wtorek, 22 sierpnia 2017

Babskie wakacje (2017)
Reżyseria: Jonathan Levine
Gatunek: Komedia
Premiera w Polsce: 4 sierpnia 2017

Temat wakacji często jest odświeżany na ekranie. Oglądaliśmy już Wakacje Mikołajka, Rzymskie wakacje, czy Najlepsze najgorsze wakacje, dlatego nie powinno nikogo dziwić powstanie produkcji o Babskich wakacjach, które podobnie jak inne amerykańskie komedie lawiruje na granicy żenady i fabularnej katastrofy.


Babskie wakacje to historia przebojowej Emily, w której rolę wciela się znana głównie z tego, że jest znana Amy Schumer. Bohaterka zostaje porzucona przez faceta tuż przed romantyczną wycieczką do Ekwadoru, a sprawy komplikują się jeszcze bardziej, gdy okazuje się, że oferta była bezzwrotna i nikt nie jest chętny na wspólną podróż do Ameryki Południowej. W akcie desperacji propozycję wspólnego wyjazdu otrzymuje matka dziewczyny (Goldie Hawn), która od lat opiekuje się chorym na agorafobię synem, a jej jedyną rozrywką są domowe obowiązki. Żądna wrażeń młoda bohaterka, na miejscu angażuje się w relacje z wyjątkowo atrakcyjnym mężczyzną, który podstępnie wykorzystuje naiwność turystek, porywa je i wywozi do dżungli.

Całość akcji prezentuje się niezwykle płytko i nieatrakcyjnie. Po filmie nie należy spodziewać się fabularnych fajerwerków, zwrotów akcji, czy momentów niekontrolowanego śmiechu. Widz otrzymuje jedynie marną imitację kryminalnego wątku, uzupełnionego momentami nieudanymi żartami. Początkowo mocnym punktem filmu mogła wydawać się Goldie Hawn, jednak wyprasowana niczym Renée Zellweger, bawi jedynie chęcią swojej wiecznej młodości.

Babskie wakacje to obraz, który poza żenującym scenariuszem posiada również głęboko ukryte przesłanie, poziomem dorównującym komediowej pospolitości. Pozycja, od której nie należy wymagać cudów, jedynie szanować odwagę dystrybutora





#Amanda&Hubert


niedziela, 20 sierpnia 2017

Anioł zagłady (1962)
Reżyseria: Luis Bunuel
Gatunek: Dramat, Fantasy, Komedia 
Premiera na świecie: maj 1962

Oglądaliście O północy w Paryżu Woody’ego Allena? Jeśli tak pewnie pamiętacie scenę podczas, której główny bohater grany przez Owena Wilsona dyskutuje o scenariuszu filmu z Luisem Bunuelem. A dzieło, o które chodzi to Anioł zagłady nakręcony przez hiszpańskiego mistrza po opuszczeniu ojczyzny, podczas pobytu w Meksyku gdzie powstało wiele jego filmów, już po sukcesie jego znakomitej Viridiany, ale jeszcze przed skandalizującą Pięknością dnia.


W wielkiej rezydencji odbywa się wykwintna kolacja. Eleganccy goście wymieniają frazesy, czasem też dyskutują, a do tego dosyć bezczelnie wywyższają się ponad niższe klasy. Gdy jednak przyjęcie dobiega końca, okazuję się, że poza lokajem domostwo opuściła cała służba, a tajemnicza siła nie pozwala zebranym gościom wrócić do swoich domów. Uwięzieni, początkowo złotej klatce, powoli zapominają a etykiecie i manierach, stając się coraz bliżsi swojemu wyobrażeniu o niższych warstwach społeczeństwa.

W Aniele zagłady eksploatuje jeden ze swoich ulubionych, tematów jakim jest krytyka burżuazji. Świat wystrojonych kobiet i sztywnych mężczyzn jest dla niego pełen zakłamania i blichtru, a panujące w nim eleganckie zasady to tylko iluzja mająca na celu podkreślenie ich domniemanej wyższości. Rzeczywistość burżuazji za nic nie może się jednak przeniknąć z rzeczywistością zwyczajnych ludzi. Tak jak goście przyjęcia nie mogą opuścić rezydencji, tak też zwykli mieszkańcy nie mogą przekroczyć jej ogrodzenia, aby wejść na jej teren. Ostatecznie jednak drzwi domu otwierają się, a dwa światy mieszają się.

Krytyka burżuazji, której Bunuel z taką lubością oddawał się w swoich filmach, nie jest jedynym przesłaniem tego filmu. Bo to przede  wszystkim, choć dyskretniej pokazana, krytyka hiszpańskich elit, które wspierały reżim generała Francisco Franco. Obnażona zostaje tutaj ich hipokryzja i przekonanie o własnej wyższości oraz posiadaniu jedynej racji. Rezydencja symbolizuje rządzony za pomocą terroru kraj, a etykieta maskuje strach przed powiedzeniem prawdy. Długotrwałe uwięzienie powoduje jednak budzenie się najniższych, prymitywnych zwierzęcych instynktów.

Anioł zagłady to film typowy dla twórczości Luisa Bunuela, na częsty w jego twórczości temat, surrealistyczny i nieoczywisty, pełen metafor, dyskretnej erotyki i odważnych ocen. Ale to dzieło, z którego wszyscy twórcy mogliby się uczyć jak poetycko pokazać nawet najmniej wygodną prawdę.  



  #Amanda&Hubert

sobota, 19 sierpnia 2017

Obdarowani (2017)
Reżyseria: Marc Webb
Gatunek: Dramat
Premiera w Polsce: 18 sierpnia 2017

Wyjątkowość swojego dziecka dostrzega każdy z rodziców. Jest to również częsty wątek ukazywany na ekranie. Tym razem cudowne zdolności w kinie pokazał Marc Webb, który po wzruszających 500 dniach miłości oraz ekranizacji komiksów o człowieku pająku, daje widzom emocjonalny zastrzyk.


Obdarowani to historia Franka, który samotnie zajmuje się wychowaniem swojej siostrzenicy, której matka nie żyje. Od pierwszych scen doskonale widać łączącą ich więź, a siedmioletnia dziewczynka – matematyczny geniusz – w opinii wujka powinna wieść normalne życie. Wysyła on ją do szkoły, w której odkrywszy jej talent dyrektorka ingeruje w dalsze losy dziewczynki. Na linii frontu pojawia się również niespodziewanie babcia dziewczynki, która z armią prawników za wszelką cenę będzie chciała przejąć opiekę nad dzieckiem i wykorzystać jej talent. Frank nie jest jednak sam, w walce pomagają mu dwie silne kobiety, których zaangażowanie pomoże mu pamiętać o szczęściu, jakie ofiaruje mu obecność Mary.

Pomimo ciekawej historii film został zdecydowanie zbyt spłycony. Opiera się głównie na konflikcie matki z synem, przy tym nie daje wystarczająco uwagi świetnej Mckennie Grace w roli Mary, a co dopiero Octavi Spencer, która jako Roberta – gospodyni z sąsiedztwa pomaga Frankowi w wychowaniu dziewczynki. Twórcy przedstawiają dobrze skrojony dramat, którego seans nie nudzi, momentami wzrusza, a częściej skłania do emocjonalnej podróży  wraz z bohaterami.

Obdarowani pokazuje trudy utrzymania normalności w życiu wybitnego dziecka. Zachłanność, pazerność oraz brak zrozumienia w momentach walki o dobro ukochanej osoby. To film, który daje wiele dobrego i ciepła oraz twarz poczciwego Kapitana Ameryki na pierwszym planie.




#Amanda&Hubert

czwartek, 17 sierpnia 2017

Królewicz olch (2016)

Reżyseria: Kuba Czekaj
Gatunek: Dramat
Premiera w Polsce: 18 sierpnia 2017

Królewicz olch Kuby Czekaja otwierał zeszłoroczny Festiwal Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. I wzbudził skraje reakcje wśród widzów, od zachwytów po głosy oburzenia wyborem tego filmu do konkursu głównego. Po drodze film zdobył jedną z nagród na Berlinale. I wreszcie zawitał do kin w szerokiej dystrybucji, tak, że każdy może obejrzeć i ocenić nowe dzieło reżysera Baby Bump.
Królewicz olch to opowieść o 14-letnim chłopcu, który jest fizycznym geniuszem i wkrótce rozpocznie studia na uniwersytecie i jego apodyktycznej matce, która samotnie go wychowuje i chce, aby ten za wszelka cenę wygrał prestiżowy konkurs. Wbrew nakazom i zakazom kobiety jej syn chciałby jednak żyć zupełnie inaczej. Ich relacja coraz bardziej komplikuje się. A niczego nie ułatwia pojawienie się tajemniczego mężczyzny, który okazuje się być ojcem chłopaka.
Królewicz olch jest wizualnym majstersztykiem. Reżyser odrzuca tu popkulturowe kalki, komiksową estetykę i teledyskowy montaż, którym raczył nas w swoim pełnometrażowym debiucie. Choć nadal widzimy tutaj takie cechy jak fascynacja ciałem oraz językiem i komunikacją. Tutaj królują obrazy tajemnicze, romantyczne i sensualne. Migoczące refleksy światła i mgła są teraz środkiem do tworzenia tła opowieści. Która tak jak w Baby Bump dotyczy dojrzewania. Tyle, że tam chodziło o radzenie sobie ze zmieniającą się fizycznością. Tak w Królewiczu olch chodzi o dojrzewanie ducha. Chłopiec wchodzi w dorosłość i zdaje sobie sprawę, że ma inne potrzeby, marzenia i pragnienia niż te, które wpaja mu matka. Chciałby żyć tak jak jego koledzy. A w trudnym okresie dorastania brak mu tak naprawdę wsparcia rodziców. Matka pod płaszczykiem dbania o naukową karierę syna, tak naprawdę myśli tylko o sobie i rozwiązaniu swoich problemów, w tym finansowych, z którymi poradzić by mogła sobie po zwycięstwie jej syna w ważnym konkursie. Tak samo ojciec, który pojawia się z nikąd w życiu chłopca nie jest dla niego żadną podporą. Jedynie wręcz w komicznie archetypiczny sposób prezentuje wzory męskich zachowań, które według niego nie różnią się niczym od zwierzęcych instynktów.
Oprócz wizualnej maestrii filmu i znakomitych zdjęć Adama Palenty i towarzyszącej mu fenomenalnej muzyce autorstwa Bartłomieja Gliniaka na pochwałę zasługuje gra obsady. Choć najlepsi są odtwórcy ról matki i syna. Niewątpliwie świetny jest Stanisław Cywka w roli chłopca, to jedna z najlepszych ról młodych aktorów w historii polskiego kina. Bardzo dobrze wypada również, zresztą tak jak w Baby Bump, Agnieszka Podsiadlik jako matka. Ale to aktorka, która już nieraz udowodniła, że świetnie czuje się w autorskim kinie.
W filmie przenikają się światy. Mamy świat realny, którego nic tak dobrze nie może przecież tłumaczyć jak fizyka, która otacza nas na każdym kroku, i świat, często perwersyjnych, fantazji bohatera. Tworząc tym samym niesamowitą mieszankę obrazów, która wymaga sporego skupienia, aby nadążyć za filmowymi realiami. Warto jednak zagłębić się w kreowaną na ekranie przez Kubę Czekaja rzeczywistość, bo twórca tak oryginalny w polskim kinie nie trafia się często.


#Amanda&Hubert


środa, 16 sierpnia 2017

Nazywam się Cukinia (2016)
Reżyseria: Claude Barras
Gatunek: Animacja, Dramat, Komedia
Premiera w Polsce: 2 czerwca 2017

Nazywam się Cukinia to film, który choć niepozorny, w końcu to skromna i niedługa animacja, stał się przebojem kin studyjnych i ulubieńcem krytyków, dostał w końcu główną nagrodę na Warszawskim Festiwalu Filmowym, Europejską Nagrodę Filmową dla najlepszego filmu animowanego, czy nominację do Oscara w tej samej kategorii.


Film szwajcarskiego twórcy Claude’a Barrasa opowiada o dziewięcioletnim  Ikarze, którego wszyscy łącznie z nim samym nazywają właśnie Cukinią. Mieszka z matką, która swój czas spędza na piciu piwa, oglądaniu telewizji, wspominaniu ojca głównego bohatera i stosowaniu przemocy wobec syna. Pewnego dnia przy kolejnej próbie wyżycia się na chłopcu ulega wypadkowi. Cukinia trafia do sierocińca, gdzie dołącza do innych dzieci, które znalazły się tam jako ofiary przemocy, ale też innych sytuacji wobec, których były bezradne. Pobyt w sierocińcu nie okazuje się pasmem przyjemności, ale pozwoli zdobyć nowych przyjaciół oraz szansę na lepszą przyszłość.

Nazywam się Cukinia to film o radzeniu sobie z trudną przeszłością, która rzutuje na codzienność, zarówno zmuszając nas do funkcjonowania z traumą, jaki życia w innych, nie zawsze przyjemnych, warunkach. To obraz, który pokazuje to, co w społeczeństwie najgorsze, ale też to, co w ludziach najpiękniejsze. Udowodnia też, że każda, nawet najgłębsza, rana może się zagoić. 
Fabule filmu świetnie pomaga strona wizualna. Świat animowanych kukiełek sprawia, że trudne tematy stają się bliższe, bo zanika gdzieś dystans między widzem na bohaterami. Mimo mogącej się wydawać infantylną formy Nazywam się Cukinia, nie traci nic z przejmującej prawdy. 
To poruszający film, który dzięki swojej formie każdemu pozwoli zmierzyć się z trudnymi tematami, które każdy chciałby przemilczeć.  



#Amanda&Hubert


poniedziałek, 14 sierpnia 2017

Kedi - sekretne życie kotów (2016)

Reżyseria: Ceyda Torun
Gatunek: Dokumentalny
Premiera w Polsce: 28 lipca 2017

Stambuł to miasto z wiekową tradycją. Dla jednych znane z folderów wakacyjnych, dla innych z serialu Wspaniałe stulecie. Jednak dokumentalistka Ceyda Torun postanowiła miasto to pokazać z zupełnie innej perspektywy. Jako kocie imperium, w którym codziennie odbywają się walki o rybie resztki, a zwierzęcy indywidualiści podążają znanymi i nieznanymi ścieżkami.


W Kedi - sekretne życie kotów poznajemy miasto z perspektywy dachowców. Jak odwiedzają mieszkania, restauracje, odbywają wycieczki, czy łowy. Film pokazuje kocie relacje z lokalną ludnością, ich nieugięty charakter, determinacje, czy radość. Ukazuje koty, jako najważniejszych mieszkańców, dla których dobra ludzie są w stanie zrobić wiele nie oczekując nic w zamian. To obraz bezwarunkowej radości czerpanej z pomocy futrzastym rozrabiakom.

Dokument ten pokazuje pełne uroku zdjęcia miasta, przeplatane scenami niczym z zabawnych filmów, które można oglądać w Internecie. Jednak przede wszystkim opiera się na relacjach. Poznając kolejnych kocich bohaterów, poznajemy kolejną ludzką historię. Pełnych empatii i wzruszenia mieszkańców, którzy codziennie odnajdują w sobie siły na pomoc bezbronnym stworzeniom. Małych superbohaterów, którzy w ludziach budzą najlepsze reakcje, a przy tym ich obecność relaksuje i wprowadza spokój.

Kedi - sekretne życie kotów to dobry dokument z pozytywną atmosferą. Pokazuje, jak ludzie w małych rzeczach potrafią odnaleźć radość oraz wolne koty, które w domach zapominają o swojej naturze. Oby więcej takich filmów z kamerą wśród zwierząt.




#Amanda&Hubert



piątek, 11 sierpnia 2017

Paryż może poczekać (2016)
Reżyseria: Eleanor Coppola
Gatunek: Komedia rom.
Premiera w Polsce: 21 lipca 2017

Przepiękne widoki francuskich krajobrazów zwykle bezpośrednio zachęcają do zakupu biletów na najbliższy lot do stolicy miłości. Podobnie jest i tym razem, w filmie w którym Eleanor Coppola niczym w folderze reklamowym prezentuje zdjęcia miejsca, które warto zobaczyć dając widzom swoistą trasę, którą należy podążać, aby w pełni poczuć klimat kraju nad Loarą.


Najnowsza produkcja z Diane Lane w roli głównej – Paryż może poczekać, to nic więcej jak zwykłe lokowanie produktów. Film pokazuje przygodę Anny, która jako żona wpływowego producenta filmowego potencjalnie nie ma czasu na nudę. Jednak podróże od miasta do miasta, samotne pobyty w hotelach i kolacje stają się uciążliwe, a żądna wrażeń bohaterka jest jedynie cieniem swojego znanego męża Michaela. W przypływie buntu i okazji postanawia wyruszyć w podróż samochodem z bliskim współpracownikiem męża, który podobnie jak ona kieruje się do Paryża. Wyruszając z festiwalu filmowego w Cannes w stronę Paryża bohaterka nie przypuszczała, że podróż, która miała potrwać kilka godzin zajmie dwa dni, dni pełne wrażeń, dobrego jedzenie, lekcji historii i oczywiście romansu.

Na pierwszy rzut oka Paryż może poczekać wydaje się lekkim filmem drogi. Jednak z każdą kolejną sceną ujawnia swoją infantylność. Bohaterowie niczym na opłaconej z biura podróży wycieczce odwiedzają warte uwagi miasta na swojej drodze. Nie zapominają przy tym o poleceniu restauracji, lokalnych przysmaków, czy wina z rodzimej winnicy. Oczywistym jest, że dla Francuzów jedzenie jest sprawą pierwszorzędną i doskonale widać to w każdej ze scen. Jacques wraz z Anną delektują się wykwintnym jedzeniem w nierozsądnych cenach, tym samym pokazując to, co poza urokliwymi krajobrazami, Francja ma najlepszego.

W całości nudy i domagającego się pożywienia żołądka podczas seansu, na ekranie dobrze prezentuje się Alec Baldwin w roli hollywoodzkiego producenta, który oddał żonę na pastwę nieobliczalnego Francuza. Aktor znany z dobrych występów w filmach Woody’ego Allena, nie zawodzi, a to zapewne za sprawą zaledwie tych kilku chwil, gdy jest na ekranie, widz po prostu nie ma czasu się nim znudzić…

Paryż może poczekać to marna fabuła zakopana w ogromie jedzenia i zalana hektolitrami drogiego wina. Obraz, który nie ma nic do zaoferowania poza pseudoromantycznymi zachowaniami francuskiego amanta, który poza własnymi kubkami smakowymi nie zna się na niczym i wraz z Diane Lane tworzy marny duet, któremu daleko do ideału.




#Amanda&Hubert

środa, 9 sierpnia 2017

21 x Nowy Jork (2016)
Reżyseria: Piotr Stasik
Gatunek: Dokumentalny
Premiera w Polsce: 21 lipca 2017

Komunikacja miejska to układ krwionośny każdej metropolii, i tak jak człowiek nie może funkcjonować bez krążącej krwi, tak żadne miasto nie poradzi sobie bez przepływu ludzi. A wraz z każdym człowiekiem podróżuje jego historia. Autobusy, tramwaje i wagony to miejsca, gdzie opowieści ludzi z różnych środowisk mieszają się wraz z ich bakteriami i zapachami drugich śniadań.
I właśnie dwadzieścia jeden opowieści pasażerów nowojorskiego metra w swoim filmie dokumentalnym zawarł Piotr Stasik.

21 x Nowy Jork to galeria niebanalnych postaci, które w mieszkańcami amerykańskiej metropolii są od urodzenia, jak i takie, które trafiły tu z różnych stron świata. Mimo, że dzielą ich korzenie, światopogląd, pasje i zwyczaje, jedni samotni, inni w związkach, to łączy jedno – pragnienie miłości.  W większości niestety nie są w stanie pokonać dojmującej samotności. Na przeszkodzie staje nie tylko lenistwo, ale też strach przed bliskimi relacjami, czy obawa przed zmianą stylu życia. Część po prostu nie jest na to gotowa.

Każda z postaci, którą poznajemy uchwycona jest w piękny sposób. Zdjęcia ręki, pełne skaz, dalekie są od ideału. Ale dzięki temu z jednej potęgują prawdę jaka płynie z filmu, z drugiej pozwalają widzom nabrać dystansu do treści filmu, tworząc pewien rodzaj filtra.  Tym co w 21 x Nowy Jork jednych może drażnić to opowieści bohaterów, mimo, że fascynujące, zwykle okrojone są do kilku zdań. Często też praktycznie bez żadnego kontekstu. Taka forma idealnie pasuje do idei filmu. W końcu podróżując z innymi komunikacją miejską  też poznajemy tylko urywki ich historii, nie znając żadnego tła, a wszystkiego domyślając się tylko z ich twarzy, gestów czy tonu głosu.

21 x Nowy Jork może być fascynującym filmem, ale tylko dla widzów gotowych na wymagający seans, dla reszty będzie to obraz podczas, którego będzie czuł tylko naprzemian rozdrażnienie i znużenie.

Mimo wszystko 21 x Nowy Jork jest tym, czym dobry film dokumentalny powinien być – prawdą ubraną w interesującą formę. 


#Amanda&Hubert

poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Kapitan Majtas: Pierwszy wielki film (2017)

Reżyseria: David Soren
Gatunek: Animacja, Komedia
Premiera w Polsce: 21 lipca 2017

Dziecięca wyobraźnia nie zna granic. Podobnie jak literacka fikcja i tak na podstawie książki Dava Pilkeya, powstał pierwszy pełnometrażowy film o przygodach Kapitana Majtasa. Wzorowany na innych superbohaterach, którzy zwykle wyglądają  jakby chodzili w samej bieliźnie, Pan Kapitan – gwiazda komiksu - swoją moc czerpie z wyjątkowo wysoko podciągniętych, bawełnianych majtek, poza którymi,  na jego ciele zobaczyć można jedynie czerwoną pelerynę.


Kapitan Majtas: Pierwszy wielki film to zekranizowana historia duetu – Georgea i Harolda – przyjaciół od najmłodszych lat, których połączyło poczucie humoru oraz pasja. Jeden uwielbia rysować, drugi świetnie radzi sobie z dialogami i tak powstają ich komiksy, których głównym bohaterem jest tytułowy Kapitan. Chłopcy znani są ze swoich niecodziennych pomysłów i wpadania w kłopoty, a jeden z ich wybryków prowadzi ich do potencjalnego rozdzielenia. Chcąc uniknąć przeniesienia do różnych klas hipnotyzują dyrektora szkoły, który staje się bohaterem ich komiksów. Pomimo, że Majtas nie posiada niezwykłych umiejętności, będzie zmuszony poradzić sobie z nieoczekiwanym wrogiem – podstępnym nowych nauczycielem matematyki.

Animacja pełna jest gagów i żartów. Część jest żenująca, reszta nie nadaje się dla dzieci, jednak całość idealnie komponuje się ze strzelającą gumą z majtek, czy toaletą gigantem. Momentami ma się wrażenie, że studio DreamWorks Animation (twórca takich hitów, jak Shrek, czy Jak wytresować smoka) podjął się realizacji gniota, nie potrafiąc odnaleźć potencjału w kolejnej historii superbohatera.

Kapitan Majtas... to animacja pełna zwrotów akcji i zaskakujących momentów humoru. Jednak w komediowej całości brakuje dobrych wątków, pięknych morałów, czy bohaterów godnych naśladowania, tak potrzebnych dzieciom w drodze do dorosłego świata.




#Amanda&Hubert

niedziela, 6 sierpnia 2017

Volta (2017)
Reżyseria: Juliusz Machulski
Gatunek: Komedia kryminalna
Premiera w Polsce: 7 lipca 2017

Juliusz Machulski – polski król komedii i twórca kultowych produkcji, powraca po dłuższym czasie, by ponownie bawić widzów. Po średnio udanej Ambassadzie reżyser próbuje odświeżyć dawno opanowany filmowy schemat. Łączy pełnych ambicji bohaterów z intrygą, nie bojąc się przy tym konsekwencji.


Volta jest zarówno tytułem filmu, jak i nazwiskiem głównego bohatera. Bruno Volta potrafi przejrzeć i rozwiązać najtrudniejszą zagadkę. Związany z młodszą od siebie partnerką Agą wiedzie potencjalnie szczęśliwe życie, obracając przy tym wielką gotówką. W niespodziewanych okolicznościach Aga poznaje szaloną Wiki, która odziedziczyła wart miliony skarb. Bruno nie może odpuścić takiej okazji i postanawia wykorzystać naiwność pań, by odnieść osobiste korzyści. Wraz ze swoim pomocnikiem i osobistym ochroniarzem Dychą (w tej roli Michał Żurawski, który po występie w Azja Express zgarnia angaż do większości polskich produkcji) knują spisek, gotowi na wszystko, by tylko posiąść drogocenny skarb.

Wbrew wielkim obietnicom komedii roku otrzymujemy zalewnie zbiór gagów, politycznych aluzji i żartów, które już dawno nie bawią. Filmowa intryga wydaje się dobrze przygotowana, zaskakuje, jednak wymuszony humor i wszelkie zabawne teksty zawarte zostały w zwiastunie. Film pozbawiony jest klimatu, czy wrażeń, którymi reżyser czarował w poprzednich produkcjach.

Najjaśniejszym punktem filmu, podobnie jak w zwiastunie jest Jacek Braciak, w roli Dolnego – podopiecznego Volty. Prezentuje on aktorstwo na poziomie reklamy znanego supermarketu, tym samym wypada najlepiej z całej ekipy.

Volta to komedia, do której prawdopodobnie wróci się po latach, jednak nie z sentymentu, ale żeby przypomnieć sobie historię, która została ukryta głęboko pod fabularnym bałaganem.




#Amanda&Hubert



sobota, 5 sierpnia 2017

Valerian i Miasto Tysiąca Planet (2017)
Reżyseria: Luc Besson
Gatunek: Sci-fi, Akcja
Premiera w Polsce: 4 sierpnia 2017
Luc Besson to człowiek-instytucja nie tylko europejskiego kina. Zabłysnął w 1988 niezwykle udanym Wielkim błękitem, który dziś ma status filmu kultowego. Swoją pozycję wartego uwagi reżysera potwierdził sześć lat później  Leonem Zawodowcem, który otworzył drogę do kariery Natalie Portman, a z Jeana Reno uczynił prawdziwego gwiazdora. Swoje zdolności potwierdził 1997 roku znakomitym Piątym elementem, który z Bessonowi dał status wizjonera kina popularnego, a z Milli Jovovich uczynił jego żonę. Później postawił na pisanie scenariuszy i produkcję mniej lub bardziej udanych filmów akcji, w tym znanej serio o marsylskim policjancie i taksówkarzu, czy filmy, na które patrzy się z lekkim przymrużeniem oka jak na jego własną autoparodię. Powrót do lepszej formy zapowiadała zabawna i naprawdę udana seria filmów o Arturze i Minimkach oraz filmy, które produkował, wiele z nich pokazano na MFF w Cannes, w tym dwa głośne i udane westerny Tommy’ego Lee Jonesa . Klapą okazała się jednak Lucy w jego reżyserii i według jego scenariusza, która pod względem fabuły dotknęła prawdziwego dna, choć trzeba przyznać, że zamieniająca się w pendrive Scarlett Johansson zapada w pamięć każdemu, komu uda się dobrnąć do końca tego żałosnego widowiska.
Teraz jednak powraca do kin z prawdziwym widowiskiem i zarazem najdroższym filmem w historii europejskiej kinematografii – Valerianem i Miastem Tysiąca Planet. Jest to oparta na komiksach Pierre’a Christina i Jeana-Claude’a Mezeriesa historia dwójki agentów – majora Valeriana i sierżant Laureline, którzy trafiają do Alphy, tytułowego Miasta Tysiąca Planet. Powstanie kosmicznej metropolii przedstawione jest w otwierającej sekwencji, która w rytm jednego z największych przebojów Davida Bowiego, jest manifestem otwartości między kulturami i rasami, to nie tylko ziemskimi. Jest to filmowe otwarcie wysokiej klasy, mądre, stylowe i niepozbawione humoru, którego tak często brakuje filmom sci-fi. Później porzucamy jednak historię kolonizacji kosmosu i obserwujemy koniec istnienia pięknej planety Mul, zamieszkanej przez żyjących w harmonii z przyrodą kosmitów, bo lśniącej skórze. I to losy tej cywilizacji okażą się kluczem do prowadzonego przez Valeriana i Laureline śledztwa, które toczyć się musi mimo sporych komplikacji, z których utknięcie ręki w innym wymiarze jest jedną z tych najmniej znaczących.
 Luc Besson jak naładował film dwoma rzeczami. Po pierwsze efektami specjalnymi. Praktycznie wszystko w tym filmie wygenerowane jest komputerowo. Ale jest to świat bardzo ładny i dopracowany w każdym detalu, posiada też ogromną głębię. I oba te walory podkreśla technologia IMAX. Po drugie to czego mamy tutaj sporo to gwiazdy i to nie tylko kinowe. W roli Valeriana, który oprócz walki o dobro ludzkości zajmuje się też podrywaniem swojej partnerki, mamy Dane’a DeHaana, którego mogliśmy ostatnio oglądać w Lekarstwie nażycie. Nie jest to jego rola życia, ale nie zawodzi tutaj ani na chwilę i mimo, że jego emploi nie kojarzy się z bohaterem filmów akcji to wypada bardzo przekonująco. Na ekranie towarzyszy mu modelka, która coraz śmielej wchodzi w świat filmu – Cara Delevingne, która w roli zgrywającej zimną, pięknej Laureline potrafi naprawdę oczarować i niczego w jej kreacji przyczepić się nie można. A drugi plan to prawdziwa kolekcja gwiazd i gwiazdek. Już na samym początku w roli kosmicznego ambasadora mamy Rutgera Hauera, a któremu w scenach powitań towarzyszy plejada francuskich reżyserów, w tym tak znani jak Xavier Giannoli czy Benoit Jacquot. W roli komandora mamy Clive’a Owena, który jak zawsze wypada bardzo dobrze, choć dosyć ma okazję pokazać wychodzi na jaw prawdziwy charakter jego postaci/ Urocza jest postać grana przez Rihannę, gwiazda z Barbadosu gra zmiennokształtną, niebieską i bardzo zwinną Bubble, która jest chyba najsympatyczniejszą postacią w całym filmie, która dodatkowo niesie ważne przesłanie o trudnym losie uchodźców i wszystkich innych, którzy musieli opuścić swój dom. Można tylko żałować, że tak niewielkie role mają tutaj Ethan Hawke i legenda jazzu Herbie Hancock.
Problemem filmu jest nieco chaotyczny scenariusz, ilość wątków i piętrzenie intrygi sprawia, że w pełnym wizualnego przepychu filmie ciężko nadążyć za fabułą i układać wszystkie elementy układanki. Broni go jednak to, że poza akcją chodzi w nim też o wiele ważnych rzeczy. Bo, który blockbuster z taką gracją porusza tematy ludobójstwa czy losu uchodźców.

Valerian i Miasto Tysiąca Planet to film-dowód. Po pierwsze udowadnia, że w Europie może powstać naprawdę wysokiej klasy widowisko. Po drugie, że blockbuster może mieć sporo autorskiego i artystycznego zacięcia. I po trzecie, że Luc Besson może nakręcić jeszcze film, który potrafi coś więcej niż wzbudzić uśmiech politowania. 


Za możliwość śledzenia z zapartym tchem kosmicznych przygód Valeriana i Laureline dziękujemy kinu IMAX Cinema City Punkt 44 w Katowicach.

#Amanda&Hubert

czwartek, 3 sierpnia 2017

Frantz (2016)
Reżyseria: Francois Ozon
Gatunek: Dramat
Premiera w Polsce: 4 sierpnia 2017

Francois Ozon jak zwykle nie pozwolił długo czekać na swój kolejny film i na festiwalu w Cannes pokazał swoje najnowsze dzieło. Tymczasem do naszych kin zawitał jego poprzedni obraz Frantz, który światową premierę miał na zeszłorocznym MFF w Wenecji.


Niemieckie miasteczko tuż po I wojnie światowej. Zadane przez wojnę rany jeszcze się nie zagoiły, a ból po utracie bliskich ciągle jeszcze nie pozwala normalnie żyć. Tymczasem z wizytą na grobie tytułowego Frantza, ofiary konfliktu, syna szanowanego lekarza Hoffmeistera i jego żony Magdy, pojawia się tajemniczy Francuz. Nikomu wcześniej nieznany mężczyzna nie jest w miasteczku, w którym powojenne traumy wciąż są żywe, mile widziany. Mimo to udaje mu się jednak zbliżyć do rodziny Frantza podając się za jego przyjaciela, który cierpi po jego śmierci. Anna, narzeczona poległego, ulega nawet pewnemu zauroczeniu wrażliwym obcokrajowcem.

Ten wkrótce wyznaje jednak prawdę o tym, co łączyło go z Frantzem. Okazuje się, że prawda jest jeszcze boleśniejsza niż kłamstwa, a rzeczywistość może być jeszcze mnie przyjemna. Po rozstaniu z bliskimi Frantza, Francuz – Adrien nadal pisze do nich listy. Gdy pewnego dnia kontakt między nimi się urywa, Anna za namową Magdy wyrusza w podróż do Paryża, aby odnaleźć mężczyznę. Efekt jej poszukiwań będzie jednak kolejnym bolesnym doświadczeniem.

Tym, co wyróżnia nowy film Francoisa Ozona na tle inych melodramatów to nie tylko wysmakowany styl, który podkreślają eleganckie, czarno-białe (choć momentami dosłownie nabierające koloru) zdjęcia Pascala Marti, ale to jak reżyser myli tropy. Choć od początku czujemy, że opowiadane przez Adriena opowieści mogą być kłamstwami, prawda jest inna niż ta, której się spodziewamy, a bardzo ciężko znaleźć jakikolwiek ślad, który wskazałby nam jaka jest prawda. Ozon sprawnie też miesza w naszych uczuciach względem bohaterów filmu, momentami czujemy względem nich współczucie i  darzymy zrozumieniem, w innych chwilach ich zachowanie nas oburza, by potem znów zrozumieć przyczyny ich zachowania.

Frantz to poruszająca opowieść o utracie bliskich i bólu jaki ta sytuacja w ludziach wywołuje. Przede wszystkim to jednak opowieść destrukcyjnej sile wojny, której ofiary zawsze znajdują się po dwóch stronach barykady, a tymi ofiarami są nie tylko ci, którzy polegli. To też historia jak ciężko wydostać się z wojennej traumy i od nowa zacząć budować swoje szczęście. 


#Amanda&Hubert

wtorek, 1 sierpnia 2017

Alibi.com (2017)
Reżyseria: Philippe Lacheau
Gatunek: Komedia
Premiera w Polsce: 21 lipca 2017

Wyjątkowo popularnym zjawiskiem jest w francuskim kinie, ale i nie tylko, reżyserowanie i granie głównych ról przez tych samych aktorów. Czy obawiają się konkurencji, czy raczej uważają, że kto zagra to lepiej od nich ciężko stwierdzić, jednak nauczeni doświadczeniem cenimy francuskie kino, w szczególności komedie, które zwykle prezentują wysoki europejski poziom.
Podobnie jest w tym przypadku, pomimo wyczuwalnych amerykańskich akcentów Philippe Lacheau tworzy film, który ogląda się z przyjemnością, a liczne żarty, aluzje i wpadki bohaterów ogląda się szerokim uśmiechem na twarzy


Alibi.com to niezobowiązująca komedia. Historia Grega, którego głównym życiowym zajęciem jest organizacja alibi dla swoich klientów. Nocna wpadka, nudna uroczystość rodzinna, czy kochanka na boku - bohater na każdy przypadek znajduje ratunek. Dobrze prosperujący biznes komplikuje się, gdy poznaje Flo, która poza tym, że jest uroczą dążąca do prawdy kobietą, jest również córką klienta Grega. Sytuacje w zabawny sposób komplikują się, losy bohaterów przeplatają, a wielka miłość zostaje wystawiona na próbę.

Film poza znośnymi bohaterami pełen jest nawiązań do klasyki kina, czy innych smaczków wprost z popkultury. Poza dobrze zbudowaną figurą główny bohater uwielbia filmy z Jean-Claude Van Dammem, w szczególności Krwawy sport i ciągle próbując dopracować swoje kopnięcie z półobrotu. Gdy zajdzie potrzeba nie gardzi zabawą mieczem świetlnym, czy przebierankami za superbohaterów, zresztą podobnie jak jego współpracownicy.

Alibi.com charakteryzuje przede wszystkim lekka forma i dużo humoru. Przepełniona sprzecznościami produkcja, która z jednej strony pokazuje odrobinę świeżości, z drugiej wpływ amerykańskiego stylu na współczesne kino.



#Amanda&Hubert