czwartek, 18 stycznia 2018

Narzeczony na niby (2018) - recenzja

2 komentarze:
 
Narzeczony na niby (2018)

Reżyseria: Bartosz Prokopowicz
Gatunek: Komedia rom.
Premiera w Polsce: 12 stycznia 2018

Reżyser Bartosz Prokopowicz po ostatnim swoim filmie Chemia, który porusza zdecydowanie poważny i trudny temat, tym razem zabrał się za film z zupełnie innej bajki. Komedie romantyczną, której bliżej do pospolitego kiczu niż dobrego kina.


Narzeczony na niby to historia Kariny (Julia Kamińska) współczesnej, zabieganej dziewczyny, zapracowanej przy produkcji muzycznego, telewizyjnego show, gdzie zresztą poznała swojego chłopaka (Piotra Adamczyka) - bogatego reżysera. Pozornie jej życie wydaje się idealne, a natłok obowiązków zdecydowanie może tłumaczyć swoim zaangażowaniem i dążeniem do perfekcji. Wszystko jednak ma swój koniec, podobnie z miłością, wiec z biegiem akcji okazuje się, że parter ją zdradza, a na domiar złego swojej kochance kupuje identyczna bieliznę. Gdy wydaje się, że gorzej być już nie może, w samochód dziewczyny uderza zapracowany taksówkarz Szymon (Piotr Stramowski), którego Karina planuje sprytnie wykorzystać w niewygodnej sytuacji rodzinnej.

Całość produkcji wydaje się zupełnie pozbawiona sensu. Pełna schematów, na siłę zbudowana z gagów i lokowanych produktów, by ostatecznie Tomasz Karolak mógł prowadzić kampanie reklamową filmów, w których zagrał. Ciągle zwroty akcji i kolejne pojawiające się wątki, zdecydowanie nie dodają jakości, a jedynie utrzymują w przekonaniu o beznadziejności seansu. Uciążliwe jest również ciągle przerysowanie i przesada, bo przecież nie możliwe jest, aby bohaterowie mogli zamieszkiwać podrzędne osiedle, czy mieć pospolią pracę. Od razu należy ich szufladkować i wsadzać w drogie stroje i apartamenty w widokiem na Pałac Kultury i Nauki.

Obsada jest podobnie nijaka jak cały scenariusz. Nie powala zarówno Julia Kamińska w roli Kariny, jako z jednej strony waleczna kobieta, a z drugiej bezradna, w ciągle naciągniętym sweterku, podobnie Piotr Stramowski jako Szymon - taksówkarz z ogonem. Blado wypada również Piotr Adamczyk, który na ekranie daje popis żenady, rzucając kolejnymi angielskimi słówkami, gra rolę czarnego charakteru, jednak bez polotu. Akceptowalnie na ekranie prezentuje się jednak Dorota Kolak - jako matka bohaterki zawzięcie stara się ciągle przekonywać do swoich racji oraz Tomasz Karolak, który pierwszy raz od bardzo dawno nie robi z siebie przesadnie błazna, a jego żarty w porównaniu z całością scenariusza nie prezentuje aż tak niskiego poziomu.

Narzeczony na niby to pozbawiona chemii i emocji produkcja o zauroczeniu, która z pozoru może wydawać się akceptowalnym obrazem, jednak z każdą minutą odkrywa kolejne dowody na swoją beznadziejność.


Patrycja Strempel


2 komentarze:

  1. Za to nie lubię polskich komedii. Jednak byłam miło zaskoczona nowym filmem ,,Gotowi na wszystko'', który rozbawił mnie do łez. Może to przez sentyment do aktorów. No ale fanką polskich produkcji nie jestem, chodź staram się z góry nie uprzedzać.
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie Słońce, https://cleosevhome.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. hmmmmm w sumie chciałam is na to do kina ale teraz to juz nie wiem czy sie opłaca heheh :)

    Zapraszam http://ispossiblee.blogspot.com/2018/01/szary-paszcz-kochamy-za-uniwersalnosc-i.

    OdpowiedzUsuń