niedziela, 10 marca 2019

Kapitan Marvel (2019) - recenzja

Brak komentarzy:
 

Kapitan Marvel (2019)

Reżyseria: Anna Boden, Ryan Fleck
Gatunek: Akcja, Sci-Fi
Premiera w Polsce: 8 marca 2019

Brie Larson z impetem wchodzi w uniwersum Marvela. Aktorka, której świetną rolę w filmie Pokój wspominamy do dziś, czekało niemałe wyzwanie porwania publiki w komiksowej ekranizacji. Superbohaterskie uniwersum wydaje się nie mieć końca, jednak tym razem twórcy zabierają nas na sam jego początek.


Akcja Kapitan Marvel rozpoczyna się pod koniec ubiegłego wieku, gdy o Avengers nikt jeszcze nie słyszał, a wręcz to właśnie wtedy narodził się ten program. Pilotka Carol Danvers znana na początku jako Vers to świeża wojowniczka, która w galaktycznym imperium Kree pomaga mierzyć się z zmiennoksztaltnymi Skrullami. Jej pierwsza misja okazuje się jednak nie do końca udana, a ona sama zostaje porwana. Dla wroga szczególnie cenną jest informacja, którą Carol ma ukrytą gdzieś głęboko w podświadomości, z której sama nie zdaje sobie sprawy. Jednak tortury umysłu stają się dobrym impulsem, do początkowo nieśmiałych przebłysków pamięci, które sprowadzają ostatecznie bohaterkę na Ziemie. Carol powoli zaczyna odkrywać dawno skrywane tajemnice o swoim pochodzeniu i tym, jak zdobyła swoje wyjątkowe umiejętności.

Przed duetem reżyserskim zostało postawione spore wyzwanie. W kulminacyjnym momencie, gdy wszyscy fani Avengers oczekują ostatecznego starcia, serwują spory spoiler prawdopodobnego zakończenia. Ponadto przyszło im się zmierzyć z pokazaniem odpowiednio silnej bohaterki, która porwie za sobą tłumy, ale przy tym nie zgubi wrażliwości, i co ostatnio najważniejsze, poczucia humoru. W tym miejscu niestety widzowie nie uświadczą oczekiwanych fajerwerków. Pomimo początkowo wartkiej akcji i obiecującego seansu pełnego kosmicznej rozrywki, kolejne minuty przynoszą tylko mocne uderzenie o ziemie (nie tylko widzem) i wielu bohaterów, których historie, tak jak szybko rozpoczęto, tak samo szybko zakończono, nie wykorzystując ich pełnego potencjału. Brakuje również większej interakcji Carol z czarnym charakterem, czy samych emocji, które zastąpiono skupieniem nad uzupełnianiem fabuły dla pozostałych bohaterskich filmów.

Produkcje za wszelką cenę stara się ratować Samuel L. Jackson, z odmłodzoną twarzą, humorystycznymi wstawkami i rudym kotek pod pachą, przemierzaja galaktykę razem z Vers starając się podnieść poziom seansu, jednak nie wszystko można uratować znanymi bohaterami.

Kapitan Marvel to dobry przedsmak nadchodzących zmian w uniwersum Marvela, prawdopodobna zapowiedz dobrego zakończenia, z istnym preludium w tle. Z drugiej jednak strony, bardziej film drogi, o poszukiwaniu własnego ja, niż superbohaterska doskonałość.


Patrycja Strempel

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz