sobota, 18 marca 2017

Kong: Wyspa Czaszki (2017) - recenzja

2 komentarze:
 
Kong: Wyspa Czaszki (2017)
Reżyseria: Jordan Vogt-Roberts
Gatunek: Fantasy, Przygodowy
Premiera w Polsce: 10 marca 2017


Jordan Vogt-Roberts zasłynął wśród fanów ambitnych i inteligentnych komedii pełnym obyczajowych obserwacji filmem Królowie lata. Po tym sukcesie czekać tylko było na jego kolejny film. Apetyt rósł tym bardziej, że po młodego Amerykanina upomniało się Hollywood. I tak został on reżyserem, skazanego na bycie blockbusterem, filmu Kong: Wyspa Czaszki.

Dziejący się w latach 70. ubiegłego wieku, tuż po wojnie w Wietnamie film opowiada o ekspedycji zorganizowanej przez Billa Randę, uznanego za szaleńca naukowca, na niezbadany dotychczas skrawek lądu na Oceanie Spokojnym- tytułową Wyspę Czaszki. W skład drużyny biorącej udział w wyprawie, oprócz grupy naukowców, bierze udział doświadczony tropiciel, były komandos SAS, James Conrad, oraz Mason Weaver,, która sama siebie określa jako fotografka antywojenna. Nad bezpieczeństwem ich wszystkich czuwa oddział amerykańskiej armii na czele, którego stoi podpułkownik Packard. Okazuje się, że tropikalna wyspa nie jest rajem na Ziemi i idealnym miejscem na wakacje, a raczej piekłem, czy miejscem z bliskim w nim kontakcie. Dodatkowo wychodzi na jaw, że szalona teoria naukowca jest bardzo bliska rzeczywistości. A prawdziwy cel wyprawy jest dużo mniej szlachetny niż na początku jest to zapowiadane. Prawda jest też taka, że członkowie ekspedycji nie są pierwszymi Amerykanami na tej wyspie, bo od czasu II wojny światowej zamieszkuje tam amerykański żołnierz, Hank Marlow. Bohaterowie biorą udział w serii krwawych spotkań z zamieszkującymi wyspę bestiami, w tym z tytułowym Kongiem, który jest dużo mniej kochliwy i romantyczny  niż jego wcześniejsze ekranowe wcielenia.

Konga… otwiera bardzo stylowa sekwencja, która przypadnie każdemu fanowi vintage. Później na ekranie zaczyna królowa nieco bardziej komiksowa stylistyka, która świetnie pasuje do opowiadanej historii. O ile warstwa wizualna filmu nie pozwala się do niczego przyczepić. Efekty specjalne są naprawdę świetnie zrobione, kamera pracuje znakomicie, a scenografie robią świetne wrażenie. Wszystkiemu towarzyszy dobra muzyka, a na ścieżce dźwiękowej mamy znane i lubiane (a do tego dobre) przeboje z lat 70.


Nieco gorzej jest niestety z fabułą. Nie jest ona nawet minimalnie odkrywcza, a nawet dosyć uboga w porównaniu nawet do innych filmów tego gatunku. Brakuje tu wzruszeń, poza sceną, która towarzyszy końcowym napisom. Brak tu też wątku o romansowego lub jakiegokolwiek innego, który dotyczyłby jakiś głębszych relacji między postaciami granymi przez Toma Hiddlestona i Brie Larson. Bo ich bohaterowie aż proszą się o taki wątek lub cokolwiek więcej niż chwycenie się za ręce.

Zresztą odgrywanie przez aktorów ich postaci jest mocną stroną filmu, bo mimo, że ich bohaterowie nie mają skomplikowanych psychologicznych portretów, a w bogactwie postaci mało dowiadujemy się, o którejkolwiek z nich, to aktorzy robią, co mogą i nadają bohaterom głębi, starają się, abyśmy zastanawiali się nad tym dlaczego ich bohaterowie postępują tak a nie inaczej. A obsada jest tutaj przednia, poza brytyjskim gwiazdorem i laureatką Oscara, mamy tu jeszcze Johna Goodmana w typowej dla niego roli szaleńca z traumą, Samuela L. Jacksona jako oddanego swoim ludziom, ale psychicznie skrzywdzonego przez wojnę podpułkownika Packarda. Swoje robią też znany z Earl, ja i umierająca dziewczyna Greg Gaines w roli młodego żołnierza Slivko i dający aktorski, choć bardzo bliski przegięcia, popis John C. Reilly  jako Hank Marlow.

Smaczkiem są też w tym filmie kulturowe, i to nie tylko pop-, nawiązania. Nazwiska bohaterów nawiązujące do twórcy i postaci z słynnej powieści Jądro ciemności Josepha Conrada, czy postać Mason Weaver, która ze swoim nazwiskiem i opiętym podkoszulkiem jest hołdem dla Sigourney Weaver, najtwardszej kobiety w historii Hollywood.

Oglądając Kong: Wyspa Czaszki można mieć wrażenie, że to kolejny film Jordana Vogt-Robertsa  dla chłopaków. Tylko, że tym razem nieco mniej dojrzałych niż poprzednio. Ale można odrzucić te uprzedzenia i dać się porwać  pełnej poczucia humoru filmowej zabawie. To kino, którego założeniem jest dostarczenie rozrywki i z tego założenia wywiązuje się znakomicie.


#Amanda&Hubert



Za możliwość udziału w filmowej przygodzie na Wyspie Czaszki dziękujemy kinu Cinema City Punkt 44 w Katowicach.



2 komentarze:

  1. hahahah o niee :D

    Zapraszam http://ispossiblee.blogspot.com/2017/03/bikini-czyli-ciekawostki-o-ktorych.html

    OdpowiedzUsuń
  2. obejrzane:D w recenzji sama prawda

    OdpowiedzUsuń