środa, 4 maja 2016

High-Rise (2015) - recenzja

2 komentarze:
 
High-Rise (2015)
Reżyseria: Ben Wheatley
Gatunek: Dramat, Akcja, Sci-Fi
Premiera w Polsce: 15 kwietnia 2016

Anty-utopie to wdzięczny filmowy temat, nieco ostatnio zawłaszczony ostatnio przez kino młodzieżowe, które mocno go spłyca i na siłę wciska, jak matki szpinak w swoje dzieci, w niego skomplikowane miłosne dylematy głównych bohaterek typu: jeden jest brunetem i ma świetną klatę, a drugi jest blondynem i ma świetną klatę, kogo mam wybrać? I na ratunek widzom, którzy mają już tego dość przybywa High-rise Bena Whetleya.
Jest to oparta na powieści J.G. Ballarda (który ma szczęście do ekranizacji swoich dzieł, Imperium Słońca i Crash: Niebezpieczne pożądanie to bardzo dobre filmy) historia Roberta Lainga, patologa, który wprowadza się do tytułowego wieżowca, poszukując spokoju i anonimowości. Okazuję się jednak, że reszta mieszkańców apartamentowca nie zamierza dać mu spokoju. Więc ten szybko wpada w wir szalonych imprez. Które stają się z resztą obiektem rywalizacji między zamożnymi i wpływowymi mieszkańcami górnym pięter budynku, a biedniejszymi lokatorami mieszkań na niższych kondygnacjach. Rywalizacja doprowadza do tego, że świat imprez i orgii, stopniowo zmienia się w jeden wielki, pozbawiony zasad bałagan.
Do zalet filmu niewątpliwie można zaliczyć grę całej obsady, świetnie gra znany z Tylko kochankowie przeżyją Tom Hiddleston w głównej roli, w jeden z najlepszych ról w swoim życiu obsadzona została tu Sienna Miller, a Jeremy Irons jak zawsze nie zawodzi. Znakomita jest tu też zmieniająca się wraz z biegiem fabuły scenografia. Na uwagę zasługuje też muzyka Clinta Mansella połączona z nieoczywistymi coverami S.O.S ABBY w wykonaniu Portishead.
Do wad filmu wielu na pewno zaliczy nie do końca jasną przyczynę zmiany zachowań mieszkańców wieżowca, dla części będzie to jednak temat to rozmyślań nad filmem po jego seansie.

High-rise na pewno jako film ma pewne braki , ma jednak wiele elementów, których w większości kinowych hitów na próżno szukać. I jest dowodem na to, że sci-fi można kręcić inaczej niż szarżując efektami specjalnymi.

#Amanda&Hubert



2 komentarze:

  1. Ten film, odkąd pojawiła się wzmianka, mnie intryguje. O czym w ogóle on jest? Wygląda na fajny, ale oglądając urywki w zwiastunach, totalnie nie wiem co to jest :D

    Susette
    0zuzol0.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. To chyba nie dla mnie :D

    Zapraszam http://ispossiblee.blogspot.com Odpowiadam na wzajemną obserwacje i propozycje wejść w linki :)

    OdpowiedzUsuń