sobota, 23 września 2017

Ars Independent 2016 - tak było

Brak komentarzy:
 
Kolejny rok, kolejny festiwalowy czas. Ars Independent Festiwal 2017 już za kilka dni, a my jedyne co robimy, to przebieramy nogami i wybieramy seanse, których nie możemy przegapić. Jednak zanim to nastąpi oglądamy się za siebie i wspominamy zeszłoroczne sześć festiwalowych dni. Przeleciały one pod znakiem wizualnych uniesień, wyjątkowych seansów i pełnych ekscytacji chwil, dlatego niesieni na fali wrażeń, wracamy do tego co zdecydowanie warte uwagi.

Cztery konkursowe kategorie, statuetki, Czarne Konie oraz nagrody pieniężne, czyli wszystko co najlepsze może spotkać filmowego twórcę. Zachwyciła katowicka publiczność, zaangażowanie organizatorów oraz bogactwo wydarzeń. Festiwal rozpoczęto z przytupem, hipnotyzującym rytmem i występem M.O.O.N. na katowickiej scenie muzycznej.

Pełnymi wrażeń momentami były pokazy filmów w konkursie filmów długometrażowych. Bezkonkurencyjny okazał się film Old Stone – połączenie azjatyckiej estetyki z amerykańską tradycją. Wrażenie robiły również inne propozycje. Piekielne słońca swoją utopioną w żółciach kameralną historię, Motel Mist kosmitami i sesją sado-maso, Komunikacja i kłamstwa szokującym koreańskim światem i psychologicznym zaangażowaniem, Dziwne dni szaleństwem miłości i brakiem zobowiązań oraz Maquinaria Panamerican surrealizmem i prawdą.

Na uwagę zasługiwały również wszystkie z 33 krótkometrażowych animacji. Zwycięzcą w tej kategorii okazała się subtelna historia o samotnej planecie – Miłość. Poza nią na ekranie królowały filmy z nutą absurdu, czy czarnego humoru, historie o relacjach i miłości, a także kino spod znaku noir i horroru.  

Działo się, działo! Więcej o zeszłorocznej edycji oczywiście przeczytacie na blogu, a od wtorku relacja z tegorocznych wydarzeń

Do zobaczenia w Kato!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz