niedziela, 23 października 2016

#54 Moulin Rouge! (2001) - recenzja

Brak komentarzy:
 
Moulin Rouge! (2001)
Reżyseria: Baz Luhrmann
Gatunek: Melodramat, Musical
Premiera w Polsce: 5 października 2001



Musicale powstają odkąd tylko do kin zawitał dźwięk i mają się dobrze po dziś. Zdobywają boxoffice’y i laury na festiwalach. Jednym z kinowych przebojów, którego bohaterowie śpiewają do siebie był Moulin Rouge! Baza Luhrmanna.

To osadzona w legendarnym, tytułowym paryskim kabarecie historia miłości pięknej tancerki kabaretowej i prostytutki- Satine (w tej roli Nicole Kidman) i biednego poety, próbującego zrobić karierę na Montmartre- Christiana (w tę postać wciela się Ewan McGregor). Moulin Rouge jest tu miejscem, w którym przeplatają się losy bogatych i biednych, artystów i arystokratów, elit i ludzi z półświatka. I właśnie to jest podstawą dylematu głównej bohaterki. Czy wybrać prawdziwą miłość, ale do ubogiego artysty, czy życie u boku Księcia i prawdziwą karierę aktorki.

Główną wadą tego filmu jest irytujący montaż, ujęcia są krótkie, kamera wariuje i całość przypomina jazdę na kolejce górskiej w scenografii czerwonej jak u Almodovara lub rozciągnięty do dwóch godzin zwiastun. Problemem są też słabe postaci. Obsada stara się zrobić wszystko by wycisnąć coś więcej z płaskich, stereotypowych bohaterów, który tylko marzą i wzdychają.

Moulin Rouge! nie sprawdza się też jako melodramat. Jedyne łzy ten film potrafi wywołać wtedy, gdy pomyślimy, co stało się z twarzą Nicole Kidman od czasów tego filmu. Film broni się jedynie jako musical. Bohaterowie śpiewający do siebie słowami znanych przebojów (wśród nich piosenki Whitney Houston czy Davida Bowie) wypadają naturalnie, a i wykonawcy z nich nie najgorsi.

Moulin Rouge! to film dla fanów gatunku. Cała reszta może go uznać za nieznośny i męczący, który niektórym na pewno zapewni zawroty głowy.


#Amanda&Hubert

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz