poniedziałek, 24 września 2018

Jesień we Francji (2017) - recenzja

Brak komentarzy:
 

Jesień we Francji (2017)

Reżyseria: Mahamat-Saleh Haroun
Gatunek: Dramat
Premiera w Polsce: 21 września 2018

Mahamat-Saleh Haroun to jedno z najbardziej znanych nazwisk wśród współczesnych reżyserów z Afryki, a jego filmy nie przechodzą niezauważenie przez światowe festiwale. Jego najnowsze dzieło Jesień we Francji zawitało wreszcie do naszych kin.

Abbas Mahadjir w Republice Środkowoafrykańskiej był wykładowcą. Musiał jednak opuścić swój kraj wraz z bliskimi z powodu trwającego tam konflikt. Podczas ucieczki zginęła jego żona, jednak Abbasowi, jego dzieciom i bratu udaje się bezpieczni dotrzeć do Francji. W Europie mężczyzna próbuje ułożyć swoje życie na nowo oraz zapewnić bezpieczeństwo swoim bliskim. Gdy wydaje się, że wszystko zaczyna się układać - ma pracę, poznaje kobietę, z którą może wiązać swoją przyszłość, - jedna decyzja sądu sprawia, że wszystko legnie w gruzach, a Abbas musi podjąć dramatyczną decyzję.

Choć nowy film Mahamata-Saleha Harouna z opisu dystrybutora wydaje się być uroczą bajką, prawda jest zupełnie inna. To gorzki dramat, którego bohaterowie walczą z okrutną rzeczywistością. I mimo, że próbują z całych sił z nią nie przegrać, okrutne biurokratyczne machiny, bezduszni ludzie i codzienne wyzwania okazują się nie do pokonania. A wszystko to nakręcone w przypominającym dokumentalny stylu, z realistycznymi prostymi dialogami, który przywodzi na myśl dokonania Kena Loacha. I tak jak u niego jest miejsce na ciepło i czułość wobec bohaterów, ale niestety nie ze strony codzienności. Całość wydaje się jednak dosyć daleka od wielkiego kina, a film sprawia wrażenie jakby nakręconego specjalnie dla gorącego tematu uchodźców, nieco wszystko spłaszczono, aby był bardziej przystępny, a artyzm ustępuje miejsca publicystyce. Czego nie ratuje nawet bardzo dobra, powściągliwa, a pełna emocji gra Eriqa Ebouaneya i Sandrine Bonnaire w głównym rolach.

Jesień we Francji to nieco publicystyczne kino, któremu daleko do największych osiągnięć Mahmata-Saleha Harouna, a pomimo tego jest to i tak dzieło, które warte jest zobaczenia i refleksji po wyjściu z kina.



Daniel Mierzwa


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz