sobota, 6 stycznia 2018

Party (2017) - recenzja

Brak komentarzy:
 
Party (2017)
Reżyseria: Sally Potter 
Gatunek: DramatKomedia
Premiera w Polsce: 5 stycznia 2018

Sally Potter znana jest jako reżyserka kultowego już filmu Orlando z 1992. Jednak od tego czasu jej kariera nie stoi w miejscu i co kilka lat możemy zobaczyć nowy,przez nią nakręcony, za każdym razem oryginalny film. Ostatnim jej obrazem jest Party. Pokazywany na początku zeszłego roku na Berlinale film wreszcie trafił do naszych kin.

Janet, awansuje na ministra zdrowia gabinetu cieni, z okazji swojego politycznego sukcesu organizuje przyjęcie dla swoich przyjaciół. Towarzyskie spotkanie okaże się nie tylko okazją do radosnego świętowania, ponieważ maż Janet- Bill postawania również coś ogłosić gościom. A całe przyjęcie szybko przeradza się w festiwal wzajemnych oskarżeń, żali i głęboko skrywanych sekretów. 

Sally Potter fabułę swojego nowego filmu umieszcza w zaledwie kilku wnętrzach domu głównej bohaterki, rozpisuje ją na kilka osób, a wszystko to ogranicza jeszcze niezbyt długim metrażem. A mimo to udaje jej się skutecznie i wyczerpująco poruszyć wątek kłamstwa i to na kilka sposobów. Po pierwsze czy żyjąc w kłamstwie, nie będąc szczerym dla najbliżej osoby, można zachować minimum uczciwości w polityce. Czy jest to jedynie gra o stanowiska, splendor i to nawet kosztem własnego szczęścia w życiu prywatnym. Okazuje się, że kojarzone z polityką mechanizmy, mogą też działać nawet w codziennych towarzyskich relacjach, każdy może być hipokrytą, co z przyjemnością wytknie innym, nie zauważając tej wady u siebie. Nie mówiąc już o radosnym głoszeniu sloganów niczym najwyższych prawd, a gdy można by je zastosować w własnym życiu, szybko okazują się nic nie warte. Reżyserka ostro i czasem boleśnie rozlicza takie hasła jak feminizm, kobieca solidarność, lewicowość czy duchowość. A wszystko to w formie udanej psychodramy, która ani na moment nie traci tempa, poczucia humoru i pełna jest trafnych, choć momentami ostrych spostrzeżeń. Ogromna zasługa w skuteczności fabuły tkwi w świetnej grze obsady. Mamy tam same wielkie nazwiska kina. I aż ciężko wskazać, kto na ekranie króluje, czy emocjonalna, choć z udawaną maską spokoju Kristen Scott Thomas, zagubiony Timothy Spall, rozedrgany Cillian Murphy, sarkastyczna Patricia Clarkson, ogrywające stereotypy o lesbijkach Cherry Jones i Emily Mortimer, czy nazbyt uduchowiony Bruno Ganz. Między bohaterami pojawia się prawdziwa ekranowa chemia. I każdy w swojej roli wypada przekonująco, nawet gdy pojawia się nieco teatralności.

Party to kino kameralne, ale ta skromna opowieść aż kipi od emocji. I można tylko pogratulować Sally Potter, że postawiła tylko na trzy elementy: prawdę, dopracowany scenariusz i świetnych aktorów, bo efekt tej prostej układanki jest znakomity. 


Za możliwość udziału w tym niecodziennym przyjęciu dziękujemy kinu Cinema City Punkt 44 w Katowicach.

Daniel Mierzwa

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza