poniedziałek, 20 marca 2017

Chata (2017) - recenzja

1 komentarz:
 
Chata (2017)
Reżyseria: Stuart Hazeldine
Gatunek: Dramat
Premiera w Polsce: 10 marca 2017

Doświadczenie reżyserskie Stuart Hazeldine nie jest wprawdzie bogate, jednak jego najnowszy film trafił do szerokiej widowni. Przyczyniła się zapewne do tego obsada iście Hollywoodzka, która jednak nie zawsze wystarczy do realizacji ambitnej pozycji mimo wielkiego potencjału powieści.


Chata to historia Mack Phillipsa, który pragnął spędzić spokojny wyjazd z dziećmi nad jeziorem. Jednak jego idylliczne plany pokrzyżowało porwanie najmłodszej córki Missy, zakończone jej śmiercią. W natłoku emocji i z upływem czasu bohater nie potrafi pogodzić się ze stratą, do dnia gdy otrzymuje tajemniczy list, który odmienia jego pełne żałoby życie. Mack trafia do tytułowej Chaty, gdzie filmowa Trójca Święta będzie starała się przywrócić bohaterowi nadzieję i wcześniejszą wiarę, a przy okazji uratować relacje rodzinne.

Sam Worthington w roli głównej robi wszystko, aby pozycja była jak najmniej irytująca. Jednak gwiazda Avatara i Przełęczy ocalonych nie jest w stanie zdziałać cudów, nawet jeśli u jego boku jest Bóg w postaci Octavi Spencer. Film prawie w każdym momencie traktować można jako wyznanie wiary. Narzucając początkowo ideologie, poprzez odbiór i postrzeganie kolejnych obrazków, kończąc na irytujących scenach nawracania.

Chata to film, który pomimo ładnych obrazków i kadrów nie zaskakuje. Jest to typowa pozycja o utracie wiary i jej budowaniu. Pomimo dużych ambicji i potencjalnie dobrego oparcia w literaturze, nie pozostanie na długo w naszych pamięciach.



#Amanda&Hubert


1 komentarz:

  1. Tym razem to wgl jest kiepski film

    Zapraszam http://ispossiblee.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń