Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2017. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2017. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 5 czerwca 2018

Jeannette. Dzieciństwo Joanny D'Arc (2017)
Reżyseria: Bruno Dumont
Gatunek: Musical
Premiera w Polsce: 8 czerwca 2018


Bruno Dumont przez lata był znany jako twórca wymagających i poruszających dramatów z bohaterami o twarzach, niczym postaci z kubistycznych obrazów Pabla Picassa. Kilka lat temu odkrył jednak przed widzami swój komediowy talent, a ostatnio sięgnął nawet po taki gatunek jak musical, kręcąc Jeannette. Dzieciństwo Joanny D’Arc.

Młodziutka Joanna D’Arc, zanim jeszcze stała się legendą i świętą, wiedzie życie córki francuskich wieśniaków, ale już odczuwa budzące się w niej powołanie. W wierze, ale też w przekonaniu, że należy podjąć działania w celu uwolnienia swojej ojczyzny umacniają ją spotkania z dwoma zakonnicami, przyjaciółką, wujkiem i głodnymi chłopcami.
Młoda Joanna to dziewczynka pełna żarliwości, ale też gniewu, który wyrzuca z siebie podczas śpiewu, bliskich punkowej estetyce, pełnych buntu piosenek do przeróżnych muzycznych gatunków w tle. A sama dziewczynka porusza się do nich w szalonych choreografiach, czyniąc zadość myśli, że chrześcijanin tańczy. Cały film przez swoją formę odcina się od napuszonego kina historycznego i hagiografii. Niestety pola w okolicach Orleanu nie są ciekawą  scenografią, a kostiumy nie są zbyt efektowne, przez co całość szybko przypomina szalone jasełka. Odejście od patosu i konwencji gatunkowych, nie wychodzi tutaj na dobre, a powoduje jedynie poczucie oglądania, nie zawsze udanej, filmowej zgrywy. A powtarzane gagi, z początku rzeczywiście zabawne, stają się nużące. Docenić można jedynie to, że pod przykrywką wygłupów, Dumont stawia ważne pytania o źródła fanatyzmu, którego coraz więcej można zaobserwować we współczesnych społeczeństwach.
Pozostaje jedynie oglądać film z dystansem i cieszyć się z szalonej filmowej przygody jaką serwuje nam Dumont, bez skupiania się na wadach tego dzieła, bo te są zbyt liczne, aby docenić Jeannette. Dzieciństwo Joanny D’Arc w innej kategorii niż reżyserska odwaga.


Daniel Mierzwa

niedziela, 18 marca 2018

120 uderzeń serca (2017)
Reżyseria: Robin Campillo 
Gatunek: Dramat
Premiera w Polsce: 11 maja 2018
Robin Campillo przez lata robił we francuskim kinie karierę scenarzysty. I miał na koncie liczne sukcesy w tej dziedzinie, w tym udział w laurach dla zdobywcy Złotej Palmy na MFF w Cannes w 2009 roku – filmu Klasa w reżyserii Laurenta Canteta. Później spróbował swoich sił w reżyserii. Jego pierwszym filmem był dramat sci-fi Les revenants. Jednak liczne wyróżnienia przyniósł mu jego drugi obraz Eastern boys, który był dziełem świeżym, kontrowersyjnym i pełnym obyczajowej odwagi. Wielu więc zastanawiało się jaki będzie jego kolejny film i z niecierpliwością czekało na premierę 120 uderzeń serca podczas canneńskiego festiwalu. A ten poruszył widzów, zachwycił krytyków, a festiwalowe jury przyznało mu Grand Prix.

Akcja filmu dzieje się w Paryżu na początku lat 90. Film zaczynają burzliwe narady organizacji ACT UP, która za cel przyjęła edukację na temat HIV i AIDS i prewencję przed kolejnymi zachorowaniami. Następnie śledzimy ich działania – konferencje, dyskusje, parady i happeningi. Poznajemy też bohaterów- działaczy organizacji. Starającego się zachowywać spokój przewodniczącego tej organizacji Thibaulta, wyważoną i konkretną Sophie, ekspresywnego i pełnego temperamentu Seana, czy nowego członka organizacji, nieśmiałego Nathana. Właśnie między nim, a Seanem zaczyna rodzić się uczucie, które kompiluje fakt, że Sean jest zakażony wirusem HIV, a Nathan jest zdrowy.
Początek filmu ma raczej charakter publicystyczny. A reżyser radzi sobie z nim bardzo dobrze. Dba o prawidłowe tempo i odpowiednią temperaturę pojawiających się sporów. Zestawia też postawy bohaterów, zmuszając nas do refleksji, jak należy podejść do społecznego problemu, o którym mówi film, mówiąc nam wprost, że chodzi o życie chorych ludzi. Później 120 uderzeń serca skręca w stronę melodramatu. Obserwujemy pełen czułości, pokazany z charakterystyczną dla tego reżysera otwartością, związek. Jednak i tej tematyce film długo nie pozostaje wierny przepoczwarzając się w poruszające studium umierania. Cierpiący Sean, ofiara epidemii AIDS, uświadamia jak okropna to choroba, na której tak naprawdę niewiele wiemy. Obserwujemy jak bohater chudnie, traci siły, a dolegliwości degradują też jego życie, ograniczając jego egzystencję do bezczynnego cierpienia leżąc w łóżku.
Reżyser przez cały film nie traci jednak z oczu celów, o które walczą działacze ACT UP, dzięki czemu ich działania zyskują twarz. Zaczynami rozumieć, że nie walczą w imię idei (lub nie tylko w jej imię), ale przede wszystkim o życie swoje i innych, aby jak najmniej osób podzieliło los Seana.
Spora zasługa w tym jak przekonujący jest film leży po stronie obsady. Aktorzy, choć w większości maja bardzo ograniczony materiał, bo fabuła nie pozwala im na tworzenie rozbudowanych portretów psychologicznych, stworzyli mistrzowskie kreacje. Najjaśniej na ekranie błyszczy Nahuel Perez Biscayrat w roli Seana. Ale nie wiele gorzej prezentują się Arnaud Valois jako Nathan, Antoine Reinartz jako Thibault, czy nowa gwiazda francuskiego kina Adele Haenel jako Sophie.

120 uderzeń serca to niewątpliwie film polityczny i społecznie zaangażowany, reżyser nie postawił jednak na to, że jego obraz obroni się samą tematyką i dzięki temu dostajemy też ponad dwugodzinny świetnie zrealizowane dzieło. Nie ucieka też od poważnych tematów i dydaktyki, ale można jedynie życzyć wszystkim, którzy też tworzą zaangażowane dzieła, aby robili to z takim efektem – porywającym i bez chwili nudy. 


Daniel Mierzwa

poniedziałek, 12 marca 2018

Fantastyczna kobieta (2017)
Reżyseria: Sebastian Leilo
Gatunek: Dramat
Premiera w Polsce: 6 października 2017


Sebastian Leilo to chilijski reżyser dobrze znanym fanom artystycznego kina. Jego najnowszy film Fantastyczna kobieta, który zrobił furorę na zeszłorocznym Berlinale, ze względu na mocną konkurencję nie był faworytem do Oscara, nikt jednak nie mógł powiedzieć, że nie ma szans na tę statuetkę, którą ostatecznie otrzymał.

Marina spędza swoje urodziny ze starszym partnerem – Orlandem, jedzą kolację w sympatycznym lokalu, później oddają się czułością. Mężczyzna wkrótce po tym dostaje wylewu, a wystraszona Marina wiezie go do szpitala, gdzie ten umiera. Śmierć jej partnera staje się dla niej początkiem walki o swoją godność, ponieważ jego rodzina traktuje ją z podejrzliwością i niechęcią, która czasem przybiera wręcz formę nienawiści.
Okazuje się, że postawa jaką u krewnych Orlanda wywołuje Marina nie jest spowodowana tylko tym, że spowodowała ona rozpad jego małżeństwa. Przyczyną takie sytuacji jest to, że jest ona osobą transseksualną. Rodzina jej partnera próbuję ją wyrzucić z swojego życia, traktując jako perwersyjny epizod w życiu byłego męża i ojca. Natomiast przez policjantów Marina jest traktowana przez pryzmat stereotypów i znanych funkcjonariuszom przypadków ludzi, takich jak ona. Niewiele lepiej traktowana jest przez lekarza, który traktuje ją jak dziwaczny medyczny obiekt, fotografując jej ciało, skupiając się na jej fizyczności. Marinie przez to, że jest osobą transseksualną odbiera się godność, prawo do miłości i a jej obecność w społeczeństwie traktuje niczym wynaturzenie. A to wszystko zmusza ją do dosłownej walki o swoją godność, ale też prawo do miłości i żałoby po swoim ukochanym.
Sebastian Leilo w Fantastycznej kobiecie pokazuje opresyjne społeczeństwo, które bez mrugnięcia okiem pozwala na nienawiść do odmiennych jednostek, które wielu wycięłoby z panoramy swojego życia.  I choć kino queer pełne jest podobnych opowieści, mało kto potrafi opowiadać je w tak stylowy, pełny gęstej, niczym w thrillerze, atmosfery, poruszających scen i dialogów, jak chilijski reżyser.



Daniel Mierzwa

środa, 28 lutego 2018

Uciekaj! (2017)
Reżyseria: Jordan Peele
Gatunek: Horror
Premiera w Polsce: 28 kwietnia 2017

Jordan Peele w swoim pełnometrażowym debiucie angażuje się w kino grozy. Jednak z wyczuciem, i rzadko spotykanym w filmach tego typu sensem, prowadzi widza w bogaty świat społecznych podziałów, z którego razem z głównym bohaterem będziemy chcieli uciekać.


Film opowiada historię Chrisa, który wraz ze swoją dziewczyną jedzie do domu jej rodziców by w końcu ich poznać. O bohaterach nie wiemy zbyt wiele. Twórcy ograniczają się jedynie do tego, że są oni w związku, a Chris prawdopodobnie jest jeszcze bardzo dobrym fotografem. Dlatego też początkowo nie angażujemy się przesadnie w ich życie, a jedynie zastanawiamy się razem z głównym bohaterem, czy biali rodzice dziewczyny zaakceptują jej czarnoskórego chłopka. Wszystko początkowo wydaje się znakomicie układać, a zarówno rodzice Rose, jak i ich bogaci znajomi są chłopakiem zafascynowani, ujawniając przy tym swoje liberalne podejście do życia. Jednak w ich posiadłości, prezentującej się niczym nieprzeciętny dom z filmów o niewolnikach, czarnoskórzy służący z dobrotliwością i uśmiechem na twarzy usługują swoim panom, a na światło dzienne zaczynają wychodzić kolejne niepokojące fakty. Widz powoli razem z bohaterem odkrywa tajemnice rodziny i jej dziwne zapędów, w tym ciągle stukającą łyżeczką o brzeg filiżanki matkę, czy lekko szalonego brata, których zachowania świetnie oddają momenty grozy i zapowiadają nieunikniony zwrot akcji.

Przerysowana forma filmu świetnie uwydatnia jego temat. Wprowadza widza w trans, z którego jednak chcemy wychodzić równie szybko, jak główny bohater. Pokazuje przy tym wszystkie rysy na amerykańskim społeczeństwie, wraz z ich uprzedzeniami i rasistowskimi zapędami oraz swoiste poczucie wyobcowania, jakie może wyczuwać Chris znajdując się na terenie posiadłości.  W całości tej niespokojnej konwencji świetnie wypadają aktorskie kreacje. Pierwszorzędnie prezentuje się drugi plan, a Catherine Keener i Bradley Whitford w rolach rodziców bohaterki znakomicie kreują swój przerażający świat oparty na tajemnicach. Pomimo kilku plusów, film nie jest niepozbawiony wad. Wprawdzie rozgrywające się wydarzenia intrygują, jednak wprowadzone dosyć prostolinijnie, nie dostarczają maksimum emocji. Dobrym zabiegiem natomiast jest połączenie momentów grozy z iście komediowym wydźwiękiem. Niewymagające słowne potyczki zdecydowanie dodają odrobinę lekkości i momentami rozwiewają gęstą mroczą atmosferę.

Uciekaj! to kino grozy, w którym nie przerażają stwory z kosmosu, czy duchy, a psychologiczna gra z widzem, gdzie straszą ludzie i ich upodobania.



Patrycja Strempel 

sobota, 10 lutego 2018

Jestem najlepsza. Ja, Tonya  (2017)
Reżyseria: Craig Gillespie
Gatunek: Biograficzny, Dramat, Sportowy 
Premiera w Polsce: 2 marca 2018


Do 1994 roku wielu myślało, że świat łyżwiarstwa figurowego to rzeczywistość elegancka jak piruety robione w tiulowych spódnicach. Jednak brutalny napad na znaną łyżwiarkę Nancy Kerrigan wstrząsnął całym światem sportu. Okazało się, że za tym incydentem może stać jej rywalka Tonya Harding i to na jej losach postanowił skupić się Craig Gillespie, reżyser najbardziej znany ze swojego debiutanckiego filmu Miłość Larsa.

Tonya Harding od dziecka trenuje łyżwiarstwo figurowe. Mimo ogromnego talentu ciężko jej się jednak dopasować do tego świata, czego nie ułatwia jej stosująca przemoc matka. Gdy osiąga pierwszy wielki sukces jej życie się wychodzi na prostą, jednak nie na długo. Gdy wraz ze swoim mężem-menadżerem próbują nastraszyć jedną z jej rywalek, sytuacja wymyka się spod kontroli.
Jestem najlepsza. Ja, Tonya stosuje chwyty jakie znamy ze sportowych filmów. Są tutaj ambicje i podporządkowanie życia dla sportu, ogromne dążenie do sukcesu zostaje też nagrodzone. Sportowa rywalizacja nie jest tutaj jednak najważniejsza. Najistotniejsze rzeczy dzieją się w życiu prywatnym głównej bohaterki. Od dziecka jest ona ofiarą przemocy zarówno fizycznej, jak i psychicznej ze strony okrutnej matki. Również jej partner a później mąż nie raz zachowuję się wobec niej agresywnie. A sama Tonya tkwi w tych relacjach, ponieważ rozpaczliwie poszukuje akceptacji, której nie dostaje ze strony sportowego środowiska i związku, do którego należy. I choć nie brakuje jej ambicji, ma problemy z tym, aby dopasować się do świata, do którego aspiruje, co budzi w niej kolejne frustracje.
Jestem najlepsza. Ja, Tonya to film, po którym można spodziewać by się niezbyt ciekawej historii, bo życie łyżwiarki, która nigdy nie osiągnęła imponującej liczby sukcesów, a naprawdę głośno zrobiło się o niej dopiero  po wydarzeniu z Nancy Kerrigan, nie wydaje się porywającą opowieścią, to scenariusz tego filmu jest znakomity. Jestem najlepsza. Ja, Tonya porywa od samego początku i ani na chwilę nie traci tempa. Sięgając przy tym zarówno po wątki komediowe, jak dramatyczne, nie unikając poruszających momentów. Sporą zasługę w tym, że jest to tak udany film ma obsada. Prym wiodą Margot Robbie w tytułowej roli i partnerująca jej na drugim planie brawurowa Allison Janney w roli jej matki LaVony.

Jestem najlepsza. Ja, Tonya  to mariaż kina sportowego z obyczajowym komediodramatem, który  udał się znacznie bardziej niż kariera tytułowej bohaterki. 


Daniel Mierzwa

sobota, 20 stycznia 2018

Wonderstruck (2017)

Reżyseria: Todd Haynes
Gatunek: Dramat
Premiera na świecie: 18 maja 2017

Todd Haynes od lat ma łatkę wielkiego wrażliwca amerykańskiego kina. Jego filmy przepełnione są melancholią, subtelnymi uczuciami i bohaterami poszukującymi swojego ja, mimo przeciwności jakie szykuje im otaczająca rzeczywistość. I w swoim najnowszym sięga po te elementy, ale odchodzi od typowych dla jego filmów querrowych bohaterów i na ekranie towarzyszymy dwójce młodych bohaterów.

Wonderstruck to dwie przeplatające się historie. Jedna to dziejąca się w 1977 roku opowieść o zainteresowanym kosmosem Benie, dwunastoletnim chłopcu, którego samotnie wychowuje matka, a jego próby dowiedzenia się kim jest jego ojciec nie przynoszą żadnych rezultatów, ale jedynie frustracje.  Osierocony, a następnie pozbawiony słuchu w wyniku uderzenia pioruna, postanawia porzucić swoje otoczenie i wyruszyć do Nowego Jorku na poszukiwana swojego ojca.  Druga opowieść, tocząca się 50 lat wcześniej niż opowiadane losy Bena, to historia Rose zafascynowanej kinem,  głuchoniemej dziewczynki, która opuszcza swój dom i ojca, aby przemierzać Nowy Jork z wycinkiem z gazety o występie swojej matki.
Haynes to reżyser, którego filmy w pełni zasługują na miano stylowych. Bawi się tutaj dwoma płaszczyznami czasowymi. Wątki z 1927 roku nagrane w konwencji czarno-białego, niemego kina. Czerpią w pełni z slapsticku i przerysowania ówczesnych filmów, tworząc urocze kontry do pełnego kolorów, psychodelicznej muzyki i fryzur typu afro świata lat 70. W obu wypadkach są eleganckim hołdem dla minionych lat, które w oczach tych któż wówczas dorastali zawsze będą magicznym okresem.
Bohaterowie potraktowani są przez reżysera z czułością z jaką zwykł on traktować postaci ze swoich filmów. Sporo tutaj wzruszeń, ciepła, a każde przeszkody na drodze bohaterów mogą zostać pokonane. Akcja toczy się powoli dając czas na kontemplację, refleksję i zachwyty nad wykreowanym światem, pełnym niezwykłej atmosfery. Ta jednak nigdy nie jest przesadzona, a jest to niezwykłość jaka otacza sentymentalne powroty do świata dzieciństwa.

Wonderstruck nie jest filmem porywającym, ale powoli otacza nas swoją magiczną atmosferą, że gdy już się kończy, czujemy niedosyt i nie chcemy opuszczać wykreowanego na ekranie świata. 


Daniel Mierzwa

środa, 17 stycznia 2018

Król polki (2017)
Reżyseria: Maya Forbes
Gatunek: Komedia
Premiera: 22 stycznia 2017

Nieraz widzowie mieli okazję oglądać na wielkim ekranie historie o pogoni za marzeniami, często oparte na konwencji od zera do bohatera - bawią, czasami wzruszają, by zapadać w pamięci. Przygodę za oceanem naszego rodaka  postanowiła pokazać Maya Forbes, w filmie który może zawieść niewykorzystanym potencjałem, dającym jednoznaczne dowody na sposób postrzegania naszych obywateli za granicą.


The Polka King to obraz inspirowany życiem Jana Lewana popularnego w latach swojej świetności wykonawcy specjalizującego się w muzyce brzmieniem przypominającej biesiadne przeboje, który swoimi kolorowymi strojami nawiązującymi do polskiego folkloru, zdobył zaufanie wielu Amerykanów. Zdobywca nominacji do nagrody Grammy, koncertował w Stanach wraz ze swoim zespołem z latach 90., a do tego, dzięki swojemu sprytowi i zaufaniu klientów zbudował piramidę finansowa, w którą wciągnął ponad 400 osób. Jego cwaniactwo i ciągle dążenie do wzbogacenia się, przyczyniły się do ostatecznego wielkiego upadku, jednak po drodze miał okazję poznać nawet Papieża Polaka, czy inne wielkie osobistości ze świata polityki.

Reżyserka prowadzi widza przez etapy jego życia, a w retrospekcjach przypomina jego pierwsze spotkanie z żoną, czy biznesowe początki. Przy tym wybiera kilka piosenek, które bohater wyśpiewuje na scenie i co chwile przeskakuje o kolejne lata z jego życia. Każda ze scen wprowadza odrobinę humoru, a gra kolorami i tandetą lat 90. dodają filmowi swojskiego klimatu.

Całość pozycji zagrania sobie Jack Black w głównej roli. Gdy pojawia się na ekranie jego blask przyćmiewa cały drugi i dalsze plany, nie dając możliwości pokazania siebie innym. Jednak na tym też polegał sukces Lewana - robiąc wiele szumu wokół mało znaczących rytmów Polki, osiągnął sukces, na którym zbudował swoje niewielkie imperium i amerykański sen.

Król polki to pełna optymizmu pozycja, która z lekkością porusza muzyczne tematy, by ostatecznie wplątać w intrygę i zadziwić inwestycyjnym drygiem polskiego bohatera.


Patrycja Strempel


poniedziałek, 15 stycznia 2018

Paryż i dziewczyna (2017)
Reżyseria: Leonor Serraille 
Gatunek:  Dramat
Premiera w Polsce: 1 czerwca 2018

Paryż jest wdzięcznym tłem filmów, a czasem nawet ich bohaterem. A wdzięcznymi bohaterkami obrazów są nieco szalone dziewczyny z problemami. A gdy mamy taką dziewczynę i takie miasto film staje się wręcz samograjem. Z takiego założenia wyszła Leonor Seraille tworząc swoje debiutanckie dzieło Paryż i dziewczyna, które jury pod przewodnictwem Sandrine Kiberlain uznało najlepszym debiutem pokazywanym na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Cannes w 2017 roku, dzięki czemu młoda reżyserka trafiła do grona takich artystów jak Jim Jarmusch, Jafar Panahi, Mira Nair, Tran Anh Hung czy Ildiko Enyedi.

Główną bohaterką filmu jest Paula, młoda, choć już nie tak jak można by wywnioskować z jej zachowania kobieta, która porzucona przez swojego partnera, wraca do swojego rodzinnego Paryża. Planuje rozpocząć nowe życie, co jednak nie jest łatwe, gdy własna matka przed tobą ucieka, przyjaciele mają dosyć, a lekarz na pogotowiu jest gotowy wysłać cię na obserwację do szpitala psychiatrycznego. Udaje jej się jednak zaczepić w pracy jako opiekunka małej i smutnej dziewczynki, a ponadto dorabiać w sklepie z bielizną. A we wszystkich małych sukcesach pomaga jej skłonność do mitomani. Jak jednak nakazują zasady filmowych scenariuszy pojawiają się kolejne kłopoty i to bardzo różnej natury.
Paryż i dziewczyna to film, który jest, często dosyć gorzkim, dramatem. I jest bardzo dobry jako film o wymuszonym dojrzewaniu, sprawia jednak wrażenie, że jego twórczyni znacznie lepiej się czuje w tonacji komediowej, pełnej ironii i sarkazmu, właściwe poniżając stworzoną przez siebie bohaterkę, która także u widzów nie budzi współczucia, a jedynie politowanie. Poczucie humoru jest tutaj jednak na wysokim i unikającym wulgarności poziomie, przez co zapewnia dobrą rozrywkę. Dużo filmowi daje też obsadzenie w głównej roli Laetitii Dosch, która dostaje pierwszą główną rolę w swojej karierze i nie pozwala, aby uwaga na ekranie została skupiona na kimś innym, grając rozedrganą Paulę w bardzo brawurowy, ale wiarygodny sposób,
Paryż i dziewczyna to film, któremu daleko do wybitności. I chociaż fabuła nie porywa, to dzięki poczuciu humoru i świetnej aktorce w roli głównej stolica Francji i Paula są najzabawniejszym duetem, jaki można zobaczyć na ekranie w ostatnim czasie.


Daniel Mierzwa

niedziela, 14 stycznia 2018

Bracia Lumière (2016)
Reżyseria: Thierry Frémaux
Gatunek: Dokumentalny
Premiera w Polsce: 1 września 2017

Początki kina zawsze prezentują się fascynująco. Pierwsze filmowe próby braci Lumière do dziś zadziwiają pomysłem, wykonaniem oraz urokiem scen, które pomimo, że trwają zaledwie niecałą minutę są dziełami wybitnymi.


W podroż  po filmach braci Lumière zabiera widza Thierry Frémaux, który zarówno piastuje role reżysera, jak i narratora. Podzielił film na części i w każdej z nich prezentuje zbiór tematycznie wybranych dział w wykonaniu Braci. Oglądać możemy ich najbardziej znane obrazy, jak Wyjście robotników z fabryki - uważane za początek kinematografii, humorystyczną scenę oblewanego polewacza na polanie, czy Wjazd pociągu na stację w Ciotat. Są też takie, które będąc pionierskimi w swojej klasie stały się pierwowzorami dla wielu późniejszych filmowych scen, również znanych, współczesnych twórców.

Braciom wykorzystując swój wynalazek – kinematograf, udało się rozzłościć ówczesnych wynalazców w tym Thomasa Edisona, zapisując się jednak w dziejach ludzkości. Wraz ze swoimi operatorskimi współpracownikami stworzyli ponad tysiąc czterysta krótkich filmów zebranych w katalogu filmów braci Lumière, z których tylko wybranych sto osiem pozycji postanowił ukazać Thierry Frémaux w swoim dokumencie. Pełniąc role narratora, dyrektor festiwalu filmowego w Cannes, opowiada widzom o detalach, zwraca uwagę na kadrowanie, spojrzenia w kamerę, czy perspektywę. Wprowadza widza w ten niemy, czarno-biały świat, który z pozoru może wydawać się błahy, jednak skrywa wiele tajemnic, uroku, czy pozytywnego inscenizowanego humoru. Opowiada o ukazywanych krajobrazach miast, nadawaniu dynamizmu, czy chętnie wykorzystywanym przez twórców motywie dzieci. Bracia Lumière lubowali się w ukazywaniu zwykłego życia Francuzów, pomimo że w większości w inscenizowanych scenach, widzowie mają okazję zobaczyć, jak prezentowały się ukazywane miasta ponad 100 lat temu. Zabierają widza w podróż w czasie, by pokazać światu świat, a przy tym zadziwiać doskonałością.

Bracia Lumière to zdecydowanie warty uwagi obraz, w którym z lekką melancholią i sentymentem spoglądamy na początki kina. Dokument pomimo, że pozbawimy jest szerszych historycznych rysów, pokazuje przeszłość z należytym szacunkiem i uwagą.


Patrycja Strempel


sobota, 6 stycznia 2018

Party (2017)
Reżyseria: Sally Potter 
Gatunek: DramatKomedia
Premiera w Polsce: 5 stycznia 2018

Sally Potter znana jest jako reżyserka kultowego już filmu Orlando z 1992. Jednak od tego czasu jej kariera nie stoi w miejscu i co kilka lat możemy zobaczyć nowy,przez nią nakręcony, za każdym razem oryginalny film. Ostatnim jej obrazem jest Party. Pokazywany na początku zeszłego roku na Berlinale film wreszcie trafił do naszych kin.

Janet, awansuje na ministra zdrowia gabinetu cieni, z okazji swojego politycznego sukcesu organizuje przyjęcie dla swoich przyjaciół. Towarzyskie spotkanie okaże się nie tylko okazją do radosnego świętowania, ponieważ maż Janet- Bill postawania również coś ogłosić gościom. A całe przyjęcie szybko przeradza się w festiwal wzajemnych oskarżeń, żali i głęboko skrywanych sekretów. 

Sally Potter fabułę swojego nowego filmu umieszcza w zaledwie kilku wnętrzach domu głównej bohaterki, rozpisuje ją na kilka osób, a wszystko to ogranicza jeszcze niezbyt długim metrażem. A mimo to udaje jej się skutecznie i wyczerpująco poruszyć wątek kłamstwa i to na kilka sposobów. Po pierwsze czy żyjąc w kłamstwie, nie będąc szczerym dla najbliżej osoby, można zachować minimum uczciwości w polityce. Czy jest to jedynie gra o stanowiska, splendor i to nawet kosztem własnego szczęścia w życiu prywatnym. Okazuje się, że kojarzone z polityką mechanizmy, mogą też działać nawet w codziennych towarzyskich relacjach, każdy może być hipokrytą, co z przyjemnością wytknie innym, nie zauważając tej wady u siebie. Nie mówiąc już o radosnym głoszeniu sloganów niczym najwyższych prawd, a gdy można by je zastosować w własnym życiu, szybko okazują się nic nie warte. Reżyserka ostro i czasem boleśnie rozlicza takie hasła jak feminizm, kobieca solidarność, lewicowość czy duchowość. A wszystko to w formie udanej psychodramy, która ani na moment nie traci tempa, poczucia humoru i pełna jest trafnych, choć momentami ostrych spostrzeżeń. Ogromna zasługa w skuteczności fabuły tkwi w świetnej grze obsady. Mamy tam same wielkie nazwiska kina. I aż ciężko wskazać, kto na ekranie króluje, czy emocjonalna, choć z udawaną maską spokoju Kristen Scott Thomas, zagubiony Timothy Spall, rozedrgany Cillian Murphy, sarkastyczna Patricia Clarkson, ogrywające stereotypy o lesbijkach Cherry Jones i Emily Mortimer, czy nazbyt uduchowiony Bruno Ganz. Między bohaterami pojawia się prawdziwa ekranowa chemia. I każdy w swojej roli wypada przekonująco, nawet gdy pojawia się nieco teatralności.

Party to kino kameralne, ale ta skromna opowieść aż kipi od emocji. I można tylko pogratulować Sally Potter, że postawiła tylko na trzy elementy: prawdę, dopracowany scenariusz i świetnych aktorów, bo efekt tej prostej układanki jest znakomity. 


Za możliwość udziału w tym niecodziennym przyjęciu dziękujemy kinu Cinema City Punkt 44 w Katowicach.

Daniel Mierzwa

wtorek, 2 stycznia 2018

Paddington 2 (2017)
Reżyseria: Paul King
Gatunek: Familijny, Komedia, Przygodowy
Premiera w Polsce: 29 grudnia 2017

Przygody niepozornego niedźwiedzia pochodzącego z Peru, lubującego się w marmoladzie i przystrojonego w czerwony kapelusz, ponownie witają na ekranach. Rzesze brytyjskich widzów są zachwycone, a reszta świata wraz z nimi zatapia się w ten pełen przygody film.


Paddington 2 to świetny prezent na zakończenie roku. Zapowiadająca się obiecująco kontynuacja, prezentuje się na iście wysokim poziomie, prześcigając nawet swoją poprzedniczkę. Uroczy miś zdążył się już zadomowić w Londynie i wraz z rodziną Brownów wiedzie spokojne życie. Sąsiedzi go uwielbiają, a energia jaką wokół siebie roztacza, wywołuje niemały uśmiech na twarzy. Jak to na dżentelmena misia przystało, z okazji zbliżających się urodzin cioci Lucy, Paddington postanawia zorganizować jej wyjątkowy prezent. Okazuje się nim być unikatowa książka, przedstawiająca największe zabytki Londynu, który ciocia tak bardzo chciała zobaczyć. Misi bohater postanawia spełnić marzenia Lucy i nazbierać pieniądze na ten wyjątkowo kosztowny prezent. Podejmuje się w tym celu wielu zadań, a humoru w prezentowanych scenach nie powstydził by się sam Jaś Fasola. Okazuje się jednak, że książką zainteresowany jest również podupadły aktor Phoenix Buchanan (Hugh Grant), który jednak pragnie wykorzystać ją do wzbogacenia się. W wyniku niespodziewanych komplikacji miś trafia niesłusznie oskarżony do więzienia, gdzie swoim urokiem będzie starał się zaczarować współosadzonych. W tym samym czasie rodzina Brownów będzie starała się uczynić wszystko, aby oczyścić misia ze wszelkich zarzutów.

Film ten to zdecydowanie gra humoru i świetnych postaci. Na ekranie świetnie prezentuje się Hugh Grant w roli aktora złoczyńcy, z lekką autoironią zakłada na siebie kolejne stroje, by umiejętnie zawładnąć sceną. Dobrze wypadają również Sally Hawkins jako pani Mary Brown, która w kolorowych strojach i z niepoprawnym optymizmem zrobi wszystko, by ocalić niedźwiedzia, a w wolnych chwilach ma w planach przepłyniecie z Anglii do Francji oraz Hugh Bonneville w roli pana Henryego Browna - lekko zgorzkniałego mężczyzny, który stara na nowo zbudować swój image,  z naciskiem na jego odmłodzenie.

Produkcja ta pełna jest ukrytych znaczeń i nawiązań, dlatego świetnie nadaje się zarówno dla młodych widzów, których zauroczy familijny charakter i pełne kolorów sceny, których nie powstydziłby się sam Wes Anderson oraz starszych, którzy zauważając ukryte znaczenia z aprobata pokiwają głowa nad aktualnością poruszanych kwestii.

Paddington 2 to pełen uroku i optymizmu film familijny z elementami intrygi, pościgów i przerysowania. Produkcja, która rozbawi, nie rozczaruje, a przy tym świetnie prezentuje się wizualnie. Obowiązkowa pozycja dla fanów dobrodusznego misia, którego Brytyjczycy tak kochają, może więc czas żeby i nas zauroczył?



Patrycja Strempel 

niedziela, 31 grudnia 2017

Dżungla (2017)

Reżyseria: Greg McLean
Gatunek: Thriller 
Premiera w Polsce: 22 grudnia 2017

Australijski reżyser Greg McLean sięgnął po lekturę książki autorstwa Yossiego Ghinsberga, izraelskiego podróżnika i nakręcił film Dżungla, który wbrew temu, co może sugerować nie jest filmem przyrodniczym, nic wspólnego nie ma też z animowaną podróbką Madagaskaru, która dobre parę lat temu pojawiła się w naszych kinach.


Trójka przyjaciół-podróżników pochodzących z różnych zakątów Ziemi skuszona wizją spotkania z nieznanym plemieniem i przeżyciem niezapomnianej przygody, wyruszają w podróż po boliwijskiej dżungli pod przewodnictwem Karla, sprawiającego wrażenie nieco szalonego, ale wiarygodnego przewodnika przez ostępy Południowej Ameryki. Męska przygoda szybciej niż myśleli stanie się próbą ich charakterów i walką o przeżycie w dziczy.

Dżungla zaczyna się niczym przygodowe kino z familijnym zacięciem. Jest męska przyjaźń, żądza przygód, odrobinka tandetnej egzotyki i narastające konflikty między bohaterami, a gdy te osiągają apogeum, bohaterowie zostają rozdzieleni, a kamera zaczyna podążać za Yossim. Wtedy przygoda zaczyna ustępować miejsca walce o przetrwanie, a rodzinne oglądanie przeradza się w festiwal obrzydliwości z wyciąganiem robaka ze znajdującego się na głowie pęcherza na czele. Ubrudzony błotem Daniel Radcliffe całkiem udanie pokazuje fizyczne cierpienie swojego bohatera, który znajdując się na granicy maksymalnego wyczerpania robi wszystko, aby przeżyć w zielonym piekle. Słabiej niestety wypada portret psychologiczny Yossiego i choć reżyser i scenarzysta robili wszystko, aby wypadł on przekonująco, to niestety nic z tego, a retrospekcje zamiast ubarwiać seans i dodawać nowych wątków, czy rozszerzać nasz obraz bohatera, jedynie budzą lekkie zażenowanie.

Reżyseria wydaje się zresztą największym problemem tego filmu. O ile zdjęcia, choć momentami nieco nadmiernie podkolorowane, są bardzo udane, muzyka trafia w punkt, montaż nie budzi zastrzeżeń, a obsada radzi sobie całkiem nieźle, to reżyser wydaje się nie końca być pewnym swojej pracy. Stosuje środki, które mogłyby się sprawdzić w tego typu kinie. Niestety używa ich albo w nietrafionych momentach, albo nadając im zbyt kiczowatego wymiaru, jakby nie wiedząc  czy chce nakręcić film familijny, przygodowy, czy może thriller z psychologicznym zacięciem osadzony w egzotycznej scenerii.

Dżungla to typowy przykład zmarnowanego potencjału. Interesująca, oparta na faktach historia mogłaby być świetnym punktem wyjścia, gdyby reżyser wiedział, w którą stronę chce iść. Greg McLean niestety jedynie błądzi.   


Daniel Mierzwa
Ostatnie resztki świątecznych potraw już się trawią, a to znak, że należy podsumować cały poprzedni rok. Z tej okazji, tak jak w zeszłym roku chcemy się podzielić z Wami listą najlepszych filmów jakie można było obejrzeć w naszych kinach w tym roku, tradycyjnie nie umieszczaliśmy tutaj dzieł, które dopiero czekają na swoją oficjalną premierę, a mieliśmy już przyjemność (choć czasem wątpliwą) je już widzieć.
Tak więc szykujcie popcorn na nadrabianie zaległości!

20. Baby Driver (reż. Edgar Wright) - nie jest to arcydzieło,  ale to film, który uwodzi zgrabną fabułą, porywającą akcją w rytm muzyki i dopracowaniem pod każdym względem.

19. Podwójny kochanek (reż. Francois Ozon) – wielkie kino, ale nie dlatego, że spełnia wyszukane artystyczne ambicje. Wielkość tego filmu polega na tym, że spełnia wszystkie pokładane w nim nadzieje, bo jest tutaj wszystko na, co widz może liczyć, napięcie, erotyzm, odrobina strachu, niełatwa intryga, świetne aktorskie role i barokowe tło z fascynującymi postaciami drugoplanowymi. Nikt, kto jest świadomy na jaki film się wybiera, nie wyjdzie z kina zawiedziony.

18. Po tamtej stronie (reż. Aki Kaurismaki) - wyraźny głos w sprawie sytuacji uchodźców z Bliskiego Wschodu. Aki Kaurismaki ma w tej sprawie jasne poglądy i głośno wyraża je w swoim nowym obrazie, ale z klasą jakiej mogliby się uczyć uczestnicy politycznej debaty na ten temat w całej Europie.

17. Patti Cake$ (reż. Geremy Jasper) - porywająca opowieść, która w odpowiednich momentach zaraża optymizmem, by w innych wzruszać i kierować w stronę nostalgii. Festiwalowe kino spod znaku spełnionych marzeń z obskurnymi amerykańskimi ulicami w tle i bezbłędnymi rymami. 

16. Cicha noc (reż. Piotr Domalewski) – prawdziwy i szczery obraz polskiej rzeczywistości, który unika wszelkiej sztuczności pozwala się skupić na nas samych. Piętnuje wady, choć bez moralizatorstwa i dydaktyzmu, szanując inteligencję widza. To opowieść wigilijna, która nie jest moralitetem ani baśnią, a wycinkiem świata uwiecznionym na taśmie filmowej.

15. Blade Runner 2049 (reż. Denis Villeneuve) - przemyślana produkcja, która wizualnie robi wrażenie. Od pustynnych krajobrazów, po poukładany świat technologii, aż do tłoku i brudu miasta, wszystko to świetnie się razem komponuje i oddaje świetny klimat świata, w którym ciężko o człowieczeństwo.

14. Spider-Man: Homecoming (reż. Jon Watts) - film, który w świecie superprodukcji o superbohaterach nie powoduje żadnej rewolucji, ale porządnie przewietrza zarówno ten gatunek, jak i przyzwyczajenia widzów. I ma całkiem udany morał. Że życie, zarówno zwyczajnego człowieka, jak i bycie bohaterem, to tak naprawdę zbieranie ciosu za ciosem, ale chodzi o to, żeby po każdym z nich wstać i iść dalej.

13. Captain Fantastic (reż. Matt Ross) - połączenie scen cierpienia i bólu z tymi pełnymi beztroski i humoru. Historia bez zobowiązań o współczesności, poświęceniu i szacunku. Bezwzględna lekcja życia i podsumowanie dotychczasowej nicości rzeczywistości.

12. American Honey (reż. Andrea Arnold)- film nie dla każdego, fani twórczości Andrei Arnold na pewno będą zadowoleni. Reszta może nie do końca zachwycić się jej wizją, ale znaczna część widzów da się porwać w rozedrganą, długą, ale nie nudzącą ani chwili podróżą przez Stany Zjednoczone w rytm muzycznych przebojów. Seans tego filmu to wielkie i autorskie kino na wyciągnięcie ręki.

11. Dobrze  się kłamie w miłym towarzystwie (reż. Paolo Genovese) – film  niczym sztuka teatralna. Jednak jego klaustrofobiczny charakter nie utrudnia odbioru, a wręcz przeciwnie, dokładnie pokazuje zmiany bohaterów, gwarantując przy tym oczekiwany powiew świeżości. Idealna lekcja życia, opowieść o skutkach i zachowaniach. Pozycja o tym jak niewinne wydarzenie może doprawić do przytłaczającej klęski, a najbliższy osoby pomimo pozornej miłości i szczęścia mogą niszczyć siebie nawzajem.

10. Aquarius (reż. Kleber Mendonca Filho) - znakomity film, pełen ważnych, poruszających wątków, który mimo, że dzieje się w odległym kraju porusza problemy aktualne pod każdą szerokością geograficzną, w którym Na szczególną uwagę zasługuje Sonia Braga, jedna z najbardziej znanych i docenianych na świecie gwiazd brazylijskiego kina w głównej roli. Przejmuje ona władzę nad ekranem  i skupia całą uwagę widza. W roli pewniej siebie, doświadczonej przez życie Clary jest przekonująca, gra bardzo odważnie,  ale zawsze z klasą.

9. Pokot (reż. Agnieszka Holland, Kasia Adamik) - znakomity film o zbrodni i karze. Oczami szalonej bohaterki odkrywamy najgorsze ludzkie zachowania. Co chwilę oglądamy śmierć na ekranie, by w kulminacyjnym momencie odkryć drugie dno tej historii. Trafne diagnozy, aktorstwo najwyższej próby i niebanalna fabuła.

8. The Florida Project (reż. Sean Baker) – pełen  kolorów i światła film, będący jednak przygnębiającym obrazem marginesu współczesnego społeczeństwa USA, pokazujący, że pod blichtrem Disneylandu i podobnych mu okolic czai się prawdziwe, zupełnie inne życie. A amerykański sen może też być koszmarem. 

7. Sieranevada (reż. Cristi Puiu) - kino autorskie, mądre i kipiące od emocji. Choć jednak nie dla wszystkich. Każdy jednak, kto nie przerazi się prawie trzygodzinnej fabuły oraz akcji opartej głownie na dialogach, a nie porywającej akcji czy efekciarstwie, nie powinien wyjść z kina niezadowolony.

6. Elle (reż. Paul Verhoeven)- świetny, pełen erotycznej atmosfery thriller, który ani na chwilę nie traci napięcia, w odpowiednich momentach potrafi zaskoczyć, a gra obsady nie pozwala mieć żadnych zastrzeżeń.

5. La La Land (reż. Damien Chazelle) – choć scenariusz na pierwszy rzut oka może wydawać się banalny, to sam film potrafi zaskoczyć. Wprowadza widza w tajemniczy trans, z którego nie chce się wychodzić, aż do napisów końcowych. A cudowną ścieżkę dźwiękową jeszcze nie raz odtwarza się już po seansie.

4. To tylko koniec świata (reż. Xavier Dolan) - Xavier Dolan kolejny raz analizuje rodzinne relacje i kolejny raz zachwyca.  Pozostaje jednak wierny swojemu stylowi i manierom. Fani dobrych dramatów i to nie tylko w reżyserii młodego Kanadyjczyka, który kolejny raz udowadnia, że jest mistrzem prowadzenia aktorów i doboru ścieżki dźwiękowej, będą zachwyceni.

3. The Square (reż. Ruben Ostlund) - film, który bawi, ale pod komediowym płaszczykiem ukrywa wiele ważnych pytań, nie tylko związanych ze światem sztuki. Możemy się tylko cieszyć, że jury w Cannes pod przewodnictwem Pedro Almodovara miało odwagę nagrodzić film o tak ważnych sprawach pokazanych w tak pozornie beztroski i lekki sposób. 

2. Toni Erdmann (reż. Maren Ade)- pełna humoru, choć czasem gorzkiego, komedia, która daje do myślenia. A jej mocą jest to, że dotyczy relacji rodzinnych, tematu, który każdemu jest bliski oraz znakomita obsada, która tworzy mistrzowskie kreacje.

1. Manchester by the Sea (reż. Kenneth Lonergan) - intymny film, który pomimo trudnego tematu nie przytłacza, a wszystko za sprawą ambitnych dialogów, które w monetach rozpaczy wnoszą do fabuły humor i sarkazm, tak potrzebny, by w trudnych momentach nie zatracić własnego ja. W pełni zasłużony deszcz nagród i porcja wzruszeń daleka od tandetnej ckliwości.