Pokazywanie postów oznaczonych etykietą musical. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą musical. Pokaż wszystkie posty

sobota, 11 stycznia 2020

Judy (2019)
Reżyseria: Rupert Goold
Gatunek: Biograficzny, Dramat, Musical
Premiera w Polsce: 3 stycznia 2020

Jeśli ktoś zasłużył na miano ikony kina to niewątpliwie jest to Judy Garland. Na scenie pojawiała się już od dziecka, zdobywała liczne nagrody i nominacje, a Czarnoksiężnik z krainy Oz z jej najważniejszą chyba rolą stał się jednym z filmów, który zdefiniował współczesne kino, a piosenka Over the Rainbow, którą w nim wykonuje znana jest chyba każdemu. Także jej życie prywatne godne było gwiazdy Hollywood, liczne małżeństwa i rozwody, próba samobójcza i problemy rodzinne.


Judy skupia się na końcówce kariery, a także życia Garland. Aktorka, której kariera w USA podupada i ciągnie się na nią reputacja niestabilnej alkoholiczki, decyduje się opuścić na jakiś czas swoje dzieci i zostawić je pod opieką ich męża i wyruszyć do Wielkiej Brytanii. W Londynie, gdzie występuje, wciąż ma oddane i liczne grono fanów, a wszędzie traktowana jest jak wielka gwiazda. Niestety Judy Garland ma również inne problemy niż gasnąca kariera i nie opuszczają jej wraz z jej przenosinami do stolicy Wielkiej Brytanii.

W Judy poznajemy tytułową bohaterkę, gdy najlepsze lata ma już za sobą. Jest wypalona i psychicznie zniszczona, próbuje jeszcze ratować swoją karierę i relacje z jej bliskimi. Wyjazd do Londynu ma być dla niej szansą na odbicie się od dnia i zapewnienie sobie bezpiecznej przyszłości. Jednak nałogi i traumy z lat dzieciństwa i młodości nie pozwalają jej odzyskać psychicznej równowagi. Judy często towarzyszą retrospekcję z najlepszych lat jej kariery, nie są to jednak wspomnienia momentów jej zawodowej chwały, a jedynie przypominają jej się rozliczne przykrości, ciemne strony sławy i wykorzystywanie przez wytwórnię filmową. Judy próbuje się od nich uwolnić, i mimo pomocy innych nie potrafi tego zrobić.

Judy jest popisem Renee Zellweger, aktorki, która ma na koncie sporo znakomitych ról, jednak od dobrych paru lat na czołówkach portali i gazet gości raczej z powodu dziwnych zmian rysów twarzy niż aktorskich osiągnięć. Dlatego ta rola, postaci uwielbianej do dzisiaj, a przy tym dosyć skomplikowanej, jest dla niej tym czy dla Judy Garland był wyjazd na koncerty do Londynu, na odbudowanie kariery, a dla widzów szansą na ponownie docenienie Zellweger po latach gorszej passy.  Kamera skupiona jest na Renee Zellweger przez znaczą część ekranowego czasu. Aktorka  znakomicie odnajduje się w każdej ekranowej sytuacji. A jej mimika (mimo wątpliwości jakie można by mieć śledząc zmiany na twarzy Zellweger w plotkarskich portalach) oddaje wszystkie stany emocjonalne postaci. Zellweger w nastroszonej fryzurze potrafi być ciepła i życzliwa, aby nagle stać się uwikłaną w szponach nałogu egoistką, raz być czułą matką, a raz nieznośną artystką, wiarygodna pozostaje zarówno w wieczorowych sukniach, jaki i szlafroku.  Po prostu znakomita rola!

Sam film opiera się na dwóch filarach – ciekawej postaci, o której opowiada i wybitnej aktorskiej kreacji w roli głównej. Cała reszta jest zrobiona solidnie, ale bez fajerwerków. Scenariusz  unika dłużyzn, pokazuje Judy Garland w różnych sytuacjach, ale też zawsze blisko mu do sztampowych filmów biograficznych. Dobrze radzą sobie aktorzy na drugim planie (w tym bardzo solidna Jesse Buckley), bardzo dobre wrażenie robi scenografia i kostiumy. Całość niestety w żadnym momencie nie wychodzi poza biograficzne kino, jakie dobrze znamy.

Judy Garland, prawdziwa ikona kina, zasłużyła na tak dobrą kreację odtwarzającej ją aktorki, zasłużyła też, niestety, na znacznie lepszy film.


Daniel Mierzwa



wtorek, 7 stycznia 2020

Koty (2019)
Reżyseria: Tom Hooper
Gatunek: Dramat, Komedia, Musical
Premiera w Polsce: 3 stycznia 2020

Andrew Lloyd Weber jest kompozytorem, który stał się brytyjskim skarbem narodowym. Musicale z muzyką jego autorstwa podbiły cały świat, a kilka z nich doczekało się mniej lub bardziej udanych ekranizacji, które rzadko kiedy jednak przeszły bez echa. Teraz jego kultowe Koty na warsztat wziął Tom Hooper, Brytyjczyk, którego ostatnie filmy przyniosły mu dziesiątki nominacji do prestiżowych nagród oraz cały deszcz statuetek, w tym Oscara za reżyserię, bardzo udanego, choć niepozbawionego  wad,  Jak zostać królem (który mimo tytułu nie okazał się poradnikiem).


Raz do roku londyńskie koty spotykają się na balu, na którym jeden z nich wygra konkurs, dzięki któremu uzyska szansę na nowe, lepsze życie. Zwycięzcą konkursu zostanie ten, który zaśpiewa najlepszą piosenkę o sobie, dlatego też nie ma żadnej fabuły, a jedynie wokalne popisy poszczególnych bohaterów, który bywa, że pojawiają się tylko po to, aby wykonać jedną piosenkę i tyle widzimy ich na ekranie.

Całość to niestety festiwal budzących niepokój dziwactw. Pół-ludzie, pół-koty prężą się, często w bardzo sugestywnych pozach, na tle wyludnionego Londynu skąpanego w świetle neonów niczym Los Angeles w Łowcy androidów, przez to całość przypomina postapokaliptyczny horror o ludzko -zwierzęcych hybrydach, które na własne futra zakładają inne futra, o ile nie potrafią zdjąć własnej skóry, pod którą mają drugą – brokatową. Tak, tak, właśnie taki chaos panuje na ekranie. Bo oprócz sporej ilości futerka, błysku, wąsików i zakładającej kocią łapkę za głowę Judi Dench (ostrzegam, że reakcją obronną organizmu na taki widok jest utrata przytomności!), są też tresowane karaluchy, śpiewające myszy (oczywiście też z ludzkimi twarzami, twórcy uznali chyba, że jak ma być dziwnie, to niech jest już dziwnie do potęgi) i magiczne sztuczki.

A pomimo wszystkich tych elementów oraz dynamicznej choreografii i licznych piosenek, Koty  nie unikają przestojów i zdarza się podczas seansu ziewnąć (choć częściej zdarza się mieć ochotę, aby uciec z kina i przez długi czas do niego nie wracać). W całym filmie bronią się jedynie piosenki, a całość wydaję się stworzona tylko po to, aby mógł wybrzmieć szlagier Memory i niewątpliwie udanym i poruszającym wykonaniu Jennifer Hudson.

Koty to przypadek musicalu, którego mimo przebojowości i popularności, nie udało się z sukcesem przenieść z desek teatrów na filmowy ekran. Zamiast poruszającej opowieści, dostajemy dziwaczną historię, która przypomina jakiś bardzo zły sen fana musicali. I aż dziwne, że obrońcy praw zwierząt  nie reagują  na ten film, bo wyraźnie narusza on godność  kotów. A kina, każdemu, kto zamierza się na niego wybrać, powinny wydawać okulary ochronne, bo wzrok może poważnie ucierpieć oraz  powinno się zabraniać spożywania podczas seansu tego filmu popcornu, ponieważ istnieje zbyt wysokie ryzyko zakrztuszenia podczas oglądania na ekranie tak dziwacznych zjawisk.


Daniel Mierzwa


środa, 8 sierpnia 2018


Mamma Mia: Here We Go Again! (2018)

Reżyseria: Ol Parker
Gatunek: Komedia, Musical
Premiera w Polsce: 27 lipca 2018

Przebojów ABBY nigdy dość – z tego założenia wyszli twórcy filmu Mamma Mia: Here we go again!, który jest kontynuacją hitowego musicalu Mamma Mia z 2008 roku.


Sophie przygotowuje się do ponownego otwarcia hotelu na greckiej wyspie po śmierci swojej matki. Choć wszystko wydaje się iść znakomicie, przygotowania do wielkiej imprezy niszczy burza, przez co wydaje się, że niestety nic się nie uda. Główny wątek przerywany jest retrospekcjami z życia Donny, matki Sophie, które ukazują jak trafiła na wyspę oraz jak rozwijały się jej relacje z trzema ojcami córki.

Fabuła filmu jest absolutnie pretekstowa, problemy bohaterów często są tak błahe, że przypominają te z animacji dla czterolatków, a wątki ucinane są według uznania reżysera, a nie według wymagań dobrze opowiedzianej historii, ale pomimo tego Mamma Mia: Here we go again! ogląda się bardzo dobrze. W czym przede wszystkim zasługa znakomitej obsady, gdzie między znanymi z poprzedniej części twarzami pojawiają się kolejne uznane, jak i wschodzące gwiazdy kina. Chemia między bohaterami robi swoje, aktorzy, którzy wypadli uroczo w poprzednim filmie, tym razem nie wypadają ani odrobinę słabiej. A piosenki ABBY, ze względu na to, że lwia część ich hitów wykorzystana została już wcześniej, tym razem otrzymujemy zarówno znane przeboje, jak i kilka mniej znanych utworów, które jednak potencjałem podbijania uszu słuchacza zupełnie nie odstają od najbardziej popularnych dokonań szwedzkiego zespołu. Aranżacje utworów wykonane są tak znakomicie, że ma się ochotę śpiewać razem z bohaterami, a nawet wstać z kinowego fotela i razem z nimi tańczyć w rytm szlagierów.

Mamma  Mia: Here we go again! to film, który opowiada jedynie szczątkową historię, przed byciem absolutnym banałem broni się jednak, tym, że na ekranie widać jak wiele serca włożyli w niego wszyscy twórcy. Dzięki temu efekt to lekki film, nad którym unosi się atmosfera letniej zabawy, która nie może się nie udzielić widzom.


Daniel Mierzwa

wtorek, 5 czerwca 2018

Jeannette. Dzieciństwo Joanny D'Arc (2017)
Reżyseria: Bruno Dumont
Gatunek: Musical
Premiera w Polsce: 8 czerwca 2018


Bruno Dumont przez lata był znany jako twórca wymagających i poruszających dramatów z bohaterami o twarzach, niczym postaci z kubistycznych obrazów Pabla Picassa. Kilka lat temu odkrył jednak przed widzami swój komediowy talent, a ostatnio sięgnął nawet po taki gatunek jak musical, kręcąc Jeannette. Dzieciństwo Joanny D’Arc.

Młodziutka Joanna D’Arc, zanim jeszcze stała się legendą i świętą, wiedzie życie córki francuskich wieśniaków, ale już odczuwa budzące się w niej powołanie. W wierze, ale też w przekonaniu, że należy podjąć działania w celu uwolnienia swojej ojczyzny umacniają ją spotkania z dwoma zakonnicami, przyjaciółką, wujkiem i głodnymi chłopcami.
Młoda Joanna to dziewczynka pełna żarliwości, ale też gniewu, który wyrzuca z siebie podczas śpiewu, bliskich punkowej estetyce, pełnych buntu piosenek do przeróżnych muzycznych gatunków w tle. A sama dziewczynka porusza się do nich w szalonych choreografiach, czyniąc zadość myśli, że chrześcijanin tańczy. Cały film przez swoją formę odcina się od napuszonego kina historycznego i hagiografii. Niestety pola w okolicach Orleanu nie są ciekawą  scenografią, a kostiumy nie są zbyt efektowne, przez co całość szybko przypomina szalone jasełka. Odejście od patosu i konwencji gatunkowych, nie wychodzi tutaj na dobre, a powoduje jedynie poczucie oglądania, nie zawsze udanej, filmowej zgrywy. A powtarzane gagi, z początku rzeczywiście zabawne, stają się nużące. Docenić można jedynie to, że pod przykrywką wygłupów, Dumont stawia ważne pytania o źródła fanatyzmu, którego coraz więcej można zaobserwować we współczesnych społeczeństwach.
Pozostaje jedynie oglądać film z dystansem i cieszyć się z szalonej filmowej przygody jaką serwuje nam Dumont, bez skupiania się na wadach tego dzieła, bo te są zbyt liczne, aby docenić Jeannette. Dzieciństwo Joanny D’Arc w innej kategorii niż reżyserska odwaga.


Daniel Mierzwa

środa, 27 grudnia 2017

Król rozrywki (2017)
Reżyseria: Michael Gracey
Gatunek: Biograficzny, Musical
Premiera w Polsce: 29 grudnia 2017
 
Musicale można kochać lub nienawidzić. Często pełne koloru, blichtru i nieokiełznanej energii mogą sprawiać radość i wgniatać w fotel, ale również niczym kołysanki uśpić seansem. Jednak konwencja prowadzona przez Michael Gracey, będąca lekką inspiracją życiem pierwszego showmana P.T. Barnuma, doprowadziły do dobrze prezentującego się przedstawienia, którego wartość nie pozwoli na nudę.
 
Tytułowym królem rozrywki jest P.T. Barnuma chłopak z nizin społecznych, syn krawca, który zakochuje się w arystokratycznej dziewczynie. Reżyser prowadzi widza przez najważniejsze wydarzenia z życia bohatera. Miłość, założenie rodziny i biedne życie, a w końcu założenie cyrku osobliwości. Na ekranie oglądamy liczne wzloty i upadki, a to okraszone jest śpiewem, tańcem i paradą dziwadeł. Budowanie relacji, rasowe podziały, czy społeczne wykluczenie - film pokazuje wiele wątków, a wszystko to z udziałem iście gwiazdorskiej obsady.
 
Film prezentuje wiele dobrego. W tym uzdolnionych bohaterów, tancerzy, śpiewaków, czy akrobatów, którzy przez cały czas utrzymują odpowiedni poziom emocji. Dobrze w swoich rolach prezentują się zarówno Zendaya jako akrobatka na trapezie, jak i Zac Efron - dramatopisarz z wyżyn, który odnajduje radość w świecie pełnym dziwaków. Widowiskowo prezentuje się również Hugh Jackman w roli tytułowego bohatera, w kolorowych strojach i z mnóstwem brokatu daje popisy na estradach.
Oczywistym jest, że fabularnie nie można oczekiwać od filmu fajerwerków. Pomimo, że prezentuje życie tak barwnej postaci jaka był P.T. Barnuma to zahacza jedynie o skromne wątki  z jego życia, które są świetnym pretekstem do wprowadzenia śpiewających bohaterów na scenę.
Król rozrywki to film, który zdecydowanie poprawia nastrój, swoim optymizmem zaraża, a kostiumami zachwyca. Swoją prostota i niewymagającą fabuła zapewnia sporo zabawy i wprowadza widza w ten musicalowy świat.
 
 
Patrycja Strempel


środa, 22 marca 2017

Piękna i Bestia (2017)
Reżyseria: Bill Condon
Gatunek: Fantasy, Musical, Romans
Premiera w Polsce: 17 marca 2017


Piękna i Bestia to baśń, która na stałe weszła do kanonu popkultury i stała się inspiracją dla niezliczonych rzesz twórców z całego świata. Szczególnie historię pięknej Belli i zamienionego w potwora księcia upodobali sobie różnego pokroju filmowcy. Ostatnim owocem reżyserskich zmagań z tą opowieścią jest, tytuł nie jest żadnym zaskoczeniem, Piękna i Bestia Billa Condona. Ten amerykański reżyser to twórca zarówno filmów całkiem udanych, jak przebojowe Dreamgirls, jak i takich, których tytułów ceniący się kinomani  nie wymawiają na głos, jak Saga Zmierzch. Przed świtem cz. I i jej kontynuacja. Dlatego też jego nowy film mógł być zarówno baśniowym oczarowanie, jak i bolesnym i kosztownym rozczarowaniem z krainy filmowego kiczu.

Fabuła Pięknej i Bestii znana jest chyba każdemu. To historia młodej i pięknej Belli, która zostaje uwięziona w zamku, którego gospodarzem jest Bestia- książę, na którym ciąży klątwa, która zmieniła go w potwora, a jego służbę w domowe sprzęty. Jest tutaj oczywiście romantyczna relacja od nienawiści do miłości, odrobina napięcia, nieco poczucia humoru i sporo piosenek.

Jeżeli chodzi o fabułę, to ani Bill Condon, ani scenarzyści (a jednym z nich jest Stephen Chbosky, twórca kultowych dla niektórych młodych ludzi powieści i opartego na jej podstawie filmu Charlie) nie wprowadzają nic nowego, nie ma tu żadnych uwspółcześnień czy aluzji. Film cechuje absolutna wierność disnejowskiej animacji z 1991 roku pod tym samym tytułem.

Jak to baśnie w Pięknej i Bestii mamy morał. A właściwie mamy tych morałów kilka. Pierwszy z nich mimo, że najwyraźniejszy to nieco trąci anachronizmem. Bo z jednej strony mówi nam  o tym, że dziewczyna, a potem kobieta może być kim chce. Tak jak Bella, która jest oczytana, inteligentna i za nic ma zaloty przystojnego Gastona, i nie zmienia swoich przekonań mimo opinii większości mieszkańców jej miasteczka, którzy mają ją za dziwaczkę. Z drugiej pokazuje, że prawdziwe szczęście osiągnie i tak dopiero przy boku mężczyzny, a najlepiej u boku księcia wystrojona w piękne suknie.

Nieco lepiej wypada pokazany za pomocą zabawnych, choć stereotypowych wątków, morał, o tym, że każdy ma prawo żyć jak chce i być kim chce. Kolejny mówi o tym że prawdziwe piękno ukryte jest we wnętrzu człowieka i czasem należy dać komuś szansę, aby mógł nam je pokazać. Najlepiej wypada chyba morał pokazujący jak łatwo manipulować tłumem, jak szybko plotka może stać się obowiązującą prawdą obowiązującą i, że nie zawsze to, co mówi większość jest prawdziwą rzeczywistością.


Wrażenie  w filmie robi jego obsada w głównych rolach mamy Emmę Watson, która może nieco irytować tym, że znów gra zanurzoną w książkach nastolatkę, oraz znanego z serialu Downton Abbey i thrillera Gość Dana Stevensa. Prawdziwa parada gwiazd ma tu jednak miejsce na drugim planie. Wystarczy wymienić Ewana McGregora jako Płomyka, Iana McKellena jako Trybika, Emmę Thompson jako panią Imbryk czy Kevina Kline’a jako ojca Belli. Świetni są też Luke Evans jako Gaston, pewny siebie, przystojny i niezbyt inteligentny żołnierz, którego moglibyśmy nazwać celebrytą tamtej rzeczywistości, oraz Jason Gad jako jego przegięty towarzysz Le Fou.

Piękna i Bestia nie jest dziełem odkrywczym ani jeśli chodzi o opowiadaną historię, ani jeśli chodzi o sposób jej opowiadania. Jest to jednak film absolutnie udany pod względem budzenia w widzach emocji i to takich jakie założyli sobie twórcy. Gdy ma być wzruszająco, widzowie czują jak w ich oczach pojawiają się łzy, gdy ma być zabawnie na sali kinowej słychać śmiech, a gdy ma być mrocznie, każdy na Sali czuje niepokój. I tego od Billa Condona mogliby uczyć się inni twórcy kinowych przebojów. Podsumowując Piękna i Bestia to porcja dobrej zabawy dla wszystkich, ale najlepiej będą na jej seansie bawić się młodsi widzowie. 



Daniel Mierzwa 

Za możliwość odkrycia na nowo historii Pięknej i Bestii w technologii IMAX dziękujemy kinu Cinema City Punkt 44 w Katowicach. 




wtorek, 10 stycznia 2017

La La Land (2016)
Reżyseria: Damien Chazelle
Gatunek: Melodramat, Musical
Premiera w Polsce: 20 stycznia 2017

Obecnie kino jest bardzo monotonne. W natłoku wszelakich ekranizacji komiksów, czy kolejnych niepotrzebnych kontynuacji ciężko o powiew świeżości. Jednak nową jakość i zachwycające doznania oferuje w swoim najnowszym filmie La La Land reżyser znany widzom również z genialnego Whiplash - Damien Chazelle


La La Land opowiada historie dwóch marzycieli. Mia (Emma Stone) to początkująca aktorka, która każdą wolną chwilę poświęca kolejnym nieudanym castingom, a w między czasie dorabia jako kelnerka. Sebastian (Ryan Gosling) to niespełniony muzyk jazzowy, który marzy o założeniu własnego klubu, jednak gra do kotleta w podrzędnej restauracji.

Historia pokazana na ekranie czaruje od pierwszej minuty. Zachwycająco prezentują się głowni bohaterowie, którzy wyśpiewując kolejne kwestie i egzystencjalne przesłanki, gwarantują niezapomniane spędzone chwile. Musicalowa forma genialnie współgra z blaskiem świateł nad Los Angeles, a podczas seansu czuć pozytywną energię, która jest niczym spełnienie marzeń.

La La Land pomimo na pierwszy rzut oka banalnego scenariusza zaskakuje. Wprowadza widza w tajemniczy trans, z którego nie chce się wychodzić, aż do napisów końcowych. Nie pozostaje nam nic, jak polecić Wam seans tego filmu, a sami wracamy do słuchania od nowa cudownej filmowej ścieżki dźwiękowej.



Patrycja Strempel

czwartek, 5 stycznia 2017

Sing (2016)
Reżyseria: Garth Jennings
Gatunek: Animacja, Komedia, Musical
Premiera w Polsce: 6 stycznia 2017

Studio Illumination Entertainment kolejny raz prezentuje animacje pełną humoru i zaangażowania. Tym razem w reżyserii Gartha Jenningsa, który pomimo niedużego dorobku filmowego prezentuje udaną produkcję.


Film Sing opowiada o przygodach koali Bustera Moona, który od dzieciństwa marzy o teatrze i gdy dorasta z niewielkimi sukcesami prowadzi swój własny. Jednak problemu finansowe, brak zainteresowania ze strony widowni jego pokazami oraz ponaglenia banku do spłaty pożyczki, kierują go w stronę zaniechania marzeń. Nie poddaje się jednak i postanawiam zorganizować konkurs śpiewania, a za sprawą wysokiej nagrody pieniężnej zaangażować jak największą ilość uczestników. Wyłoniwszy finałową grupę, rozpoczynają przygotowania do występu, jednak wszystko, jak to zwykle bywa, komplikuje się.

W ogromie różnorodnych charakterów i postaci otrzymujemy spójną i dobrze zrealizowana z pomysłem animacje. Wyjątkowo prezentują się głowni bohaterowie, a polski dubbing daje radę. Zawalona domowymi obowiązkami Rosita, zbuntowana nastolatka Ash, szalony, zawsze gotowy do tańca Gunter, nieśmiała Meena oraz pełen uroku z przestępczą przeszłością Johnny - łącza siły, by móc spełnić swoje marzenie i oddać się pasji śpiewania.

Sing to przede wszystkim animacja ze świetnie dobraną muzyką. W niezliczonych utworach każdy znajdzie coś wyjątkowego dla siebie, a ich całość gwarantuje spójny obraz, który momentami bawi, wzrusza i pokazuje istotę zaangażowania i pasji.



Patrycja Strempel 

niedziela, 23 października 2016

Moulin Rouge! (2001)
Reżyseria: Baz Luhrmann
Gatunek: Melodramat, Musical
Premiera w Polsce: 5 października 2001



Musicale powstają odkąd tylko do kin zawitał dźwięk i mają się dobrze po dziś. Zdobywają boxoffice’y i laury na festiwalach. Jednym z kinowych przebojów, którego bohaterowie śpiewają do siebie był Moulin Rouge! Baza Luhrmanna.

To osadzona w legendarnym, tytułowym paryskim kabarecie historia miłości pięknej tancerki kabaretowej i prostytutki- Satine (w tej roli Nicole Kidman) i biednego poety, próbującego zrobić karierę na Montmartre- Christiana (w tę postać wciela się Ewan McGregor). Moulin Rouge jest tu miejscem, w którym przeplatają się losy bogatych i biednych, artystów i arystokratów, elit i ludzi z półświatka. I właśnie to jest podstawą dylematu głównej bohaterki. Czy wybrać prawdziwą miłość, ale do ubogiego artysty, czy życie u boku Księcia i prawdziwą karierę aktorki.

Główną wadą tego filmu jest irytujący montaż, ujęcia są krótkie, kamera wariuje i całość przypomina jazdę na kolejce górskiej w scenografii czerwonej jak u Almodovara lub rozciągnięty do dwóch godzin zwiastun. Problemem są też słabe postaci. Obsada stara się zrobić wszystko by wycisnąć coś więcej z płaskich, stereotypowych bohaterów, który tylko marzą i wzdychają.

Moulin Rouge! nie sprawdza się też jako melodramat. Jedyne łzy ten film potrafi wywołać wtedy, gdy pomyślimy, co stało się z twarzą Nicole Kidman od czasów tego filmu. Film broni się jedynie jako musical. Bohaterowie śpiewający do siebie słowami znanych przebojów (wśród nich piosenki Whitney Houston czy Davida Bowie) wypadają naturalnie, a i wykonawcy z nich nie najgorsi.

Moulin Rouge! to film dla fanów gatunku. Cała reszta może go uznać za nieznośny i męczący, który niektórym na pewno zapewni zawroty głowy.


Daniel Mierzwa

niedziela, 16 października 2016

Musicale to gatunek filmowy, który budzi mieszane uczucia jedni je kochają za magiczny klimat, a inni nienawidzą, bo jak tak można mówić do siebie piosenkami, a przy tym jeszcze tańczyć i się nie pocić. My jednak dzielimy filmy na dobre i złe (czasem jeszcze na takie, które nigdy nie powinny powstać), dlatego musicale nam nieobce i dziś prezentujemy 10 najlepszych musicali.


10. Córki dancingu (2015) reż. Agnieszka Smoczyńska- polska propozycja w tym rankingu, wyśmienita reżyseria, szalony scenariusz gwiazdy polskiego scenopisarstwa- Roberta Bolesto i piosenki Ballad i Romansów. Zasłużona nagroda w Sundance.


9. Dziewczyny (2014) reż. Stuart Murdoch- lekkie i przyjemne kino w reżyserki Stuarta Murdocha- twórcy zespołu Belle&Sebastian, ogląda się znakomicie. Chyba jedyny film z Emily Browning, który ogląda się bez wyrzutów sumienia.


8. 8 kobiet (2002) reż. Francois Ozon – kryminalna intryga, najlepsze francuskie aktorki i szansony w ich wykonaniu. Chce się oglądać. I słuchać.


7. Wszyscy mówią: kocham cię (1996) reż. Woody Allen- jedyny musical w dorobku amerykańskiego króla komedii. Ale jaki udany i z jaką obsadą!


6. Evita (1996) reż. Alan Parker- kolejny przebój Andrew Lloyda Webera przeniesiony na duży ekran. Oparta na faktach historia argentyńskiej pierwszej damy. Piosenki, które stały się przebojami plus jeden z niewielu udanych aktorskich popisów Madonny.


5. Chicago (2002) reż. Rob Marshall – wszystko, czego po znakomitym musicalu można by się spodziewać, czyli miłość, zbrodnia i dobre piosenki, a do tego świetne role Renee Zellweger, Cathrine Zeta-Jones i Queen Latifah.


4. Sweeney Todd: Demoniczny golibroda z Fleet Street (2007) reż. Tim Burton- film ukazujący mroczne oblicze wiktoriańskiego Londynu, gdzie przybywa słynny golibroda z zamiarem zemsty. Tim Burton gwarantuje widzom widowisko pełne gwiazd i to w dodatku śpiewających. Johnny Depp, Helena Bonham Carter, Alan Rickman i Timothy Spall – filmowy raj.


3. Jesus Christ Superstar (1973) reż. Norman Jewison- jeden z najsłynniejszych musicali wszechczasów autorstwa Andrew Lloyda Webera wyreżyserowany przez twórcę Skrzypka na dachu. Kino religijne bez zadęcia.


2. Hair (1979) reż. Milos Forman- antywojenny manifest słynnego reżysera i kilka znanych piosenek z utworem Aquarius na czele. Zasłużone miejsce w panteonie amerykańskiego kina.


1. Tańcząc w ciemnościach (2000) reż. Lars von Trier- Złota Palma w 2000 roku i liczne nagrody i wyróżnienia dla Bjork za rolę tracącej wzrok czeskiej emigrantki Selmy, której w roli przyjaciółki towarzyszy Catherine Deneuve. Prawdziwe arcydzieło, o poruszającej i przygnębiającej fabule. Aż dziwne, że bohaterowie to wszystko wyśpiewują.


#Amanda&Hubert

środa, 2 marca 2016

Ave, Cezar! (2016)
Reżyseria: Joel Coen, Ethan Coen
Gatunek: Dramat, Komedia, Musical
Premiera w Polsce: 19 lutego 2016 


Nowy film braci Coen- ulubieńców selekcjonerów z Cannes, krytyków i wymagających widzów z poczuciem humoru- Ave, Cezar! spotkał się z gorącym przyjęciem uczestników tegorocznego Berlinale. Głównym bohaterem filmu jest Eddie Mannix (Josh Brolin) - człowiek, który w wytwórni Capitol Pictures rozwiązuje wszystkie problemy i kryzysy. Jednym, z których przyjdzie mu się zmierzyć jest zniknięcie gwiazdora kina Bairda Whitlocka (George Clooney), który gra główną rolę właśnie w tytułowym Ave, Cezar!- filmie o Chrystusie, który ma być przełomem w ekranizowaniu tej historii.  A przy tym Mannix spędza jeszcze sporo czasu na negocjowaniu z ekscentrycznymi reżyserami, niezbyt lotnymi gwiazdami kina i dziennikarzami z magazynów z plotkami. Jest też kuszony ofertą pracy znacznie spokojniejszej a przy tym znakomicie płatnej.  Choć sprawa uprowadzenia Whitlocka szybko zostaje rozwiązana, fabuła nie staje się ani trochę nudniejsza, bo praca w wytwórni stawia przed Mannixem tysiące wyzwań.
Mimo, że fabuła jest nieco chaotyczna, a główny wątek szybko zostaje rozwiązany, a film staje się składanką zabawnych epizodów, nie traci swojego uroku, a przypomina po prostu współczesne plotkarskie media, pełne pikantnych historii z życia gwiazd. Mieszanka gagów  służy tu do pokazania w krzywym zwierciadle Hollywood ze swoich złotych czasów, ale też fabryki marzeń jak najbardziej współczesnych.  Bo czy Mannix nie jest trochę jak agent gwizdy czy agencja PR? W końcu uniemożliwi publikację szkodliwych plotek, rozwiąże problem wizerunkowy, a kiedy trzeba nie boi się nawet wręczyć łapówki.
Podobnie sprawa z parodią współczesnej medialnej rzeczywistości ma się przypadku sióstr Thacker ( w roli obu znakomita Tilda Swinton), choć obie szukają tylko i wyłącznie sensacji, jedna z pozuje na przedstawicielkę ważnego, opiniotwórczego magazynu.
Samo przedstawione w Ave, Cezar! kręcenie filmów również przypomina to znane z współczesne kinematografii, do roli angażuje się gwiazdę mimo, że kompletnie się do niej nie nadaje, a swoją popularnością robi jedynie reklamę nagrywanej produkcji.

Nawet jeśli bracia Coen zauważają wady przemysłu filmowego to składają hołd magii kina. Ave, Cezar! jest po prostu świetnie skrojoną satyrą na Hollywood, może nie tak głęboką jak Barton Fink, ale posiadającą znacznie więcej lekkości.
Zapraszamy również do innych naszych recenzji filmowych :) (klik!)



Daniel Mierzwa