czwartek, 5 października 2017

Ars Independent 2017 już za nami!

Brak komentarzy:
 
Ars Independent 2017 już za nami. To było sześć wyjątkowych festiwalowych dni, podczas których zachwycały nas filmy, animacje, wideoklipy i gry video. Organizatorzy postarali się, aby każdy widz znalazł coś dla siebie, kino współczesne, momentami ambitne, często debiutanckie, ale przede wszystkim fascynujące i niezależne.


W konkursie o Czarnego Konia Filmu organizatorzy wybrali dla nas sześć bardzo różnych obrazów z całego świata. Jako pierwszy można było obejrzeć Quality Time w reżyserii holendra Daana Bakkera. Film składający się z pięciu samodzielnych fabularnie, jak i formalnie, opowieści stawiających pytania czym jest dorosłość. Sporo humoru, często czarnego, artystyczna odwaga i ani chwili na nudę. Wymagający Żegnaj entuzjazmie wyreżyserowany przez pochodzącego z Argentyny Vladimira Durana to pogrywający z oczekiwaniami widzów film horror przebrany za dramat, choć może na odwrót, pełen niejasności i dusznej atmosfery. Szanse na zwycięstwo w konkursie otrzymał też irański film Symulacja w reżyserii Abeda Abesta. Skomplikowana treść i prosta forma nie zachwyciły widzów jednak tak, jak Melbourne- irański zwycięzca sprzed dwóch lat. Bardo dobre wrażenie zrobiło Cierpkie mleko w reżyserii Huberta Charuela. Pełna szacunku i czułości opowieść o hodowcy krów, która swoją siłę brała z ciekawej tematyki, przystępnej formy i aktorskiej gry bez żadnej fałszywej nuty. Polskę reprezentowało Serce miłości  w reżyserii Łukasza Rondudy- twórcy głośnego Performera. Ten film to pełna emocji opowieść o trudnym związku dwójki znanych, nie tylko zainteresowanym sztuką współczesną, artystów. Pytania o to czym jest miłość, dojrzałość i sztuka według scenariusza prawdziwego objawienia polskiego scenopisarstwa- Roberta Bolesto. Serca widzów (i może miłości) skradł jednak fantastyczny francuski dramat Posmak tuszu w reżyserii Morgana Simona. To pełna emocji opowieść o miłosnym trójkącie, który wprowadza niepokój w życie rodzinne bohaterów, zmuszając ich do podjęcia dojrzałych decyzji. Głośna muzyka, skomplikowane uczucia, świetny Kevin Azais i subtelna Monia Chokri. Naprawdę lepszego zwycięzcy nie można było sobie wymarzyć.

Czarnym Koniem Animacji została produkcja Pierwiastek ludzki autorstwa Steffena Bang Lindholma. Przedstawił on krótką historię o reintegracji w świecie pełnym zombie, zarówno tych groźnych, jak i nie. Była to pierwsza i jedyna animacja wykonana w technice 3D prezentowana podczas festiwalu, co było zdecydowaną jej zaletą. Poza zwycięską animacją w konkursie brało udział 30 innych produkcji, zarówno tych polskich, jak i zagranicznych, pełnych humoru, czy mroku i strachu. Wśród nich wiele zapadło nam w pamięć, były też takie, o których chcieliśmy szybko zapomnieć. Humorem i dystansem zachwyciła nas koreańska animacja Czeeeść, Jeleń! Wprowadzając w świat lekkiego absurdu i niecodziennych metod terapeutycznych schorowanych zwierząt. Kolejny raz mieliśmy okazję również zobaczyć film Marty Chyły-Janickiej Ostatni pokój, który wcześniej brał udział w konkursie filmów krótkometrażowych podczas Bytom Film Festiwal. Autorka pokazuje w nim z pozoru zwyczajną sprzedaż mieszkania, która przeradza się w pełną jadu i ostrych słów wymianę zdań.

Kolejnymi istotnymi elementami w konkursie Czarnego Konia były statuetki w kategorii Gier Wideo – nagroda przypadła studiu Playdead za Inside, natomiast w konkursie Wideoklipu nagrodę zdobył teledysk Go Up Cassiusa.


Podczas festiwalu fani kina poza filmami konkursowymi mieli okazji oglądać również wiele innych produkcji z kraju i zagranicy. Na otwarcie festiwalu organizatorzy zaserwowali opowieść o porwanym chłopaku, który z czasem musi przystosować się do nowego otoczenia, po serii kłamstw i fascynacji latami 90. Brigsby Bear był świetnym filmem niepozbawionym powagi, ale i humoru, a przede wszystkim pokazywał trudy budowania nowej tożsamości. Natomiast na zakończenie widzowie mieli okazję zobaczy siedem krótkich filmów Jeana Painlevé z lat 1933-1978, pokazujących jego zamiłowanie do surrealizmu i natury. Wprowadziły one widza w zadziwiający, często podwodny świat awangardy, o którym nie sposób szybko zapomnieć.

Ponadto sekcja Retro_Japan, a w niej produkcje anime, które pomimo swojego wieku nadal pokazują klasę i odpowiedni poziom tego gatunku oraz sekcja filmów w reżyserii Jerzego Kawalerowicza i jego trzy filmy, o których nie można zapominać mówiąc o polskiej kinematografii.

Zdecydowanie każda tegoroczna, festiwalowa chwila pełna była dobrego stylu i smaku. Pozostaje po nich ogrom wspomnień i filmowych doświadczeń oraz oczekiwania co do przyszłorocznej edycji.

Do zobaczenia w Kato!
  
Patrycja Strempel, Daniel Mierzwa

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz