środa, 14 marca 2018

Happy End (2017) - recenzja

Brak komentarzy:
 

Happy End (2017)
Reżyseria: Michael Haneke
Gatunek: Dramat
Premiera w Polsce: 16 marca 2018

Michael Haneke wielokrotnie w kinie pokazywał na co go stać. Nie raz witał na licznych prestiżowych festiwalach by szokować, poruszać trudne tematy wymagające zastanowienia. Kolejny niełatwy motyw rodzinnych relacji pokazuje w swoim najnowszym filmie Happy End, który brał udział w konkursie głównym festiwalu w Cannes, jednak zdecydowanie musiał ustąpić świetnemu The Square.


Happy End pokazuje losy wysoko postawionej francuskiej rodziny Laurentów. Reżyser nieśmiało rozpoczyna film od kręconej telefonem sekwencji, gdy Eve podaje proszki na depresje matki, swojemu chomikowi. Od tego momentu już jednoznacznie widać, że w tym filmie nic nie będzie proste i jasne. Każdy kolejny motyw okraszony jest uczuciami i emocjami, które świetnie uwypuklają wady i zalety społeczeństwa. I tak mamy głowę rodziny Georgesa (Jean-Louis Trintignant) - lekko zgorzkniałego starca, marzącego o szybkiej śmierci, perfekcjonistkę Anne (Isabelle Huppert) prowadzącą rodzinny biznes, jej syna Pierre’a (Franz Rogowski) - zdecydowanie zachwianego emocjonalnie młodzieńca, brata Anny Thomasa (Mathieu Kassovitz), który nie potrafi zaangażować w swoich uczuć w żaden związek oraz jego córkę z pierwszego małżeństwa Eve (Fantine Harduin), której psychopatyczne zapędy przepełnione są obojętnością.

Całość prezentuje się w lekko nużącym stylu. Fabuła pozbawiona jest większych fajerwerków, a najmocniejszym momentem wydaje się być scena rozpaczliwego występu podczas karaoke. Dialogi ograniczone są do minimum, a pikanterii dodają jedynie liczne wymiany wiadomości przez Internet. W obliczu ogólnego spokoju i pozornej melancholii na ekranie prezentują się największe filmowe gwiazdy. Jednak sceny zdecydowanie skrada młoda Fantine Harduin w roli Evy, która w duecie ze znakomitym Mathieu Kassovitzem zostawiają daleko z tylu takie nazwiska jak Huppert, Trintignant, czy Jones.  Reżyser w wielu momentach nawiązuje również do swoich poprzednich filmów, porusza tematy sprawdzone, które prowokują i skłaniają do głębszej analizy.

Happy End po dłuższym zastanowieniu pomimo ciągnącej się fabuły, może wydawać się filmem dobrym. Jednak przytłaczająca ilość wątków zaburza nieco obraz komizmu i oceny współczesnego społeczeństwa, tym samym  potencjalne arcydzieło staje się przeciętnym obrazem pozbawionym charyzmy.


Patrycja Strempel


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz