Pokazywanie postów oznaczonych etykietą komedia romantyczna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą komedia romantyczna. Pokaż wszystkie posty

środa, 31 stycznia 2018

Podatek od miłości (2018)

Reżyseria: Bartłomiej Ignaciuk
Gatunek: Komedia rom.
Premiera w Polsce: 26 stycznia 2018

Debiuty reżyserskie bywają zobowiązujące. Widzowie często nie wiedzą czego się spodziewać­­, szczególnie w przypadkach, gdy mowa o polskich komediach romantycznych. Skomplikowanego zadania podjął się Bartłomiej Ignaciuk realizując produkcję z polskimi gwiazdami, jako kolejny stara się udowodnić, że polskie kino komediowe nie znajduje się na samym dnie, a w kinie można jeszcze pośmiać się z czegoś, poza żenującymi tłumaczeniami filmowych tytułów.


Film opowiada historię Klary(Aleksandra Domańska) pani urzędnik skarbowej, która w barze poznaje nieudolnego podrywacza, jak się później okazuje jest nim Marian (Grzegorz Damięcki), który wpakował się w niemałe problemy związane z podatkami i co za tym idzie jego sprawą zajmuje się główna bohaterka. Maniek chcąc oszukać urząd, rozpoczyna swoją grę i twierdzi, że jest męska prostytutką, bo tylko one nie muszą płacić podatków. Przebiegłość Klary nie pozwala jej na przyjęcie wersji oszusta i rozpoczyna śledztwo, które doprowadzi do zdecydowanie przewidywalnych skutków.

Podatek od miłości to produkcja powstała przy wsparciu telewizji TVN oraz miasta Kołobrzeg. Można mieć nadzieję, że w tym momencie kończy się lokowanie produktu, jednak twórcy raczą widza ich zdecydowanym nadmiarem. Nie jest to jedyna wada filmu.  Na każdym kroku widz mierzy się z przewidywalnością i przeciętnością, a schemat goni schemat. Jednak w obliczu tej całej beznadziejności można wychwycić zadziwiająco zadowalające momenty i lekkie powiewy świeżości, na które warto czekać. Wbrew początkowym obawom, główni bohaterowie nie prezentują się na ekranie równie żenująco, jak podobni w innych polskich produkcjach. Momentami czuć między nimi resztki chemii i romantyzmu, a zdecydowanej pikanterii dodają dialogi, które czasami lekko kąśliwe świetnie komponują się fabułą.

Podatek od miłości to pospolite kino, które stawia nieśmiało marzenia i miłość na pierwszym planie, zapominając przy tym o elemencie zaskoczenia. Naiwna komedia, która wprawdzie nie jest arcydziełem, ale nie sprowadza się również do poziomu żenady.


Patrycja Strempel


czwartek, 18 stycznia 2018

Narzeczony na niby (2018)

Reżyseria: Bartosz Prokopowicz
Gatunek: Komedia rom.
Premiera w Polsce: 12 stycznia 2018

Reżyser Bartosz Prokopowicz po ostatnim swoim filmie Chemia, który porusza zdecydowanie poważny i trudny temat, tym razem zabrał się za film z zupełnie innej bajki. Komedie romantyczną, której bliżej do pospolitego kiczu niż dobrego kina.


Narzeczony na niby to historia Kariny (Julia Kamińska) współczesnej, zabieganej dziewczyny, zapracowanej przy produkcji muzycznego, telewizyjnego show, gdzie zresztą poznała swojego chłopaka (Piotra Adamczyka) - bogatego reżysera. Pozornie jej życie wydaje się idealne, a natłok obowiązków zdecydowanie może tłumaczyć swoim zaangażowaniem i dążeniem do perfekcji. Wszystko jednak ma swój koniec, podobnie z miłością, wiec z biegiem akcji okazuje się, że parter ją zdradza, a na domiar złego swojej kochance kupuje identyczna bieliznę. Gdy wydaje się, że gorzej być już nie może, w samochód dziewczyny uderza zapracowany taksówkarz Szymon (Piotr Stramowski), którego Karina planuje sprytnie wykorzystać w niewygodnej sytuacji rodzinnej.

Całość produkcji wydaje się zupełnie pozbawiona sensu. Pełna schematów, na siłę zbudowana z gagów i lokowanych produktów, by ostatecznie Tomasz Karolak mógł prowadzić kampanie reklamową filmów, w których zagrał. Ciągle zwroty akcji i kolejne pojawiające się wątki, zdecydowanie nie dodają jakości, a jedynie utrzymują w przekonaniu o beznadziejności seansu. Uciążliwe jest również ciągle przerysowanie i przesada, bo przecież nie możliwe jest, aby bohaterowie mogli zamieszkiwać podrzędne osiedle, czy mieć pospolią pracę. Od razu należy ich szufladkować i wsadzać w drogie stroje i apartamenty w widokiem na Pałac Kultury i Nauki.

Obsada jest podobnie nijaka jak cały scenariusz. Nie powala zarówno Julia Kamińska w roli Kariny, jako z jednej strony waleczna kobieta, a z drugiej bezradna, w ciągle naciągniętym sweterku, podobnie Piotr Stramowski jako Szymon - taksówkarz z ogonem. Blado wypada również Piotr Adamczyk, który na ekranie daje popis żenady, rzucając kolejnymi angielskimi słówkami, gra rolę czarnego charakteru, jednak bez polotu. Akceptowalnie na ekranie prezentuje się jednak Dorota Kolak - jako matka bohaterki zawzięcie stara się ciągle przekonywać do swoich racji oraz Tomasz Karolak, który pierwszy raz od bardzo dawno nie robi z siebie przesadnie błazna, a jego żarty w porównaniu z całością scenariusza nie prezentuje aż tak niskiego poziomu.

Narzeczony na niby to pozbawiona chemii i emocji produkcja o zauroczeniu, która z pozoru może wydawać się akceptowalnym obrazem, jednak z każdą minutą odkrywa kolejne dowody na swoją beznadziejność.


Patrycja Strempel


czwartek, 4 stycznia 2018

I tak cię kocham (2017)
Reżyseria: Michael Showalter
Gatunek: Komedia rom.
Premiera w Polsce: 5 stycznia 2018
Historie w kinie bywają niezmiernie prawdziwe. Często przepełnione uczuciem i prawdą pokazują losy bohaterów, którym chce się kibicować i tak też jest w tym przypadku – gdy Michael Showalter pokazuje widzom na ekranie życie Kumail Nanjiani, którego zresztą można w filmie oglądać w roli jego samego. Reżyser w szczególności skupia się na jego relacjach z poznaną dziewczyną i wszelkich komplikacjach, na których zbudowali swoje relacje.
 
Kumail pochodził z wyjątkowo konserwatywnej pakistańskiej rodziny. Jego rodzice przenieśli się do Stanów w poszukiwaniu lepszego życia, jednak prowadzą je w oparci o tradycyjne metody. Ich syn, który powoli przesiąka już amerykańską kulturą nie przestrzega wszystkich wyznaczanych przez rodziców reguł, a w szczególności jest w opozycji do wybierania mu małżonki. Jak się okazje według rodzinny powinna być nią Pakistanka z pochodzenia, dla której aranżowane małżeństwa nie są niczym złym. Jednak Kumail ma zupełnie inne plany. Podczas jednego ze swoich stand up’owych występów poznaje Emily, początkowo może się to wydawać znajomość na moment, jednak przeradza się poważniejsze uczycie. Bohater nie może jednak nic powiedzieć swojej rodzinie o swojej wybrance, gdyż nie spotkałoby się to z ich aprobatą. Sytuacja ta doprowadza do konfliktu między parą i wszystko prawdopodobnie skończyłoby się w tym momencie, gdyby nie nagła utrata zdrowia przez Emily. Bohaterka trafia do szpitala i gdy juz się wydaje, że jej stan się poprawił, niespodziewanie zapada w śpiączkę. Dowiedziawszy się o tym Kumail informuje jej rodziców o tym incydencie i razem z nimi przeżywa ciężkie chwile w szpitalu, pokazując im tym samym, jak bardzo zależy mu na ich córce.
 
Film ten oparty jest głównie na różnicach kulturowych. Są one doskonale widoczne na każdym kroku, a pakistański bohater dodatkowo jeszcze je podkreśla w swoim monodramie i stand up’owych występach. Oparty jest również na nich konflikt postaci, jednak sprawne wykorzystanie w tym przypadku poczucia humoru twórców, dodaje lekkości i umiejętnie porusza uczucia widzów. I to właśnie poczucie humoru jest zdecydowaniem plusem pozycji. Pomimo poważnego tematu poruszanego w drugiej połowie filmu, nie zanika zupełnie pozytywna energia, a wręcz budowane są wtedy prawdziwe emocje, które dostarczają produkcji wymaganych wartości. Twórcom świetnie udało się pokazać uczucie, które połączyło bohaterów, a to zapewne za sprawą Kumaila Nanjiani, który poza występem w głównej roli jest również współtwórcą scenariusza. Świetnie pokazał on wszelkie relacje oraz zbudował wokół bohaterów pozytywną aurę, która zdecydowanie pomaga w odbiorze filmu i akceptacji postaci.
I tak cię kocham to pełna pozytywnej energii produkcja, która momentami wzrusza, by w innej chwili rozbawić, ale przede wszystkim zaczarować autentycznością.
 
 
Patrycja Strempel 

piątek, 10 listopada 2017

Listy do M. 3 (2017)
Reżyseria: Tomasz Konecki
Gatunek: Komedia rom.
Premiera w Polsce: 10 listopada 2017

Kolejna cześć Listów do M. kreuje ten przeciętny film romantyczny na niekończącą się opowieść. Twórcy niczym w kolejnych odcinkach serialu prezentują nowych bohaterów, odgrzewają starych, w których życie wprowadzają to trochę smutku, to radości, by ostatecznie znowu wszyscy mogli zasiąść przy wigilijnym stole.


Twórcy ponownie splatają losy wielu bohaterów jednego dnia. Po kilku latach kontynuują wydarzenia pokazane w poprzedniej części i pokazują jak wiele zmieniło się w ich życiach. Widzimy potencjalnie szczęśliwych Karinę (Agnieszka Dygant) i Szczepana (Piotr Adamczyk), którzy po powrocie do siebie od nowa budują swoje relacje, ale także robią wszystko by zaradzić nudzie. Już jako dziadkowie próbują swoich sił z wychowywaniem wnuka, a przy tym udowadniają ze nadal młodzi duchem potrafią się bawić. Melchior (Tomasz Karolak) nadal w stroju Mikołaja, jednak teraz wraz ze swoim synem ruszają by odnaleźć zaginionego przed laty dziadka, którym okazuje się pospolity złodziejaszek. Losy Wojciech (Wojciech Malajkat) nie są już tak szczęśliwe, jak wcześniej. Po śmierci ukochanej Małgorzaty nie potrafi sobie poradzić z jej brakiem, a każdą chwilę poświęca na wspomnienia. W jego życiu pojawią się jednak dwie nowe bohaterki, które nieznacznie rozchmurzą jego codzienność. Wśród nowych twarzy oglądać możemy Katarzynę Zawadzką jako Zuzę w duecie z  Filipem Pławiakiem w roli Rafała. Dwójkę nieznajomych, których zbliżają do siebie wspólne zainteresowania i jedno nieśmiałe spojrzenie w metrze. Twórcy nie mogli ominąć również epizodu, którego akcja nie rozgrywałyby się w pewnym znanym radiu. Karolina (Magdalena Różczka) swoim ciepłym głosem umila w radiowej audycji czas słuchaczom, gdy dowiaduje się, że jeden z nich - policjant Gibon (Borys Szyc) zauroczony jest jej osobą.

Zdecydowanie w każdej ze scen wiele się dzieje. Za wszelką cenę widz jest wprowadzany w świąteczny nastrój, by wychodząc z kina nucić kolędy, a w domu wyciągać świecące ozdoby. Pomimo, że stosunkowo przewidywalne i pełne scenariuszowych dziur, historie bohaterów nie nudzą na tyle, żeby uciekać z sali kinowej. Wprawdzie w wielu momentach żarty są wymuszone, humor opiera się na nawiązaniach do poprzednich ról aktorów, czy sytuacjach bez polotu, a na każdym kroku doświadczamy product placement to całość nie przytłacza.

Listy do M. 3 to obraz, który za wszelką cenę stara się udowodnić, co w święta jest najważniejsze. Twórcy stworzyli film, który pokazuje, jak niewiele trzeba, by poczuć odrobinę szczęścia, udowadniają tym samym, że cuda się zdarzają, a wszechobecny chaos i nadmiar wątków nie staje na przeszkodzie do nieśmiałej zapowiedzi kolejnej części.


Patrycja Strempel


czwartek, 19 października 2017

Wszyscy moi mężczyźni (2017)
Reżyseria: Hallie Meyers-Shyer
Gatunek: Komedia rom.
Premiera w Polsce: 6 października 2017

Utopijne, pełne cukierkowego stylu komedie romantyczne to jedne z przewodnich gatunków Hollywood. W prezentowaniu odpowiedniego poziomu często nie pomaga nawet angaż Oscarowych gwiazd, bo produkcje te stały się już pospolite i przewidywalne, więc nawet pretekst spędzenia miło czasu nie przekonuje do ich wyboru.


Debiut reżyserki Hallie Meyers-Shyer mógł wydawać się obiecujący. Głównie przez fakt, że jako córka Nancy Meyers - reżyserki i scenarzystki takich romantycznych filmowych hitów jak To skomplikowane, Holiday, czy Lepiej późno niż później powinna wiedzieć, jak dobrze poprowadzić film, żeby widza nie zanudzić i dać od siebie coś więcej niż tylko kolorowe obrazki na ekranie. Ponadto występ w filmie laureatki Oscara Reese Witherspoon, która nie raz pokazywała styl w podobnych produkcjach, mógł zwiastować akceptowalne kino. Do końca tak się jednak nie stało, a film Wszyscy moi mężczyźni to przeciętna komedia z akcją w LA, gdzie paradoksalnie marzenia się spełniają.

Film ten to historia Alice - matki dwóch córek, będącej w separacji przez co powraca do swojego rodzinnego domu w Los Angeles i tam świętuje swoje 40. urodziny. Podczas imprezy poznaje trzech młodych mężczyzn, którzy przyjechali do miasta, jak się można domyślać, spełniać swoje marzenia. Jako początkujący filmowcy zostali zauważani na jednym z festiwali otrzymując propozycje dalszej współpracy, jednak, jak się można było spodziewać, pozbawieni są środków do życia, jednak w tym momencie z pomocą rusza im dojrzała matka i proponuje czasowe zamieszkanie u siebie. Od tej pory Alice, wbrew własnemu rozsądkowi, wraz z chłopakami zamieszkuje pod jednym dachem, co okazuje się mieć nawet zalety. Sprawy się jednak komplikują, gdy niespodziewanie przyjeżdża jej były mąż, który zrobi wszystko, by ratować ich związek i odzyskać Alice.

W całości tych damsko-męskich komplikacji jest chwila na uśmiech, trochę też na smutek i nieporozumienia. Z pozoru niedojrzali panowie okazują się sporą pomocą dla bohaterki, dzięki czemu nawiązuje się miedzy mini poważniejsza relacja, bynajmniej momentami nie przyjacielska. Te same zainteresowania, Alice również uwielbia kino, a jej ojcem był znany reżyser, sprawiają, że bohaterowie odnajdują wspólny język i pomimo różnicy wieku dogadują się znakomicie.

W filmie zdecydowanie doświadczamy przesycenia wątkami, przez co staje się momentami nieco chaotyczny. Widoczne staje się również niezdecydowanie twórców, jak ostatecznie poprowadzić historię. Na szczęście na ekranie dobrze wypada Reese Witherspoon wprawdzie już nie jako szalona dziewczyna niczym z Legalnej blondynki, a raczej pełna schematów, jednak z uśmiechem, dojrzała kobieta z rodzicielskimi obowiązkami.

Wszyscy moi mężczyźni to poprawna komedia, której jednak brak polotu, nadrabia to natomiast rodzinnością i przerysowaniem.  Pełna słodyczy produkcja wprost z krainy snów, szybka do zobaczenia i zapomnienia.


Patrycja Strempel


piątek, 11 sierpnia 2017

Paryż może poczekać (2016)
Reżyseria: Eleanor Coppola
Gatunek: Komedia rom.
Premiera w Polsce: 21 lipca 2017

Przepiękne widoki francuskich krajobrazów zwykle bezpośrednio zachęcają do zakupu biletów na najbliższy lot do stolicy miłości. Podobnie jest i tym razem, w filmie w którym Eleanor Coppola niczym w folderze reklamowym prezentuje zdjęcia miejsca, które warto zobaczyć dając widzom swoistą trasę, którą należy podążać, aby w pełni poczuć klimat kraju nad Loarą.


Najnowsza produkcja z Diane Lane w roli głównej – Paryż może poczekać, to nic więcej jak zwykłe lokowanie produktów. Film pokazuje przygodę Anny, która jako żona wpływowego producenta filmowego potencjalnie nie ma czasu na nudę. Jednak podróże od miasta do miasta, samotne pobyty w hotelach i kolacje stają się uciążliwe, a żądna wrażeń bohaterka jest jedynie cieniem swojego znanego męża Michaela. W przypływie buntu i okazji postanawia wyruszyć w podróż samochodem z bliskim współpracownikiem męża, który podobnie jak ona kieruje się do Paryża. Wyruszając z festiwalu filmowego w Cannes w stronę Paryża bohaterka nie przypuszczała, że podróż, która miała potrwać kilka godzin zajmie dwa dni, dni pełne wrażeń, dobrego jedzenie, lekcji historii i oczywiście romansu.

Na pierwszy rzut oka Paryż może poczekać wydaje się lekkim filmem drogi. Jednak z każdą kolejną sceną ujawnia swoją infantylność. Bohaterowie niczym na opłaconej z biura podróży wycieczce odwiedzają warte uwagi miasta na swojej drodze. Nie zapominają przy tym o poleceniu restauracji, lokalnych przysmaków, czy wina z rodzimej winnicy. Oczywistym jest, że dla Francuzów jedzenie jest sprawą pierwszorzędną i doskonale widać to w każdej ze scen. Jacques wraz z Anną delektują się wykwintnym jedzeniem w nierozsądnych cenach, tym samym pokazując to, co poza urokliwymi krajobrazami, Francja ma najlepszego.

W całości nudy i domagającego się pożywienia żołądka podczas seansu, na ekranie dobrze prezentuje się Alec Baldwin w roli hollywoodzkiego producenta, który oddał żonę na pastwę nieobliczalnego Francuza. Aktor znany z dobrych występów w filmach Woody’ego Allena, nie zawodzi, a to zapewne za sprawą zaledwie tych kilku chwil, gdy jest na ekranie, widz po prostu nie ma czasu się nim znudzić…

Paryż może poczekać to marna fabuła zakopana w ogromie jedzenia i zalana hektolitrami drogiego wina. Obraz, który nie ma nic do zaoferowania poza pseudoromantycznymi zachowaniami francuskiego amanta, który poza własnymi kubkami smakowymi nie zna się na niczym i wraz z Diane Lane tworzy marny duet, któremu daleko do ideału.



Patrycja Strempel 

czwartek, 2 marca 2017

Porady na zdrady (2017)
Reżyseria: Ryszard Zatorski
Gatunek: Komedia rom.
Premiera w Polsce: 24 lutego 2017

Powstają niezliczone ilości polskich komedii. Z każdą kolejną, pojawiającą się na wielkim ekranie, mamy odrobinę nadziei na film akceptowalny. Jednak oglądając ponownie te same twarze wraz z lokowaniem produktu na każdym kroku, dochodzimy do wniosku, pomimo, że cenimy polskich twórców, że szkoda czasu na powtarzalność.  


Porady na zdrady to film opowiadający historię Kaliny (Magdalena Lamparska) oraz Fretki (Anna Dereszowska). Zdradzone i porzucone pragną zemsty na całym gatunku męskim, by to uczynić stają się testerkami wierności, by pomagać innym kobietom rozwiązywać problem z niewiernością ich facetów. Postawione w obliczu wyzwania uwodzą kolejnych mężczyzn, starając się jednak nie zakochać. Oczywiście kwestią czasu jest, gdy poznają interesujących partnerów i rzucają w wir emocji.

Film ten to marna komedia romantyczna, bez zbędnego przesłania, czy wulgarnego humoru, jednak z mnóstwem produktów niczym gazetki reklamowej, rzucanymi prosto w twarz widza. Przeciętnie prezentują się na ekranie główne bohaterki, a każda kolejna wprowadzona postać jest równie płytka co całość fabuły filmu. Marne dialogi i nieumiejętne lokowanie produktu sprawiają, że od początku marzymy o napisach końcowych, podczas których usłyszeć można najnowszą piosenkę Ani Dąbrowskiej – Porady na zdrady – i jest to chyba najjaśniejszy punkt seansu, podobnie jak reszta piosenek wykorzystanych w filmie .

Porady na zdrady to lekki film, momentami śmieszny, częściej żałosny i odrobinę pozbawiony sensu i konsekwencji. Przede wszystkim kino, które zapominamy zaraz po zakończeniu seansu.



Patrycja Strempel 

wtorek, 14 lutego 2017

Walentynki to dzień pełen romantyzmu. Chwila w roku, w której nie szczędzi się pięknych słów dla swojej drugiej połówki. Niezapomniane momenty przy świecach, czy kapeli góralskiej. Czasami również chwile imiennych pomyłek i braku czasu dla jednej z pięciu kochanek. Dlatego czasem warto pozostać samemu i jak co wieczór zakopać się w ciepły koc i z gromadką kotów zrobić maraton filmowy. Dziś w naszym rankingu pozycje, które wzbudzą zachwyt i wzruszenie w niejednym twardy, jak skała sercu. Uderzą do głowy, niczym strzała Kupidyna w serce i wywołają morze łez topionych w kieliszku wina. Czytajcie, oglądajcie i kochajcie się!


10. Prosto w serce (2007) – klasyczne biodra Hugh Granta i przeurocza Drew Barrymore w pełnej muzyki pozycji. Twórcy doskonale wiedzą, który z klawiszy fortepianu nacisnąć, żeby rozbudzić nawet najtwardszych widzów.


9. Masz wiadomość (1998) – Tom Hanks bez siwych włosów i Meg Ryan bez żadnej zmarszczki. Komedia o miłości, książkach i zaufaniu. Nic tylko oglądać.


8. Przed zachodem słońca (2004) – film, w którym znajdą dla siebie coś ci  sentymentalni, ci cyniczni i ci, którzy kochają Juli Delpy. 


7. Love, Rosie (2014) – młodzieńcza miłość, urok i przeznaczenie, to wszystko co charakteryzuje ten film. Historia Rosie i Alexa, którzy znają się od dzieciństwa i potencjalnie nic ich łączy poza przyjaźnią.


6. Amelia (2001) – piękny Paryż a w nim piękna Audrey Tautou obsadzona w pięknej historii. Film, który powinien być definicją słowa "uroczy".


5. To właśnie miłość (2003) – pomimo świątecznych motywów, film świetnie prezentuje się również latem. Doskonała obsada i historia, która nigdy się nie znudzi, a do tego wszystkiego niezapomniany taniec Hugh Granta na schodach!


4. Czas na miłość (2013) – podróże w czasie nie zawsze muszą być związane z nierealna przyszłością, czy kosmitami. Tim, gdy dowiaduje się, że może podróżować w czasie postanawia zrobić wszystko, by znaleźć sobie dziewczynę. Doskonała pozycja z ujmującą historią.


3. Rzymskie wakacje (1953) – klasyka wśród komedii romantycznych. Audrey Hepburn przed kamerą jako księżniczka Anna czaruje od pierwszych minut. Pełna pasji i romantyzmu pozycja, która nigdy się nie zestarzeje.


2. La La Land (2016) – historia miłosna, jakiej dawno nie było. Ambicje, perfekcja i zachwycające role Ryana Goslinga i Emmy Stone. Film, który na długo pozostaje w pamięci, a muzyka krąży po głowie nawet nocą.


1. Annie Hall (1977) – wszystko za, co lubi się filmy Woody'ego Allena w idealnych proporcjach. Inteligentne dialogi, świetna gra aktorska i duża ilość poczucia humoru, a tym razem do tego romantyczna atmosfera. 



#Amanda&Hubert

wtorek, 1 listopada 2016

Rzymskie wakacje (1953)
Reżyseria: William Wyler
Gatunek: Komedia romantyczna
Premiera: 27 sierpnia 1953


Nie każdy film o miłości musi mieć takie samo zakończenie. To rozwiązanie zostało zaprezentowane w filmie z ponad 60. letnim stażem.  Rzymskie wakacje to film wybitnego niegdyś reżysera Williama Wylera na podstawie scenariusza równie świetnego Daltona Trumbo. Audrey Hepburn za główną rolę zgarnęła wszystkie trzy najważniejsze narody: Oscara, Złotego Globa oraz nagrodę BAFTA. Poza docenieniem pierwszoplanowej kobiecej roli film otrzymał złota statuetkę za najlepsze kostiumy do czarno-białego filmu i za najlepsze materiały do scenariusza. 

Ten przepiękny obraz ukazuję młoda księżniczkę w tej roli Audrey Hepburn, która podróżuje po stolicach Europy, żeby w końcu dotrzeć do Rzymu, gdzie rozgrywa się główna akcja filmu. W czasie pobytu w stolicy Włoch księżniczka Anna znudzona codziennymi obowiązkami, ciągłym odpowiadaniem na te same, tendencyjne pytania, postanawia uciec z pałacu i jej ówczesnego życia, by zaznać trochę normalności. Incognito wyrusza w miasto, a jeszcze tej samej nocy na jej drodze niespodziewanie pojawia się dziennikarz, który mimo że rozpoznaje księżniczkę postanawia jej o tym nie mówić dla własnej korzyści. 

Rzymskie wakacje to poza ponadczasowym tematem i charakterem także świetnie napisany scenariusz, a w szczególności dialogi, które poza miłością, przepełnione są również dobrym humorem. 



Patrycja Strempel 

poniedziałek, 19 września 2016

Bridget Jones 3 (2016)
Reżyseria: Sharon Maguire
Gatunek: Komedia rom.
Premiera w Polsce: 16 września 2016


Bridget Jones rozpoczynała od pisania swojego dziennika (który zresztą nadal tworzy, tylko w wersji elektronicznej), później goniła za rozumem, by końcu doczekać się dziecka. Wraz z nową historią, powraca reżyserka pierwszej, już niemal kultowej części o przygodach niepoddającej się kobiety w średnim wieku.

Film opowiada losy bohaterki, którą pożegnaliśmy w 2004 roku. W jej życiu wiele się zmieniło od tych wydarzeń. Minęło 10 lat, zniknęły zbędne kilogramy, a razem z nimi Mark Darcy (Colin Firth), który teraz ma żonę i na pierwszy rzut oka udane małżeństwo. Bridget współtworzy program telewizyjny, jest względnie szczęśliwa i stara się żyć jakby nigdy nic się nie stało. Jednak w ciągu pełnych humoru wydarzeń okazuje się, że bohaterka jest w ciąży, a ojcem dziecka jest jeden z dwóch przystojniaków.

Autorzy scenariusza fundują widzom świetną zabawę przez cały seans. Genialna w swojej roli, zresztą jak zawsze, jest Emma Thompson (współautorka scenariusza), która jako Dr Rawlings prowadzi ciążę Bridget. Pełne finezji dialogi, sceny humoru, nowi bohaterowie, to wszystko utwierdza w przekonaniu, że opłacało się czekać aż 12 lat na kolejną filmową odsłonę przygód Jones. Nie należy również zapominać o Patricku Dempsey, który w roli potencjalnego ojca dziecka Bridget wypada pierwszorzędnie.

Bridget Jones 3 to zachwycająca komedia romantyczna na poziomie. Mogłoby się wydawać, że wszystkie wydarzenia potoczą się w jakże przewidywalny sposób, a jednak historia ta zaskakuje na każdym kroku, a Renée Zellweger pomimo nowej twarzy nadal genialnie prezentuje się w roli poczciwej, starej, dobrej Bridget Jones.



Patrycja Strempel 

poniedziałek, 22 czerwca 2015

Miłość od pierwszego ugryzienia (2014)

Reżyseria: Thomas Cailley
Gatunek: Komedia rom.
Premiera w Polsce: 12 czerwca 2015

Komedia romantyczna to gatunek filmowy, który jak żaden inny ulega schematom i niezwykle ciężko jest twórcom pokazać go w nieco innej mniej sztampowej konwencji. Lecz gdy ktoś spróbuje tego nierozczarowującym efektem ma szanse zarówno na pochwały krytyków jak i sympatię widzów. Jednym z twórców, który zmierzył się z komedią romantyczną, ale na swoich zasadach jest Thomas Cailley. A efektem jego walki doceniony na festiwalu w Cannes film Miłość od pierwszego ugryzienia.
Bohaterami filmu, jak to typowe dla komedii romantycznej,  jest dwójka ludzi o płciach przeciwnych. Ona to Madeleine (nowa ulubienica francuskich widzów Adele Haenel), opryskliwa, sarkastyczna i oschła dziewczyna, która widzi swoją przyszłość w elitarnej jednostce  wojskowej. On to cichy i skryty Arnaud (Kevin Azais), pracujący w rodzinnym zakładzie stolarskim. I trafi do domu rodziców Madeleine, dla których wraz z bratem budują letnią altanę ogrodową.  Początkowo nie będą darzyć się sympatią, ale wspólny dwutygodniowy obóz wojskowy, pozwoli im się do siebie zbliżyć.
Relacje panujące między bohaterami obrazuje już scena ich pierwszego spotkania- czyli zapasów. Panujące między nimi relacje to walka o dominację, gra o władzę, nawet jeśli nie na do końca jasnych zasadach (występujące w tytule ugryzienie). Praktycznie w każdym działaniu jakie podejmują chodzi o udowodnienie temu drugiemu swojej przewagi.
O wyższości Miłości od pierwszego ugryzienia nad innymi komediami romantycznymi decyduje niekonwencjonalne podejście do związku bohaterów. Przeszkodą na drodze do ich szczęścia nie staje otoczenie, zazdrośni partnerzy, choroba ani żaden inny zły los, a jedynie ich ambicje. Drugą zaletą tego filmu w porównaniu do gatunkowej konkurencji jest mieszanie różnorakich elementów. Mamy to typowe dla komedii romantycznej  elementy zabawne czy melodramatyczne, ale też wiele momentów czarnego humoru, farsy czy idealnie wplecione motywy z kina inicjacyjnego. Dowodem też na żonglowanie Cailleya konwencjami i schematami jest też sam dobór charakterologiczny bohaterów. To Madeleine jest tu samicą alfa, osobnikiem zdecydowanym, agresywnym i bardziej męskim, niż wycofany i wrażliwy Arnaud.
Miłość od pierwszego ugryzienia to przyjemny film z typowym francuskim poczuciem humoru, daleki jednak od gatunkowych schematów i fabularnych mielizn. Idealny dla tych, którzy lubią komedie romantyczne, ale lubią też coś opowiedziane w nowy, nieoklepany sposób.



Daniel Mierzwa