sobota, 5 września 2015

Intruz (2015)- recenzja

Brak komentarzy:
 
Intruz (2015)

Reżyseria: Magnus von Horn
Gatunek: Dramat
Premiera w Polsce: 9 października 2015


Magnus van Horn dał się już poznać szerokiemu gronu widzów jako współscenarzysta rozczarowującej Obietnicy Anny Kazejak. O ile tamten film pełen był niewykorzystanego potencjału, to długometrażowy debiut szwedzkiego reżysera po łódzkiej filmówce jest filmem intrygującym.
John (Ulrik Multhner) wychodzi z poprawczaka po odsiedzeniu kary z zabójstwo swojej dziewczyny, popełnione z nie do końca jasnych pobudek. Przy wsparciu swoich bliskich próbuje wrócić do swojego poprzedniego życia.
Powrót Johna zaburza jednak życie lokalnej społeczności. Chłopak musi zmierzyć się z uczniami swojej szkoły, do której wraca, wszyscy jednak pamiętają o tym czego dokonał i nikt nie zamierza mu wybaczyć, nawet dawny przyjaciel. Odtrącenie budzi w Johnie gorycz, żal, pojawia się u niego również strach przez odrzuceniem i samotnością. Jego pojawienie się po dwóch latach zaburza też funkcjonowanie jego rodziny. Dla swojego ojca i młodszego brata pozostaje zabójcą, nawet po odsiedzeniu kary, na ich relacjach i tak bardzo zimnych i zdystansowanych jest wyraźna rysa. Spowodowana być może nieprzewidywalnością działań Johna, zdolnego do dokonania każdego czynu.
Warte uwagi są w Intruzie zdjęcia Łuaksza Żala (nominowanego do Oscara za zdjęcia do Idy), niezwykle chłodne, idealnie pasujące do opowiadanej historii i miejsca w jakim się rozgrywa.
Wątpliwości może budzić sposób narracji, naszą litość budzi właśnie John- osoba, która dokonała zbrodni. A w roli tych, którzy budzą nienawiść reżyser umieścił, tych bohaterów, którzy reagują na niego agresją, nawet jeżeli mają ku niej powody. Zabieg ten służy po to, aby w naszych głowach pojawiły się pytania o to czy winny po odbyciu kary (nawet wydającej się nam absurdalnie niskiej jak w przypadku Johna) jest już wolny od swojej zbrodni, o to czy sprawiedliwość ma prymat nad ludzkimi odczuciami,  o to czy społeczny ostracyzm też jest formą kary czy pokuty.
Intruz jest filmem, któremu pod względem realizacji nic nie można zarzucić, wszystkie elementy stanowią idealną układankę. Jest też filmem, który jak niewiele innych budzi w nas refleksję, wątpliwości i pytania o słuszność tez przedstawionych przez reżysera. A to niezwykły dar umieć pobudzić  odbiorcy swojego dzieła do jego krytycznej recepcji a nie bezmyślnego obejrzenia.


Daniel Mierzwa

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz