Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czerwiec. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czerwiec. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 3 lipca 2018


Jestem taka piękna! (2018)

Reżyseria: Abby Kohn, Marc Silverstein
Gatunek: Komedia
Premiera w Polsce: 29 czerwca 2018

Amy Schumer na wielkim ekranie oglądamy zaledwie o kilku lat, jednak przez ten czas zdołała udowodnić, że charakteryzuje się niezwykłym dystansem i poczuciem humoru. Regułę ten potwierdza jej najnowszy występ w filmie Jestem taka piękna! – duetu (wcześniej scenariuszowego) debiutującego w reżyserii - Abby Kohn oraz Marc Silverstein.


Bohaterką historii jest Renee Bennett – wyjątkowo przeciętna mieszkanka Nowego Jorku. Nie jest typową pięknością, a pewności siebie nie dodaje jej również praca, wprawdzie dla największej kosmetycznej korporacji, ale gdzieś w ciemnej piwnicy Chinatown. Jej największym marzeniem jest wydostanie się z małego, zagraconego biura, wprost do idealnego świata na 5th Avenue. Świat nabiera dla niej kolorów, gdy spada z rowerka treningowego i uderza głową, tracąc przytomność. Po odzyskaniu świadomości jest szczerze przekonana, że stał się cud, a ona sama jest niezwykle atrakcyjną kobietą z idealnym ciałem. Dla innych jednak nic się nie zmieniło, jednak przekonana o swojej metamorfozie rusza na podbój świata. Pełna optymizmu, energii, a przede wszystkim pewności siebie robi wyjątkowe wrażenie to na swojej szefowej, a chwilę później na poznanym w pralni chłopaku. Wyzbyta wszelkich kompleksów Renee z nową siłą buduje swój wizerunek - pozbawiony kompleksów i wad.

Film ten w całej swojej prostocie może przypominać kolejne niewysokich lotów kino, jednak dzięki Amy Schumer staje się on produkcją, o której nie zapomnimy tuż po wyjściu z sali kinowej. Aktorka zdecydowanie się nie oszczędza, oferując niezliczoną ilość humoru w połączeniu z dystansem do siebie. Pokazuje jakie cuda może zdziałać wiara w swoją doskonałość,  przy tym omijając filmowe zażenowania. W tym miejscu nie można zapominać również o towarzyszącej na ekranie Amy, Michelle Williams, która z dosyć osobliwym głosem, jako szefowa kosmetycznego imperium, równie świetne odnajduje się w komediowych scenach.

Jestem taka piękna! to film kontrastów, zebranych w pospolitym scenariuszu, jednak z bohaterką pełną charyzmy. Pełna energii produkcja,  której celem było przede wszystkim dostarczenie rozrywki, i to się udało.


Patrycja Strempel

poniedziałek, 2 lipca 2018


Kochając Pabla, nienawidząc Escobara (2017)

Reżyseria: Fernando León de Aranoa
Gatunek: Biograficzny, Dramat, Kryminał
Premiera w Polsce: 15 czerwca 2018

Historia Pablo Escobara, wpływowego kolumbijskiego barona narkotykowego, to wdzięczny i fascynujący temat, na który powstały już książki, filmy (fabularne i dokumentalne) i seriale. Właśnie jedna z książek na jego temat, opowiadająca o jego romansie z telewizyjną dziennikarką Virginią Vallejo, stała się kanwą najnowszego kinowego obrazu na jego temat – Kochając Pabla, nienawidząc Escobara.


Dziennikarka poznaje Pablo Escobara na przyjęciu w Medellin. Szybko ulega jego charyzmie i osobowości i rozpoczyna się ich romans. Drogie prezenty i wystawne przyjęcia cieszą ją do czasu, aż potężny narkotykowy baron przekonany o swoich możliwościach nie wypowiada wojny kolumbijskiemu państwu. Wtedy kobieta zostaje u jego boku tylko ze względu na strach o własne życie.

Fernando Leon de Aranoa próbuje tkać opowiadaną historię (która wielu jest już dobrze znana) z różnych wątków, aby nadać jej autorskiego sznytu. W opowieść typową dla kina o tej tematyce wprowadza kobiecą perspektywę Virginii Vallejo, kobiety, która z zafascynowanej Escobarem jego towarzyszki, kochanki króla życia, przemienia się w zastraszoną ofiarę narażoną na niebezpieczeństwo z różnych stron. A sam Escobar jest przedstawiony tak, jak dobrze go znamy, z jednej strony to oddany dzieciom ojciec, człowiek myślący o przyszłości swojego kraju, z drugiej okrutny przestępca za nic mający ludzkie życie i godność, który potrafi być aż przerażająco okrutny. Niestety mieszanie tych obu historii, choć przeplatały się w rzeczywistości, nie służy opowiadanej fabule. Sceny z życia Virginii, choć bywają poruszające, to zwykle nie poświęca się im odpowiedniej ilości czasu, i przypominają telenowelowe wstawki (z histerycznie grającą Penelope Cruz), które jedynie spowalniają rozwój pokazanej w bardziej interesujący sposób historii wejścia na szczyt i upadku Pablo Escobara, czemu towarzyszy fascynująco i prawdziwe pokazana ówczesna kolumbijska rzeczywistość.

Kochając Pabla, nienawidząc Escobara to film, który miał świetny wyjściowy pomysł pokazania znanej historii z innej perspektywy. Niestety wyszedł, z tego jedynie obraz, który dobrze się ogląda, ale z którego zapamiętamy jedynie udaną kreację Javiera Bardema, całkiem dobry klimat i przerysowaną grę Penelope Cruz.


Daniel Mierzwa

piątek, 29 czerwca 2018


Na głęboką wodę (2018)
Reżyseria: James Marsh
Gatunek: Biograficzny, Dramat
Premiera w Polsce: 29 czerwca 2018

Najnowszy film Jamesa Marsha - reżysera oscarowych Teorii wszystkiego oraz Człowieka na linie kolejny raz pragnął na ekranie zadziwić emocjami. Jednak zaangażowanie w produkcji dobrze prezentujących się Colina Firth oraz Rachel Weisz nie było dostateczną gwarancją sukcesu.


Film opowiada o jakże prawdziwych wydarzeniach - historii Brytyjczyka Donalda Crowhurst będącego żeglarzem amatorem, który decyduje się pod wpływem wyzwania ogłoszonego przez Sunday Times Golden Glob na samotny rejs dookoła świata. W wyścigu tym szczęśliwiec, który przepłynie bez zatrzymywania się, otrzyma nagrodę pieniężna, która dla Donalda jest znaczą zachętą. Zastawia więc dom, w którym żyje z żoną i trójką dzieci, aby wybudować sobie łódź i prawdopodobnie spełnić jakieś swoje marzenie o żegludze. Kłopot jednak w tym, że bohater do tej pory zajmował się jedynie tworzeniem wynalazków, ułatwiających pływanie po morzach, a jemu samemu brak do takiego wyczynu większego przygotowania, niż weekendowe wycieczki jachtem z rodziną.

Już od samego początku film jest strasznie chaotyczny. Przebiega zatem bardzo szybko i niewiele czasu mija od ogłoszenia konkursu, przez znalezienie sponsorów do wyruszenia w morze - pomimo że bohater rusza jako ostatni spośród pozostałych żeglarzy. Nie ma on czasu na przejmowanie się swoim brakiem doświadczeniem, działa impulsywnie, kierując się jedynie emocjami, zapominając przy tym o zdrowym rozsądku. Nie poznajemy również szczególnych celów (poza pieniężna wygraną) dlaczego Donald zdecydował sie na taką wyprawę.

Wydarzenia, które rozegrał się w 1968 roku twórcy odwzorowali na podstawie notatek pozostawionych przez żeglarza. Widać były one niewystarczająco obszerne, by móc pokusić się o większe ekranowe emocje. Jednak zawiodło wiele czynników, które nie pozwoliły wykorzystać historii z potencjałem, oferując jedynie marne prowadzenie nużącej akcji - nawet tej na morzu podczas burzy...

Wydawać by się mogło, że film uratuje obsada gdyż zarówno Colin Firth, jak i Rachel Weisz prezentują się na ekranie dobrze, oddając swoją relacją więcej emocji, niż ekranowe wzburzone morze. Jednak w bardzo zachowawczym scenariuszu, nawet takie nazwiska są ograniczone do nikłego szaleństwa.

Film Na głęboka wodę mógł prezentować obiecującą, angażującą historię, jednak przez większość filmu oglądamy emocjonalne braki wraz z fabularnym niedopracowaniem pozbawionym konsekwencji. Niedostatecznie udało się w nim oddać charakter morskiej opowieści, pozostawiając widzom niedosyt i przeciętną retrospekcję.


Patrycja Strempel

wtorek, 26 czerwca 2018


Dziedzictwo. Hereditary (2018)
Reżyseria: Ari Aster
Gatunek: Dramat, Horror
Premiera w Polsce: 22 czerwca 2018

Kolejny tydzień i kolejny film grozy na ekranach naszych kin. Tym razem to długo oczekiwane Dziedzictwo. Hereditary w reżyserii Ariego Astera, który pogrywa z przyzwyczajeniami widza i ramami gatunku.


Śmierć Ellen, nestorki rodziny, nie wstrząsa jej bliskimi, poza nastoletnią Charlie, cała rodzina odczuwa ulgę po śmierci kobiety, z którą życie nigdy nie było łatwe, a od dłuższego czasu nie było z nią kontaktu. Bo kobiecie pozostają wspomnienia i kartony pełne pamiątek związanych z spirytystycznymi rytuałami. Rodzina nie może jednak spokojnie przeżyć żałoby, ponieważ wkrótce w tragicznym wypadku z udziałem brata ginie Charlie. Kolejna tragedia jeszcze bardziej komplikuje i tak niełatwe relacje w rodzinie. A gdy Annie, matka Charlie i córka Ellen, poznaje tajniki rozmawiania z umarłymi, zaczną dziać się niepokojące rzeczy.

Ari Aster w swoim filmie od początku buduje niepokojącą atmosferę. Choć pierwsze sceny przypominają film obyczajowy, mroczna tonacja szybko przejmuje kontrolę nad obrazem i coraz głębiej zanurzamy się w świat rodzinnych konfliktów, trudnych relacji, zadawnionych urazów i towarzyszących temu wszystkiemu nadprzyrodzonych zjawisk. Dzięki czemu, za pomocą całkiem udanej fabuły, psychologia postaci i analiza ludzkich traum jest tutaj ważniejsza, niż bryzgająca krew, do której przyzwyczaiły nas horrory z ostatnich lat. Całość niestety psuje niezbyt udane zakończenie, które pozbawia wyrazu wszystko, to co je poprzedzało i wydaje się, jakby wymyślono je na siłę.

Ogromną siła filmu jest jego strona wizualna i muzyka, które świetnie budują nastrój opowieści. Fenomenalna jest też rola Toni Collette, ta znakomita aktorka, która w ostatnim czasie ma na koncie zarówno znakomite role, jak i udział w słabej komedyjce Mamuśki mają wychodne, tym razem dokonała dobrego wyboru scenariusza i okazała się również dobrym wyborem ekipy od castingu.

Dziedzictwo. Hereditary to w porównaniu do zalewających nasze kina horrorów film bardzo udany, ale wciąż jednak brakuje mu czegoś, aby nazwać go wielkim kinem.


Daniel Mierzwa

czwartek, 21 czerwca 2018


Ocean’s 8 (2018)
Reżyseria: Gary Ross
Gatunek: Komedia kryminalna
Premiera w Polsce: 22 czerwca 2018

Ocean’s Eleven w reżyserii Stevena Soderbergha okazał się sporym przebojem. Dlatego szalone przygody grupy cwaniaków pod wodzą Danny’ego Oceana doczekały się aż dwóch kontynuacji. Jednak i to nie koniec, bo właśnie do kin wchodzi kolejna sensacyjna komedia z marynistycznym nazwiskiem w tytule- Ocean’s 8 z gwiazdorską i kobiecą zarazem obsadą.

Debbie Ocean, siostrze znanego z poprzednich części Danny’ego, udaje się wyjść na wolność, dzięki wcześniejszemu zwolnieniu. Okazuje się jedna, że okazana jej przez wymiar sprawiedliwości łaska nie zniechęca jej przed kontynuacją niezbyt uczciwych pomysłów na życie. Tym bardziej, ze swój skok może połączyć z zemstą na mężczyźnie przez którego znalazła się za kratkami. Wraz z przyjaciółką Lou, która również nie uznaje uczciwości za najważniejsza cnotę, planują zuchwałą kradzież wartego ogromna kwotę brylantowego naszyjnika podczas prestiżowej gali w Metropolitann Museum. Ich plan jednak nie jest prosty i wymaga w zaangażowania w niego innych kobiet, które są ekspertkami w różnych dziedzinach.

Podczas seansu Ocean’s 8 ekran jest tak napchany gwiazdami, i to nie tylko filmowymi, że ich blask oślepia, a w niektórych scenach aż trudno się jest ich doliczyć. W skład samej tytułowej ósemki wchodzą aż trzy zdobywczynie Oscara i jedna aktorka z nominacjami do tej nagrody na koncie. Niestety to żadna z nich nie kradnie scen. Sandra Bullock gra przyzwoicie, ale nie tworzy żadnej ciekawej kreacji. Cate Blanchett nawet, gdyby chciała, to z materiału, który dostała żadnej wielkiej roli zrobić nie była w stanie. A wiadomo, że to mistrzyni aktorstwa. Anne Hathaway jest zwyczajne irytująca. A Helena Bohnan Carter gra ekscentryczkę w dziwnych strojach, więc właściwie jest tylko sobą. Na szczęście większość filmu ratują mniej znane aktorki. Czarująca jest Sarah Paulson w roli perfekcyjnej matki i pani domu z amerykańskiego przedmieścia, która nie stroni od nielegalnych biznesów. Urocza potrafi też na ekranie być Mindy Kaling jako znająca się na biżuterii Amita. Reszta aktorek, a wśród nich sama Rihanna na ekranie pojawiają się na tak krótko, że właściwie ciężko je zauważyć. Scenariusz tego filmu tym, do czego przyzwyczaiły nas tego typu produkcje. Mamy zawrotne tempo, poczucie humoru, momentami błyskotliwe dialogi, ale też bycie na bakier z logiką. Całość jednak, pomimo tych wad i wtórności fabuły ogląda się dosyć przyjemnie ze względu na przymrużenie oka przez twórców filmu, którzy, jak udowadnia efekt końcowy, świetnie rozumieli jakiego typu obraz tworzą, dzięki temu przygody ekranowych bohaterek nie nużą (choć tez nie ekscytują tak jak by mogły).

Ocean’s 8 to dobra rozrywka, która nie oferuje nic odkrywczego, a o fabule można zapomnieć tuz po wyjściu kina, ale tez pozwala dać się pochłonąć przez zakręcony świat na ekranie i zapewnia dobra zabawę.


Daniel Mierzwa

piątek, 15 czerwca 2018


Jurassic World: Upadłe królestwo (2018)

Reżyseria: J.A. Bayona
Gatunek: Przygodowy, Sci-fi
Premiera w Polsce: 8 czerwca 2018

Świat pełen prehistorycznych gadów wykreowany przez Stevena Spielberga w kultowym Parku Jurajskim zyskał i wciąż ma ogromną liczbę fanów. Dlatego nie ma się, co dziwić, ze powstają kolejne filmy z dinozaurami. Właśnie do kin weszła kontynuacja Jurassic World, czyli kolejna próba ożywienia na ekranie wielkich jaszczurów - Jurassic World: Upadłe królestwo.


Na Isla Nublar, wyspie nieopodal Kostaryki, którą zwiedziliśmy w poprzedniej części, przebudził się potężny wulkan, który grozi zniszczeniem tego skrawka lądu i zagładą żyjących tam dinozaurów. Założyciele Jurassic World angażują Claire, którą w poprzedniej części poznaliśmy jako waleczną ciocię, w proces ewakuacji wielkich gadów z wyspy oraz przekonują ją do tego, aby zmobilizowała do pomocy Owena, tresera raportów, z którym kiedyś łączyło ją coś więcej. Intencje właścicieli wyspy wcale nie są jednak tak czyste, jak początkowo się wydają. Claire i Owen przy wsparciu przyjaciół spróbują uratować dinozaury, w tym raptora Blue, wychowankę Owena.

Każdy zna wymagania jakie muszą spełniać hollywoodzkie sequele. Fabuła musi być jeszcze bardziej napakowana akcją, a efekty specjalnie jeszcze bardziej widowiskowe. Niestety zasada ta nie dotyczy jakości scenariusza. Dlatego dostajemy jedynie efekciarską papkę z dinozaurami biegającymi po domu. Oczywiście mamy tutaj nowy, opracowany w laboratorium morderczy gatunek, bo rzeczywiście istniejące dinozaury nie są wystarczająco krwiożercze. A wszystkie intelektualnie i naukowe wątki znane z poprzednich części, które dawały rozrywce dodatkowej  głębi, prowokowały chęć do zagłębienia w temat i dostarczały powodów do refleksji, tutaj są tylko niewyraźnie zasygnalizowanymi elementami, które widzów nie są w stanie zainteresować, a bohaterowie filmu nie mają na to czasu, bo głównie zajmują się tym, czym postaci w filmach akcji. A wątki takie jak klonowanie ludzi, które wymagają filozoficznego opracowania, tak jak szybko są wprowadzane, tak prędko zostają ucięte. Nie ma tutaj też żadnej imponującej gry aktorskiej. Obsada znana z poprzedniej części, o ile tam dobrze bawiła się swoimi rolami, tak tutaj pozbawiona charyzmy, budzi jedynie zmęczenie z oglądania ich twarzy. A nowi bohaterowie to wyjątkowo irytujące postaci, które chętnie rzuciłoby się na pożarcie wygłodniałym dinozaurom. A wszyscy bohaterowie wymieniają tak okropne kwestie, że wściekłe ryki wielkich gadów wydają się znacznie bardziej mądrymi dialogami.

Jurassic World: Upadłe królestwo to zły film, w którym postawiono jedynie na tanie efekciarstwo. A widzom może być jedynie przykro, że twórcy mają ich za tak niewymagających odbiorców, i w tak marny sposób kontynuują tę fascynującą serię.


Daniel Mierzwa

środa, 13 czerwca 2018


Twój Simon (2018)
Reżyseria: Greg Berlanti
Gatunek: Dramat
Premiera w Polsce: 15 czerwca 2018

Pełne uroku i ckliwości filmy dla młodzieży nie raz cieszyły widzów. Tym razem problemy codzienności prezentuje Greg Berlanti w swojej ekranizacji powieści Becky Albertalli "Simon oraz inni homo sapiens". Reżyser z odpowiednim zaangażowaniem pokazuje rozterki tytułowego Simona, zagłębiając się w homoseksualną miłość, która może być zupełnie zwyczajna, a jednocześnie namiętna.

Simon - 17 letni bohater filmu, wydaje się być wybitnie zwyczajnym chłopakiem. Ukrywa jednak przed światem swój sekret, a mianowicie swoją orientację. Tajemnicę zdradza jedynie zagadkowemu Blue – chłopkowi ze szkoły, poznanemu w Internecie, z którym wymienia maile. Bohater nie zna tożsamości swojego nowego przyjaciela, a wszystko komplikuje się, gdy o ich romansie dowiaduje się inny uczeń ze szkoły - zdesperowany, poszukujący przyjaciół Martin. Za nic ma on uczucia tytułowego bohatera i gotowy jest sięgnąć nawet po szantaż, by osiągnąć swoje cele.

Wbrew lekkiej konwencji pozycja ta obarczona jest wieloma wątkami. Reżyser świetnie przechodzi pomiędzy kolejnymi wydarzeniami, ciągle zagłębiając się w historię i emocję bohaterów. Z odpowiednim wyczuciem pokazuje sceny rozczarowania, rozgoryczenia, ale również szczęśliwe, a czasami wręcz komediowe, momenty z życia grupy przyjaciół. Bardzo dobrze na ekranie radzi sobie Nick Robinson w roli tytułowego Simona. Aktor, którego wcześniej mogliśmy oglądać w Królach latach, czy Ponad wszystko świetnie pokazuje swoją emocjonalność, nadając tym samym Simonowi odpowiedniego charakteru. Świetnie wypada również Jennifer Garner jako matka bohatera, która wraz z Joshem Duhamelem w roli ojca, radzą sobie zarówno z trudnymi rozmowami, jak z rozładowaniem humorem napiętych sytuacji.

Zadziwiające jest też z jaką lekkością i otwartością twórcy podchodzą do tematu. Doskonale pokazują potencjalną trudną rzeczywistość, wykorzystując humor, ale również przejmującą sytuację bohatera. Kierują film do wszystkich zagubionych i niepotrafiących się odnaleźć w świecie osób, podkreślając że oni również zasługują na zrozumienie w drodze do szczęścia.

Twój Simon wprawdzie nie posiada tyle stylu, co film Tamte dni, tamte noce, jednak z podobnym autentyzmem wypada na tle realizacji trudnego tematu. W nieprzesadzony sposób podejmuje wątki dorastania, a przy tym z humorem i dystansem odnosi się miłosnych wątków.


Patrycja Strempel

niedziela, 10 czerwca 2018

Czuwaj (2017)
Reżyseria: Robert Gliński
Gatunek: Thriller 
Premiera w Polsce: 8 czerwca 2018


Robert Gliński to doświadczony reżyser, który nie boi się sięgać w swoich filmach po niełatwe historie spoza pięknego świata znanych i bogatych, i zagłębiać w mroczne zakamarki ludzkich dusz. Na festiwalową premierę czekaliśmy aż trzy lata od jego niezbyt udanych Kamieni na szaniec, a w kinach przeciętny widz, może zobaczyć Czuwaj dopiero od niedawna.

Grupa harcerzy rozpoczyna letni obóz. Są mundury, patetyczne tony, zbiórki i apele. Jest też grupa chłopców z zakładu poprawczego, która dołącza do obozujących. Przyłączenie się łobuzów szybko wystawia harcerskie reguły i charakter oboźnego Jacka na próbę. Sytuacja staje się coraz bardziej napięta. A jej wybuch następuje po śmierci Tomka, jednego z harcerzy.
Robert Gliński sprytnie rozgrywa tutaj schematy z filmów o dorastaniu i chłopięcej przygodzie. Zgrabnie buduje atmosferę i myli tropy. Wszystko to jest znakomicie pokazane jest na udanych zdjęciach Łukasza Gutta i całkiem przyzwoicie odegrane przez obsadę, zarówno młodą rządzącą na pierwszym planie, jak i towarzyszącą im w tle grupę doświadczonych aktorskich wyjadaczy. Niestety nie ogląda się tego dobrze z powodu nieudanego scenariusza. Thriller staje się tak naprawdę rozdętą metaforą współczesnej Polski, która mimo prób ukazywania niejasności ludzkiego postępowania i unikania łatwych ocen nie potrafi wyjść nad poziom pogadanki o dobrze i złu. Okropnym problemem jest też zupełnie odległa od realności fabuła. Po tragedii obóz nie zostaje rozwiązany, a jego uczestnicy zostają jedynie pod opieką oboźnego, każdy z dorosłych opiekunów, gdzieś znika i zostawia młodzież samą sobie, co napędza fabułę, ale pozbawia ją zgodności z rzeczywistością.
Czuwaj to dobrze zrealizowany, ale niezbyt udany thriller, który dobrze sprawdziłby się jako film krótkometrażowy, bo niestety scenariusz, napisany na półtorej godziny fabuły, jest po prostu zły.



Daniel Mierzwa

wtorek, 5 czerwca 2018

Jeannette. Dzieciństwo Joanny D'Arc (2017)
Reżyseria: Bruno Dumont
Gatunek: Musical
Premiera w Polsce: 8 czerwca 2018


Bruno Dumont przez lata był znany jako twórca wymagających i poruszających dramatów z bohaterami o twarzach, niczym postaci z kubistycznych obrazów Pabla Picassa. Kilka lat temu odkrył jednak przed widzami swój komediowy talent, a ostatnio sięgnął nawet po taki gatunek jak musical, kręcąc Jeannette. Dzieciństwo Joanny D’Arc.

Młodziutka Joanna D’Arc, zanim jeszcze stała się legendą i świętą, wiedzie życie córki francuskich wieśniaków, ale już odczuwa budzące się w niej powołanie. W wierze, ale też w przekonaniu, że należy podjąć działania w celu uwolnienia swojej ojczyzny umacniają ją spotkania z dwoma zakonnicami, przyjaciółką, wujkiem i głodnymi chłopcami.
Młoda Joanna to dziewczynka pełna żarliwości, ale też gniewu, który wyrzuca z siebie podczas śpiewu, bliskich punkowej estetyce, pełnych buntu piosenek do przeróżnych muzycznych gatunków w tle. A sama dziewczynka porusza się do nich w szalonych choreografiach, czyniąc zadość myśli, że chrześcijanin tańczy. Cały film przez swoją formę odcina się od napuszonego kina historycznego i hagiografii. Niestety pola w okolicach Orleanu nie są ciekawą  scenografią, a kostiumy nie są zbyt efektowne, przez co całość szybko przypomina szalone jasełka. Odejście od patosu i konwencji gatunkowych, nie wychodzi tutaj na dobre, a powoduje jedynie poczucie oglądania, nie zawsze udanej, filmowej zgrywy. A powtarzane gagi, z początku rzeczywiście zabawne, stają się nużące. Docenić można jedynie to, że pod przykrywką wygłupów, Dumont stawia ważne pytania o źródła fanatyzmu, którego coraz więcej można zaobserwować we współczesnych społeczeństwach.
Pozostaje jedynie oglądać film z dystansem i cieszyć się z szalonej filmowej przygody jaką serwuje nam Dumont, bez skupiania się na wadach tego dzieła, bo te są zbyt liczne, aby docenić Jeannette. Dzieciństwo Joanny D’Arc w innej kategorii niż reżyserska odwaga.


Daniel Mierzwa

niedziela, 3 czerwca 2018

Zimna wojna (2018)
Reżyseria: Paweł Pawlikowski
Gatunek: Dramat
Premiera w Polsce: 8 czerwca 2018

Paweł Pawlikowski kontynuuje pasmo sukcesów i pojawił się z filmem w konkursie głównym  festiwalu w Cannes jako pierwszy polski twórca od wielu, wielu lat. Tam wzbudził zachwyt twórców i krytyków z całego świata a z Lazurowego Wybrzeża wrócił z nagrodą dla najlepszego reżysera. Teraz możemy zobaczyć jego film w kinach i sprawdzić, czy te liczne komplementy były zasłużone.

1949 rok, Polska wraca do życia po tragedii II wojny światowej. Na Mazowszu trwają przesłuchania do zespołu ludowego Mazurek, który ma się stać wizytówką polskiej kultury ludowej. Do zespołu trafia Zula, pełna dziewczęcego uroku i obdarzona robiącym wrażenie głosem młoda dziewczyna o niejasnej przeszłości. Szybko wpada w oko Wiktorowi, odpowiedzialnemu za przygotowanie muzyczne zespołu kompozytorowi. Pierwsze spotkanie staje się początek miłosnej podróży dwójki bohaterów, którzy pragną wolności w trudnych czasach budującego się w Polsce komunizmu. A ich ścieżki krzyżować się będą w całej powojennej Europie.
Paweł Pawlikowski wplata w miłosną historię w trudne dzieje polskiej historii. Nie ucieka przed trudną rzeczywistością, ale przed wszystkim wciąż w centrum uwagi ma losy dwójki bohaterów, pięknie zagranych przez Joannę Kulig i Tomasza Kota, których połączyła miłość silniejsza niż wszystko inne. Nie unika skrótów, stereotypów i kalek, ale dzięki temu obraz nabiera kinowej, magicznej mocy, która podkreślona jest cudownymi zdjęciami Łukasza Żala, który dostał nominację do Oscara za jego operatorską pracę przy Idzie, tym razem ma szansę na kolejne nagrody, bo każdy kadr jest piękną kompozycją. A wszystko to podkreśla muzyka, od polskiego folkloru, przez francuskie szansony, po rock’n’roll. Każdy utwór niczym chór w greckiej tragedii stanowi narracyjny komentarz do uczuć bohaterów. Trzeba też przyznać, że Pawlikowski jak mało który polski reżyser, szanuje ludową kulturę. Ludowe pieśni w jego oczach są nie gorsze niż francuska poezja, a to, co folkowe nie musi być według niego przaśne, a może być po prostu piękne.
Po Oscarze za Idę Paweł Pawlikowski wszedł do ekstraklasy europejskiej reżyserii, Zimna wojna udowadnia, że nie był to przypadek a tylko jeden z kroków na drodze jego artystycznych sukcesów.



Daniel Mierzwa

sobota, 19 maja 2018

Thelma (2017)
Reżyseria: Joachim Trier
Gatunek: Dramat, Fantasy
Premiera: 8 czerwca 2018

Joachim Trier to twórca fantastycznego kina, mieszającego style i gatunki, w którego filmach mamy zarówno poważne tematy, jak i spore ilości poczuci humoru. Po krótkiej przygodzie poza rodzinną Norwegią, podczas której powstał udany dramat Głośniej od bomb ze znakomitą obsadą, powrócił do ojczyzny i nakręcił Thelmę.

Thelma mogłaby się wydawać zwyczajną dziewczyną, jednak już pierwsza scena, podczas której ojciec mierzy do niej z broni, wskazuje, że nie do końca mamy tutaj do czynienia z normalną rodziną. Dziesięć lat później Thelma rozpoczyna studia z dala od domu, w stołecznym Oslo. Staje się to okazją do próby uwolnienia się od rodziców – konserwatywnych, religijnych fanatyków. Dziewczyna odkrywa czym jest zabawa, wolność, po raz pierwszy poznaje też rodzącą się miłość do pieknej przyjaciółki. Dzieje się jednak też coś niepokojącego. Thelma zaczyna mieć napady epilepsji, które zdarzają się pod wpływem silnych emocji. Budzi się w niej też tajemnicza siła, która ma wpływ na otaczający ją świat.
Joachim Trier znów stworzył nieoczywiste dzieło. Połączył obyczajowy obraz  spod znaku coming-of-age z horrorem pełnym paranormalnych zjawisk,  thrillerem o gęstej, posępnej atmosferze i psychologicznym dramatem o traumie, która tkwi w człowieku mimo upływu lat, tworząc film, w którym zaciera się granica między rzeczywistością, a fantastyką. Siła filmu to opiera się jednak nie tylko na oryginalnym podejściu do znanych motywów i sprawnym mieszaniu stylów i konwencji, ale też na zdolności Triera do tworzenia sugestywnych obrazów, tajemniczych obrazów, wplatając sceny przyrody. Powoduje w tym samym poczucie obcowania z czymś pięknym, ale niepokojącym (jak niczym uroda głównej bohaterki), zestawia świat ludzi z naturą, chrześcijańskie zasady z pogańskim szacunkiem dla sił przyrody, odkrywając kolejne rejony i powodując następne domysły. I nawet jeżeli ostatecznie sam reżyser pozbywa film metafizycznej atmosfery, to nie można nazwać Thelmy inaczej niż filmem bardzo udanym.
Joachim Trier nie zaskoczył znających jego twórczość, ponieważ znów stworzył znakomity film. Zaskakujące może być jednak, że to reżyser, który nie traci formy i każdy jego obraz jest więcej niż dobry.


Daniel Mierzwa

środa, 11 października 2017

Anna i wilki 
Reżyseria: Carlos Saura 
Gatunek: Dramat, Obyczajowy 
Premiera na świecie: 4 czerwca 1973 

Carlos Saura stał się klasykiem europejskiego kina. A to dlatego, że odkrył recepturę na kręcenie wielkich filmów. Jego dzieła powstają w oparciu o świetne scenariusze, pełne skomplikowanych postaci, społecznych i politycznych metafor oraz kłębiących się emocji, które odgrywają u niego znakomici aktorzy. Szczególne miejsce w historii kinematografii zajęły jego produkcje z końca lat 60.  i 70.  wśród nich znany dramat Anna i wilki.

Do wielkiej rezydencji położonej gdzieś na odludziu i zamieszkanej przez dosyć liczą rodzinę,  przyjeżdża Anna, młoda guwernantka. Kobieta szybko orientuje się, że familia składa się raczej z dziwnych osobników, z których każdy kryje jakiś sekret i posiada dziwne fascynacje. A na czele rodziny nie stoi wcale szorstki i miłujący broń oraz mundury Jose, a jego matka, apodyktyczna i sprawiająca wrażenie niespełna rozumu nestorka rodu. Wkrótce zaczynają się dziać niepokojące wydarzenia, a Anna staje się elementem dziwnej i niebezpiecznej gry trzech braci.
Filmy Carlosa Saury, jak i inne filmy twórców z Hiszpanii tamtych lat ze słynnym Luisem Bunelem na czele, często były przenośnią represyjnej rzeczywistości ich ojczyzny za rządów generała Franco. Tak jest i tym razem. Jego metaforą jest właśnie matka rodu. Tracąca kontakt z rzeczywistością kobieta obrazuje schyłek pełnej przemocy epoki rządów generała. A jej trzej synowie trzy polityczne i społeczne drogi. Dumny i sztywny, zafascynowany wojskowością Jose – konserwatywną prawicę, będący pod wpływem uroku Anny Juan – otwartą i wyzwoloną lewicę, a oddany wierze Fernando – Kościół Katolicki. Każdy z nich może też reprezentować filary opresyjnego państwa Franco. Jose – wojsko, Juan- rodzinę, a Fernando- religię. Każda z tych wartości jest piękna i wymaga szacunku, bohaterowie filmu pokazują też jak bardzo niebezpieczne mogą być, gdy zaczynają decydować o życiu innych oraz jak łatwo wprowadzić w pozornie uporządkowany świat wartości niepokój. Robi to przecież Anna, osoba zewnątrz, która trafia w środek rodziny. Właściwie nie podejmuje żadnych działań, niczym bezwładna krąży wokół braci oczarowana ich prywatnymi światami. Nie podejmując żadnego oporu, kończy jak Dolly- lalka dziewczynek, które uczy- upodlona z obciętymi włosami.
Anna i wilki to film, który zawiera charakterystyczne cechy twórczości Carlosa Saury, Łączy poważny i prawdziwy obraz ludzkiej psychiki i obyczajowe obserwacje z czarnych humorem, groteską i elementami surrealistycznymi, aby uzyskać pełen niepokoju dramat, skutecznie przemawiający do widza, mimo braku efekciarstwa. Spory udział w skuteczności tego filmu ma też obsada, która znakomicie odgrywa swoje postaci, a wśród nich naprawdę błyszczy muza reżysera- Geraldine Chaplin, chyba w najlepszej roli w swoim dorobku.

Carlos Saura to twórca wybitny. a Anna i wilki to jeden z najjaśniejszych dowodów na to stwierdzenie. 


Daniel Mierzwa 

piątek, 28 lipca 2017

W starym, dobrym stylu (2017)
Reżyseria: Zach Braff
Gatunek: Komedia
Premiera w Polsce: 30 czerwca 2017

Często jedno spojrzenie wystarczy, by dowiedzieć się, czy film będzie dobry, czy zły. W tym przypadku samo zerknięcie na filmowy plakat było wystarczające. Intrygujące uśmiechy bohaterów, sprawiają, że aż chce się poznać ich historię.


W starym, dobrym stylu to odświeżona historia z 1979 roku, która miała okazję zaistnieć również na MFF w Wenecji. Bez fabularnych różnic i tym razem reżyser przedstawia losy trzech emerytów, którzy pomimo, że liczą się ze swoim wiekiem postanawiają napaść na bank. Pozbawieni stałych dochodów, postanawiają zerwać z wizją typowego emeryta. Z pomocą lokalnego przestępcy tworzą plan rabunku i jednocześnie zemsty na banku, który pozbawił ich oszczędności.

Największą zaletą produkcji jest jego Oscarowa obsada. W głównych rolach oglądać możemy Michalea Cainea, który już od lat błyszczy na wielkimi ekranie, a na jego koncie znajdują się aż dwa Oscary, Morgana Freemana, który jest prawdziwym weteranem Hollywood, a jakiego role w Za wszelką cenę i Skazanych na Shawshank zachwycają chyba każdego oraz Alan arkin- aktor który nieprzerwanie od lat sześćdziesiątych tworzy na ekranie niezapomniane kreacje, choć prawdzie mistrzostwo pokazał dopiero w 2008 roku rolą w Małej miss.

Twórcy prezentują niewymagającą komedię z pełną humoru intrygą. Już od pierwszych scen świetnie widać jej niezobowiązujący charakter i lekki humor. Z dystansem traktują emerytów i ich codzienne zwyczaje, a przy okazji z szacunkiem aktorów, którzy pomimo swoich lat nie muszą robić z siebie pośmiewiska na ekranie, by móc być zabawnymi.

W starym, dobrym stylu to pełen pozytywnych emocji seans, który pomimo braku oryginalności, ogląda się z przyjemnością. Zadbano o wszystko – poczciwych emerytów, akceptowalny humor, bohaterów wielu narodowości, a przede wszystkim o szybkie zakończenie.




Patrycja Strempel 

niedziela, 9 lipca 2017

Tożsamość zdrajcy (2017)
Reżyseria: Michael Apted
Gatunek: Thriller, Akcja
Premiera w Polsce: 23 czerwca 2017

Obecnie w obliczu wielu ataków terrorystycznych i migracji ludności, filmowcy zyskują nowe inspiracje do powstawania kolejnych filmów akcji opartych na tajemniczych sytuacjach i agentach zbawiających świat. Tym razem zdecydowali się na zagrożenie biologiczne, agentkę CIA i pełen niebezpieczeństw Londyn.


Tożsamość zdrajcy to zdecydowanie film aktualny. Pokazujący islamskich wyznawców dążących do zniszczenia zachodniej ludności. Z powstrzymaniem ataku poradzić będzie musiała sobie Alice Racine (Noomi Rapace) dawniej ulubienica CIA, do czasu nieudanej akcji w Paryżu. Zostaje przywrócona do pracy, gdzie ma przesłuchać podejrzanego o pracę dla dżihadystów. Jednak nic nie idzie zgodnie z planem, a bohaterka zostaje oskarżona o zdradę. Zmuszona jest prowadzić sprawę na własną rękę, by oczyścić się z zarzutów i uratować tysiące ludzi przed zamachem.

Na ekranie dobrze prezentuje się obsada. Pomijając główną bohaterkę, której wiele brakuje do doskonałości, jakości dodaje występ Johna Malkovicha jako szefa CIA oraz Michael Douglas. Oboje świetnie odnajdują się w granych postaciach nadając tym samym produkcji odrobiny klasy. Nie zawodzi również Orlando Bloom jako czarujący żołnierz pędzący z pomocą Alice.

Najsłabszym elementem jest zdecydowanie scenariusz filmu, zapewne ze względu na debiut jego twórcy (Peter O'Brien). Akcja prowadzona jest chaotycznie, to gubiąc widza, to zapominając o jego inteligencji. Prowadzona intryga jest zdecydowanie słaba, a całość mało oryginalna i powtarzalna.

Tożsamość zdrajcy to film pozbawiony świeżości. Odgrzewa od dawna znane wątki fabularne, by ostatecznie znudzić i rozczarować. To kino sensacyjne, które zbudowane jest na intrygach i nieporozumieniach, którego głównym fundamentem zdecydowanie jest jego obsada.



Patrycja Strempel 

środa, 5 lipca 2017

Ostra noc (2017)
Reżyseria: Lucia Aniello
Gatunek: Komedia
Premiera w Polsce: 16 czerwca 2017

Oglądając kolejne filmy ze  Scarlett Johansson w głównych rolach, ma się wrażenie, że jej kariera dobiega końca. Pomimo klasy i wyjątkowej aparycji aktorka już dawno nie występowała w produkcjach na miarę ról w Między słowami, czy Dziewczyny z perłą. Od Dona Jona, przez Lucy i Ghost in the Shell, aż po najnowszą Ostrą noc, prezentuje co raz to niższy poziom kina rozrywkowego, którego seans zdecydowanie grozi rozczarowaniem.


Ostra noc to damska, gorsza wersja Kac Vegas. Koleżanki Jess (Scarlett Johansson) urządzają jej niezapomniany wieczór panieński. Pełen szaleństwa i niezliczonej ilości alkoholu. Bohaterki wyruszają do Miami, gdzie w domku letniskowym zamówiony Striptizer umiera. Zdecydowanie utrudnia to spędzanie beztrosko wolnego czasu, jednak postawione w obliczu wypadku bohaterki muszą poradzić sobie z tą tragedią, przy okazji popadając w kolejne kłopoty.

Produkcja ta to zdecydowanie niewybitne kino. Pomimo wielu zwrotów akcji i pełnych emocji wydarzeń fabuła nie zachwyca, a wśród głównych bohaterek, chociaż znają nie od lat, nie wyczuwa się przyjacielskiej chemii. W kolejnych scenach starają się one za wszelką cenę odbudowywać dawne relacje, jednak z miernym skutkiem prezentuje się to na ekranie.

Najmocniejszym elementem filmu jest prawdopodobnie Kate McKinnon w roli Pippy, przyjaciółki Jess z Australii. Ze swoim udawanym akcentem i kilkoma żartami może nie ratuje tej produkcji, ale też nie ciągnie jej na samo dno, na którym bez wątpienia znajduje się Scarlett Johansson.

Ostra noc rozczarowuje. Pomimo kilku dobrych żartów w pozostałych scenach irytuje naiwnością i żenadą. Świetnie pokazuje poziom amerykańskiego kina komediowego, które zdecydowanie potrzebuje ratunku.



Patrycja Strempel