wtorek, 8 listopada 2016

Złota Klasyka - Matka Joanna od Aniołów (1961)

2 komentarze:
 
Matka Joanna od Aniołów (1961)
Reżyseria: Jerzy Kawalerowicz
Gatunek: Dramat, Biograficzny
Premiera: 9 lutego 1961


Jerzy Kawalerowicz znany jest młodszemu pokoleniu jako reżyser, łagodnie mówiąc, słabego Quo Vadis. Mało kto wie, że ma on w dorobku prawdziwe arcydzieła cenione na całym świecie. Jednym z takim filmów jest Matka Joanna od Aniołów.
XVIII wiek. Opuszczony klasztor gdzieś na kresach Rzeczpospolitej. Do opętanych przez diabła sióstr zakonnych zostaje wezwany egzorcysta- ksiądz Jan Suryn (Mieczysław Voit). Jednak modlitwy i inne duchowe zabiegi młodego księdza nie poprawiają sytuacji. Ponadto pełna niepokoju atmosfera zaczyna się mu coraz bardziej udzielać. Ksiądz Suryn zaczyna się też zbliżać do najmocniej opętanej z sióstr- przeoryszy klasztoru matki Joanny (Lucyna Winnicka). W ostateczności młody egzorcysta zostaje zmuszony to poświęcenia własnej duszy.
Film ten jest tylko przybiera maskę horroru, tak naprawdę jest to film o miłości. Relacje między księdzem Surynem a matką Joanną wraz z upływającym czasem są coraz głębsze, zbliżają się do siebie, mimo dziwnych okoliczności i przeszkód. Film Kawalerowicza jest też studium ludzkiej natury.  Za równo tej duchowej, potrzebującej religijnych doznań. Jak i cielesnej, którą kieruje pożądanie i instynkty. Konkluzją filmu jest myśl, że miłość potrzebuje ofiary, ofiary jaką jest oddanie własnej duszy.
Matka Joanna od Aniołów to film o skromnej scenografii, wręcz teatralnej, a nie filmowej. Służy to sugestywności filmu, dramaty bohaterów w skromnej scenografii są na pierwszym planie. Liczy się tu historia, a nie piękne tło.


Jerzy Kawalerowicz Matką Joanną  od Aniołów po raz pierwszy swoją twórczością zapisał się tak mocno na kartach historii polskiego kina. Dzieł tak przejmujących, sugestywnych, a przy tym utrzymanych w takich proporcjach, by nie stało się to tylko przeniesionym na ekran teatrem wciąż brakuje w naszej narodowej kinematografii. A od premiery dzieła Kawalerowicza minęło już 55 lat.


Daniel Mierzwa 

2 komentarze:

  1. Ha kompletnie nie znam :O

    Zapraszam http://ispossiblee.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. A widziało się, nie wiedząc nawet, że taki wiekowy. Bardzo dobry film

    OdpowiedzUsuń