od toksycznych relacji. Z jednej strony związała się z grupą podobnych do niej wyrzutków, którzy obdarzyli ją sympatią, z drugiej weszła w niezdrowy, głównie erotyczny związek z Jake’m, który tylko emocjonalnie ją kosztuje. Niezbyt sympatyczne są też jej relacje z Riley, od której zależy jej możliwość utrzymania się. Wyrwanie się z jednych związków wpędza w inne równie skomplikowane i trudne. I również w tych innym chodzi tylko o wykorzystanie bliźnich.

Andrea Arnold zdekonstruuje tutaj jeden z amerykańskich mitów, ten o kraju szans i wolności. Tak naprawdę nie ma tam dla niektórych ani jednego ani drugiego i są oni skazani na takie samo życie w każdym zakątku Stanów Zjednoczonym, inny jest tylko widok za oknem. Ale jest to też dowód na to, że najprawdziwsze obrazy o USA tworzą twórcy spoza nich, jako inny przykład przytaczając tutaj Anga Lee. Ten tajwański reżyser z równą szczerością niszczył amerykańskie mity.

American Honey to nie film dla każdego, fani twórczości Andrei Arnold na pewno będą zadowoleni. Reszta może nie do końca zachwycić się jej wizją, ale znaczna część widzów da się porwać w rozedrganą, długą, ale nie nudzącą ani chwili podróżą przez Stany Zjednoczone w rytm muzycznych przebojów. Seans tego filmu to wielkie i autorskie kino na wyciągnięcie ręki.





Za możliwość wybraniu się w podróż przez Stany Zjednoczone wraz z Star dziękujemy kinu Cinema City Silesia w Katowicach. 

Daniel Mierzwa 

2 komentarze:

  1. Film wydaje się bardzo fajny. Z pewnością zobaczę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajny ale nie dla mnie tym razem :)

    Zapraszam http://ispossiblee.blogspot.com/2017/04/kombinezon-w-roli-gownej.html

    OdpowiedzUsuń