Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty

sobota, 18 stycznia 2020

Jak zostałem gangsterem. Historia prawdziwa (2020)
Reżyseria: Maciej Kawulski
Gatunek: Sensacyjny 
Premiera w Polsce: 3 stycznia 2020

Jak zostałem gangsterem brzmi jak tytuł książki, którą reklamowano by jako bestseller, ale bardzo szybko dałoby się ją znaleźć w dyskoncie w koszu w towarzystwie wydawnictw pokroju 101 przepisów na ciasta z jagodami  i Jak uczynić swoje życie lepszym bez wychodzenia z domu. Być może dlatego producenci najnowszego filmu Macieja Kawulskiego (w tym on sam) postanowili dodać do tego Historia prawdziwa. A wiadomo, że nic nie sprzedaje się tak dobrze jak prawda, a zwłaszcza prawda ekranu.


Głównemu bohaterowi towarzyszymy od lat 70., kiedy to nie jest jeszcze odzianym w skórę gangsterem, a jedynie niesfornym chłopakiem. Ubrany w poczucie humoru wstęp o dziecięcych latach, szybko przechodzi w opowieść o inicjacjach na nowej, przestępczej drodze życia (z epizodem w stylizacji na Stana Borysa). Gangsterska kariera się rozwija, a w życiu bohatera pojawia się miłość – wiążę się w nieświadomą tego, że prowadzi podwójne życie (czy te kobiety w filmach kiedyś zmądrzeją?!), młodziutką pięknością o niewinnej twarzy Natalii Schroeder. Oczywiście jednak życie gangstera to jednak zarówno wzloty, jak i upadki.
Jak zostałem gangsterem. Historia prawdziwa to w żadnym wypadku nie jest poważny film o mrocznych stronach przestępczej działalności (choć podejmuje takie próby zawsze kończy się to melodramatyzmem i jakimiś mądrościami, które mogły by być podpisami do czarno-białych zdjęć na fanpejdżu z łobuzem w nazwie), a jedynie rozrywkowym kinem, które ma tyle samo zalet, co wad. Całość mogłaby wypaść znaczne lepiej, gdyby nie scenariusz. Jego autor – Kacper Gureczny- mający w dorobku głownie scenariusze seriali, i to raczej takie, które zaginęły, gdzieś w mrocznych archiwach stacji telewizyjnych, sprawia wrażenie, że bardziej jednak czuje gry spod znaku GTA niż wielkie kino. Irytuje też praca kamery. Przez stanowczo zbyt dużą część seansu ma się poczucie jazdy na karuzeli. Mieszane uczucie można mieć w kwestii pojawiających się w tle piosenek. Hitowe przeboje wpadają w ucho i chętnie się nuci ten gatunkowi miszmasz, zmieniają one jednak sceny w teledyskowe wstawki. Jak zostałem gangsterem… ma też silne punkty. Przede wszystkim aktorskie kreacje. Marcin Kowalczyk kolejny raz udowadnia, że jest dobrym aktorem i wykorzystuje cały potencjał postaci, którą gra. Popis daje też Tomasz Włosok (ale i tak nie można zapomnieć, że grał w absolutnie złym filmie Diablo. Wyścig o wszystko). Jego rola Waldena, bliska przeszarżowaniu, jest całkowicie spójna, jego bohater przechodzi przemianę, a na żadnym z jej etapów nie czuć fałszu. Jeśli chodzi o kobiece role nie są one zbyt rozbudowane. Dobrze jak na debiutantkę wypada Natalia Schroeder, natomiast Natalia Siwiec robi na ekranie to, czego pewnie wielu się spodziewa. Na pochwałę zasługuje też tworzenie ekranowego świata. Wszystkie elementy są dopracowane, spójne, a twórcom udaje się unikać wpadek.
Jak zostałem gangsterem. Historia prawdziwa to film, który można traktować jako niezobowiązującą rozrywkę, i lepiej nie podchodzić do niego w jakikolwiek inny sposób, bo bardzo łatwo o rozczarowanie.


Daniel Mierzwa

niedziela, 10 czerwca 2018

Czuwaj (2017)
Reżyseria: Robert Gliński
Gatunek: Thriller 
Premiera w Polsce: 8 czerwca 2018


Robert Gliński to doświadczony reżyser, który nie boi się sięgać w swoich filmach po niełatwe historie spoza pięknego świata znanych i bogatych, i zagłębiać w mroczne zakamarki ludzkich dusz. Na festiwalową premierę czekaliśmy aż trzy lata od jego niezbyt udanych Kamieni na szaniec, a w kinach przeciętny widz, może zobaczyć Czuwaj dopiero od niedawna.

Grupa harcerzy rozpoczyna letni obóz. Są mundury, patetyczne tony, zbiórki i apele. Jest też grupa chłopców z zakładu poprawczego, która dołącza do obozujących. Przyłączenie się łobuzów szybko wystawia harcerskie reguły i charakter oboźnego Jacka na próbę. Sytuacja staje się coraz bardziej napięta. A jej wybuch następuje po śmierci Tomka, jednego z harcerzy.
Robert Gliński sprytnie rozgrywa tutaj schematy z filmów o dorastaniu i chłopięcej przygodzie. Zgrabnie buduje atmosferę i myli tropy. Wszystko to jest znakomicie pokazane jest na udanych zdjęciach Łukasza Gutta i całkiem przyzwoicie odegrane przez obsadę, zarówno młodą rządzącą na pierwszym planie, jak i towarzyszącą im w tle grupę doświadczonych aktorskich wyjadaczy. Niestety nie ogląda się tego dobrze z powodu nieudanego scenariusza. Thriller staje się tak naprawdę rozdętą metaforą współczesnej Polski, która mimo prób ukazywania niejasności ludzkiego postępowania i unikania łatwych ocen nie potrafi wyjść nad poziom pogadanki o dobrze i złu. Okropnym problemem jest też zupełnie odległa od realności fabuła. Po tragedii obóz nie zostaje rozwiązany, a jego uczestnicy zostają jedynie pod opieką oboźnego, każdy z dorosłych opiekunów, gdzieś znika i zostawia młodzież samą sobie, co napędza fabułę, ale pozbawia ją zgodności z rzeczywistością.
Czuwaj to dobrze zrealizowany, ale niezbyt udany thriller, który dobrze sprawdziłby się jako film krótkometrażowy, bo niestety scenariusz, napisany na półtorej godziny fabuły, jest po prostu zły.



Daniel Mierzwa

poniedziałek, 5 lutego 2018

Księżyc Jowisza (2017)
Reżyseria: Kornel Mundruczo
Gatunek: Dramat, Sci-fi
Premiera w Polsce: 26 stycznia 2018

Kornel Mundruczo od lat ma etykietkę reżysera, którego filmy irytują i fascynują jednocześnie. On sam sięga po różne środki wyrazu, miesza style i pomysły, a częściej i tak tworzy w teatrze niż na planie filmowym. Każdy jego film jest jednak wydarzeniem europejskiego arthouse’owego kina. Nie inaczej jest z jego prezentowanym na zeszłorocznym festiwalu w Cannes Księżycem Jowisza.

Aryan, syryjski uchodźca, zostaje postrzelony podczas próby dostania się na Węgry. Kula z pistoletu nie zabija go jednak, a mężczyzna odkrywa w sobie zdolność do lewitacji. Zdolność  Aryana planuje wykorzystać Gabor Stern, lekarz, którzy jest gotowy skorzystać z każdego sposobu, aby zarobić, ponieważ wciąż ponosi konsekwencje błędów z przeszłości. Uchodźca jest jednak poszukiwany przez odpowiednie służby, sam też poszukuje ojca, z którym zostali rozdzieleni podczas próby przekroczenia granicy.
Kornel Mundruczo po raz kolejny daje popis swojej reżyserskiej błyskotliwości. Jego pomysły są wizualnie olśniewające. Sceny lewitacji robią ogromne wrażenie, choć w tyle nie zostają samochodowe pościgi strzelaniny. Nieco słabiej wypada jednak wątek duchowej przemiany ubrany w szaty przypowieści. Cyniczny doktor Stern odkrywa w sobie znów pokłady duchowości, ale właściwie nic z tego nie wynika. Upchany jest tutaj też wątek uchodźców i terroryzmu. I w tym wypadku prosiłoby się o więcej, bo Mundruczo zdaje się na ten temat mówić więcej, mądrzej i  z większą refleksją niż większość uczestników debaty na ten temat, nie unikając nawet najtrudniejszych pytań na ten temat. Wykorzystuje też konwencję sci-fi, ale zdaje się nie fascynować fantastycznymi szaleństwami, a jedynie czyni z tego błyskotliwą wymówkę do snucia swoich wizji. 

Księżyc Jowisza to olśniewający film. Niepozbawiony wad, ale to i tak najbardziej udane i przejmujące dzieło Kornela Mundruczo. 


Daniel Mierzwa

wtorek, 26 grudnia 2017

Na mlecznej drodze (2016)
Reżyseria: Emir KusturicA
Gatunek: Dramat 
Premiera w Polsce: 15 grudnia 2017

Emir Kusturica to prawdziwa legenda europejskiego kina. Urodzony w Sarajewie reżyser pokazywał skomplikowaną historię Bałkanów, która mieszała się w losy zwyczajnych ludzi, a wszystko w pełnej chaosu i żywej muzyki konwencji, która podbiła serca widzów, krytyków i innych twórców, w końcu jako jednemu z nielicznych udało się dwukrotnie otrzymać Złotą Palmę na festiwalu w Cannes. Jednak tak wysoka forma nie mogła utrzymać się długo, a jego filmom zaczęło brakować kunsztu jego wcześniejszych dzieł, aż sam twórca artystycznie zamilkł na osiem lat, aby powrócić obrazem Na mlecznej drodze.  

Wojna w Jugosławii, która zakłóca życie maleńkiej wioski powoli się kończy. Lokalny dziwak Kosta, który przed wojną był muzykiem trafia na swoją dawną miłość. Nazywana Panną Młodą kobieta trafiła do jego wioski z obozu dla wysiedleńców, aby zostać wydaną za mąż za Zagę, żołnierza-snajpera. Do małżeństwa z Kostą przygotowuje się jednak Milena, siostra Zagi. Po ataku na wioskę, który spowodowany był poszukiwaniami Panny Młodej, dawni kochankowie postanawiają razem uciec.
Wykreowany przez Kusturicę świat z początku przypomina ten, do którego przyzwyczaił nas w swoich filmach. To rzeczywistość pełna bałaganu, żywotnej energii, szlagierów i poczciwych, choć pełnych wad ludzi. Szybko jednak film nabiera baśniowej, niestroniącej od okrucieństwa, ale unikającej ckliwości, konwencji,  w której miłość pomaga pokonać wszystkie przeciwności, które stają na drodze kochanków. W każdej chwili Na mlecznej drodze nie traci tempa, energii i ciepła, które wydaje się wynikać zarówno z doświadczenia twórcy, jak i bohaterów. Spora w tym zasługa odtwórców głównych ról. Emir Kusturica sam siebie obsadził w roli Kosty, ale nie jest to popis egoizmu, co raczej jedynie świadomość tego, że bardzo dobrze rozumie bohatera, którego wykreował w scenariuszu. Monica Bellucci w roli Panny Młodej, jak w większości swoich ról jest po prostu Monicą Bellucci, jednak w tym filmie jej postać odarta jest ze wszelkiej sztuczności, tak, że na pierwszy plan wysuwa się jej ciepło i zmysłowość kobiety, która dobrze rozumie na czym kobiecość polega. To dzięki niej nawet najbardziej kiczowate sceny wydają się ujmujące.  
Na mlecznej drodze daleko jest do najlepszych dokonań Emira Kusturicy. Nie można tego filmu nazwać jednak rozczarowaniem, który tym razem nie prowokuje, a tworzy dojrzały, ale pełen młodzieńczego entuzjazmu manifest na cześć czynienia miłości, a nie wojny.


Daniel Mierzwa

niedziela, 17 grudnia 2017

The Florida Project (2017)
Reżyseria: Sean Baker
Gatunek: Dramat
Premiera w Polsce: 22 grudnia 2017
 
Gwiazda Seana Bakera zabłysnęła z pełną mocą, gdy w 2015 nakręcił film Mandarynka. Nakręcony za pomocą iPhone’a tragikomiczny obraz o szukającej zemsty transseksualnej Sin-Dee stał się przebojem niezależnego kina, który jednak miał tyle samo zwolenników, co przeciwników. Nowy film amerykańskiego reżysera- The Florida Project ma szansę ich pogodzić.

Sześcioletnia Moonee mieszka z młodą, nie do końca radzącą sobie z życiem i rodzicielskimi obowiązkami matką na obrzeżach amerykańskiego Disneylandu w wymalowanym na fioletowo tanim motelu. Dziewczynka prowadzi dosyć szczęśliwe i beztroskie życie bawiąc się z przyjaciółmi, nie będąc świadoma, jak wielkie kłopoty ma jej matka, która za wszelką cenę szuka sposobu na utrzymanie siebie i córki.
Sean Baker pokazuję oblicze Ameryki, którego często w kinach nie widzimy. Choć Floryda to piękne, słoneczne i pełne barw miejsce, to bohaterowie filmu mieszkają w kolorowych slumsach bez większych szans na odmianę swojego życia. A wśród palm toczy się niełatwa egzystencja mieszkańców motelu, dla których każdy dzień jest wyzwaniem, a lista ich problemów nie należy do najkrótszych. Jednak mimo trosk dorosłych życie najmłodszych mieszkańców motelu upływa na zabawie, zwłaszcza, gdy trwają wakacje, a w powietrzu panuje gorąca atmosfera letnich psot.
Młoda obsada filmu jest wręcz skarbem The Florida Project. Grają oni tak naturalnie, że ma się wręcz wrażenie oglądania dokumentu czy reportażu, w osiągnięciu czego na pewno pomagają pozbawione wszelkiej sztuczności dialogi. Na czele dziecięcej obsady stoi grająca Moonee Brooklyn Price, która szczerze zasługuje na wszelkie pochwały, które dostaje od widzów i krytyków. Natomiast prym wśród dorosłej obsady wiedzie doświadczony Willem Defoe w roli Bobby’ego, który jest kierownikiem motelu, który choć mocno trzyma się panujących w nim zasad, to traktuje jego mieszkańców z sympatią i troską, na nikogo nie patrząc z góry, a stając się przy tym świadkiem wielu ludzkich dramatów. Trochę jak sam reżyser, który pokazując w The Florida Project świat społecznych wyrzutków i przegranych, gdzieś na marginesie Wielkiej Ameryki jaką znamy z mediów, robi to jednak bez oceniania ich, pokazując nie tylko ich tragedie, ale też wszystkie małe radości ich trudnego życia.

Pełny kolorów i światła The Florida Project to jednak przygnębiający obraz marginesu współczesnego społeczeństwa USA, pokazujący, że pod blichtrem Disneylandu i podobnych mu okolic czai się prawdziwe, zupełnie inne życie. A amerykański sen może też być koszmarem. 


Daniel Mierzwa

poniedziałek, 11 grudnia 2017

Morderstwo w hotelu Hilton (2017)
Reżyseria: Tarik Saleh
Gatunek: Thriller
Premiera w Polsce: 1 grudnia 2017

Ostatnio do kin trafiły filmy, które łączą w tytule morderstwo z czym ekskluzywnym. Pierwszym było oparte na klasyce kryminału Morderstwo Orient Expressie Kennetha Branagha. A następnie Morderstwo w hotelu Hilton Tarika Saleha, które zdobyło Główną Nagrodę Jury dla najlepszego dramatu zagranicznego na festiwalu w Sundance, który jest kopalnią najciekawszych filmów sezonu. 

Inspektor Noredin jest pracuje w kairskiej policji. Na krótko przed wybuchem szeroko relacjonowanej w mediach egipskiej rewolucji, jednym z jego zadań okaże się wykrycie zabójcy młodej kobiety dokonanego w tytułowym hotelu. Sprawa wcale nie będzie prosta, a sięgać będzie najwyższych sfer polityki.
Tarik Saleh ma na swoim koncie zaledwie cztery filmy, w tym jeden dokument i jedną animację, dlatego można mu tylko pogratulować talentu to tworzenia na ekranie świetnej atmosfery. W Morderstwie w hotelu Hilton jest ona gęsta i niepokojąca, co potęguje idealnie dobrana muzyka i pełen tajemnic scenariusz. Ten niestety nieco kuleje. Choć świetnie obnaża rozwarstwienie społeczne Egiptu, czy pełne korupcji działanie wszelkich służ i pokazuje nam ten kraj z innej perspektywy niż mekka turystów lubiących antyczne zabytki i pobyt w luksusowych  hotelach czy nad gorącymi morzami, to kryminalna zagadka staje się właściwie do samego końca niejasna. Co dla widzów i tak jest może mniej męczące niż dla bohatera, bo od jej rozwiązania zależy jego kariera, a nawet życie, a nie jedynie czy uzna dwie godziny za zmarnowane. Kryminalna intryga staje się tutaj  raczej pretekstem do budowania atmosfery rodem z politycznego thrillera, a film próbą (i pod tym względem całkiem udaną) pokazania świata tuż przed rewolucją, którego szwy zaczynają już trzeszczeć, a społeczne trybiki pracować nieco mniej sprawnie.
Morderstwo w hotelu Hilton nie jest filmem, którego mocną stroną jest fabuła. Broni go jednak świetna atmosfera i zacięcie reżysera do uwieczniana na taśmie współczesnej historii, która dzieje się na naszych oczach. 

Daniel Mierzwa

piątek, 8 grudnia 2017

Na karuzeli życia (2017)
Reżyseria: Woody Allen
Gatunek: Dramat
Premiera w Polsce: 1 grudnia 2017

Woody Allen mimo zaawansowanego wieku tworzy w zaskakująco szybkim tempie i z godną podziwu regularnością, co roku wypuszcza jeden film. O ile regułą jest jeden jego obraz w kinie w roku, o tyle żadnej prawidłowości nie ma, jeśli chodzi o jakość jego dzieł, choć mimo to nigdy nie brakuje im błyskotliwości i zawsze można liczyć na porcję inteligentnej rozrywki. Tak jest i z Na karuzeli życia pomimo tego, że to jeden z najsłabszych w ostatnich  latach filmów neurotycznego mistrza  z Nowego Jorku.

Legendarny półwysep Coney Island, zagłębie parków rozrywki, słynne też z plaży i promenady. Właśnie tutaj na terenie jednego z lunaparków mieszka i pracuje Ginny, kelnerka, niespełniona aktorka, matka, żona (i od pewnego momentu również kochanka) oraz jej mąż, porywczy operator karuzeli Humpty. Ich życie na pewno nie należy do najbardziej uporządkowanych, mimo to udaje im się zachowywać względny spokój egzystencji. To wszystko jednak do czasu  aż w ich domu zjawi Carolina, córka Humpty’ego, z którą ten zerwał kontakt, z niebezpiecznymi gangsterami na karku. Żeby tego było mało Ginny nawiązuje romans z Mickey’em – ratownikiem, który marzy o karierze dramatopisarza, a później zaczyna również marzyć o Carolinie.  
Na karuzeli życia to film, który posiada wszystkie cechy charakterystyczne dzieł Allena. Jest tutaj fenomenalna obsada. Kate Winslet po raz kolejny udowadnia, że nie przez przypadek stała się jedną z najbardziej cenionych aktorek w Hollywood, a rolą Ginny udowadnia, że ma talent i ogromne aktorskie doświadczenie. Każda zagrana przez nią emocja pozbawiona jest fałszu, a każda kwestia wypada przekonująco i właściwie każdego potrafi na ekranie w tym filmie przyćmić. Jim Belushi w roli kompulsywnego Humpty’ego sprawia wrażenie jakby rola została skrojona specjalnie dla niego. I choć Juno Temple i Justin Tiberlake nie okazują się w tym filmie aktorskimi perłami, to jednak swoje role odgrywają wiarygodnie i świetnie odnajdują się w wykreowanym na ekranie świecie.
Klimat filmu znakomicie budują zdjęcia mistrza Vittorio Storaro. Pełne barw i światła tworzą magiczny świat na ekranie, a przy tym podkreślają piękno scenografii, plenerów i kostiumów.

Problemem Na karuzeli życia jest niestety scenariusz. Nie można odmówić mu pomysłowości, mamy też typowe dla filmów Allena skomplikowane relacje i związki, skrywane emocje i potrzeby, które poszukują ujścia. Zgrabnie wplecione są wątki wpływających nawet po latach na życie błędach przeszłości,  nie zawsze oczywistych relacji między rodzicem i dzieckiem, problemach patchworkowych rodzin i rywalizacji między witalną młodością, a latami doświadczeń. Niestety wszystko to potraktowane jest bardzo powierzchownie, a każdy temat zostaje ledwie muśnięty. A karuzeli wątków głębi nie jest w stanie nadać nawet bardzo dobra gra obsady, czy techniczne walory filmu. Nie ratuje go nawet nieoczywiste zakończenie. Bo to puenta, do której droga wiodła jedynie na skróty.

Na karuzeli życia to film, który miał potencjał na mistrzowski dramat z psychologicznym zacięciem. Efekt nie jest jednak tak imponujący, jak mógłby być. Warto jednak pamiętać, że nawet średni obraz Woody’ego Allena to i tak klasa wyżej niż większość filmów, które zalewają nasze kina.


Daniel Mierzwa

Za możliwość przejażdżki na karuzeli życia dziękujemy kinu Cinema City Punkt 44 w Katowicach. 

niedziela, 26 listopada 2017

Cicha noc (2017)
Reżyseria: Piotr Domalewski
Gatunek: Dramat, Komedia
Premiera w Polsce: 24 listopada 2017

Do świąt Bożego Narodzenia już coraz bliżej, dlatego nie dziwią choinki w galeriach handlowych, Last Christmas  w radiu, ani filmy o tematyce świątecznej na ekranach naszych kin, jednak to właśnie na wielkich ekranach można uciec od czerwono-zielonego kiczu, i zobaczyć obraz o świętach pozbawiony lukrowej polewy sztucznych wzruszeń i śniegu ze styropianu, bo w piątek miała miejsce premiera nagrodzonego Złotymi Lwami na tegorocznym Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni dramatu Cicha noc w reżyserii Piotra Domalewskiego.

Jest taki dzień, ciepły choć grudniowy – Wigilia. Zamiast śniegu pada deszcz, a świąteczne dekoracje smutno mokną, gdy Adam po długiej podróży z Holandii udaje się do rodzinnego domu na polskiej prowincji. A tam panuje już gwar, trwają ostanie przygotowania, a w telewizji leci Kevin sam w domu. Wizyta Adama, który od dawna nie odwiedzał swoich bliskich, nie jest jednak przypadkowa. Z czasem wprowadza członków swojej rodziny w swoje plany, na które nie wszyscy zareagują z jednakowym entuzjazmem. Sam też dowiaduje się o sekretach części członków swojej rodziny, a dalszy bieg zdarzeń poważnie zmieni wiele w życiu Adama i jego rodziny.
Piotr Domalewski to czasu tego filmu był aktorem i reżyserem filmów krótkometrażowych. Jego debiutancki pełny metraż powinien mu z hukiem otworzyć drzwi do poważnej reżyserskiej kariery w Polsce. I to nie tylko ze względu na laury jakie otrzymał ten film, ale na odwagę i szczerość w mówieniu o naszych narodowych cechach, które łączy z ciepłem i szacunkiem wobec Polaków i ich problemów. W podzielonym społeczeństwie potrzebny jest taki głos, który mówi głośno, że mamy swoje wady, różnimy się, ale potrafimy wspólnie rozwiązywać swoje problemy. Że choć bywamy hipokrytami, mamy swoje słabości i łatwo wchodzimy w konflikt, to gdy trzeba potrafimy stanąć po jednej stronie. A wszystko to w sposób prawdziwy i przekonywujący, w czym na pewno spora jest zasługa udanego scenariusza, który oparty jest w dużej mierze na naturalnych i udanych dialogach, i ani przez moment nie pozwala się nudzić. Również obsada aktorska nie zawodzi. Znakomita jest rola Dawida Ogrodnika, który słusznie został wyróżniony za nią nagrodą na festiwalu w Gdyni. Ale ani na krok nie ustępuje mu drugi plan. Świetni są zarówno doświadczeni i znani aktorzy, jak i członkowie obsady , których możemy jeszcze nie kojarzyć, bo nie mają aż tak imponującego dorobku jak Arkadiusz Jakubik czy Jowita Budnik. Na szczególną uwagę zasługuje jednak Agnieszka Suchora w roli matki Adama. Dotychczas na kinowych ekranach rzadko można było ją obejrzeć, częściej były to role w niezbyt udanych serialach, a w tym filmie naprawdę pokazuję wybitną aktorską klasę i talent.

Mocną stroną Cichej nocy jest też scenografia. Klimat polskiej prowincji jest tutaj oddany absolutnie prawdziwie, unikając jednak zbędnego podkoloryzowania. Tak samo udane są kostiumy. I te elementy tworzą świat wyglądający prawdziwie, daleki od sztucznej rzeczywistości, w kreowaniu której lubują się polskie produkcje.
Cicha noc to film, który stawia na prawdę i szczerość w pokazywaniu świata. Unika wszelkiego rodzaju sztuczności, aby pozwolić skupić się na nas samych. Piętnuje wady, ale unika moralizatorstwa i dydaktyzmu, szanując inteligencję widza. To opowieść wigilijna, która nie jest moralitetem ani baśnią, a wycinkiem polskiej rzeczywistości  uwiecznionym na taśmie filmowej.


Daniel Mierzwa

Za możliwość spędzenia popołudnia z Cichą nocą dziękujemy kinu Cinema City Punkt 44 
w Katowicach.