Pokazywanie postów oznaczonych etykietą listopad. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą listopad. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 9 stycznia 2020


Historia małżeńska (2019)
Reżyseria: Noah Baumbach
Gatunek: Dramat, Komedia
Premiera w Polsce: 29 listopada 2019

Meandry życia są zawsze dobrym tematem dla filmowców żeby, wykazać się w ukazywaniu emocji i relacji. Jednak to, co zaprezentowano w nowej produkcji Netflixa, zdecydowanie przewyższa wiele wcześniej oglądanych produkcji.


Najnowsze dzieło Noah Baumbacha to historia małżeństwa – Nicole (Scarlett Johansson) i Charlie’go (Adam Driver) - pozornie tworzących zgraną parę, co mylnie pokazuje składanka pięknych miłosnych wyznań z pierwszych minut filmu. Nie czytają ich jednak dla siebie, poznają je jedynie widzowie, mogąc tym samym bliżej poznać bohaterów - Nicole niespełnioną aktorkę telewizyjną, która miała szansę zaistnieć w serialu, jednak wyjechała do Nowego Jorku za mężem i obiecującą karierą w jego sztukach teatralnych. Charlie natomiast obecnie jest interesującym i dobrze radzącym sobie w środowisku reżyserem teatralnym i cały swój wolny czas angażuje w rozwój swoich przedstawień, w których zatrudnia również swoja małżonkę.

Reżyser bardzo dobrze ukazuje historię dwojga ludzi, którzy nie mogą już być ze sobą. Wspomina wzruszające momenty, ale przede wszystkim skupia się na chwilach rozstania i swoistej walki o prawa do opieki nad dzieckiem i swoje nowe życie. W genialny sposób pokazane jest tutaj, jak dwoje kochanków uzupełniało się, tworzyło jedność, a mimo to ich relacja powoli umiera.

Bohaterowie w niezwykle subtelny sposób poruszają się pomiędzy życiowymi tragediami. Aktorski popis serwują tutaj Scarlett Johansson oraz Adam Driver, lawirują pomiędzy rozgoryczeniem, rozczarowaniem, a czasem nawet radością. Mistrzowsko opowiadają swoją historię, gwarantując niezwykle prawdziwe doznania.

Historia małżeńska bardzo mocno skupia się na emocjach. Pokazuje małżeństwo takie jakim jest - prawdziwie, smutno, ale przy tym niezwykle szczerze. Z refleksją można tutaj spoglądać na wartości i umierające uczucia, by ostatecznie zachwycić się kunsztem, doceniając prawdziwą miłość.


Patrycja Strempel


niedziela, 25 listopada 2018


Dziadek do orzechów i cztery królestwa (2018)

Reżyseria: Lasse Hallström, Joe Johnston
Gatunek: Familijny, Fantasy
Premiera w Polsce: 2 listopada 2018

Opowiadanie Dziadek do orzechów autorstwa E.T.A. Hoffmanna to krótkie dzieło, ale jak mało które zakorzeniło się w kulturze i stało się inspiracją dla niezliczonych lepszej (w tym naprawdę wybitnych) lub gorszej jakości dzieł. I to właśnie do tego utworu odwołuje się Dziadek do orzechów i cztery królestwa, nowa familijna produkcja ze studia Disneya.



Choć święta Bożego Narodzenia to czas radości, to nie widać tego szczęścia na twarzach członków rodziny Stahlbaum. A to wszystko dlatego, że to pierwsze święta po śmierci Marie, matki i żony, z której utratą próbują radzić sobie jej bliscy. Strata matki najbardziej dotkliwa wydaje się dla Clary, dziewczyny zafascynowanej znacznie bardziej mechaniką i fizyką, niż tym, co kojarzy się z dziewczyńskimi zainteresowaniami. Gdy Clara otrzymuje w prezencie przygotowanym dla niej jeszcze przez matkę prezencie tajemnicze mechaniczne jajo zamknięte na zamek, poszukuje do niego klucza,  w czym pomóc może jej ojciec chrzestny, wynalazca, który wychował jej matkę- Drosselmeyer. Dzięki niemu Clara trafia do krainy zamieszkanej przez ożywione zabawki, którą toczy jednak konflikt między, ponieważ jedno z tytułowych czterech królestw zbuntowało się.

Dziadek do orzechów i cztery królestwa bardzo luźno inspiruje się klasycznym już oryginałem. Fabuła baśni zostaje zastąpiona pomysłem współczesnych scenarzystów i tematem przewodnim staje się konflikt między królestwami i pragnienie zdobycia władzy przez jedną z uroczych bohaterek. Niestety nie wychodzi to opowiadanej historii na dobre. Fabuła pozbawiona jej jakichkolwiek dodatkowych wątków i szybko prze do swojego rozwiązania, a scenarzyści nie martwią się czymś takim jak napięcie, relacje między bohaterami, czy sympatia dla bohaterów. Wydaje się, że nawet te kilka wzruszeń, które ten film nam serwuje to jedynie zasługa Lasse Hallstroma, współreżysera filmu i mistrza poruszającego kina, i to nie tylko familijnego, a nie scenariusza.

Irytujące są też płytkie postaci tym bardziej, że mamy tutaj ekranowych gigantów jak Helen Mirren, Morgan Freeman, czy Keira Knightley. Ale co z tego, że właściwie nie mają czego grać, a jedynie pojawiają się na ekranie w szalonych charakteryzacjach. Dobrze wypada w głównej roli Mackenzie Foy, ale tylko dlatego, że posiada charyzmę i urok bo nie jesteśmy w stanie ocenić jej talentu, bo rola Clary raczej go nie wymaga, bo jest tak samo blada, jak każda inna w tym filmie.

Dziadek do orzechów i cztery królestwa to typowy familijny seryjny produkt, którego cała siła to znane nazwiska na plakacie i odwoływanie się do klasyki. Niestety gdy damy się temu skusić czeka nas wyłącznie rozczarowanie.



Daniel Mierzwa

wtorek, 13 listopada 2018


Suspiria (2018)
Reżyseria: Luca Guadagnino
Gatunek: Horror
Premiera w Polsce: 2 listopada 2018

Luca Guadagnino, twórca pełnych emocji dramatów Nienasyceni i Tamte dni, tamte noce powraca. Tym razem na warsztat wziął kultowy horror włoskiego mistrza tego gatunku Dario Argento Odgłosy i stworzył jego reinterpretację – pokazywany w konkursie głównym festiwalu w Wenecji film Suspiria.

Lata 70. Szary, dręczony politycznymi niepokojami i podzielony Berlin jest siedzibą akademii tanecznej prowadzonej przez tajemniczą madame Blanc i jej współpracowniczki. Tam właśnie trafia  Susie Bannion, nieświadoma czających się tam zagrożeń nowa studentka tej szkoły założonej przed laty przez Helenę Markos. Czas, gdy dziewczyna trafia w mury placówki pokrywa się z tajemniczym zniknięciem jednej z uczennic. Jednak zaginięcie dziewczyny nie wzbudza zaniepokojenia kadry akademii. Jedynym zainteresowanym losem  zaginionej jest Josef Klempner – jej psychiatra, którego dręczą bolesne wspomnienia z lat II wojny światowej.

Luca Guadagnino traktuje Odgłosy jako punkt wyjścia. Kultowy horror nie jest tutaj kropka w kropkę odtworzony, ale staje się podstawą dla nowej niepokojącej opowieści, która kończy się zaskakującym, brutalnym finałem, będącym hołdem dla filmów giallo. Reżyser przy wsparciu scenarzysty zadaje mnóstwo pytań. Mamy tutaj pytania o feminizm, kobiecą solidarność, macierzyństwo, wielką sztukę, dojrzewanie i seksualne przebudzenia. Nie na każde z tych pytań jednak odpowiedź znajdziemy na ekranie. Choć być może nie to jest w tym filmie najważniejsze, a zanurzenie się w niepokojącym i intrygującym świecie w rytm hipnotycznej muzyki Thoma Yorke.

Suspiria to dowód, że w twórczy sposób można obejść się z tym, co już znane. A inspirowanie się nie zawsze musi być kopiowaniem. Wystarczy tylko, że historia trafi w ręce zdolnego twórcy, którego stać na autorskie podejście do opowiadanej historii i odwagę w kreowaniu przedstawionego na ekranie świata.



Daniel Mierzwa

czwartek, 30 listopada 2017

Totem (2017)
Reżyseria: Jakub Charon
Gatunek: Sensacyjny
Premiera w Polsce: 24 listopada 2017

Po wielu polskich kinowych rozczarowaniach tego roku, czas wkroczyć na stosunkowo grząski grunt, gdyż z jednej strony otrzymujemy reżyserski debiut, który nie oblany jest lukrem romantycznej komedii, a z drugiej pokazuje kino mocne, pełne emocji i sensacji, którego chaos prowadzi do wielkiego nieporozumienia.


Totem to historia „Dzikiego”, który po wyjściu z więzienia, próbuje wybić się z nizin w jakich przyszło mu egzystować. Wzorem dla niego jest jego brat Igor, który z sukcesami stoi na czele sporej grupy przestępczej, jednak nie chce angażować brata w ten pełen chciwości i zdrady świat. Gdy okazuje się, że dziewczyna Dzikiego Dagmara, będąca prostytutką, jest w ciąży, a klienci zaczynają ją źle traktować bohater angażuje się w spore interesy na rynku narkotyków, by zemścić się na oprawcach. Staje się to początkiem niekontrolowanych wypadków, ogromu przemocy i wzajemnej nienawiści.

W filmie nic nie prezentuje się dobrze. Zawodzi przede wszystkim reżyseria, a Jakub Charon angażując się poza reżyserią w scenariusz i montaż, skazała tym samym swój film na porażkę. Brak w nim profesjonalizmu, odpowiedniego budowania akcji, czy napięcie. Oglądamy głównie wybuchy złości, gangsterskie porachunki, które miernie prezentują się nawet przy tych, które pokazywał w swoich filmach Patryk Vega. Początkowo fabuła może wydać się intrygująca, jednak z kolejnymi scenami uświadamiamy sobie jej beznadziejność. Nie pomogło również zatrudnienie przy produkcji aktorskich amatorów, którzy prawdopodobnie mieli nadać pozycji odrobinę autentyzmu, a sprawiło to jedynie wielkie rozczarowanie i seansową nudę.

Nie pomogło również zaangażowanie w film raperów Soboty i Popka, z czego ten drugi na ekranie pojawia się w sumie może z 30 sekund. Lekko wyższy poziom prezentuje przynajmniej Karol Bernacki, który wcześniej oglądany w Amoku, nie wywołuje ogólnego zażenowania, a jedynie przeciętne aktorstwo w marnym kinie.

Totem to pozbawiony sensu film, w którym zawodzi wszystko od reżyserii i dialogów, po kreacje aktorskie i sceny akcji. Brak w nim odpowiedniego klimatu, porządnej intrygi, czy po prostu odrobiny szacunku dla widza.


Patrycja Strempel


wtorek, 28 listopada 2017

Morderstwo w Orient Expressie (2017)
Reżyseria: Kenneth Branagh
Gatunek: Kryminał
Premiera w Polsce: 24 listopada 2017

Agatha Christie jest niekwestionowaną królową kryminału. Jej książki nadal czyta się na całym świecie, a przebiegle intrygi, morderstwa i nieprzewidywalne zwroty akcji do dziś zadziwiają czytelników. Dlatego nikogo nie dziwi powstawanie co raz to nowszych ekranizacji jej powieści, czy ożywianie wybitnej postaci detektywa jakim był Hercules Poirot. Tym razem wyzwania podjął się Kenneth Branagh, który poza reżyserią wciela się również w postać tego niezwykłego Belga o sumiastych wąsach.



Morderstwo w Orient Expressie to ekranizacja powieści o tym samym tytule, który jak się okazuje jest jednym z chętniej pokazywanych na wielkim ekranie. Poirot podejmuje się w niej rozwiązania tytułowego tajemniczego morderstwa, o które podejrzewane jest trzynastu pasażerów luksusowego pociągu relacji Stambuł - Londyn. Na ich nieszczęście Hercules uczyni wszystko, by sprawę rozwiązać, odkrywając przy tym niewygodne fakty z przeszłości zarówno zamordowanego wpływowego biznesmena, jak i jego współpasażerów. Uwięziony w zaspie śnieżnej pociąg staje się miejscem przesłuchań, śledztwa i niekontrolowanych wybuchów złości. Fakty nie są jednoznaczne, a  morderca pozostaje ciągle na wolności, potencjalnie zagrażając pozostałym pasażerom.

Dla fanów Christie, którzy mieli okazje przeczytać jej książkę film może wydać się małym rozczarowaniem. Brak tu odpowiedniego budowania napięcia, fakty i poszlaki ujawniane są przez nieuważnych pasażerów, a całość wydaje się odwzorowana z nieodpowiednim poszanowaniem dla wzorca z literatury. Oczywistym jest, że dokładne przedstawienie życiorysu każdej z postaci uczyniło by z filmu metraż zbliżony Szatańskiemu tangu i mogłoby znużyć, jednak lepiej pokazałoby kunszt z jakim autorka wykreowała fabularne rozwiązania. Jednak pozostałym widzom Branagh oferuje film z stosunkowo ciekawą intrygą, której różnorodni bohaterowie i liczne wątki z ich przeszłości pomagają w rozwiązaniu sprawy. Wprawdzie momentami ciężko już zorientować się kto jest kim, jednak totalny bałagan nie utrudnia odbioru, a wręcz pomaga w typowaniu winnych.

Dużą zaletą pozycji jest również różnorodna obsada. Od sław wielkich i większych, po mniej znane nazwiska. Z gracją przez ekran przemykają Judi Dench i Michelle Pfeiffer, a złowrogo spogląda Johnny Depp. W roli Hercules dobrze prezentuje się Kenneth Branagh pomimo, że momentami zbyt wybuchowy z sumiastymi wąsami stara się wiernie odwzorowywać postać wymagającego detektywa, a z drugiej strony rządzić za kamerą.

Morderstwo w Orient Expressie to wprawdzie przeciętne odwzorowanie literackiej klasyki, jednak jako film zadowala poziomem i wartkością akcji. Oferuje obsadę na wysokim poziomie, a przy tym stara się wizualną doskonałością nadrabiać fabularne niedociągnięcia.


Patrycja Strempel

niedziela, 26 listopada 2017

Cicha noc (2017)
Reżyseria: Piotr Domalewski
Gatunek: Dramat, Komedia
Premiera w Polsce: 24 listopada 2017

Do świąt Bożego Narodzenia już coraz bliżej, dlatego nie dziwią choinki w galeriach handlowych, Last Christmas  w radiu, ani filmy o tematyce świątecznej na ekranach naszych kin, jednak to właśnie na wielkich ekranach można uciec od czerwono-zielonego kiczu, i zobaczyć obraz o świętach pozbawiony lukrowej polewy sztucznych wzruszeń i śniegu ze styropianu, bo w piątek miała miejsce premiera nagrodzonego Złotymi Lwami na tegorocznym Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni dramatu Cicha noc w reżyserii Piotra Domalewskiego.

Jest taki dzień, ciepły choć grudniowy – Wigilia. Zamiast śniegu pada deszcz, a świąteczne dekoracje smutno mokną, gdy Adam po długiej podróży z Holandii udaje się do rodzinnego domu na polskiej prowincji. A tam panuje już gwar, trwają ostanie przygotowania, a w telewizji leci Kevin sam w domu. Wizyta Adama, który od dawna nie odwiedzał swoich bliskich, nie jest jednak przypadkowa. Z czasem wprowadza członków swojej rodziny w swoje plany, na które nie wszyscy zareagują z jednakowym entuzjazmem. Sam też dowiaduje się o sekretach części członków swojej rodziny, a dalszy bieg zdarzeń poważnie zmieni wiele w życiu Adama i jego rodziny.
Piotr Domalewski to czasu tego filmu był aktorem i reżyserem filmów krótkometrażowych. Jego debiutancki pełny metraż powinien mu z hukiem otworzyć drzwi do poważnej reżyserskiej kariery w Polsce. I to nie tylko ze względu na laury jakie otrzymał ten film, ale na odwagę i szczerość w mówieniu o naszych narodowych cechach, które łączy z ciepłem i szacunkiem wobec Polaków i ich problemów. W podzielonym społeczeństwie potrzebny jest taki głos, który mówi głośno, że mamy swoje wady, różnimy się, ale potrafimy wspólnie rozwiązywać swoje problemy. Że choć bywamy hipokrytami, mamy swoje słabości i łatwo wchodzimy w konflikt, to gdy trzeba potrafimy stanąć po jednej stronie. A wszystko to w sposób prawdziwy i przekonywujący, w czym na pewno spora jest zasługa udanego scenariusza, który oparty jest w dużej mierze na naturalnych i udanych dialogach, i ani przez moment nie pozwala się nudzić. Również obsada aktorska nie zawodzi. Znakomita jest rola Dawida Ogrodnika, który słusznie został wyróżniony za nią nagrodą na festiwalu w Gdyni. Ale ani na krok nie ustępuje mu drugi plan. Świetni są zarówno doświadczeni i znani aktorzy, jak i członkowie obsady , których możemy jeszcze nie kojarzyć, bo nie mają aż tak imponującego dorobku jak Arkadiusz Jakubik czy Jowita Budnik. Na szczególną uwagę zasługuje jednak Agnieszka Suchora w roli matki Adama. Dotychczas na kinowych ekranach rzadko można było ją obejrzeć, częściej były to role w niezbyt udanych serialach, a w tym filmie naprawdę pokazuję wybitną aktorską klasę i talent.

Mocną stroną Cichej nocy jest też scenografia. Klimat polskiej prowincji jest tutaj oddany absolutnie prawdziwie, unikając jednak zbędnego podkoloryzowania. Tak samo udane są kostiumy. I te elementy tworzą świat wyglądający prawdziwie, daleki od sztucznej rzeczywistości, w kreowaniu której lubują się polskie produkcje.
Cicha noc to film, który stawia na prawdę i szczerość w pokazywaniu świata. Unika wszelkiego rodzaju sztuczności, aby pozwolić skupić się na nas samych. Piętnuje wady, ale unika moralizatorstwa i dydaktyzmu, szanując inteligencję widza. To opowieść wigilijna, która nie jest moralitetem ani baśnią, a wycinkiem polskiej rzeczywistości  uwiecznionym na taśmie filmowej.


Daniel Mierzwa

Za możliwość spędzenia popołudnia z Cichą nocą dziękujemy kinu Cinema City Punkt 44 
w Katowicach. 

sobota, 25 listopada 2017

Najlepszy (2017)
Reżyseria: Łukasz Palkowski
Gatunek: Biograficzny, Dramat, Sportowy
Premiera w Polsce: 17 listopada 2017

Łukasz Palkowski kolejny raz podjął się realizacji ambitnej biografii. Po znakomitej jego produkcji – Bogowie, pokazującej losy profesora Zbigniewa Religi, reżyser poszedł o krok dalej, by tym razem przybliżyć Polakom postać Jerzego Górskiego – mistrza świata w podwójnym triatlonie, o którym słyszało niewielu rodaków.


Najlepszy jest przede wszystkim filmem o walce z własnymi emocjami i przeciwnościami. Bohater od najmłodszych lat nie prowadził prostego życia. Od początku dręczony przez ojca, którego ulubionym zajęciem było wytykanie błędów i brak wiary w syna, przyczyniły się do narkotykowej ucieczki. Wtedy poznaje pokrewne sobie towarzystwo, w którym czuje się dobrze, jednak siła jaka drzemie w bohaterze pozwoliła mu na podjęcie odwyku i zadbanie o własne zdrowie. Desperacka walka o nowe życie popycha Górskiego ponownie w stronę sportu, który w młodości dawał mu wiele radości, jednak brak wsparcia ojca skłonił go do jego porzucenia. Poświęca wszystko dla treningów, które stają się ucieczką od nałogu, jednak dawne życie ciągle o sobie przypomina, a wraz z nim powracają słabości. Pragnienie wzięcia udziału w morderczych zawodach triatlonowych jest dla niego celem, który odciąga go od uzależnienia oraz staje się motywacją do dalszej walki.

Przedstawione w filmie życie Górskiego pełne było skrajnych emocji. Twórcy świetnie wprowadzają widza w świat bohatera, skłaniając go do kibicowania mu i śledzenia zachodzącej przemiany. Pokazują zarówno pełen zła świat narkomanów, który za wszelką cenę próbuje pochłonąć Jurka, ale również ludzi, których wiara pomogła mu osiągnąć sukces. Na oklaski w tym miejscu zdecydowanie zasłużył Jakub Gierszał w roli tytułowego najlepszego – Górskiego. Genialnie oddaje wszystkie emocje, a za relacje jakie nawiązuje z pozostałymi członkami obsady należą się oklaski. Wraz z nim świetnie prezentują się towarzyszące mu kobiety - Anna Próchniak jako Grażyna – dziewczyna bohatera, która razem z nim wkracza w destrukcyjny świat narkotyków, Kamila Kamińska jako Ewa – opanowana lekarka, której racjonalne podejście do życia i wsparcie ocaliło Górskiego przed śmiercią oraz Magdalena Cielecka w roli matki bohatera, z którą łączyła go silna więź pomimo trudnych przeżyć z dzieciństwa. Dużo pozytywnych emocji wprowadzają również Jakubik, Kot i Gajos aktorzy mimo nielicznych chwil na ekranie dodają filmowi wiele dobrych wrażeń, które miały kluczowy wpływ na życie Jerzego.

Najlepszy to film o wewnętrznej walce i sile, jaką człowiek potrafi czerpać od bliskich. Portret człowieka, który starał się spełniać marzenia, a przy tym pokonać niezliczona ilość przeciwności. Inspirująca historia, której pomimo, że zakończenie znamy, budzi niezapomniane filmowe emocje.



Patrycja Strempel  

czwartek, 23 listopada 2017

Coco (2017)
Reżyseria: Lee Unkrich
Gatunek: Animacja, Familijny, Przygodowy
Premiera w Polsce: 24 listopada 2017
 
Lee Unkrich znany z disneyowskich hitów - Gdzie jest Nemo?, czy drugiej i trzeciej odsłony Toy Story, kolejny raz zabiera widzów w świat animacji i pokazuje im niezwykłe Día de Muertos - meksykańskie Święto Zmarłych wraz z kolorową tradycją i ujmującą historią.
 
 
Miguel jest niezwykle związany ze swoją rodziną. Już w pierwszych scenach poznajemy jej dokładne losy i historie o tym, jak matka jego pra pra babci została porzucona przez muzyka. Skrzywdzona zajmuje się produkcja butów i wpaja kolejnym pokoleniom nienawiść do muzyki. Robi to z powodzeniem, jednak ku nieszczęściu rodziny, młody bohater odkrywa w sobie zupełnie inne powołanie niż mówi rodzinna tradycja – chce występować i grać na gitarze niczym swój idol Ernesto de la Cruz. Rodzina odkrywa tajemnicę chłopaka podczas przygotowań do obchodów Święta Zmarłych, gdy domowe ołtarzyki zastawione są fotografiami zmarłych oraz darami dla nich, wtedy też babcia chłopaka niszczy mu gitarę. Kierowany marzeniami i chęcią wzięcia udziału w konkursie talentów bohater kradnie gitarę z grobu swojego idola i w skutek niezwykłych okoliczności trafia do świata umarłych. Tam prowadzony przez psa przybłędę Dantego oraz Hectora zgłębia tajemnice rodzinnych historii.
 
Coco zdecydowanie jest animacją dla widzów w każdym wieku. Podobnie jak wiele przednich animacji Pixara łączy wartości, za którymi warto podążać. Porusza znaczenie rodziny, walki o własne zdanie i idee, czy szacunku dla zmarłych i ich wpływu na nasze życie. Przy tym nadal pozostaje przestępnym, kolorowym obrazem, który najmłodsi pokochają za prostą historię, a starci docenią aspekty wizualne, czy latynoskie dźwięki muzyki.
 
Całość produkcji nie pozbawiona jest również momentów humoru, zadumy, czy wzruszeń.  Wprowadza intrygujący nastrój, tak daleki od tego zwykle panującego podczas obchodów Święta Zmarłych na naszym podwórku. Pokazuje kulturę, w którą chętnie zagłębiamy się razem z bohaterami i podróżujemy pomiędzy scenami pełnymi energii i emocji, do tych spokojnych, stonowanych momentów na chwilę przemyśleń.
 
Coco i Pixar kolejny raz pokazują klasę. Wprowadzają widza w niezapomniany świat, w którym królują emocje i elementy folkloru. Historia okraszona dobrymi dźwiękami gitary i wartościami, o których nie można zapomnieć.

Patrycja Strempel   

sobota, 18 listopada 2017

Slumber (2017)
Reżyseria: Jonathan Hopkins 
Gatunek: Horror 
Premiera w Polsce: 10 listopada 2017

Horrory przeprowadzają zmasowany atak ekrany kin w okolicach Halloween. Zdarzają się jednak maruderzy tego przerażającego pochodu. Jednym z nich jest Slumber w reżyserii Jonathana Hopkinsa, który w polskich kinach pojawił się dopiero 10 listopada.

Alice Arnolds jest lekarką w szpitalu zajmującym się diagnozą i leczeniem zaburzeń snu. Jej praca nie należy może do najmilszych i najprzyjemniejszych, mimo to skutecznie pomaga pacjentom, a przy tym próbuje opanować swoją traumę z dzieciństwa, która spowodowała śmierć jej brata-lunatyka. Wkrótce praca postawi przed nią prawdziwe wyzwanie. Ponieważ zgłasza się do niej rodzina z dwójką dzieci, w której życiu pojawiły się kłopoty ze snem po śmierci ich malutkiego synka. Okazuje się jednak, że paraliż senny jednego z dzieci i synchroniczne wstawanie i lunatykowanie reszty rodziny to specyficzne zaburzenie, a niebezpieczne działanie groźnego demona. Alice postanawia za wszelką cenę pomóc rodzinie, w czym swój udział będzie miał Amado, dziadek jej kolegi z pracy, który jako jedyny przetrwał atak nocnicy.

Slumber jest filmem, który ani przez moment nie wzbija się ponad przeciętność. Oprócz tego, że jest przewidywalny, bo odkąd dowiadujemy się, co jest przyczyną problemów ze snem chłopca, dobrze wiemy jak wszystko potoczy się dalej, to ani przez moment nie straszy. Gasnące lampy, skrzypiące drzwi czy unoszące się łóżko przerażą tylko najwrażliwszych widzów. Skuteczności  straszenia nie zapewniają też efekty specjalne. A ich puentą jest wizualizacja demona, która zamiast przerażenia powoduje raczej pojawienie się na twarzy uśmieszku zażenowania. Gęsia skórka pojawia się na plecach jedynie, gdy widzimy scenę z widelcem i zębami jednej z głównych bohaterek, ale i w tym wypadku przyczyną tego stanu niekoniecznie jest strach.

Bardzo zła jest też gra aktorów. Większość obsady gra na poziomie najsłabszych amerykańskich filmów telewizyjnych. Na plus wypada jedynie Sylvester McCoy w przerysowanej roli Amado, nawet pomimo tego, że jego styl gry  niezbyt pasuje do całości filmu.

Slumber to słaby horror jakich dziesiątki zalewają nasze kina i tak jak przy większości z nich spokojnie można zignorować jego pojawienie się w kinach. Bo choć może ten film nie jest złym snem kinomana, to jest jedynie horrorem wartym uwagi nikogo poza zagorzałymi fanami strachów na ekranie.


Daniel Mierzwa 

poniedziałek, 13 listopada 2017

Złe mamuśki 2: Jak przetrwać święta (2017)

Reżyseria: Jon Lucas, Scott Moore
Gatunek: Komedia
Premiera w Polsce: 3 listopada 2017

Po Wszystkich Świętych nadchodzi ten magiczny czas, gdy zaczynamy rozmyślać o świętach. W sklepach pojawiają się pierwsze ozdoby i słodycze, a w radiach pobrzmiewa Last Christmas. Tym bardziej nie pozostają dłużni dystrybutorzy, którzy mały krokami zarzucają widzów filmami pełnymi śniegu, prezentów, choinek i przedświątecznej gonitwy.


Bohaterki Amy, Kiki oraz Carle poznajemy w pierwszej części, gdy udręczone codziennymi obowiązkami postanawiają się zbuntować i zmienić swój wizerunek idealnych mam. W kolejnym epizodzie ich przygód twórcy zabierają widza w czas świątecznych przygotowań, gdy wszystko musi być perfekcyjne. Dla bohaterek okres ten staje się kolejną możliwością do buntu, gdy w obliczu zbliżającej się Gwiazdki, wielogodzinnym gotowaniu, sprzątaniu, dekorowaniu domu, czy pakowaniu prezentów, sił jest coraz mniej, a w domach pojawiają się zwykle krytycznie nastawione ich mamuśki, które za wszelką cenę będą zaznaczały swoją obecność. Widz otrzymuje zderzenie tradycji z uwolnieniem od perfekcjonizmu, pełen sprzeczności film o chęci wolności w dorosłym życiu.
Całość historii oparta jest na antagonizmie postaci. Amy (Mila Kunis) za wszelką cenę chce być idealna. Rozwiedziona, jednak szczęśliwa z nowym partnerem, robi wszystko, by jej dzieci były szczęśliwe, gdy w jej domu pojawia się jej apodyktyczna matka Ruth (Christine Baranski) od razu wiadomo, że szykuje się niemałe spięcie. Pragnie ona ze Świąt uczynić show, pozornie dla dobra rodziny, a przy tym przejąć kontrolę nad rodziną. Podobnie jak Sandy (Cheryl Hines) – matka Kiki (Kristen Bell), której domena są piżamy i koszulki z wizerunkiem córki, a najlepsze co ja może spotkać w Święta to kupno domu w sąsiedztwie córki. Przytłoczona miłością bohaterka będzie musiała jasno pokazać granice pomiędzy zdrową relacja, a chorym uzależnieniem. A jeśli już o uzależnieniach mowa, należy wspomnieć o Isis (Susan Sarandon) – rozrywkowej mamuśce Carli (Kathryn Hahn), która pomiędzy kolejnymi butelkami alkoholu, uprawia hazard i zapożycza się u córki, po czym ma w zwyczaju znikać na kolejne kilka lat.
Złe mamuśki 2: Jak przetrwać święta to przesycenie humoru. Wojny charakterów i słowne potyczki odbywają się prawie w każdej ze scen, a nastrojowa muzyka i świąteczne dekoracje dodają blichtru i wymaganej Bożo Narodzeniowej aury. Są obowiązkowe pełne romantyzmu sceny, kłótnie, czy rozczarowania. Momenty na zastanowienie się nad ideą Świąt oraz żenujące chwile w gronie bliskich.

Patrycja Strempel


piątek, 10 listopada 2017

Listy do M. 3 (2017)
Reżyseria: Tomasz Konecki
Gatunek: Komedia rom.
Premiera w Polsce: 10 listopada 2017

Kolejna cześć Listów do M. kreuje ten przeciętny film romantyczny na niekończącą się opowieść. Twórcy niczym w kolejnych odcinkach serialu prezentują nowych bohaterów, odgrzewają starych, w których życie wprowadzają to trochę smutku, to radości, by ostatecznie znowu wszyscy mogli zasiąść przy wigilijnym stole.


Twórcy ponownie splatają losy wielu bohaterów jednego dnia. Po kilku latach kontynuują wydarzenia pokazane w poprzedniej części i pokazują jak wiele zmieniło się w ich życiach. Widzimy potencjalnie szczęśliwych Karinę (Agnieszka Dygant) i Szczepana (Piotr Adamczyk), którzy po powrocie do siebie od nowa budują swoje relacje, ale także robią wszystko by zaradzić nudzie. Już jako dziadkowie próbują swoich sił z wychowywaniem wnuka, a przy tym udowadniają ze nadal młodzi duchem potrafią się bawić. Melchior (Tomasz Karolak) nadal w stroju Mikołaja, jednak teraz wraz ze swoim synem ruszają by odnaleźć zaginionego przed laty dziadka, którym okazuje się pospolity złodziejaszek. Losy Wojciech (Wojciech Malajkat) nie są już tak szczęśliwe, jak wcześniej. Po śmierci ukochanej Małgorzaty nie potrafi sobie poradzić z jej brakiem, a każdą chwilę poświęca na wspomnienia. W jego życiu pojawią się jednak dwie nowe bohaterki, które nieznacznie rozchmurzą jego codzienność. Wśród nowych twarzy oglądać możemy Katarzynę Zawadzką jako Zuzę w duecie z  Filipem Pławiakiem w roli Rafała. Dwójkę nieznajomych, których zbliżają do siebie wspólne zainteresowania i jedno nieśmiałe spojrzenie w metrze. Twórcy nie mogli ominąć również epizodu, którego akcja nie rozgrywałyby się w pewnym znanym radiu. Karolina (Magdalena Różczka) swoim ciepłym głosem umila w radiowej audycji czas słuchaczom, gdy dowiaduje się, że jeden z nich - policjant Gibon (Borys Szyc) zauroczony jest jej osobą.

Zdecydowanie w każdej ze scen wiele się dzieje. Za wszelką cenę widz jest wprowadzany w świąteczny nastrój, by wychodząc z kina nucić kolędy, a w domu wyciągać świecące ozdoby. Pomimo, że stosunkowo przewidywalne i pełne scenariuszowych dziur, historie bohaterów nie nudzą na tyle, żeby uciekać z sali kinowej. Wprawdzie w wielu momentach żarty są wymuszone, humor opiera się na nawiązaniach do poprzednich ról aktorów, czy sytuacjach bez polotu, a na każdym kroku doświadczamy product placement to całość nie przytłacza.

Listy do M. 3 to obraz, który za wszelką cenę stara się udowodnić, co w święta jest najważniejsze. Twórcy stworzyli film, który pokazuje, jak niewiele trzeba, by poczuć odrobinę szczęścia, udowadniają tym samym, że cuda się zdarzają, a wszechobecny chaos i nadmiar wątków nie staje na przeszkodzie do nieśmiałej zapowiedzi kolejnej części.


Patrycja Strempel


czwartek, 9 listopada 2017

Kryptonim HHhH
Reżyseria: Cedric Jimenez
Gatunek: Biograficzny, Wojenny, Thriller 
Premiera w Polsce: 10 listopada 2017

Choć czas płynie, okres II wojny światowej wciąż budzi wielkie emocje. A różnej maści twórcy sięgają po losy największych bohaterów i najokrutniejszych zbrodniarzy tamtych czasów, aby przybliżyć je widzom. Tak też zrobił Cedric Jimenez, francuski reżyser o niezbyt imponującym dorobku, który sięgnął po historię udanego zamachu na Reinharda Heydricha, protektora Czech i Moraw, kręcąc film Kryptonim HHhH.


Film podzielony jest na dwie części. W pierwszej poznajemy początki kariery Heydricha, dowiadujemy się dlaczego został wydalony z marynarki i jak zaczęła się jego błyskotliwa droga na wysokie stanowiska w nazistowskim aparacie władzy. Jednak się skupią się tylko na jego karierze, ale pokazuje jego życie uczuciowe i historię małżeństwa z zagorzałą zwolenniczką narodowego socjalizmu- Liną.
Druga część filmu pokazuje wydarzenia po objęciu przez Heydricha stanowiska protektora Czech i Moraw oraz obserwujemy działania czechosłowackiego ruchu oporu. Widzimy targające nimi emocje, dylematy i odważne działania, mimo życia w ciągłym strachu. Po udanym zamachu widzimy też okrutne sceny zemsty nazistów za śmierć jednego ze swoich przywódców na mieszkańcach inkorporowanej Czechosłowacji.
Kryptonim HHhH  to film, który sięga po ważne i ciekawe wydarzenia z historii II wojny światowej. Niestety robi to dosyć nieudolnie marnując potencjał historycznych faktów. Do zalet filmu można zaliczyć jedynie udany portret Reinharda Heydricha. Scenarzyści zadbali o to, aby sportretowany został tak jak mówią o nim źródła- jako człowiek okrutny, budzący niepokój innych, lubiący rządzić, ale pozostając w cieniu, a przy tym zimny i oschły. Nieco może irytować maniera gry odgrywającego go australijskiego aktora Jasona Clarke. Gra obsady nie jest zupełnie plusem tego filmu. Mimo, że mamy tutaj cenione postaci współczesnego kina. Małżonkę Heydricha gra nominowana do Oscara, była dziewczyna Bonda- Rosamund Pike. Lecz jej gra też nie zachwyca i nie jest to wcale wina tego, że gra postać, której nie da się robić. Nie lepiej jest po stronie pozytywnych bohaterów tego filmu. Gra Mii Wasikowskiej budzi podobne uczucia, co ta w wykonaniu starszej koleżanki po fachu. Nie lepsi Jack Reynor i Celine Sallette. Natomiast zupełnie nijaki jest Jack O’Connell, widzimy go na ekranie przez dużą część czasu, reżyser każe nam śledzić jego losy, w które mimo, że powinny być porywające, raczej nie wciągają widzów. Irytuje też muzyka autorstwa Guillaume’a Roussela i montaż Chrisa Dickensa, co jest o tyle zadziwiające, że to odpowiadał on za niego w wielu bardzo udanych filmach, zarówno z kina mainstreamowego, jak i bardziej artystycznego.
Kryptonim HHhH to film, który dowodzi jak można zmarnować fascynującą i prawdziwą historię, czyniąc ją zupełnie nijaką.



Daniel Mierzwa 

środa, 8 listopada 2017

Suburbicon (2017)
Reżyseria: George Clooney
Gatunek: Komedia kryminalna
Premiera w Polsce: 10 listopada 2017

Było wiele filmów, które zachwycały swoim przerysowaniem i latami 50., czy z drugiej strony pokazywały losy lokalnej społeczności. Tym razem do filmowego konsensusu dotarli bracia Coen wraz z Georgem Clooneyem tworząc film, którego przekaz pozostawia wiele do życzenia, jednak przy tym oferuje ciekawą dawkę emocji.


Suburbicon to perfekcyjne miejsce, w którym każdy chciałby mieszkać. Ma własna szkołę, oddział policji, a nawet chór. Wszyscy tworzą jedną wielką społeczność, wiedzą o sobie najmniejsze szczegóły, jednak pojawienie się na osiedlu afroamerykańskiej rodziny wprowadza niemały chaos, który staje się dobrą przykrywką do wydarzeń odbywających się za płotem. Rodzina Lodge'ów wiedzie potencjalnie szczęśliwe życie, Pan Gardner (Matt Damon) – głowa rodziny wraz ze swoją niepełnosprawną małżonką (Julian Moore), jej siostra bliźniaczką (Julian Moore) oraz synem Nickiem (Noah Jupe) niczym nie wyróżniają się z lokalnej społeczności, jednak to właśnie na ich dom napada dwóch bandytów, w wyniku czego ginie matka Nicky'ego. Zajście to jest początkiem do pełnej napięcia intrygi zbudowanej wokół śmierci bohaterki. Jedyną osobą, która może mieć jakikolwiek wpływ na pozytywne zakończenie sprawy jest Nick, jednak odkrywając kolejne fakty i tajemnice rodziny będzie zmuszony odnaleźć właściwe rozwiązanie.

Już w pierwszych scenach filmu, gdy przez ekran przetaczają się cukierkowe obrazy z idealnego miasteczka lat 50., doskonale da się wyczuć dystans i humor całej produkcji. Twórcy z jednej strony pokazują tragedie, nękanie i trudne relacje Afroamerykańskiej rodziny z nietolerancyjnymi sąsiadami, z drugiej natomiast tragedię rodzinną, której powody sięgają o wiele głębiej niż mogłoby się z pozoru wydawać. Pomimo braku pozytywnego wydźwięku sytuacji całość utrzymana jest w stylu czarnej komedii, balansując na granicy smaku i zażenowania. Film zdecydowanie pokazuje skutki ludzkich pomyłek i nieprzemyślanych konsekwencji, które zapętlają coraz mocniej wokół szyj głównych bohaterów.

Zdecydowanie dobrze na ekranie prezentuje się obsada. W idealnym mieście pełnym przerysowania, róż i uroku odnajduje się zarówno Matt Damon, jako zaangażowany ojciec z twardymi zasadami, jak i znakomita jak zawsze Julian Moore, tym razem w podwójnej roli, oferuje widzom odrobinę fanatyzmu swoich postaci, ale i wdzięk, uśmiech, nienaganną fryzurę i makijaż. Na każdym kroku da się również wyczuć dłonie braci Coen położone na scenariuszu. Zbudowali on wraz z Georgem Clooney’em pełen absurdu, momentami mroku i czarnego humoru film, który na pierwszy rzut oka może wydawać się zbyt przesadzony, jednak cała ta otoczka świetnie komponuje się z obłędem i obsesjami bohaterów.

Suburbicon jest filmem pełnym emocji opartym na intrydze i dosyć szalonych relacjach. Produkcją, w której nic nie jest do końca jasne, absurd wyczuwalny jest na każdym kroku, a na wielki finał czeka się z niecierpliwością.


Patrycja Strempel 

wtorek, 7 listopada 2017

Mother! (2017)

Reżyseria: Darren Aronofsky
Gatunek: Horror
Premiera w Polsce: 3 listopada 2017

Darren Aronofsky, choć słynny jest z pretensjonalności i efekciarstwa, to od lat wierny jest swojemu stylowi i nie pozwala, aby jego talent i pomysły zżarła komercyjna machina Hollywoodu. Dzięki temu do naszych kin trafiają wielomilionowe produkcje z plejadą gwiazd utrzymanie w nieco innym tonie niż superprodukcje Marvela czy komedie, które zamiast łez śmiechu, powodują jedynie płacz, gdy pomyślimy ile kosztował bilet na seans, takiego wątpliwej jakości dzieła. Tym razem twórca Requiem dla snu i Czarnego łabędzia znów funduje nam jazdę bez trzymanki na granicy jawy, snu i narkotycznych wizji podczas seansu Mother!

Matka, młoda kobieta, jest kolejną żoną Jego, pisarza i poety, który cierpi na kryzys twórczy. Bohaterka  odbudowuje zniszczony pożarem dom, podczas gdy mężczyzna mierzy się ze swoją artystyczną bezsilnością.  Ich uporządkowane życie zostaje zaburzone, gdy wbrew oporom żony, mężczyzna wpuszcza do domostwa swojego nieznajomego fana. Ten wkrótce przyprowadza swoją, robiącą złowieszcze wrażenie, żonę. To jednak nie koniec odwiedzin tajemniczych nieznajomych. Bo wkrótce pojawiają się skłócenie ze sobą synowie nieproszonych gości. Rodzinne niesnaski szybko przeradzają się w kończący się tragicznie festiwal przemocy. Dziwna sytuacja i pełna niepokoju atmosfera sprawiają, że małżonkowie oddalają się od siebie. Gdy jednak wydaje się, że ich relacje wychodzą na prostą, zaczynają się dziać jeszcze bardziej niesamowite rzeczy.
W Mother! reżyser od razu rozmywa granicę między rzeczywistością a poetyką snu, a właściwie wizji w głowie bohaterki, która nie bez powodu przecież rozpuszcza tajemniczą substancję w szklaneczce wody i wypija. Dom staje się miejscem, z którego nie ma ucieczki, przez co film przypomina senny koszmar. Jednak starannie budowana atmosfera niepokoju i napięcie szybko znikają, a zastępuje je rozedrgana i pełna chaosu opowieść o poszukiwaniu mesjasza, trochę o powstawaniu sekt, a trochę będąca po prostu jakimś przydługim teledyskiem bez muzyki. Opowiada też o lękach matek, bo widzimy sceny wojny, śmierć dziecka, czy odstawienie bohaterki przez partnera na boczny tor.

Aronofsky nie boi się też zmiany tonu i gatunku, od horroru i thrillera, przechodzi w czystej postaci fantastykę, aby następne wprowadzić elementy filmu sensacyjnego, czy kina surrealistycznego spod znaku najlepszych dokonań Luisa Bunuela. Wszystko to jednak staję się męczące i przypomina angielskie puddingi, w których z wielu składników powstaje jedna papka, i niestety według przepisu Aronofsky'ego niezbyt strawna. A gdy myślimy, że kolejna scena na pewno nie może być bardziej żenująca niż ta, którą właśnie oglądamy, reżyser udowadnia nam, że może i właściwie czyni tak do samego końca filmu.
Mother! nie jest jednak filmem samych wad. Do plusów na pewno można zaliczyć udane role. Jennifer Lawrence, choć nie wydaje się oczywistym wyborem, to tutaj rozedrgana, w beżowo-szarych rozwleczonych strojach, daje aktorski popis. Partnerujący jej Javier Bardem jak zwykle nie zawodzi, choć nie tworzy też żadnej genialnej kreacji. Niczego nie można zarzucić też odgrywającej kluczowe drugoplanowe role parze Ed Harris i Michelle Pfeiffer. On jako nieco zagubiony, schorowany mężczyzna, a ona jako budząca niepokój dama o lodowatym spojrzeniu. Udane są też skąpane w beżowym świetle, nadające całej opowieści nieco rustykalnego klimatu zdjęcia Matthew Libatique’a, stałego współpracownika Darrena Aronofsky'ego.

Choć Mother! to film, który mógł być dziełem jakiego świat kina nie widział, to niestety jest pełnym pretensji do wielkich filmów dziełkiem podczas seansu którego niejedna osoba pomyśli sobie Matko! Już nie chcę tego oglądać!


Daniel Mierzwa

Za możliwość zobaczenia filmu dziękujemy kinu Cinema City Punk 44 w Katowicach.