Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cezary. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cezary. Pokaż wszystkie posty

piątek, 20 lipca 2018


Obietnica poranka (2017)
Reżyseria: Eric Barbier
Gatunek: Biograficzny, Dramat
Premiera w Polsce: 20 lipca 2018

Romain Gary, urodzony w Wilnie jako Roman Kacew, to niezwykle ciekawa postać. Był pisarzem (jako jedyny twórca dostał dwukrotnie prestiżową Nagrodę Goncourtów), reżyserem, scenarzystą i dyplomatą. Dlatego nie ma się, co dziwić, że doczekał się filmu biograficznego, który oparty został na jego książce Obietnica poranka.

Mały Roman dorasta w Wilnie pod opieką matki Niny, która dzięki sprytowi i aktorskim zdolnościom powadzi dobrze prosperujący sklep z odzieżą dla największych elegantek. Dobra passa szybko się kończy i rodzina postanawia emigrować do Francji. Tam mimo początkowych trudności Nina szybko odnosi sukces, wciąż jednak pozostaje nadopiekuńcza względem dorastającego syna. Próbą dla ich relacji staje się II wojna światowa, która rozdzieli ich na dłuższy czas.

Życie Romaina Gary’ego już od najmłodszych lat pełne było przygód i to też oglądamy w filmie. Jego biografia pełna jest sytuacji zwyczajnych, ale też zupełnie niezwykłych, co często inspirowane jest przez jego matkę, która od zawsze wierzyła w jego wybitność i niezwykły talent. Wszystko to pokazane jest prze Erica Barbiera w pełen ciepłego poczucia humoru, który nieraz potrafi wywołać na twarzy widza uśmiech, a czasem sprawić, że pojawi się łza wzruszenia. Ogromnym plusem jest też gra aktorów (i co ciekawe wielu z nich mówi całkiem dobrze, choć z akcentem, po polsku). Charlotte Gainsbourg w roli nieco szalonej i pewnej siebie Niny Kacew kradnie każdą scenę, w której się pojawia swoją pełną energii i ekspresji grą. W tyle nie zostaje za nią znany z wielu francuskich filmów z ostatnich lat Pierre Niney, który tworzy ciekawy portret głównego bohatera.

Obietnica poranka to film o wielkiej, odwzajemnionej, miłości matki do syna, która ukształtowała całe jego życie, oraz  o tym, że wszystko jest możliwe jeśli się tego chce i otrzyma wsparcie od bliskich.



Daniel Mierzwa

wtorek, 27 marca 2018

Poliss (2011)
Reżyseria: Maïwenn
Gatunek: Dramat, Kryminał
Premiera w Polsce: 11 maja 2012

Pewne filmy ze względu na tematykę jak przemoc wobec dzieci, okrucieństwo, maltretowanie, gwałty, mogą być trudne do oglądania. To wszystko mamy w policyjno-obyczajowym Poliss byłej modelki Maiwenn. Ale mimo wszystko warto ten film obejrzeć.
Poliss opowiada o pracy jednostki paryskiej policji do nieletnich. Pedofilia, prostytucja, rodzinne tajemnice i bolesne sekrety to sprawy, z którymi pracownicy tej jednostki obcują na co dzień. W filmie obserwujemy za równo ich pracę, jak i życie prywatne, to jak próbując funkcjonować w zwyczajnym życiu, w pracy mają kontakt z najohydniejszymi zbrodniami.
Forma Poliss przypomina reportaż, co podkreśla jeszcze rola reżyserki, gra tu fotografkę przygotowującą serię zdjęć na zlecenie rządu. Autentyczność Poliss zbudowana jest na prawdziwych policyjnych sprawach, z których czerpały scenarzystki. Opierają też one fabułę na emocjach bohaterów, a nie na akcji (której też nie brakuje, ale nie przysłania ona całego filmu) i wychodzi im to fenomenalnie. Dowiadujemy się jak praca wpływa na ich życie prywatne i jakie powoduje napięcia.  Świetne dialogi często są idealną oceną zdemoralizowanego świata.
Brutalne akty nie są tu pokazane dosłownie, o wszystkich okrucieństwach dowiadujemy się z zeznań świadków. Dzięki temu wrażliwsi widzowie nie muszą odwracać wzroku oglądając ten film.

Maiwenn udowodniła, że można nakręcić film o policji w sposób zupełnie inny niż ten znany nam z Hollywood. Nie ma bezsensownych strzelanin, pościgów i stad brutalnych psychopatów. Ale sprawy, z którymi każdy z nas spotyka się oglądają codzienne wiadomości. Takie, które często dzieją się wokół nas, nawet jeśli nie zdajemy sobie z tego sprawy. W tym właśnie tkwi siła Poliss, że nie boi się pokazać zła, które może czaić się wszędzie.


Daniel Mierzwa

środa, 16 sierpnia 2017

Nazywam się Cukinia (2016)
Reżyseria: Claude Barras
Gatunek: Animacja, Dramat, Komedia
Premiera w Polsce: 2 czerwca 2017

Nazywam się Cukinia to film, który choć niepozorny, w końcu to skromna i niedługa animacja, stał się przebojem kin studyjnych i ulubieńcem krytyków, dostał w końcu główną nagrodę na Warszawskim Festiwalu Filmowym, Europejską Nagrodę Filmową dla najlepszego filmu animowanego, czy nominację do Oscara w tej samej kategorii.


Film szwajcarskiego twórcy Claude’a Barrasa opowiada o dziewięcioletnim  Ikarze, którego wszyscy łącznie z nim samym nazywają właśnie Cukinią. Mieszka z matką, która swój czas spędza na piciu piwa, oglądaniu telewizji, wspominaniu ojca głównego bohatera i stosowaniu przemocy wobec syna. Pewnego dnia przy kolejnej próbie wyżycia się na chłopcu ulega wypadkowi. Cukinia trafia do sierocińca, gdzie dołącza do innych dzieci, które znalazły się tam jako ofiary przemocy, ale też innych sytuacji wobec, których były bezradne. Pobyt w sierocińcu nie okazuje się pasmem przyjemności, ale pozwoli zdobyć nowych przyjaciół oraz szansę na lepszą przyszłość.

Nazywam się Cukinia to film o radzeniu sobie z trudną przeszłością, która rzutuje na codzienność, zarówno zmuszając nas do funkcjonowania z traumą, jaki życia w innych, nie zawsze przyjemnych, warunkach. To obraz, który pokazuje to, co w społeczeństwie najgorsze, ale też to, co w ludziach najpiękniejsze. Udowodnia też, że każda, nawet najgłębsza, rana może się zagoić. 
Fabule filmu świetnie pomaga strona wizualna. Świat animowanych kukiełek sprawia, że trudne tematy stają się bliższe, bo zanika gdzieś dystans między widzem na bohaterami. Mimo mogącej się wydawać infantylną formy Nazywam się Cukinia, nie traci nic z przejmującej prawdy. 
To poruszający film, który dzięki swojej formie każdemu pozwoli zmierzyć się z trudnymi tematami, które każdy chciałby przemilczeć.  



Daniel Mierzwa

czwartek, 3 sierpnia 2017

Frantz (2016)
Reżyseria: Francois Ozon
Gatunek: Dramat
Premiera w Polsce: 4 sierpnia 2017

Francois Ozon jak zwykle nie pozwolił długo czekać na swój kolejny film i na festiwalu w Cannes pokazał swoje najnowsze dzieło. Tymczasem do naszych kin zawitał jego poprzedni obraz Frantz, który światową premierę miał na zeszłorocznym MFF w Wenecji.


Niemieckie miasteczko tuż po I wojnie światowej. Zadane przez wojnę rany jeszcze się nie zagoiły, a ból po utracie bliskich ciągle jeszcze nie pozwala normalnie żyć. Tymczasem z wizytą na grobie tytułowego Frantza, ofiary konfliktu, syna szanowanego lekarza Hoffmeistera i jego żony Magdy, pojawia się tajemniczy Francuz. Nikomu wcześniej nieznany mężczyzna nie jest w miasteczku, w którym powojenne traumy wciąż są żywe, mile widziany. Mimo to udaje mu się jednak zbliżyć do rodziny Frantza podając się za jego przyjaciela, który cierpi po jego śmierci. Anna, narzeczona poległego, ulega nawet pewnemu zauroczeniu wrażliwym obcokrajowcem.

Ten wkrótce wyznaje jednak prawdę o tym, co łączyło go z Frantzem. Okazuje się, że prawda jest jeszcze boleśniejsza niż kłamstwa, a rzeczywistość może być jeszcze mnie przyjemna. Po rozstaniu z bliskimi Frantza, Francuz – Adrien nadal pisze do nich listy. Gdy pewnego dnia kontakt między nimi się urywa, Anna za namową Magdy wyrusza w podróż do Paryża, aby odnaleźć mężczyznę. Efekt jej poszukiwań będzie jednak kolejnym bolesnym doświadczeniem.

Tym, co wyróżnia nowy film Francoisa Ozona na tle inych melodramatów to nie tylko wysmakowany styl, który podkreślają eleganckie, czarno-białe (choć momentami dosłownie nabierające koloru) zdjęcia Pascala Marti, ale to jak reżyser myli tropy. Choć od początku czujemy, że opowiadane przez Adriena opowieści mogą być kłamstwami, prawda jest inna niż ta, której się spodziewamy, a bardzo ciężko znaleźć jakikolwiek ślad, który wskazałby nam jaka jest prawda. Ozon sprawnie też miesza w naszych uczuciach względem bohaterów filmu, momentami czujemy względem nich współczucie i  darzymy zrozumieniem, w innych chwilach ich zachowanie nas oburza, by potem znów zrozumieć przyczyny ich zachowania.

Frantz to poruszająca opowieść o utracie bliskich i bólu jaki ta sytuacja w ludziach wywołuje. Przede wszystkim to jednak opowieść destrukcyjnej sile wojny, której ofiary zawsze znajdują się po dwóch stronach barykady, a tymi ofiarami są nie tylko ci, którzy polegli. To też historia jak ciężko wydostać się z wojennej traumy i od nowa zacząć budować swoje szczęście. 


Daniel Mierzwa

piątek, 12 maja 2017

Martwe wody (2016)
Reżyseria: Bruno Dumont
Gatunek: Komedia
Premiera w Polsce: 12 maja 2017


Bruno Dumont słynął jako twórca posępnych i przygnębiających psychologicznych dramatów, podczas których mniej wytrawny widz zasypia średnio po dziesięciu minutach seansu. Dlatego premiera wyreżyserowanego przez niego zabawnego serialu kryminalnego Mały Quinquin zaskoczyła wszystkich, ale udowodniła też, że to reżyser mający świetne poczucie humoru i potrafiący oprócz zasmucania widza wywołać na twarzy uśmiech, czy nawet doprowadzić do chichotu, bez obrażania niczyjej inteligencji czy smaku. I w takim tonie jest też mająca premierę w naszych kinach kryminalna komedia Martwe wody, która pokazywana była na zeszłorocznym festiwalu w Cannes.


Film skupia się na pochodzącej z północnej Francji rodzinie van Peteghemów. Do rezydencji małżeństwa Andre i Isabelle van Pethegemów przyjeżdża ich bliska krewna – Aude, kobieta egzaltowana, pełna ekspresji i raczej trudna we współżyciu. A wszystko to dzieje się w czasie gdy w miejscowości bez śladu znikają ludzie, w co być może zamieszany jest Ma Loute, syn zbieraczy omułków, który z wzajemnością zakochuje się w Billie, dziecku Aude o dosyć nieokreślonej tożsamości. Śledztwo w sprawie tajemniczych zaginięć prowadzi para charakterystycznych policjantów, których metody śledcze raczej niezbyt pomagają w rozwikłaniu zagadki.

Martwe wody to film, który promowany jest jako komedia i to prawda, że podczas seansu uśmiech właściwie nie znika z twarzy, a momentami zabawa jest przednia. Mimo nawet tego, że spora część żartów bliska jest slapstickowi to nawet one świetnie pasują do przerysowanej konwencji filmu.
Najważniejsza w filmie nie jest też kryminalna intryga. Sprawcę i przyczynę zniknięć bardzo szybko jesteśmy w stanie wyśledzić bez nadmiernego wysiłku, a śledztwo policji raczej bawi niż porywa. Bo nie to jest istotą fabuły tego filmu. Jest to tylko przebranie, w które przebrany jest filmowy esej o tym, że po mimo lat ewolucji i rozwoju współczesnego społeczeństwa, zasad i wartości, nadal istnieją pewne bariery, których nie można się pozbyć. Burżuazja jest przedstawiona  jako zamknięta, myśląca tylko o bogaceniu się i interesach grupa ludzi, którzy nawet małżeństwa zawierają tylko między sobą. Traktują innych z góry z lekkim pobłażaniem oraz są przesadnie egzaltowani. Natomiast biedacy, grani tutaj przez typowych dla Dumonta aktorów o twarzach niczym z kubistycznych obrazów, pokazani są jako dzikusi, którzy dosłownie żywią się krwią bogatszych od siebie, mają mnóstwo dzieci i nie zamierzają zrobić nic dla poprawy swojej egzystencji. Bez litości pokazano tutaj też policjantów. Przedstawiciele tej służby to tylko leniwi, niezbyt lotni ludzie, którzy nie potrafią rozwiązać żadnej sprawy, a jedynie robią zamieszanie.

Wyrazistość filmu zarówno jeżeli chodzi o konwencję, jak i jego prawdziwe znaczenie to spora zasługa fenomenalnej obsady. Nie dość, że mamy tutaj prawdziwe gwiazdy europejskiego kina, to jeszcze każda z nich obsadzona została w świetnej roli, którą po mistrzowsku odgrywa. Genialny jest tutaj Fabrice Luchini jako Andre, świetna Juliette Binoche jako Aude. I Jeżeli chodzi o te dwie role nie ma co o nich pisać, to po prostu trzeba obejrzeć! Bo takiej mieszanki nadekspresji, przesady oraz dystansu do siebie i granej przez siebie postaci nie ogląda się zbyt często. Uwagę warto zwrócić też na Raph debiutującą w filmie, która gra Billie. Jest to świetna rola i być może jesteśmy świadkami narodzin nowej gwiazdy francuskiego kina. Jeżeli chodzi o resztę obsady nie ma w niej żadnego słabego ogniwa i każda rola jest odegrana po prostu bardzo dobrze.

Martwe wody to specyficzna filmowa mieszanka, która bawi i daje do myślenia, a przez dwie godziny seansu nie nudzi się ani przez chwilę, a pozwala cieszyć się kinową ucztą pełną smakowitych gagów. To autorskie kino, ale strawne dla każdego, bo zrealizowane w lekkiej i przyjemniej konwencji.





Daniel Mierzwa 

piątek, 10 lutego 2017

To tylko koniec świata (2016)
Reżyseria: Xavier Dolan
Gatunek: Dramat
Premiera w Polsce: 10 lutego 2017

Nowy film cudownego (choć mocno już wydoroślałego) dziecka światowego kina Xaviera Dolana To tylko koniec świata wreszcie pojawił się w kinach nie tylko jako festiwalowa ciekawostka. Fani Kanadyjczyka szturmują kina, a na ekranie dostajemy porcję porządnego dramatyzmu, popisowego aktorstwa i znakomitych dialogów.


Po 12 latach do rodzinnego domu powraca Louis. Jego wizyta u dawno niewidzianej familii  ma jeden cel, chce oświadczyć im, że jest śmiertelnie chory. Powrót na łono rodziny nie okazje się jednak kojącym doświadczeniem i wymianą czułości, ale raczej festiwalem wzajemnych pretensji, rozdrapywania niezagojonych ran i histerycznych reakcji. Będzie też miejsce na powracające wspomnienia, które z czasem tracą na wyraźności.

Xavier Dolan znów funduje nam podróż do wnętrza rodzinnych relacji. I to znów do takich, na których istnieje wyraźna, głęboka rysa. Każdy z bohaterów posiada na sobie skazę i kumuluje w sobie pretensje, które tylko szukają okazji, aby wybuchnąć. Louis (w tej roli Gaspard Ulliel, chyba w najlepszej roli w swoim życiu) powraca do rodziny, raczej nie po to, aby odbudować swoje relacje z bliskimi, czy właściwie zbudować je od nowa, przeczuwając swoją śmierć, ale raczej by wprowadzić w życie krewnych niepokój, gdy tym udało się zbudować stan względnej równowagi. Nathalie Baye jako nieco ekscentryczna matka, udająca zakręconą, a jednak najlepiej rozumiejącą dynamikę skomplikowanych relacji wśród swoich bliskich, jest tutaj znakomita, i rola ta świetnie uzupełnia filmowy dorobek cenionej francuskiej aktorki. Lea Seydoux w roli przechodzącej czas buntu dziewczyny, pozbawionej ojca lub choćby mężczyzny, który mógłby go zastąpić, jedynie upokarzana przez starszego brata Antoine’a. A w jego roli Vincent Cassel, który uzupełnia dorobek o kolejną rolę twardego faceta raniącego kobiety, tym razem grając jednak w tonacji mocniej melodramatycznej niż sensacyjnej. Prawdziwy popis gry aktorskiej daje tu jednak Marion Cotillard, Francuzka, która podbiła Hollywood, w roli Catherine, żony Antoine’a jest po prostu mistrzowska, idealnie odtwarza rolę, zagubionej, zdominowanej kobiety, która stara się być dla wszystkich miła, dobra i uprzejma, a spotykają ją za to tylko przykrości. To też wspaniałe uczucie widzieć ją w tak wybitnej roli, zwłaszcza jeżeli poprzednio widziało się ją w Assassin’s Creed.

Xavier Dolan kolejny raz analizuje rodzinne relacje i kolejny raz zachwyca.  Pozostaje jednak wierny swojemu stylowi i manierom. Fani dobrych dramatów i to nie tylko w reżyserii młodego Kanadyjczyka, który kolejny raz udowadnia, że jest mistrzem prowadzenia aktorów i doboru ścieżki dźwiękowej, będą zachwyceni.


Daniel Mierzwa 

piątek, 21 października 2016

Ja, Daniel Blake (2016)
Reżyseria: Ken Loach
Gatunek: Dramat
Premiera w Polsce: 21 października 2016 



Tegoroczna Złota Palma zaskoczyła wszystkich, bo jury pod przewodnictwem George’a Millera- twórcy Mad Maxa, przyznało ją filmowi Ja, Daniel Blake Kena Loacha, który już otrzymał to prestiżowe wyróżnienie w 2006 roku Za wiatr buszujący w jęczmieniu. Ten wybór, mimo, że nie wywołał przesadnej krytyki, był niemałym zaskoczeniem, bo nie był to faworyt krytyków czy widzów. Wreszcie okazję do wyrobienia własnej opinii mają polscy widzowie, bo Ja, Daniel Blake zawitał do naszych kin.
Tytułowy Daniel Blake to stolarz, który po zawale serca walczy o uzyskanie dla siebie renty, ponieważ lekarz ze względu na stan zdrowia zabrania mu podjęcia pracy, natomiast urzędnicy uznając go za zdolnego do pracy odmawiają mu prawa do renty. Daniel walcząc o swoje prawa z bezdusznym systemem, który reprezentują bezduszne urzędniczki w eleganckich sweterkach, poznaję Katie, młodą matkę dwójki dzieci. Młoda kobieta znajduje się w jeszcze gorszej sytuacji.
Ja, Daniel Blake to typowe dzieło duetu Ken Loach- reżyser i Paul Laverty- scenarzysta, obraz jednostki walczącej z systemem, który tym razem prezentuje nieprzejednany, uzbrojony w zawierające setki pytań kwestionariusze urząd pracy. Reżyser pochyla się po raz kolejny nad losem zwykłych ludzi, których jedyną siłą okazują się być stanowczość i odwaga. A dzięki dobrym relacjom z innymi i wierze w siłę przyjaźni walka o własną godność nabiera sensu. A wszystko to nakręcone z charakterystyczną dla Loacha czułością wobec bohaterów i ciepłym poczuciem humoru.
Nowy film Kena Loacha nie jest najwybitniejszym filmem ostatnich lat, nie jest też najwybitniejszym filmem w jego twórczości. Właściwie to w pewnym sensie reżyser powtarza się, bo podobne historie widzieliśmy już w jego Szukając Erica czy Whisky dla aniołów. Niemniej nadal jest to kino ważne, zaangażowane i uświadamiające nam pewne społeczne sprawy, może i z publicystycznym zacięciem, ale też z niesamowitą mądrością.


Daniel Mierzwa

piątek, 2 września 2016

Spragnieni miłości (2000)
Reżyseria: Kar Wai Wong
Gatunek: Melodramat 
Premiera w Polsce: 16 lutego 2001


Dla tych, którzy dość już mają słodkich filmów o miłości, pełnych ckliwych scen i nafaszerowanych erotyzmem, istnieje odtrutka. I są nią Spragnieni miłości cenionego południowokoreańskiego reżysera Wong Kar-waia z 2000 roku.
To osadzona w Hong Kongu lat 60. historia pani Chan (piękna Maggie Cheung) i pana Chowa (Tony Leung, który za tę rolę otrzymał Złotą Palmę w Cannes), pary sąsiadów, którzy wynajmują mieszkania w tym samym budynku. Łączy ich, także to, że ich małżonkowie są praktycznie ciągle nieobecni, przez co w głowach głównych bohaterów rodzą się podejrzenia o zdradę. Parę zaczyna łączyć nietypowa więź. Jednak ci, którzy spodziewają się szalonego love story, nie do czekają się go.
W filmie nie mamy tak naprawdę żadnej miłosnej sceny. Są za to tęskne spojrzenia, przelotne muśnięcia dłoni i krótkie, pełne napięcia rozmowy, którym towarzyszy tęskna muzyka. A wszystko to sfilmowane za pomocą ciepłych, nakręconych przy lekko rozproszonym świetle scen.
Film stawia jedno zasadnicze pytanie czy ważniejsza jest odpowiedzialność i lojalność wobec partnera, gotowość do bycia strażnikiem wszystkiego, co zostało przez nas już zbudowane, czy może hedonistyczna chęć spełniania własnych pragnień i marzeń, czasem wbrew normom i obyczajom?

Spragnieni miłości to film dla wszystkich tych, którzy znudzeni są cukierkowym opowiadaniem o miłości, a w zamian szukają kina mądrego, stawiającego pytania, a przy tym wizualnie
zachwycającego.

Zapraszamy też do lektury recenzji filmów z listy 100 najlepszych filmów XXI opublikowanej przez BBC:
#51 Zabójczyni (2015)
#68 Carol (2015)


Daniel Mierzwa 

wtorek, 11 sierpnia 2015

Mały Książę (2015)
Reżyseria: Mark Osborne
Gatunek: Animacja, Fantasy, Przygodowy
Premiera w Polsce: 7 sierpnia 2015

"Mały Książę” w reżyserii Marka Osborne’a to niepospolita animacja. Reżyser w swoim dziele będącym historią opartą na powieść Antoine de Saint-Exupéry nie poszedł na łatwiznę. Zamiast dokładnie odwzorowanej przygody głównego bohatera widz otrzymuje świetnie poprowadzoną fabułę jedynie nawiązującż do literatury.

Film opowiada historię dziewczynki, której życie jest już dokładnie zaplanowane przez matkę. Gdy nie udaje jej sie za pierwszym podejściem dostać do wyszukanej szkoły, matka postanawia uczynić wszystko, aby udało sie jej to w kolejnej próbie. Tym samym młoda bohaterka zamiast wakacji ma ścienny grafik prezentujący każdą minutę jej wolnego czasu, który został skrupulatnie zagospodarowany. Jednak ku niepocieszeniu matki zaprzyjaźnią sięona ze starszym, ekscentrycznym sąsiadem pilotem, który opowiada jej historie małego księcia.

W filmie dokładnie prezentowane są jego dwie płaszczyzny. Jedna opierająca sie głownie na losach młodej damy, a druga ukazują małego księcia, jego róże i lisa oraz resztę perspektywy, która doskonale znana jest czytelnikom lektury.

Mały książkę to dobra animacja nie tylko dla najmłodszych widzów dzięki przesłaniu i morałom, jakie za sobą niesie. Jest równie świetnie wykonanym filmem łączącym techniki komputerowe z tradycyjną animacją poklatkową. Warta zobaczenia dla samego efektu końcowego.


"Dobrze widzi się tylko sercem, najważniejsze jest niewidoczne dla oczu"




Patrycja Strempel 

poniedziałek, 22 czerwca 2015

Miłość od pierwszego ugryzienia (2014)

Reżyseria: Thomas Cailley
Gatunek: Komedia rom.
Premiera w Polsce: 12 czerwca 2015

Komedia romantyczna to gatunek filmowy, który jak żaden inny ulega schematom i niezwykle ciężko jest twórcom pokazać go w nieco innej mniej sztampowej konwencji. Lecz gdy ktoś spróbuje tego nierozczarowującym efektem ma szanse zarówno na pochwały krytyków jak i sympatię widzów. Jednym z twórców, który zmierzył się z komedią romantyczną, ale na swoich zasadach jest Thomas Cailley. A efektem jego walki doceniony na festiwalu w Cannes film Miłość od pierwszego ugryzienia.
Bohaterami filmu, jak to typowe dla komedii romantycznej,  jest dwójka ludzi o płciach przeciwnych. Ona to Madeleine (nowa ulubienica francuskich widzów Adele Haenel), opryskliwa, sarkastyczna i oschła dziewczyna, która widzi swoją przyszłość w elitarnej jednostce  wojskowej. On to cichy i skryty Arnaud (Kevin Azais), pracujący w rodzinnym zakładzie stolarskim. I trafi do domu rodziców Madeleine, dla których wraz z bratem budują letnią altanę ogrodową.  Początkowo nie będą darzyć się sympatią, ale wspólny dwutygodniowy obóz wojskowy, pozwoli im się do siebie zbliżyć.
Relacje panujące między bohaterami obrazuje już scena ich pierwszego spotkania- czyli zapasów. Panujące między nimi relacje to walka o dominację, gra o władzę, nawet jeśli nie na do końca jasnych zasadach (występujące w tytule ugryzienie). Praktycznie w każdym działaniu jakie podejmują chodzi o udowodnienie temu drugiemu swojej przewagi.
O wyższości Miłości od pierwszego ugryzienia nad innymi komediami romantycznymi decyduje niekonwencjonalne podejście do związku bohaterów. Przeszkodą na drodze do ich szczęścia nie staje otoczenie, zazdrośni partnerzy, choroba ani żaden inny zły los, a jedynie ich ambicje. Drugą zaletą tego filmu w porównaniu do gatunkowej konkurencji jest mieszanie różnorakich elementów. Mamy to typowe dla komedii romantycznej  elementy zabawne czy melodramatyczne, ale też wiele momentów czarnego humoru, farsy czy idealnie wplecione motywy z kina inicjacyjnego. Dowodem też na żonglowanie Cailleya konwencjami i schematami jest też sam dobór charakterologiczny bohaterów. To Madeleine jest tu samicą alfa, osobnikiem zdecydowanym, agresywnym i bardziej męskim, niż wycofany i wrażliwy Arnaud.
Miłość od pierwszego ugryzienia to przyjemny film z typowym francuskim poczuciem humoru, daleki jednak od gatunkowych schematów i fabularnych mielizn. Idealny dla tych, którzy lubią komedie romantyczne, ale lubią też coś opowiedziane w nowy, nieoklepany sposób.



Daniel Mierzwa