czwartek, 3 stycznia 2019

Mój piękny syn (2018) - recenzja

Brak komentarzy:
 

Mój piękny syn (2018)
Reżyseria: Felix Van Groeningen
Gatunek: Dramat
Premiera w Polsce: 4 stycznia 2019

Aktorskie zdolności, które pokazał w Tamtych dniach, tamtych nocach Timothee Chalamet i dramatyczny talent, który odkrył w Steve’ie Carellu Bennett Miller to dwa skarby Hollywood, które tym razem spotkały się na planie Mojego pięknego syna – anglojęzycznego debiutu Felixa Van Groeningena, cenionego belgijskiego reżysera, którego scenariusz powstał na podstawie autobiograficznych książek ojca i syna – Davida i Nica Sheffa.



Nic jest uzależnionym od narkotyków  nastolatkiem, mieszkającym z troskliwym ojcem i jego nową żoną. Z czasem zaczyna próbować coraz to mocniejszych narkotyków. Nałóg syna wykańcza nie tylko jego, ale też jego ojca. Mężczyzna, pomimo tego robi wszystko, aby swojemu potomkowi pomóc. Jest gotów za każdym razem, gdy ten znika wyruszyć na jego poszukiwania, stara się też poszerzyć swoją wiedzę nałogu Nica i jego skutkach. Z czasem jednak uświadomi sobie jak bardzo jest bezradny wobec choroby, która niszczy jego syna.

Van Groeningen porusza w Moim pięknym synu temat narkomanii. Podchodzi do niego jednak inaczej niż większość twórców. Nie obchodzą go narkotyczne tripy Nica, ani powody z jakich młody, odnoszący w szkole sukcesy i nie mający rodzinnych kłopotów chłopak sięga po narkotyki, aby wkrótce się od nich uzależnić. Reżyser skupia się bardziej na tym jak jego ojciec David zdaje sobie zdawać sprawę ze swojej bezradności i, że może stracić nie tylko syna, ale też innych bliskich, na relacje z którymi wpływa  nałóg Nica.

Reżyser W kręgu miłości chętnie sięga po melodramatyczne sceny i uderza w czułe struny. Wykorzystuje urocze retrospekcje, każe swojemu bohaterowi śpiewać kołysankę (od której zresztą film zaczerpnął swój oryginalny tytuł – Beautiful boy), unika jednak melodramatycznej sztampy i nie serwuje wymuszonych wzruszeń, a prawdziwe emocje.

Największą siłą Mojego pięknego syna są jednak aktorskie kreacje. Timothee Chalamet w roli kruchego i wrażliwego Nica potwierdza swoją pozycję aktorskiego objawienia. Steve Carell w piękny sposób oddaje przeciwstawne emocje, które rządzą Davidem, raz będąc ciepłym ojcem, a raz mężczyzną pogrążonym w melancholii. Nie gorzej jest na drugim planie. Amy Ryan jako matka Nica pojawia się na ekranie zaledwie kilka raz, za każdym jest jednak bardzo dobra. Popis daje jest Maura Tierney w roli Karen- żony Davida. Jej pełna skupienia gra to prawdziwe mistrzostwo. I to do niej należy, chyba najbardziej poruszająca i skromna za razem scena, gdy wyrusza w pościg samochodowy za uciekającym Nickiem i jego dziewczyną.

Mój piękny syn to pozbawiony tandety poruszający dramat, który skupia się na nieoczywistych stronach międzyludzkich relacji i potrafi na obecny od dawna w kinie temat powiedzieć coś nowego.


Daniel Mierzwa

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz