czwartek, 13 lipca 2017

Mężczyzna imieniem Ove (2015) - recenzja

Brak komentarzy:
 
Mężczyzna imieniem Ove (2015)

Reżyseria: Hannes Holm
Gatunek: Dramat
Premiera w Polsce: 14 lipca 2017

Akademia Filmowa wykazała się  w tym roku dużym poczuciem humoru, a to nie tylko przez brak nominacji dla Amy Adams, ale dlatego, że do Oscara dla najlepszego filmu nieanglojęzycznego nominowane zostały dwie komedie. Jedną z nich był przebojowy Toni Erdmann, a drugą szwedzki Mężczyzna imieniem Ove.  


Mężczyzna imieniem Ove to historia tytułowego bohatera, zgorzkniałego, sześćdziesięciolatka, który ciągle wspomina zmarłą żonę i wszystko wszystkim ma za złe, a rutynę jego życia przerywają tylko próby samobójcze. W jego na swój sposób uporządkowane życie zostaje wprowadzone jednak sporo zamieszania wraz ze wprowadzeniem się nowych sąsiadów – młodych rodziców. Nowa sąsiadka Parvaneh postanowi, mimo postawy Ovego, zadbać o dobre relacje. Sami nie spostrzegą nawet, kiedy zostaną przyjaciółmi, a znajomość ta pomoże uporać się Ovemu ze swoimi traumami.

To film o radzeniu sobie z życiowymi trudnościami. Tytułowego bohatera los nie oszczędzał, trudne sytuacje życie przynosiło mu jedną po drugiej, a szczęśliwy okres jego życia został brutalnie przerwany. Mimo to nigdy nie stracił on dobrego serca, a jedynie ukrył je pod twardą skórą. Okazana mu sympatia i czułość szybko zmienia jego podejście.

Mężczyzna imieniem Ove to typowy przedstawiciel skandynawskich komedii, film pełen czarnego humoru, dobrze zagrany, dający do myślenia i nie wylatujący z głowy widza zaraz po seansie. Ma też zaskakujące zakończenie. 


#Amanda&Hubert



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz