piątek, 10 marca 2017

Maria Skłodowska-Curie (2016) - recenzja

2 komentarze:
 
Maria Skłodowska-Curie (2016)
Reżyseria: Marie Noelle
Gatunek: Biograficzny, Dramat
Premiera w Polsce: 3 marca 2017

Są biografie, które aż proszą się o bycie sfilmowanymi. Jedną z takich historii jest życie Marii Skłodowskiej-Curie, wybitnej uczonej, o której osiągnięciach naukowych, przełomowych odkryciach i licznych nagrodach, w tym dwukrotnie przyznanej Nagrodzie Nobla wiedzą niemal wszyscy. O jej życiu prywatnym wiadomo jednak znacznie mniej. A zmienić to może francusko-niemiecko-polsko-belgijska koprodukcja Maria  Skłodowska-Curie w reżyserii Marie Noelle.


Film obejmuje okres z życia podwójnej noblistki, właśnie od momentu kiedy po raz pierwszy otrzymuje wraz z mężem tę nagrodę  z dziedziny fizyki do momentu, gdy dostaje ją drugi raz, już jako wdowa, z dziedziny chemii. Obserwujemy Skłodowską-Curie jako matkę, żonę i kochankę, co w filmach dokumentalnych czy poważnych książkowych opracowaniach o noblistce często zostaje przeniesione na drugi plan, w tym filmie stanowi jego główny wątek. Widzimy uczoną jako oddaną żonę i matkę, widzimy jak ciepłe i pełne szacunku są jej relacje z mężem Pierrem Curie. Obserwujemy jak udziela wsparcia swoim córkom , i jak sama je od nich dostaje. Pokazana jest też relacja Marii z jej siostrą Bronisławą, obie pozostają sobie bliskie przez całe życie. Widzimy też jak po śmierci małżonka noblistka próbuje ułożyć swoje życie, oddaje się pracy, walczy o swoją pozycję, która w ówczesnym patriarchalnym społeczeństwie i świecie nauki jest zagrożona przez zazdrosnych o jej karierę mężczyzn. Istotnym wątkiem filmu jest właśnie walka o prawa kobiet, równy dostęp do edukacji, stanowisk czy po prostu takiego samego traktowania jak mężczyzn.

W Marii Skłodowskiej-Curie zaskakuje konstrukcja filmu. Przez to, że jest to zbiór krótkich, epizodycznych, niczym kolejne przeźrocza z życia uczonej, scen nie przypomina innych, wręcz hagiograficznych, wystylizowanych, kostiumowych biografii, a nabiera lekkości, w czym pomagają znakomite zdjęcia Michała Englerta, które perfekcyjnie podkreślają wymowę każdej sceny i każdego ujęcia.  Na uwagę zasługuje też Karolina Gruszka, która odkrywając rolę polskiej noblistki dołączyła do takich osobowości jak Greer Garson czy Isabelle Huppert, które w swoich filmografiach też odgrywały tę postać. Buduje ona obraz kobiety bardzo niejednoznacznej, z jednej strony pewnej siebie, z drugiej często mającej wątpliwości, z jednej oddanej swojej pracy i karierze, z drugiej potrafiącej zagubić się w miłości. Także fizycznie z jednej strony jest straszliwie chłodna, z drugiej potrafi być zmysłowa.

Jeżeli mamy w kinie oglądać biografie, to właśnie takie, jak Maria Skłodowska-Curie, niebanalne, ciekawe i niejednoznaczne.



#Amanda&Hubert


Za możliwość radowania się seansem Marii Skłodowskiej-Curie dziękujemy kinu 
Cinema City Punkt 44 w Katowicach.



2 komentarze:

  1. Nie przepadam za biografiami, które często bardzo ciekawe życie bohatera potrafią zamienić w siermiężny film, który nudzi już napisami początkowymi. Jednak to może być dobre :D Dzięki za recenzję, z pewnością zobaczę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Film mnie ciekawił ale teraz jakos nie moge znaleźć w sobie chęci by na niego pojechać :)

    Zapraszam http://ispossiblee.blogspot.com/2017/03/z-czym-wiaze-sie-bycie-blogeremblogerka.html

    OdpowiedzUsuń