Pokazywanie postów oznaczonych etykietą thriller. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą thriller. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 16 marca 2020


Sala Samobójców. Hejter (2020)
Reżyseria: Jan Komasa
Gatunek: Thriller
Premiera w Polsce: 6 marca 2020

Sala Samobjców Jana Komasy z 2011 roku była filmem, który jednych zachwycił (stając się dla niektórych filmem wręcz kultowym), a drugich rozczarował. Nikt jednak nie odmówił reżyserowi odwagi, ambicji i bezkompromisowego oraz świeżego mierzenia się z problemami współczesnego świata, nawet jeśli jego dzieło momentami nieznośnie ocierało się o banał.



Teraz na ekranach, niedługo po ogromnym sukcesie niezwykle udanego Bożego Ciała, na ekrany kin trafia kolejny film Jana Komasy, kontynuacja, choć nie bezpośrednia, jego przeboju z 2011 – Sala samobójców. Hejter.

Tomek, student prawa, zostaje wyrzucony z uczelni za dokonanie plagiatu. Ostatnią pogadankę z władzami uczelni wykorzystuje od zdobycia dedykacji od znanej profesor prawa. Wpis do książki sprytnie wykorzystuje, żeby zaimponować opłacającej mu stypendium dobrze sytuowanej warszawskiej rodzinie. A to początek parady manipulacji i kłamstw w wykonaniu Tomka. Dzięki cynizmowi, ale też sprytowi  i bucie, znajduje pracę w agencji PR, gdzie już przy pierwszym zleceniu szybko osiąga sukces niszczą karierę młodziutkiej fitinfluencerki. Bezlitosny Tomek wspina się po szczeblach kariery po drodze realizując swoją prywatną zemstę.

Motorem działań Tomka są jednak jego psychopatyczne skłonności (w każdym razie nie jedynie). Chłopak robi wszystko, aby uniknąć odrzucenia. Gdy dostaje się w świat eleganckich warszawskich elit, nie chce go opuścić, nawet gdy wie, że jest wyśmiewany i traktowany z góry.  Robi wszytko, aby przypodobać się wpływowym znajomym, a przy tym okrutnie nimi manipuluje. Obserwuje ich życie, zazdrości, że mają wszystko, czego zechcą, i nie chce wracać do rzeczywistości, w której skazany jest na ciężką pracę, która tak nie zapewni mu wszystkiego czego oczekuje od życia. Tomek to figura, która reprezentuje wszystkich tych, których mimo starań, rzeczywistość może skazać na marginalizację.

Cały świat dookoła głównego bohatera to tylko chodzące stereotypy, jednak dzięki reżyserowi i scenarzyście wszystko wzięte jest w nawias ironii, dzięki czemu nie jest to irytujące i żałosne,  a staje się założenie zabawne.

Sala samobójców. Hejter to też popis Macieja Musiałowskiego, aktora znanego bardziej z ról serialowych niż z dużego ekranu. W tym filmie kamera poświęca mu wiele czasu, skupia się  głównie na jego twarzy. A na niej rysują się tysiące uczuć. Emocje takie jak frustracja, żal, agresja, rozczarowanie płynnie przechodzą tu jedna w drugą. Być może ten film będzie dla tego aktora przepustką do kariery jaką poprzednia część była dla Jakuba Gierszała. Na drugim planie błyszczy Agata Kulesza, której postać Beaty Santorskiej łączy ten film z poprzednią częścią z 2011 roku. Jej bohaterka pozbawiona moralności, naznaczona przez życie okropną tragedią staje się z jednej strony partnerką Tomka w cynizmie, z drugiej strony jedną z jego ofiar.

Sala samobójców. Hejter to budzący emocje obraz o ludziach, którzy rzadko znajdują się w centrum zainteresowania. Jan Komasa pokazuje bez poczucia wyższości przyczyny wielu zjawisk, których wielu stara się nie zauważać, a przy tym stworzył po prostu dobry współczesny film, który chce się oglądać, mimo tego, że rzadko kiedy jego seans można nazwać przyjemnym.



Daniel Mierzwa

środa, 12 września 2018


Pod ciemnymi gwiazdami (2017)

Reżyseria: Michael Pearce
Gatunek: Dramat, Thriller, Romans
Premiera w Polsce: 24 sierpnia 2018

Międzygatunkowe mieszanki filmowe to wizytówka współczesnej kinematografii. A na ekrany kin zawitał właśnie miks thrillera z romansem, czyli Pod ciemnymi gwiazdami Michaela Pearce’a.

Moll, choć dorosła, wciąż mieszka z rodzicami w zrytualizowanej społeczności brytyjskiej wyspy Jersey. Jej życie nie należy do szczególnie udanych. Od dzieciństwa nie układało jej się z rówieśnikami, a relacje z despotyczną matką zasługują jedynie na określenie ich toksycznymi. W wyniku doznanej na urodzinowym przyjściu przykrości, udaje się do miejscowego klubu. Tam poznaje chłopaka, który nad ranem zaczyna się do niej dobierać. W jej obronie staje Pascal, małomówny kłusownik wyglądający na niegrzecznego chłopca. I wkrótce mężczyzna szybko zagrzewa miejsce w sercu Moll, dla której jest on przeciwieństwem świata, w którym na co dzień żyje. Ich związek wystawiany jest na liczne próby, ale tez dzięki niemu udaje się moll uwolnić z toksycznych relacji. Jednak sytuacja na wyspie, gdzie grasuje seryjny morderca młodych kobiet, powoduje wzrost napięć, a wątpliwości i podejrzenia sprawiają, że rozpadają się zarówno rodzinne więzi jak i miłosny związek Moll.

Reżyser w Pod ciemnymi gwiazdami zgrabnie łączy konwencje, dramat z obyczajowym tłem spłata się z thrillerem oraz z romansem, który chętnie sięga po melodramatyczne wątki. I o dziwo ten miszmasz wychodzi całkiem udanie. Napięcie utrzymuje się cały czas, a fabuła unika oczywistości i banału, nawet gdy momentami zbliża się groteski. Udany scenariusz to nie jedyna zaleta tego filmu. Na pochwałę zasługują tez aktorzy grający główne role. Jessie Buckley i Johnny Flynn to raczej mało doświadczona obsada, ale znakomicie odgrywają swoje postaci, choć momentami zbliżają się do aktorskiej szarży,  oraz  czuć między nimi prawdziwą ekranową chemię. Na uwagę zasługują też wyśmienite zdjęcia, przesiąknięte ciepłymi barwami i mistrzowskie kompozycje kadru.

Pod ciemnymi gwiazdami to film, który nie zapowiada się na świetny seans, bo nie ma tutaj znanych gwiazd czy cenionego reżysera. A mimo to otrzymujemy znakomity debiut, który nie jest może imponującym arcydziełem, ale to na pewno bardzo udany w swojej kategorii film, którego seansu nie będzie można zaliczyć do kinowych rozczarowań.



Daniel Mierzwa

wtorek, 28 sierpnia 2018


Mroczne umysły (2018)
Reżyseria: Jennifer Yuh Nelson
Gatunek: Thriller, Sci-Fi
Premiera w Polsce: 24 sierpnia 2018

Wakacje nieubłaganie zbliżają się do końca, ale to nie oznacza, że w kinach pojawiają się wartościowe filmy. I tak na wielkich ekranach pojawiły się u nas Mroczne umysły- kolejna ekranizacja książkowej serii i kolejne popłuczyny po filmowych przygodach pokroju Igrzysk śmierci.



Dzieci i młodzież zaczynają zapadać na dziwną chorobę. Nieliczne z nich, którym udaje się przeżyć, zdobywają niezwykle umiejętności. W wyniku paniki, która wybucha, młodzi ludzie zostają zamknięci w obozach z dala od reszty ludzi. Tam ci, którzy przejawiają najbardziej niebezpieczne zdolności, mają zostać zlikwidowani. Wśród zatrzymanych jest Ruby, dziewczyna, której dzięki wykorzystaniu swojego daru udaje się uniknąć śmierci. Niestety wszystko wychodzi na jaw. Ale dzięki pomocy obozowej lekarki udaje jej się uciec. Rzeczywistość poza ośrodkiem wcale nie jest jednak prostsza, a Ruby będzie musiała się nauczyć się komu może ufać.

Świat przedstawiony w Mrocznych umysłach jest zupełnie niewiarygodny i nieprzekonujący, niczym reakcja świata dorosłych na objawione zdolności ich pociech. Dlatego już od pierwszych minut ogląda się ten film z poczuciem zażenowania, bo śledzenie naciąganych przygód przeplatanych scenami tak ckliwymi, że budzącymi śmiech, nie daje raczej satysfakcji. Momentami można odnieść wrażenie, że twórcy tego filmu mieli zamroczony umysł już na etapie pisania scenariusza. A potem było już nimi tylko gorzej. Bo ciężko znaleźć w tym filmie jakikolwiek mocny punkt. Młodzi aktorzy grają jak w niezbyt udanym serialu z Disney Channel, a to dosyć rozczarowuje, bo w rolach głównych mamy tutaj Amandlę Stenberg, która z wdziękiem kreowała swoją postać w niezbyt udanym Ponad wszystko, i Harrisa Dickinsona, który zebrał nominacje do prestiżowych nagród za odważną rolę w niezależnym, pokazywanym w Sundance, dramacie Beach Rats. Całość doprawiona jest muzyką spod znaku radiowych hitów, która nie jest może zbyt dobra, ale i tak słucha się jej lepiej niż dialogów.

Mroczne umysły to film, który powstał jedynie na fali popularności gatunku. I niestety nawet na tle konkurencji filmowych dystonii wypada bardzo słabo. To początek filmowej serii, której przyszłość na pewno nie jest świetlana, można się jedynie spodziewać, że przepadnie gdzieś w mrokach historii kinematografii.



Daniel Mierzwa


sobota, 4 sierpnia 2018


Pierwsza noc oczyszczenia (2018)
Reżyseria: Gerard McMurray
Gatunek: Thriller, Sci-Fi
Premiera w Polsce: 20 lipca 2018

Upalna pogoda nie zachęca do podnoszenia temperatury czegokolwiek, ale dystrybutorzy filmów się tym nie przejmują i wprowadzają na ekrany kin odgrzewany kotlet – Pierwszą noc oczyszczenia, czyli prequel serii o jedynym dniu w roku, kiedy przez dwanaście godzin prawo w USA nie obowiązuje.

Pierwsza noc oczyszczenia cofa nas w czasie do dni kiedy partia Nowi Ojcowie Założyciele Ameryki wygrywa wybory i decyduje się na odważny społeczny eksperyment, który przeprowadzony ma zostać na nowojorskiej Staten Island. Ubodzy mieszkańcy chętnie decydują się na udział w eksperymencie i pozostanie w swoim miejscu zamieszkania, ponieważ rząd hojnie za to zapłaci.

Wśród tych, którzy zostają jest aktywistka społeczna aktywistka Nya, która sprzeciwia się nadchodzącemu eksperymentowi, jej młodszy brat oraz Dmitri, lokalny gangster i jej były chłopak. Gdy zacznie się noc oczyszczenia i na ulicach, choć nie od razu, zacznie się rzeź, będą zmuszeni walczyć o swoje, i nie tylko, życie.

Pierwsza noc oczyszczenia to film, który ma dostarczyć rozrywkę. Co niezbyt mu wychodzi. Fabuła znosi się do dwóch zdań, dialogi to potwornie sztywne banały, obsada aktorska robi na ekranie wiele, ale nie można akurat powiedzieć, że gra. A już walka Dmitriego – samego przeciwko wszystkim, przypomina najlepsze dokonania Stevena Segala. A wszystko to podlane sosem o rasowych i społecznych nierównościach, klasowych konfliktach i władzy, która ucieka się do oszustw, aby realizować swoje cele. Ale i te wątki są jedynie potrzebną, choć potraktowaną po macoszemu, publicystyczną nadbudówką.

Pierwsza noc oczyszczenia to krwawa jatka, która oferuje nam zamiast porywającej rozrywki, porcję nudy doprawionej banałem, która nie zasmakuje nawet fanom poprzednich części.


Daniel Mierzwa


poniedziałek, 30 lipca 2018

Niepoczytalna (2018)
Reżyseria: Steven Soderbergh
Gatunek: Thriller
Premiera w Polsce: 27 lipca 2018

Okres wakacyjny nie jest łaskawy dla kinomanów. Ekrany zaludniają wtedy głownie postaci z niezbyt udanych animacji, niemrawych horrorów i komedii, które jedyną radość budzą tym, że w końcu się kończą.  Dlatego nadzieją są wakacyjne premiery filmów uznanych twórców. A takim na pewno jest Steven Soderbergh, którego Niepoczytalna, z główną rolą znanej z serialu The Crown Claire Foy, pojawiła się w kinach.

Sawyer Valentini, opuściła rodzinną miejscowość i zaczyna robić karierę w branży finansowej. Jej całe życie towarzyskie znosi się do videorozmów przez smartfona z matką, pogawędek z koleżanką z pracy i spotkań z facetami poznanymi w aplikacji randkowej. A  to wszystko przez to, że cierpi na napady lękowe spowodowane, jak później się okazuje, chorą relacją z jednym mężczyzną. Szukając pomocy psychologicznej Sawyer trafia do kliniki i tam podczas rozmowy z psycholożką przyznaje się do myśli samobójczych. Z ich powodu zostaje zatrzymana w szpitalu. I choć przetrzymywana jest tam wbrew swojej woli nie może się uwolnić, bo podpisała stosowne dokumenty. Tam jednak będzie musiała się zmierzyć nie tylko z bezdusznym systemem opieki zdrowia, ale też z mężczyzną, z którym relacja doprowadziła ją do takiego stanu psychicznego.

Niepoczytalna początkowo świetnie sprawdza się fabularnie. Wiele spraw jest niejasnych, wątki się mieszają, a z czasem dowiadujemy się coraz więcej faktów. Niestety napięcie szybko siada, dowiadujemy się o przyczynach przetrzymywania Sawyer w szpitalu. Gdy okazuje się, że to ni powody znane nam z innych thrillerów, a jedynie chęć zarobku, wiemy już, że dla Soderbergha nie są straszne motywy z horrorów, ale okrutna kapitalistyczna rzeczywistość. Wątek ten wygasa, a fabuła skupia się na walce Sawyer z jej stalkerem, w której wydaje się ona być na straconej pozycji. Całość fabuły niestety jedynie bardziej irytuje niż porywa.

Całości nie pomaga też strona wizualna. Odpowiedzialny również za zdjęcia w swoich filmach Soderbergh, tym razem zachwycony Mandarynką Seana Bakera, nakręcił Niepoczytalną za pomocą iPhone’a. Początkowo zdjęcia przypominające podglądanie z ukrycia podkreślają atmosferę thrillera, a zbliżenia na twarze bohaterów powodują w nas dyskomfort. Niestety szybko zaczyna to męczyć, a zgaszone barwy filmu przypominają bardziej kinematografię z lat 90., a nie z XXI wieku. Muzyka w Niepoczytalnej to już zupełnie nieporozumienie, bo działa na nerwy jak wszystko w tym filmie i przywołuje skojarzenia jedynie z Gęsią skórką. Aż nie chce się wierzyć, że skomponował ją trzynastokrotnie nominowany do Oscara  Thomas Newman

Niepoczytalna to eksperyment znakomitego, bo takim niewątpliwie jest Soderbergh, twórcy. Niestety niezbyt udany. A całość zamiast zaciekawiać, a mogła to zrobić zarówno fabuła, jak i strona wizualna filmu, jedynie irytuje.


Daniel Mierzwa

niedziela, 10 czerwca 2018

Czuwaj (2017)
Reżyseria: Robert Gliński
Gatunek: Thriller 
Premiera w Polsce: 8 czerwca 2018


Robert Gliński to doświadczony reżyser, który nie boi się sięgać w swoich filmach po niełatwe historie spoza pięknego świata znanych i bogatych, i zagłębiać w mroczne zakamarki ludzkich dusz. Na festiwalową premierę czekaliśmy aż trzy lata od jego niezbyt udanych Kamieni na szaniec, a w kinach przeciętny widz, może zobaczyć Czuwaj dopiero od niedawna.

Grupa harcerzy rozpoczyna letni obóz. Są mundury, patetyczne tony, zbiórki i apele. Jest też grupa chłopców z zakładu poprawczego, która dołącza do obozujących. Przyłączenie się łobuzów szybko wystawia harcerskie reguły i charakter oboźnego Jacka na próbę. Sytuacja staje się coraz bardziej napięta. A jej wybuch następuje po śmierci Tomka, jednego z harcerzy.
Robert Gliński sprytnie rozgrywa tutaj schematy z filmów o dorastaniu i chłopięcej przygodzie. Zgrabnie buduje atmosferę i myli tropy. Wszystko to jest znakomicie pokazane jest na udanych zdjęciach Łukasza Gutta i całkiem przyzwoicie odegrane przez obsadę, zarówno młodą rządzącą na pierwszym planie, jak i towarzyszącą im w tle grupę doświadczonych aktorskich wyjadaczy. Niestety nie ogląda się tego dobrze z powodu nieudanego scenariusza. Thriller staje się tak naprawdę rozdętą metaforą współczesnej Polski, która mimo prób ukazywania niejasności ludzkiego postępowania i unikania łatwych ocen nie potrafi wyjść nad poziom pogadanki o dobrze i złu. Okropnym problemem jest też zupełnie odległa od realności fabuła. Po tragedii obóz nie zostaje rozwiązany, a jego uczestnicy zostają jedynie pod opieką oboźnego, każdy z dorosłych opiekunów, gdzieś znika i zostawia młodzież samą sobie, co napędza fabułę, ale pozbawia ją zgodności z rzeczywistością.
Czuwaj to dobrze zrealizowany, ale niezbyt udany thriller, który dobrze sprawdziłby się jako film krótkometrażowy, bo niestety scenariusz, napisany na półtorej godziny fabuły, jest po prostu zły.



Daniel Mierzwa

środa, 18 kwietnia 2018

Nigdy cię tu nie było (2017)
Reżyseria: Lynne Ramsay
Gatunek: Dramat, Thriller
Premiera: 13 kwietnia 2018

Lynne Ramsay, która zachwyciła fanów ambitnego kina szokującym Musimy porozmawiać o Kevinie, tym razem wraca do naszych kin z docenionym na zeszłorocznym festiwalu w Cannes thrillerem Nigdy cię tu nie było. I znów serwuje niełatwy seans dla tych, którzy nie boją wymagającego kina. 

Joe jest byłym agentem, człowiekiem do zadań specjalnych, który nie boi się żadnych wyzwań. Gdy ma zająć się wyciągnięciem nieletniej córki amerykańskiego senatora z rąk stręczycieli, zakłada kaptur, bierze do ręki młotek i wyrusza w nocne miasto. Dokonuje tam masakry. Okazuje się jednak, że zadarł z nieodpowiednimi ludźmi i wkrótce zaczynaja ginąć jego bliscy i współpracownicy. Joemu nie pozostaje nic jak pomścić umarłych.
Lynne Ramsay, choć wykorzystuje wszystko to, do czego przyzwyczaiły nas filmy tego gatunku, krew się leje, a okrucieństwo nie ma granic, to nie interesuje jej pokazywanie rzezi dokonywanej  przez samotnego mściciela, a jego psychika i wszystko, co dzieje się w jego głowie. Pełen traum i narażony od dzieciństwa na kontakt z okrucieństwem i brutalnością, jedynie dzięki relacji z matką utrzymuje się  jeszcze na powierzchni życia. Demony z przeszłości zarówno jednak niszczą jego życie, jaki motywują do codziennej walki.
Lynne Ramsay kolejny raz tworzy przepełniony gęstą atmosferą, poruszający film, który dzięki znakomitym, klimatycznym zdjęciom Thomasa Townenda i hipnotyzującej muzyce, znanego z Radiohead, Bruce’a Greenwooda i, przede wszystkim, mistrzowskiej kreacji Joaquina Phoenixa, który w pełni oddaje portret psychologiczny walczącego z rezygnacją Joego.
Nigdy cię to nie było to poruszający thriller daleki od gatunkowej sztampy, który potwierdza, że Lynne Ramsay to jedna z najciekawszych postaci brytyjskiego kina.


Daniel Mierzwa

piątek, 13 kwietnia 2018


Anihilacja (2018)
Reżyseria: Alex Garland
Gatunek: Thriller, Akcja, Sci-Fi
Premiera: 22 lutego 2018

Alex Garland pomimo niewielkiego reżyserskiego dorobku z dobrej strony pokazuje się w filmowym świecie. Po zdecydowanie dobrze przyjętym filmie Ex Machina i pokazie sztucznej inteligencji, kolejny raz zabiera widzów w niezwykły świat sci-fi, który odświeża, a nie jedynie powiela dawno oglądane wątki. Tym razem adaptując powieść autorstwa Jeffa VanderMeera Unicestwienie wraz z platformą Netflix oferują oryginalne kino gatunkowe z nutą doskonałości.


Anihilacja to głównie historia Leny, którą poznajemy już w pierwszych scenach. Przesłuchiwana przez grono groźnie wyglądających osób, stara się sobie przypomnieć, co wydarzyło się w ostatnich tygodniach. Z czasem odkrywamy, że jest ona biolożką zajmującą się genetyką, która kiedyś służyła w wojsku. Jej mąż zaginął w niewyjaśnionych okolicznościach, a ona chcąc rozwiązać tę zagadkę sama zostaje w nią uwikłana. Trafia do tajnego ośrodka na granicy Strefy X – skażonego i niedostępnego terytorium na wybrzeżu Ameryki, zupełnie odciętego od świata. Okazuje się, że to stamtąd nie wrócił mąż bohaterki, a ona w ferworze walki postanawia wraz z innymi ochotniczkami przemierzyć tę nieodkryta Strefę. Rozpoczyna się intrygująca walka o życie, pełna bajkowych kolorów i śmiertelnych niebezpieczeństw.

Film ten to świetna mieszanka trzymającego w napięciu thrillera z filozoficznymi uniesieniami. Pomimo powolnego początku reżyser dobrze radzi sobie z budowaniem napięcia. Wprowadzając widza w ten z pozoru piękny świat intryguje i namawia do chwil zastanowienia. Niestety sporo tutaj również niedoróbek zarówno tych fabularnych, jak i przesadzonych wizualnych kreacji.

Na ekranie zadowalająco wypada żeńska część obsady. Głównie duża w tym zasługa Natalie Portman, dla której większość osób zapewne obejrzy ten film, a aktorka świetnie odnajduje się w tym niezwykłym świecie stworzonym na ekranie przez Garlanda.

Anihilacja to dobrze prezentujące się kino, które z szacunkiem do widza zabiera go w niezwykle Iskrzący świat. Imponująco prezentujący się film z niebanalną tajemnicą.


Patrycja Strempel



sobota, 3 lutego 2018

Wszystkie pieniądze świata (2017)
Reżyseria: Ridley Scott
Gatunek: Thriller
Premiera w Polsce: 26 stycznia 2018

O Wszystkich pieniądzach świata Ridleya Scotta zrobiło się głośno, gdy okazało się, że wszystkie sceny z Kevinem Spacey'em, który stał się persona non grata Hollywood, zostały nakręcone ponownie z udziałem Christophera Plummera. Później była jeszcze afera z różnicą w zarobkach aktorów odgrywających główne role. Po tych wszystkich komplikacjach film wreszcie trafił do kin. A my możemy ocenić finalny efekt.

Wnuk Jeana Paula Getty’ego, który jest najbogatszym człowiekiem świata, zostaje uprowadzony w Rzymie. Matka nastolatka i była synowa miliardera robi wszystko, aby przekonać go do zapłacenia okupu za młodzieńca. Cyniczny i skąpy, niczym sam Sknerus McKwacz, bogacz nie daje się tak łatwo przekonać, ale zleca Fletcherowi Chase’owi, byłemu agentowi CIA i swojemu człowiekowi do trudnych spraw, aby pomógł kobiecie. Próby uwolnienia chłopaka przedłużają się, jego życie jest zagrożone, a jego matka jest coraz bardziej zdesperowana, aby go uwolnić.
Wszystkie pieniądze świata są filmem udanym pod względem reżyserii. Ridley Scott po słabym Obcym: Przymierzu udowadnia, że nie stracił reżyserskiego wyczucia. W jego nowym obrazie pilnuje, aby akcja miała odpowiednie tempo, napięcie utrzymywało się na wysokim poziomie. Nie unika też drastycznych scen, ale uważa, aby przemoc nie zdominowała ekranu, pozwala też aktorom na pokazanie swoich umiejętności. Popis daje doświadczony Christopher Plummer. Naprawdę można podziwiać, że w tak krótkim czasie udało mu się zbudować tak udaną kreację. Na ekranie niepodzielnie rządzi jednak Michelle Williams. W roli walczącej o odzyskanie syna Abigail Getty pokazuje całą paletę emocji, za każdym razem bez cienia fałszu. Spory problem jest jednak z towarzyszącym jej przez większość filmu Markiem Wahlbergiem w roli Chase’a. Co prawda gra on jak najbardziej w porządku, ale jego rola z powodu słabości scenariusza wydaje się zupełnie niepotrzebna, a tak płaska postać na ekranie ginie przy postaciach odgrywanych przez Michelle Williams czy Christophera Plummera. Nieco irytuje też bardzo przegięta rola Romaina Durisa jako łotra Pięćdziesiątki. To aktor, który mógł pokusić się o bardziej zniuansowaną  grę.
Warto też zwrócić uwagę na zdjęcia Dariusza Wolskiego, który kolejny już raz pracuje z Ridleyem Scottem. Tym razem jego zdjęcia, choć momentami zapierają dech, to pomagają stworzyć na ekranie intymny mikrokosmos bohaterów, a nie pełen rozmachu świat fantazji, co czego nas przyzwyczaił.

Wszystkie pieniądze świata to film, którego seans nie jest męką. Ale też światowa kinematografia nie odniosłaby żadnej straty, gdyby nie powstał.


Daniel Mierzwa

wtorek, 30 stycznia 2018

Więzień labiryntu: Lek na śmierć (2018)
Reżyseria: Wes Ball
Gatunek: Thriller, Akcja, Sci-fi 
Premiera w Polsce: 26 stycznia 2018

W kinach od dawna rządzą już prequele, sequele, remake’i i niepotrzebne kontynuacje. Tak więc do kin trafiła kolejna część opartego na powieściach Jamesa Dashnera cyklu Więzień labiryntu, tym razem niosąca podtytuł Lek na śmierć.


Film rozpoczyna sekwencja pościgu niczym z Mad Maxa. Okazuje się, że główny bohater Thomas wraz ze znanymi z poprzednich części towarzyszami próbuje uwolnić transportowanych pociągiem innych odpornych na tajemniczą chorobę młodych ludzi. Jednak nie wszystko udaje się tak jak bohaterowie by sobie życzyli i trwać muszą dalsze poszukiwania jednego z przyjaciół Thomasa, które zaprowadzą ich do ostatniego istniejącego miasta.
Więzień labiryntu: Lek na śmierć idzie tropem poprzednich części, które również wyreżyserował Wes Ball, i tradycyjnie już ignoruje wszystkie interesujące wątki i tropy. Mamy tutaj ciekawe konflikty między bohaterami, pytania o moralność, o to czym jest zdrada, jak wybaczyć błędy z przeszłości, a nawet społeczne niepokoje. Każdy wątek jest jednak szybciutko ucinany i staje się tłem dla pościgów, strzelanin, wybuchów i patetycznych monologów. Jednak z każdej opresji bohaterowie wychodzą, może nie bez szwanku, ale jedynie z drobnymi urazami. Bo niestety wszelką fabularną wiarygodność (nawet jeżeli może być ona nikła, bo pozwalają na to ramy gatunku) zastępuje efekciarstwo, za którym niestety nic się nie kryje. Dlatego też trochę smuci to, że obsada nie ma tutaj nic do grania, a są wśród niej takie postaci jak Patricia Clarkson.  Aktorzy robią jedynie parę wygibasów. Nie można mówić też o żadnej ekranowej chemii pomiędzy bohaterami.

Choć Lek na śmierć wypada lepiej niż jego poprzednik - Próby ognia, to i tak wiele brakuje mu, aby być filmem udanym. 


Daniel Mierzwa

niedziela, 31 grudnia 2017

Dżungla (2017)

Reżyseria: Greg McLean
Gatunek: Thriller 
Premiera w Polsce: 22 grudnia 2017

Australijski reżyser Greg McLean sięgnął po lekturę książki autorstwa Yossiego Ghinsberga, izraelskiego podróżnika i nakręcił film Dżungla, który wbrew temu, co może sugerować nie jest filmem przyrodniczym, nic wspólnego nie ma też z animowaną podróbką Madagaskaru, która dobre parę lat temu pojawiła się w naszych kinach.


Trójka przyjaciół-podróżników pochodzących z różnych zakątów Ziemi skuszona wizją spotkania z nieznanym plemieniem i przeżyciem niezapomnianej przygody, wyruszają w podróż po boliwijskiej dżungli pod przewodnictwem Karla, sprawiającego wrażenie nieco szalonego, ale wiarygodnego przewodnika przez ostępy Południowej Ameryki. Męska przygoda szybciej niż myśleli stanie się próbą ich charakterów i walką o przeżycie w dziczy.

Dżungla zaczyna się niczym przygodowe kino z familijnym zacięciem. Jest męska przyjaźń, żądza przygód, odrobinka tandetnej egzotyki i narastające konflikty między bohaterami, a gdy te osiągają apogeum, bohaterowie zostają rozdzieleni, a kamera zaczyna podążać za Yossim. Wtedy przygoda zaczyna ustępować miejsca walce o przetrwanie, a rodzinne oglądanie przeradza się w festiwal obrzydliwości z wyciąganiem robaka ze znajdującego się na głowie pęcherza na czele. Ubrudzony błotem Daniel Radcliffe całkiem udanie pokazuje fizyczne cierpienie swojego bohatera, który znajdując się na granicy maksymalnego wyczerpania robi wszystko, aby przeżyć w zielonym piekle. Słabiej niestety wypada portret psychologiczny Yossiego i choć reżyser i scenarzysta robili wszystko, aby wypadł on przekonująco, to niestety nic z tego, a retrospekcje zamiast ubarwiać seans i dodawać nowych wątków, czy rozszerzać nasz obraz bohatera, jedynie budzą lekkie zażenowanie.

Reżyseria wydaje się zresztą największym problemem tego filmu. O ile zdjęcia, choć momentami nieco nadmiernie podkolorowane, są bardzo udane, muzyka trafia w punkt, montaż nie budzi zastrzeżeń, a obsada radzi sobie całkiem nieźle, to reżyser wydaje się nie końca być pewnym swojej pracy. Stosuje środki, które mogłyby się sprawdzić w tego typu kinie. Niestety używa ich albo w nietrafionych momentach, albo nadając im zbyt kiczowatego wymiaru, jakby nie wiedząc  czy chce nakręcić film familijny, przygodowy, czy może thriller z psychologicznym zacięciem osadzony w egzotycznej scenerii.

Dżungla to typowy przykład zmarnowanego potencjału. Interesująca, oparta na faktach historia mogłaby być świetnym punktem wyjścia, gdyby reżyser wiedział, w którą stronę chce iść. Greg McLean niestety jedynie błądzi.   


Daniel Mierzwa

poniedziałek, 11 grudnia 2017

Morderstwo w hotelu Hilton (2017)
Reżyseria: Tarik Saleh
Gatunek: Thriller
Premiera w Polsce: 1 grudnia 2017

Ostatnio do kin trafiły filmy, które łączą w tytule morderstwo z czym ekskluzywnym. Pierwszym było oparte na klasyce kryminału Morderstwo Orient Expressie Kennetha Branagha. A następnie Morderstwo w hotelu Hilton Tarika Saleha, które zdobyło Główną Nagrodę Jury dla najlepszego dramatu zagranicznego na festiwalu w Sundance, który jest kopalnią najciekawszych filmów sezonu. 

Inspektor Noredin jest pracuje w kairskiej policji. Na krótko przed wybuchem szeroko relacjonowanej w mediach egipskiej rewolucji, jednym z jego zadań okaże się wykrycie zabójcy młodej kobiety dokonanego w tytułowym hotelu. Sprawa wcale nie będzie prosta, a sięgać będzie najwyższych sfer polityki.
Tarik Saleh ma na swoim koncie zaledwie cztery filmy, w tym jeden dokument i jedną animację, dlatego można mu tylko pogratulować talentu to tworzenia na ekranie świetnej atmosfery. W Morderstwie w hotelu Hilton jest ona gęsta i niepokojąca, co potęguje idealnie dobrana muzyka i pełen tajemnic scenariusz. Ten niestety nieco kuleje. Choć świetnie obnaża rozwarstwienie społeczne Egiptu, czy pełne korupcji działanie wszelkich służ i pokazuje nam ten kraj z innej perspektywy niż mekka turystów lubiących antyczne zabytki i pobyt w luksusowych  hotelach czy nad gorącymi morzami, to kryminalna zagadka staje się właściwie do samego końca niejasna. Co dla widzów i tak jest może mniej męczące niż dla bohatera, bo od jej rozwiązania zależy jego kariera, a nawet życie, a nie jedynie czy uzna dwie godziny za zmarnowane. Kryminalna intryga staje się tutaj  raczej pretekstem do budowania atmosfery rodem z politycznego thrillera, a film próbą (i pod tym względem całkiem udaną) pokazania świata tuż przed rewolucją, którego szwy zaczynają już trzeszczeć, a społeczne trybiki pracować nieco mniej sprawnie.
Morderstwo w hotelu Hilton nie jest filmem, którego mocną stroną jest fabuła. Broni go jednak świetna atmosfera i zacięcie reżysera do uwieczniana na taśmie współczesnej historii, która dzieje się na naszych oczach. 

Daniel Mierzwa

piątek, 17 listopada 2017

Pamiętam Cię (2017)
Reżyseria: Óskar Thór Axelsson
Gatunek: Thriller
Premiera: 5 maja 2017

Islandzkie kino zwykle intryguje formą – scenerią pełną niezamieszkanej przestrzeni, czy odizolowania i wszechobecnego chłodu. Jest niemal idealnym terenem do powstawania kina grozy, produkcji pełnych mroku, niepewności, czy tajemnic i na takie kino kreowana jest produkcja w reżyserii Óskara Thóra Axelssona – Pamiętam Cię.


Film ten prezentuje dwie historie, które z biegiem zdarzeń zaczynają mieć na siebie wpływ. Poznajemy losy Freyra – psychiatry, który współpracuje z policją i zostaje zaangażowany w sprawę tajemniczego samobójstwa kobiety, które okazuje się początkiem bardziej skomplikowanej historii. Z drugiej strony otrzymujemy wydarzenia rozgrywające się na wyspie, gdzie małżeństwo Garðar i Katrín, razem ze swoją znajomą Líf zajmują się odnawianiem opuszczonego domu, jednak w czasie prac pojawiają się niepokojące komplikacje, które poprowadzą do odkrycie ukrytych sekretów. Bohaterowie muszą zmagać się nie tylko z pełna grozy teraźniejszością, ale i niedaleką przeszłością, która niespodziewanie o sobie przypomina i łączy oba wątki.

Zdecydowanie dobrym zabiegiem było połączenie w filmie dwóch wątków. Sprawiło to, że pomimo momentalnego chaosu, widz nie zasypia podczas seansu, starając się zachować skupienie na ciągle zmieniających się bohaterach i wydarzeniach. Poprawnie prezentuje się obsada, która wprawdzie oparta na niewielu znanych nazwiskach, daje radę gdyż nie ma zbyt wymagających ról – opierają się one głównie o robienie min zdziwienia i niekontrolowane krzyki.

Pamiętam Cię to zdecydowanie nieklasyczne kino grozy. Bardziej połączenie zagadki kryminalnej i mrocznych scen, które za wszelką cena starają się przestraszyć widza, a wszystko to w malowniczej i tajemniczej islandzkiej scenerii, która buduje cały nastrój.


Patrycja Strempel




czwartek, 9 listopada 2017

Kryptonim HHhH
Reżyseria: Cedric Jimenez
Gatunek: Biograficzny, Wojenny, Thriller 
Premiera w Polsce: 10 listopada 2017

Choć czas płynie, okres II wojny światowej wciąż budzi wielkie emocje. A różnej maści twórcy sięgają po losy największych bohaterów i najokrutniejszych zbrodniarzy tamtych czasów, aby przybliżyć je widzom. Tak też zrobił Cedric Jimenez, francuski reżyser o niezbyt imponującym dorobku, który sięgnął po historię udanego zamachu na Reinharda Heydricha, protektora Czech i Moraw, kręcąc film Kryptonim HHhH.


Film podzielony jest na dwie części. W pierwszej poznajemy początki kariery Heydricha, dowiadujemy się dlaczego został wydalony z marynarki i jak zaczęła się jego błyskotliwa droga na wysokie stanowiska w nazistowskim aparacie władzy. Jednak się skupią się tylko na jego karierze, ale pokazuje jego życie uczuciowe i historię małżeństwa z zagorzałą zwolenniczką narodowego socjalizmu- Liną.
Druga część filmu pokazuje wydarzenia po objęciu przez Heydricha stanowiska protektora Czech i Moraw oraz obserwujemy działania czechosłowackiego ruchu oporu. Widzimy targające nimi emocje, dylematy i odważne działania, mimo życia w ciągłym strachu. Po udanym zamachu widzimy też okrutne sceny zemsty nazistów za śmierć jednego ze swoich przywódców na mieszkańcach inkorporowanej Czechosłowacji.
Kryptonim HHhH  to film, który sięga po ważne i ciekawe wydarzenia z historii II wojny światowej. Niestety robi to dosyć nieudolnie marnując potencjał historycznych faktów. Do zalet filmu można zaliczyć jedynie udany portret Reinharda Heydricha. Scenarzyści zadbali o to, aby sportretowany został tak jak mówią o nim źródła- jako człowiek okrutny, budzący niepokój innych, lubiący rządzić, ale pozostając w cieniu, a przy tym zimny i oschły. Nieco może irytować maniera gry odgrywającego go australijskiego aktora Jasona Clarke. Gra obsady nie jest zupełnie plusem tego filmu. Mimo, że mamy tutaj cenione postaci współczesnego kina. Małżonkę Heydricha gra nominowana do Oscara, była dziewczyna Bonda- Rosamund Pike. Lecz jej gra też nie zachwyca i nie jest to wcale wina tego, że gra postać, której nie da się robić. Nie lepiej jest po stronie pozytywnych bohaterów tego filmu. Gra Mii Wasikowskiej budzi podobne uczucia, co ta w wykonaniu starszej koleżanki po fachu. Nie lepsi Jack Reynor i Celine Sallette. Natomiast zupełnie nijaki jest Jack O’Connell, widzimy go na ekranie przez dużą część czasu, reżyser każe nam śledzić jego losy, w które mimo, że powinny być porywające, raczej nie wciągają widzów. Irytuje też muzyka autorstwa Guillaume’a Roussela i montaż Chrisa Dickensa, co jest o tyle zadziwiające, że to odpowiadał on za niego w wielu bardzo udanych filmach, zarówno z kina mainstreamowego, jak i bardziej artystycznego.
Kryptonim HHhH to film, który dowodzi jak można zmarnować fascynującą i prawdziwą historię, czyniąc ją zupełnie nijaką.



Daniel Mierzwa 

czwartek, 2 listopada 2017

Skazany (2017)

Reżyseria: Ric Roman Vaugh
Gatunek: Dramat, Thriller 
Premiera w Polsce: 27 października 2017

Aktorzy grający w Grze o tron zdobyli sporą popularność i niewątpliwie są gwiazdami popkultury. Niestety ich rozpoznawalność nie przekłada się na ich udział w dobrych i popularnych filmach, a mało kto z nich dostaje angaż w wartościowych obrazach. Nie udało się też zmienić tego Nikolajowi Coster-Waldau, który na ekranach kin pojawił się w Skazanym Rica Romana Vaugha.

Jacob prowadzi dostatnie i pozbawione większych trosk życie maklera giełdowego w kalifornijskiej Pasadenie. Jego uporządkowane życie lega jednak w gruzach, gdy siada za kierownicą po alkoholu i powoduje śmiertelny wypadek. Zostaje skazany na więcej lat odsiadki niż spodziewa się on czy jego żona. W więzieniu ze względu na własne bezpieczeństwo przyłącza się do grupy białych rasistów. W skutek konfliktu między rasowymi grupami trafia do innego ośrodka o zaostrzonym rygorze. Tam pod opiekę bierze go Bestia, potężny przywódca gangu. Jacob nie wie jak poważne może to mieć konsekwencje.
Ric Roman Vaugh, który ma na swoim koncie kilka niezbyt znanych filmów łączących sensację z psychologicznym zacięciem i egzystencjalnymi rozterkami w Skazanym porusza się tym samym tropem. Pokazuje trudne wybory, śmierć rodzinnych relacji, walkę o to, aby nie stać się ofiarą i wysokie koszty obrony własnej godności, między to wprowadzając brutalne i krwawe sceny przemocy. Wszystko to nie wypada jednak przekonująco. Wybory głównego bohatera często budzą nasze wątpliwości i nie pomaga im nawet charyzma Nikolaja Coster-Waldau, który robi wszystko by wypaść przekonująco, ale nie zawsze mu to wychodzi. Nie pomaga też w tym opowiadana na dwóch płaszczyznach czasowych fabuła, ponieważ buduje to zbytni dystans wobec całej historii i wprowadza tylko zamieszanie do dosyć prostej linii fabularnej. Problemem jest też to, że pomimo psychologicznego zacięcia reżyser ucina i nie rozwija żadnego z wątków, który mógłby być pod tym względem interesujący, Rodzinne relacje bohatera to kilka rozmów z żoną, jedna z synem oraz pisanie wzruszających listów pełnych złotych myśli. Tak samo relacja Jacoba z Howiem, młodym członkiem gangu, którego traktuje ostro i surowo, ale też nieco po ojcowsku, praktycznie się nie rozwija. Sporo czasu na ekranie zajmują natomiast wątki niepotrzebne, właściwie jak wszystkie dotyczące zajmująco się sprawą gangu policjanta Kutchera. Nie są one zupełnie potrzebne ani dla zrozumienia bohatera, an dla dobra akcji. Ich rozwlekłości nie może tłumaczyć tylko to, że grający Kutchera Omari Hardwck jest aktorsko najlepszy w całej obsadzie.

Skazany to film sensacyjny, którego reżyser chciał pokazać coś innego niż tylko krwawe, brutalne sceny, wytatuowane torsy i strzelaniny. Niestety efekt jest jedynie taki, że i tak w głowie pojawia się myśl gdzieś już to widziałem


Daniel Mierzwa

wtorek, 31 października 2017

Szklana trumna (2016)
Reżyseria: Haritz Zubillaga  
Gatunek: Thriller
Premiera na świecie: 11 października 2016

Czasem jakiś reżyser ma odwagę wprowadzić coś nowego do kina grozy, nie jest nim jednak debiutant Haritz Zubillaga, bo problemem jego produkcji Szklana trumna, jest dolegliwość, która dręczy większość horrorów i thrillerów - schematyczność i powielanie przez ich twórców zużytych trików na straszenie i budowanie napięcia. Przez to efekt daleki jest od ideału, a nawet przyzwoitej jakości rozrywki.

Główną bohaterką filmu jest Amanda, znana i ceniona aktorka. Wsiada do  luksusowej limuzyny, która ma zawieść ją na prestiżową galę, gdzie ma otrzymać nagrodę. Przejażdżka z szampanem w ramach poczęstunku staję się, jednak gehenną, gdy okazuje się, że samochód jest pułapką, a kierowca doświadczonym sadystą.
Szklana trumna pogrywa z elementami, które znamy z wielu innych filmów o sytuacjach bez wyjścia. Mamy tutaj tajemniczy głoś donoszący się z głośników i wydający budzące moralne opory ofiary polecenia, duszną, klaustrofobiczną atmosferę, wyglądającego niczym z nowoczesnego samolotu wnętrza limuzyny i motyw zemsty za krzywdy sprzed lat. Film jednak przegrywa grę ze sprawdzonymi chwytami, oferując tylko blade podróbki tego, co dobrze już znamy.
Niezbyt dobrze wypada też rola Paoli Bontempi, która robi wszystko, aby jak jedyna przez większość czasu na ekranie postać, przyciągnąć uwagę. Niestety ze względu na słaby scenariusz, całe jej wysiłki znoszą się do wygibasów i wicia się.
Największą wadą filmu i też najcięższym zrzutem jaki można wystosować wobec twórców filmu jest absolutny brak przerażenia podczas jego oglądania. Nie straszy tutaj zupełnie nic, to co mogłoby być upiorne jest zabawne. Zupełnie brak też jakiekolwiek napięcia, Szklana trumna szybko zaczyna się nudzić, a zamiast oczekiwać kolejnych wydarzeń, czekamy jedynie na końcowe napisy.
Szklana trumna to film, który jedynie męczy, nie oferując ani strachu, ani zabawy. A więcej współczucia mamy do siebie, że musimy to oglądać, niż do bohaterki, która została ofiarą sadystycznych porywaczy.


Daniel Mierzwa