czwartek, 27 lipca 2017

Wojna o planetę małp (2017) - recenzja

Brak komentarzy:
 
Wojna o planetę małp (2017)
Reżyseria: Matt Reeves
Gatunek: Dramat, Akcja, Sci-Fi
Premiera w Polsce: 28 lipca 2017

Historię Planety Małp na wielkim ekranie widzowie mieli okazję poznać już w latach 60. ubiegłego wieku. Twórcy zainspirowani powieścią Pierre’a Boullea o tym samym tytule, pomimo niewielkiego budżetu chcieli zaprezentować dzieło sci-fi na najwyższym poziomie. Do sukcesu produkcji bezwątpienia przysłużył się wtedy Charlton Heston – ówczesna gwiazda, laureat Oscara za rolę w filmie Ben Hur oraz reżyser Franklin J. Schaffner – również laureat Oscara, jednak zdobytego już po premierze Planety... za film Patton.


Od tamtych czasów wiele się zmieniło. Od reżyserów, przez aktorów do, co najważniejsze, efektów specjalnych. Na ekranach obecnie nie uświadczymy już ucharakteryzowanych aktorów, jedynie ich marne cienie, a pomyśleć, że gdy pierwotna Planeta małp osiągnęła zaskakujący sukces, John Chambers – amerykański charakteryzator - otrzymał honorowego Oscara za swoja pracę, w czasach, gdy nie było jeszcze statuetek dla mistrzów charakteryzacji.

Planeta małp wznosiła się na wyżyny i upadała na dno. Jej reanimacja, jednak z marnym skutkiem, nastąpiła w 2001 roku, gdy Tim Burton stanął za kamerą – reżyser znany z ekstrawaganckiego stylu i zatrudniania do większości swoich produkcji swojej do niedawna panterki Heleny Bonham Carter. Od filmu doczekał się wielu nominacji, jednak zwycięstwa jedynie w niechlubnym konkursie Złotych Malin. Odłożona na półkę Planeta..., powróciła po dziesięciu latach ponownie, by tym razem pokazać nową jakość kina.

Geneza planety małp przedstawiła nowego bohatera. Cezar – wybitnie inteligentny szympans, przychodzi na świat w wyniku genetycznych eksperymentów. Od Genezy... poprzez Ewolucje..., po Wojnę o planetę małp widzowie na ekranach mogli śledzić właśnie jego losy, Odpowiedzialnym za dwie ostatnie produkcje został Matt Reeves, reżyser, który pomimo braku wielkich kinowych hitów, dobrze pokierował realizacją filmu (miejmy nadzieję, że dobrze poradzi sobie również z The Batman, który w przyszłym roku pojawi się w kinach).

Wojna o planetę małp to na te chwilę dobre zamknięcie trylogii. Kolejny raz na czele grupy małp staje Cezar, zostają oni uwikłani w wojnę z armią ludzi. Cezar to prawdziwy bohater wojenny, dobrze kieruje i prowadzi swoje wojska. Na każdym kroku pragnie zagwarantować im ochronę, jednak podstępny, bezwzględny pułkownik (Woody Harrelson) burzy spokój jego rodziny. Pchany poczuciem winy i rządzą zemsty małpi bohater wyrusza, by zakończyć powstały konflikt. W długą podróż wyruszają z nim trzej towarzysze, a w jej ciągu pod swoje ramiona bohaterowie przygarniają małą dziewczynkę i szalonego nieznajomego imieniem Zła małpa. Celem wędrówki okazuje się przerażający obóz pracy, w którym niczym w syberyjskich łagrach, wykorzystuje się robotników do granic możliwości. Miejsce ostatecznego spotkania ma również jeszcze inne przeznaczenie, o czym bohaterowie dowiadują się po serii nieprzyjemnych zdarzeń.


Film przepełniony jest politycznymi aluzjami. Postarano się również, aby na każdym kroku było widoczne rozgraniczenie dobra i zła, a muzyka, pomimo, że nadaje produkcji świetnego klimatu, niczym batuta wyznacza odpowiednie momenty na śmiech, czy wyciszenie. Kieruje emocjami widzów, narzucając im odpowiednie odczucia, pozostawiając przy tym mało miejsca na własne refleksje. Momentami można mieć również wrażenie, że Małpom nadano zbyt wiele cech ludzkich. Ich zbytnie człowiecześtwo bez wątpienia świetnie pokazuje ingerencje w naturę, jednak małpy poruszające się na koniach wydają się lekką przesadą…

Wojna o planetę małp można sklasyfikować jako dobrą kontynuację. Świetnie, jak zawsze wypada Andy Serkis, jako Cezar. W kolejnej roli dawny Gollum pokazuje klasę, nadając swojej postaci odpowiedniej dzikości i wywołując oczekiwane emocje. Podobnie Woody Harrelson, od którego wprawdzie na ekranie nie uświadczy się niczego dobrego w kierunku pozostałych bohaterów, prezentuje bezwzględną postawę, nadając postaci charakteru. Całość produkcji splata się w niezłe kino sci-fi, któremu niestety zabrakło mocy fabularnej, jednak przy tym nie straciło bohaterów.



#Amanda&Hubert





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz