sobota, 23 września 2017

Kolejny rok, kolejny festiwalowy czas. Ars Independent Festiwal 2017 już za kilka dni, a my jedyne co robimy, to przebieramy nogami i wybieramy seanse, których nie możemy przegapić. Jednak zanim to nastąpi oglądamy się za siebie i wspominamy zeszłoroczne sześć festiwalowych dni. Przeleciały one pod znakiem wizualnych uniesień, wyjątkowych seansów i pełnych ekscytacji chwil, dlatego niesieni na fali wrażeń, wracamy do tego co zdecydowanie warte uwagi.

Cztery konkursowe kategorie, statuetki, Czarne Konie oraz nagrody pieniężne, czyli wszystko co najlepsze może spotkać filmowego twórcę. Zachwyciła katowicka publiczność, zaangażowanie organizatorów oraz bogactwo wydarzeń. Festiwal rozpoczęto z przytupem, hipnotyzującym rytmem i występem M.O.O.N. na katowickiej scenie muzycznej.

Pełnymi wrażeń momentami były pokazy filmów w konkursie filmów długometrażowych. Bezkonkurencyjny okazał się film Old Stone – połączenie azjatyckiej estetyki z amerykańską tradycją. Wrażenie robiły również inne propozycje. Piekielne słońca swoją utopioną w żółciach kameralną historię, Motel Mist kosmitami i sesją sado-maso, Komunikacja i kłamstwa szokującym koreańskim światem i psychologicznym zaangażowaniem, Dziwne dni szaleństwem miłości i brakiem zobowiązań oraz Maquinaria Panamerican surrealizmem i prawdą.

Na uwagę zasługiwały również wszystkie z 33 krótkometrażowych animacji. Zwycięzcą w tej kategorii okazała się subtelna historia o samotnej planecie – Miłość. Poza nią na ekranie królowały filmy z nutą absurdu, czy czarnego humoru, historie o relacjach i miłości, a także kino spod znaku noir i horroru.  

Działo się, działo! Więcej o zeszłorocznej edycji oczywiście przeczytacie na blogu, a od wtorku relacja z tegorocznych wydarzeń

Do zobaczenia w Kato!

piątek, 22 września 2017

Mięso (2016)
Reżyseria: Julia Ducournau
Gatunek: Horror
Premiera w Polsce: 29 września 2017

Nasze kina zalewa masa horrorów. Zwykle są to niestety sequele, prequele czy remake’i tych samych opowieści o morderczych lalkach, nagraniach video, aparatach fotograficznych, oponach czy innych mniej lub bardziej zwyczajnych przedmiotach oraz  historie o bladych i dostojnych wampirach. Dlatego każdy powiew świeżości w tym popularnym gatunku witany jest przez widzów i krytyków ze sporym entuzjazmem.
Taka reakcja spotkała też Mięso Julii Ducournau. Jest to opowieść o Justine dziewczynie, która jak cała jej rodzina jest wegetarianką. I tak jak je rodzice ma rozpocząć studia na weterynarii. Początek nauki na uniwersytecie nie jest niczym przyjemnym,  ponieważ Justine i jej koledzy poddawani są niezbyt miłym inicjacyjnym rytuałom. I jeden z nich staje się początkiem problemów. Dziewczyna próbuje bowiem króliczych podrobów. I od tego czasu czuje coraz większy apetyt na mięso. I to nie tylko drób czy wieprzowinę, ale też to ludzkie. Jednak problemy z dziwnymi kulinarnymi zachciankami i towarzyszące im skórne dolegliwości oraz trudne życie świeżo przyjętych studentów wśród starszych kolegów to nie jedyne problemy dziewczyny. Justine musi też zmierzyć z mieszanymi uczuciami wobec starszej i zbuntowanej siostry Alexii oraz własną budzącą się kobiecością wraz ze wszelkimi jej odcieniami.
Tło filmu za każdym razem jest intrygujące. Zakryte mgłą krajobrazy, pełne biologicznych preparatów sale uczelni  stanowią przerażające tło, którego może zazdrościć każdy inny twórca horrorów. Gorzej niestety jest z akcją. Mimo, że mogłoby się tutaj sporo dziać i to zarówno na płaszczyźnie tematyki wchodzenia w uczelnianą społeczność, jak i odkrywania kanibalistycznych skłonności. Niestety tempo jest tutaj marne i film ciągnie się jak flaki z olejem, choć to za jedzenie innych organów zabiera się bohaterka. Gdy już na ekranie dzieję się cokolwiek poza smętnymi dialogami, są to wydarzenia takie jak odcinanie sobie  palca, depilacja brazylijska i pies wąchający krocze, a to wszystko w jednej scenie. Tak, więc film z parady nudy przeskakuje w festiwal okropieństw i to zwykle nie na długo.
Można pochwalić reżyserkę, że zechciała zrobić film o dorastaniu dziewczyny w sposób jaki nie zrobił tego nikt przed nią. I jedyną chyba zaletą Mięsa jest to, co może dziwnie brzmieć, bo jest to w końcu horror, że nikt tak naprawdę nie chce tu straszyć, a przedstawić swój manifest o kobiecej wolności. I gdyby nie to społeczne zacięcie, film ten nie miałby żadnej wartości.
Mięso to film, który warto zobaczyć, ale nie dlatego, że potrafi przerazić, ale dlatego, że porusza istotne społecznie tematy. Ale czy tak naprawdę tego ktokolwiek oczekuje od horroru?


Daniel Mierzwa

środa, 20 września 2017

The Square (2017)

Reżyseria: Ruben Ostlund 
Gatunek: Komedia 
Premiera w Polsce: 15 września 2017

Po sukcesie Turysty można było tylko czekać na kolejny film Rubena Ostlunda i obserwować, jak jego następne dzieło będzie obsypywane nagrodami. I choć sezon nagród w tym roku jeszcze się nie rozpoczął, to The Square zdobył najważniejsze wyróżnienie – Złotą Palmę już podczas tegorocznego festiwalu filmowego w Cannes, gdzie miał premierę. Film wzbudził zachwyty jurorów, krytyków i widzów, i mimo, że nie był typowany do zwycięstwa, to jego sukces też nikogo nie zaskoczył.
Tytułowy The Square – Kwadrat jest artystyczną instalacją i manifestem argentyńskiej twórczyni Loli Arias. Dzieło ma się stać jedną z atrakcji zbliżającej się wystawy w jednym ze sztokholmskich muzeów sztuki nowoczesnej. Lecz nie ono zajmuje najważniejsze miejsce w tym filmie, a Christian- przystojny, elegancki i zamożny dyrektor tej placówki. Obserwujemy jego kłopoty i troski, od tych związanych z pracą, po najzwyklejsze problemy dnia codziennego. Film rozpoczyna wywiad, który z bohaterem przeprowadza Anne, niezbyt rozgarnięta amerykańska dziennikarka, wyraźnie zafascynowana postacią Christiana. Jej pytania, a zadaje je tylko dwa, nie czynią rozmowy nadzwyczaj ciekawej, ale pokazują już w jakim kierunku potoczy się film. Bo pierwsze z nich nie ma raczej żadnego znaczenia, drugie obrazuje zbytnie zamknięcie się sztuki na zwykłego człowieka. Sama scena to raczej manifest tego, co o komunikacji między ludźmi sądzi reżyser- a nie uważa on, że jest ona łatwa. Następnie Christian jest ofiarą dziwnej sytuacji. Idąc do pracy, jest świadkiem jak rozhisteryzowana dziewczyna wpada na jednego z przechodniów, a on sam angażuje się w pomoc. Jak się okazuje wszystko spokojnie się kończy, ale bohater filmu zauważa, że nie ma telefonu, portfela, a nawet spinek do mankietów. Podejmuje, więc próbę odzyskania swoich rzeczy. Jego plan będący mieszanką strachu i uprzedzeń z zuchwałością, pozwoli mu odzyskać stracone dobra, ale też wprowadzi w jego życie chaos. I tak w codzienne funkcjonowanie Christiana wprowadza się zamęt. W sferze prywatnej wprowadza go dziennikarka Anne, a w zawodowej przygotowania do wystawy i próby jej wypromowania, które stają się dla Ostlunda świetną okazją do kpin ze świata ludzi kultury i sztuki. Wszystko to zmierza do katastrofy, a życie Christiana może w jej wyniku legnąć w gruzach. 
Ruben Ostlund nadaje The Square formę miniatur, scen, które pełne absurdów w duchu Roya Anderssona, w pełni oddają jego myśli i sprawnie układają się w jasną, choć wielowątkową fabułę. Nabija się z bohaterów filmu i ich świata, aby w ten sposób ukazać, że tak naprawdę światli ludzie pełni są uprzedzeń, zamknęliby się w swoim świecie, a ich kontakt z rzeczywistością zwykle kończy się porażką. Tak samo dostaje się tutaj doradcom z PR-owej firmy, którzy stawiając na kontrowersje, nie liczą się z jej skutkami. A z wszystkiego wypływa tutaj pytanie o granice tolerancji, o to czym jest empatia i czy aby nie jesteśmy zbyt pozamykani w swoim świecie. 
Tak samo w bezlitosny sposób reżyser punktuje obłudę widzów. Co szczególnie widać z scenie podczas spotkania ze znanym artystą, które zakłóca jeden z widzów, chory na zespół Tourette’a. Z jednej strony szacunek dla osób chorych nie pozwala nam się z tej sytuacji śmiać, z drugiej strony absurd tej sceny nie pozwala zachować powagi. 
Cały film kończy scena performance’u Olega Rogozina, który naśladując zachowania goryli wprowadza zamęt na ekskluzywnej kolacji, która demaskuje tkwiące w ludziach instynkty oraz prowokuje do pytań o granice wolności artystycznej wypowiedzi oraz międzyludzkich relacji.
The Square to film, który bawi, ale pod komediowym płaszczykiem ukrywa wiele ważnych pytań, nie tylko związanych ze światem sztuki. Możemy się tylko cieszyć, że jury w Cannes pod przewodnictwem Pedro Almodovara miało odwagę nagrodzić film o tak ważnych sprawach pokazanych w tak pozornie beztroski i lekki sposób. 


Za możliwość obejrzenia filmu, który zachwycił jurorów festiwalu w Cannes dziękujemy kinu Cinema City Punkt 44 w Katowicach.

Daniel Mierzwa

poniedziałek, 18 września 2017

Na układy nie ma rady (2017)

Reżyseria: Christoph Rurka
Gatunek: Komedia obyczajowa
Premiera w Polsce: 8 września 2017

Debiut reżyserski Christopha Rurki prawdopodobnie przekreśli wiele jego szans na rozwój kariery. Ciężko napisać nawet kilka pozytywnych słów o jego produkcji. Nie można pochwalić ani obsady, a co dopiero scenariusza, którego autor Piotr Czaja, wcześniej odpowiedzialny za Kac Wawę ponownie ciągnie polskie kino na dno.


Bohaterem filmu jest Marek Niewiadomski (Grzegorz Małecki) nieudolny przedsiębiorca, którego wykańcza codzienność, długi oraz irytująca małżonka (Katarzyna Glinka). Jednak klasyczny zwrot akcji odbywa się w momencie, gdy otrzymuje on propozycje objęcia stanowiska drugiego wiceministra. Wraz ze światem polityki pojawiają się wielkie pieniądze, korupcja, nepotyzm i kolesiostwo. Marek postawiony przed wyzwaniem będzie musiał zdecydować, czy pozostać uczciwym obywatelem, czy dać porwać się układom, na które widać nie ma rady.

Pomimo aktualnej tematyki, film z każdą kolejną sceną pogrąża się jeszcze bardziej. Absurdalne żarty, które na siłę wplatane są w dialogi, czy bohaterowie bez perspektyw świetnie obrazują poziom tej pozycji. Ewidentnie widać również, że Grzegorz Małecki prawdopodobnie nie ma szczęścia do dobrych filmów, szczególnie przez jego występy w Lejdis, Wkręconych 2, Po prostu przyjaźń, czy PolandJa.

Na układy nie ma rady to film, na który poza czasem, szkoda również słów. Totalny niewypał, który za wszelka cenę stara się bawić, a budzi jedynie niesmak i odczucie żenady. Dla własnego dobra, szeroko go omijajcie.





Patrycja Strempel 

sobota, 16 września 2017

Do naszych kin zawitał tegoroczny zdobywca Złotej Palmy na MFF w Cannes- The Square Rubena Ostlunda., którego akcja dzieje się wśród ludzi związanych ze sztokholmskim muzeum sztuki współczesnej. Dlatego, aby dobrze przygotować się do seansu i wczuć  klimat filmu, dziś ranking 10 najlepszych filmów ze światem sztuki w roli głównej.

10. Powidoki (2016) reż. Andrzej Wajda
Ostanie dzieło jedno z najwybitniejszych twórców w historii polskiego kina to opowieść o skomplikowanych losach polskiego malarza – Władysława Strzemińskiego na tle trudnej historii Polski. Ciekawe losy, walka o swoją godność  i artystyczną wolność oraz nieoczywista rola Bogusława Lindy.

9. Camille Claudel (1988)  reż. Bruno Nuytten
Fascynująca i długa opowieść o rolach niedocenianej za życia wybitnej artystki. Życie na krawędzi szaleństwa i toksyczna miłość w wykonaniu znakomitej Isabelle Adjani, której partneruje Gerard Depardieu.

8. Dziewczyna z perłą (2003) reż. Peter Webber
Historia powstania jednego z najbardziej znanych obrazów Johannesa Vermeera, pod którą ukryta jest opowieść  o wielkiej fascynacji. Do tego Colin Firth i Scarlett Johansson w jeden z kilku znakomitych ról na swoim koncie.

7. Frida (2002) reż. Julie Taymor
Biografia jeden z najciekawszej postaci malarstwa XX wieku – Fridy Kahlo. Pełna ognia i energii opowieść trudnej miłości, cierpieniu i sztuce, która uczyniła Salmę Hayek gwiazdą pierwszej klasy.

6. Dziewczyna z portretu (2015) reż. Tom Hooper
Losy malarza Einara Wegenera, który zmienił płeć i stał się Lili Elbe pokazane przez pryzmat jego małżeństwa z jego żoną Gerdą. Film o trudnym poszukiwaniu swojej tożsamości i miłości wystawionej na próbę, który przyniósł Oscara za najlepszą rolę drugoplanową Alicii Vikander.

5. Caravaggio (1986) reż. Derek Jarman
Kontrowersyjny i oryginalny film o wybitnym malarzu epoki baroku  w reżyserki kulowego twórcy. Znakomite role z Tildą Swinton na czele, autorskie spojrzenie na granicy filmu i teatru.

4. Mój Nikifor (2004) reż. Krzysztof Krauze
Znakomita filmowa biografia Nikifora Krynickiego, znanego malarza prymitywisty w wykonaniu fenomenalnej Krystyny Feldman. Subtelny film, który wzrusza i daje do myślenia.

3. Pan Turner (2014) reż. Mike Leigh
Kunsztownie przedstawione losy wybitnego angielskiego impresjonisty Williama Turnera. Obraz o wybitnej jednostce, która mimo talentu, nie zdobywa pełnego uznania z mistrzowską rolą Timothy’ego Spalla, nagrodzonego za nią Złotą Palmą dla najlepszego aktora i imponujące malarskie zdjęcia Dicka Pope’a.

2. Ostatnia rodzina (2016) reż. Jan P. Matuszyński
Skomplikowane relacje, trudne osobowości i swoiste fatum z wyczuciem przedstawione w filmie o życiu rodziny Beksińskich- malarza Zdzisława, jego żony Zofii oraz syna Tomasza – prezentera radiowego i tłumacza. Jeden z najlepszych polskich filmów ostatnich lat!

1. Moja lewa stopa (1989) reż. Jim Sheridan
Jedne z najbardziej udanych dramatów w historii kina. Poruszająca historia wychowanego w irlandzkiej rodzinie, częściowo sparaliżowanego artysty, który maluje obrazy lewą stopą. Sukces artystyczny i kasowy oraz dwa Oscary – dla wybitnego Daniela Day-Lewisa w głównej roli i dla Brendy Ficker w roli jego matki.


A jaki jest Wasz ulubiony film, w którym sztuka odgrywa ważną rolę?
Jeszcze tylko 10 dni, a Katowice opanują Czarne Konie Ars Independent Festival.
Z tej okazji, dzięki uprzejmości organizatorów wydarzenia, organizujemy dla Was konkurs, w którym do wygrania są pojedyncze wejściówki na festiwalowe pokazy.
Do rozdania mamy
2 pojedyncze wejściówki na pokaz filmu Symulacja dnia 30.09 (sobota) o 12.30 w Kinie Światowid
oraz
2 pojedyncze wejściówki na pokaz animowanych filmów krótkometrażowych Koń Animacji 2/3 dnia 30.09 (sobota) o 15.00 w Katowice Miasto Ogrodów s.211.
Aby wziąć udział w konkursie wystarczy, że polakujecie naszego fanpage’a na Facebooku oraz wyślecie na naszego blogowego maila blotodlazuchwalych@gmail.com wiadomość, w której napiszecie jaki jest wasz ulubiony film krótkometrażowy. Autorzy czterech pierwszych maili, które do nas trafią otrzymają bilet na jedno z dwóch wydarzeń.
W wiadomości oprócz tytułu filmu podajcie swoje imię i nazwisko.
Na wiadomości czekamy do 24 września!


piątek, 15 września 2017

Konstytucja (2016)
Reżyseria: Rajko Grilić
Gatunek: Dramat, Komedia 
Premiera w Polsce: 8 września 2017

Chorwackie filmy rzadko trafiają do naszych kin. Tym bardziej warto się przyjrzeć Konstytucji  Rajko Grlicia. To urocza mieszanka dramatu i komedii opowiadająca o trójce mieszkańców jednego z bloków w stolicy Chorwacji. Pierwszym z nich jest podstarzały nauczyciel , Vjeko Krajl, który za dnia opiekuje się schorowanym ojcem- dawnym członkiem ustaszy, a wieczorem przebiera się za kobietę i rozpamiętuje swoją miłość do nieżyjącego już partnera- Bobo. Jego sąsiadami są Maja, pielęgniarka, i Ante Samardzi, policjant, którego życie w Chorwacji nie jest łatwe, gdyż jest Serbem. A w sąsiednim kraju osiadł z miłości do swojej żony. Mimo, że mieszkają obok siebie, są sobie obojętni, dopóki ich drogi nie skrzyżują się. Vjeko zostaje ofiarą przemocy ze strony grupy agresywnej młodzieży w glanach.I trafia do szpitala, w którym pracuje Maja. Kobieta w poczuciu obowiązku i wspólnoty ze swoim sąsiadem opiekuje się nim w czasie jego rekonwalescencji. Sąsiad chcąc się jej odwdzięczyć postanawia przygotować jej męża do egzaminu ze znajomości konstytucji, któremu mają być poddani wszyscy stróżowie prawa. Wzajemnie relacje nie układają się jednak zbyt dobrze z powodu wiary w pokutujące stereotypy, wciąż nie zabliźnionych ran po bałkańskim konflikcie i po prostu różnicy charakterów.


Konstytucja to film, który porusza ważne tematy. Próbuje się rozprawić z ksenofobią, uświadamiając nam jak często przyczyną strachu jest niewiedza, reżyser zastanawia się też na ile burzliwa historia wpływa na nasze relacje z przedstawicielami. Mierzy się też ze stereotypami. I mówi, że z każdą z tych postaw powinniśmy się zmierzyć i nie każdy obcy jest straszny, nawet jeżeli nie zawsze się z nim zgadzamy. Twórcy uniknęli też spłycania postaw filmowych bohaterów. Mimo, że postanawiają się wspierać, to nigdy nie są do końca bezinteresowni.  Jednak za każdym razem chęć pomocy wygrywa z własnym interesem, a w momentach próby są gotowi do poświęceń.
Choć Konstytucja to w dużej części komedia, która choć zabawna nie boi się gorzkiego humoru, to najlepiej ten film wypada, kiedy zbliża się do dramatu, poważne w tonie sceny intymnych rozmów, kiedy bohaterowie naprawdę się przed sobą otwierają są najbardziej poruszające. Duża w tym zasługa odtwórców głównych ról, którzy mimo, momentami lekkiej tonacji, z szacunkiem i powagą pochodzą do swoich bohaterów i oddają wszystkie niuanse ich skomplikowanych emocji.

Konstytucja to film, który pokazuje nam, że wiele możemy się nauczyć od innych, jeżeli tylko odrzucimy fałszywe, często nawet tylko bezmyślnie powielane przekonania oraz o tym, że nawet, jeżeli nie zawsze się zgadzając, ale wzajemnie szanując, można zbudować wspólnotę.


Daniel Mierzwa