Pokazywanie postów oznaczonych etykietą grudzień. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą grudzień. Pokaż wszystkie posty

środa, 22 stycznia 2020


Dwóch Papieży 2019
Reżyseria: Fernando Meirelles
Gatunek: Dramat, Religijny
Premiera w Polsce: 13 grudnia 2019

Historia Dwóch Papieży to zdecydowanie opowieść bardzo współczesna. Netflix kolejny raz z odwagą podejmuje się stworzenia swojej produkcji, i podobnie jak w przypadku Historii małżeńskiej oferuje bardzo dobre kino.


Reżyser - Fernando Meirelles – skupia się tutaj przede wszystkim na dwóch wydarzeniach z naszej historii, jakimi były wybory nowych papieży. W 2005 roku po śmierci Jana Pawła II, gdy na czele Kościoła staje pochodzący z Niemiec Ratzinger i później z 2013, gdy papieżem zostaje kardynał Bergoglio. Reżyser sprawnie porusza się wśród wydarzeń zarówno z historii obu duchownych, ale także skupia się na chwilach, które bezpośrednio dotyczyły ich wspólnej historii. Szczególnie istotny jest tutaj rok 2012, gdy arcybiskup Buenos Aires, niezadowolony z obecnej sytuacji Kościoła zwraca się do ówczesnego papieża z prośbą o rezygnację, a Benedykt XVI wzywa go do Rzymu. Mężczyźni prowadzą liczne rozmowy o tradycjach, ich przestrzeganiu i obecnej sytuacji Kościoła. Wtedy też rozpoczyna się walka charakterów i zdań pomiędzy konserwatywnym Ratzingera z dążącym do zmian, liberalnym Bergoglio. Kolejne wymiany zdań stają się impulsem do decyzji Benedykta o abdykacji (której nie odważył się ogłosić żaden z jego poprzedników od ponad 700 lat).

Na ekranie możemy obserwować wiele aktorskich popisów duetu Anthony’ego Hopkinsa jako Papieża Benedykta XIV oraz Jonathana Pryce’a – papieża Franciszka. Dobrze prezentują się w chwilach poważnych rozmów, a jeszcze lepiej w pełnych humoru epizodów. Zresztą całość produkcji pełna dobrych dialogów i inteligentnych historii. Wiele tutaj wspomnień, retrospektyw czy chwil z młodych lat  Bergoglio w Argentynie. Do końca nie wiemy. ile z przedstawionych w filmie rozmów odbyła się naprawdę, jednak dobrze możemy tutaj poznać obu bohaterów i sami zweryfikować co mogło, lub nie, być prawdą.

Dwóch Papieży to bardzo dobrze przygotowany seans, który inteligentnie łączy dobrze nam znane fakty, z tymi, których możemy nie do końca być pewni. Zdecydowanie jest to popis dwóch aktorów, którym  towarzyszy wizualna perfekcja i fabularne smaczki.


Patrycja Strempel

piątek, 10 stycznia 2020


Jumanji: Następny poziom (2019)
Reżyseria: Jake Kasdan
Gatunek: Fantasy, Przygodowy
Premiera w Polsce: 27 grudnia 2019

Gdy tylko słyszymy o Jumanji przed oczami mamy poczciwego Robin Williams ze swoją wiecznie uśmiechniętą twarzą w kultowym już wręcz filmie. Rok 2017 przyniósł nam nieśmiałe odświeżenie, chwilami zabawną fabułę i obiecujące historie, ale również momenty rozczarowania. Podobnie jest i tym razem, gdy Jumanji wchodzi na Następny poziom, a my ponownie otrzymujemy przeciętne widowisko.


Jumanji: Następny poziom to przede wszystkim oferta rozrywki bez większych zobowiązań i zaangażowania. Powtórka z rozrywki, gdy grupa przyjaciół niespodziewanie wskoczyła do gry, z której muszą wydostać się bez utraty wszystkich żyć. Kolejny raz spotykamy zatem Marthę, Bethany, Fridge’a i Spencera. Przyjaciele po ostatniej przygodzie starają się utrzymywać kontakt, jednak gdy Spencer nie pojawia się na spotkaniu, odwiedzają go w domu, w którym spotkają jego dziadka z byłym przyjacielem. Dowiadują się również, ze kolega aktywował zniszczoną uprzednio konsolę i prawdopodobnie kolejny raz pokonuje zagadki w wirtualnym świecie. Chcąc mu pomóc, pozostali po chwili oporu ruszają na pomoc, w świat, który jak im się wydawało poznali. Tymczasem czekają na nich zupełnie nowe zasady, umiejętności i komplikacje, które staną się niemałym wyzwaniem.

Tym razem twórcy nie ograniczają się jedynie do czwórki bohaterów, a kolejne postaci gwarantują chwile dobrej rozrywki. Na swojej drodze spotykają jeszcze trudniejszych przeciwników i wymagające zagadki, a finałowa scena wygląda zacnie w świetle pospolitego scenariusza. Aktorsko nie uświadczymy tu większego zawodu, a twórcy w poprawny sposób odgrzewają wcześniej poznane motywy, które mogą im zagwarantować poziom odpowiedniego rozbawienia.     

Jumanji: Następny poziom to niezobowiązujące kino, gwarantujące chwile rozrywki, które szybko zapominamy po zakończonym seansie. Prezentuje poprawną historię, którą pewnie jeszcze nie raz, będziemy mieli okazję odkrywać.


Patrycja Strempel


środa, 9 stycznia 2019


Oni (2018)
Reżyseria: Paolo Sorrentino
Gatunek: Biograficzny, Dramat, Komedia
Premiera w Polsce: 28 grudnia 2018

Paolo Sorrentino – włoski mistrz wysmakowanych kadrów, trafionych metafor i magicznego klimatu- to twórca, który nie boi się sięgać po polityczne tematy. W epickim Boskim zgłębiał fenomen niezatapialnego Giulio Andreottiego, a w fenomenalnym serialu Młody papież obrazował kulisy walki o władzę i wpływy za murami Watykanu. Tym razem pozostał w politycznym klimacie swojej ojczyzny i sportretował Silvio Berlusconiego, kontrowersyjnego, przebiegłego, niebezpiecznie pewnego siebie i ogarniętego obsesją władzy biznesmena i polityka, który kilkakrotnie sięgnął nawet po stanowisko premiera Italii. I nakręcił film Oni.



W nowym dziele zdobywcy Oscara za Wielkie piękno początkowo śledzimy Sergio Morrę, pragnącego władzy i pieniędzy młodego biznesmena, który próbuje nawiązać znajomość z Silvio Berlusconim, aby przyśpieszyć swoją karierę. Oszczędności inwestuje w pełne młodych dziewczyn imprezy, którymi pragnie zaimponować medialnemu potentatowi i politykowi. Teledyskowy montaż, pełne słońca zdjęcia, pląsy roznegliżowanych młodych kobiet nad basenem to jednak tylko wstęp. Film zmienia tonację i staje się gorzkim obrazem o starzejącym się, choć nie potrafiącym się do tego przyznać Berlusconim. Trzykrotny premier Włoch jest postacią pełną charyzmy, w pewien sposób czarującą, ale też pozbawioną wszelkich skrupułów i raniącą wszystkich dookoła.

Oni miesza political fiction, biografię i nieco tabloidowej narracji, tworząc międzygatunkowy kolaż, któremu daleko do politycznych filmów, do których jesteśmy przyzwyczajeni. Paolo Sorrentino po raz kolejny sięga po biografię starzejącego się mężczyzny i obnaża jego kompleksy, problemy i wady. Tym razem jest to jednak o tyle gorzki film, że jego bohater kierowany popędami i kompleksem niższości rządzi wielkim krajem i mebluje jego polityczną oraz medialną scenę. Ważne tematy i charakterystyczny styl reżysera nie ratują jednak tego filmu od kilku wad. Na pewno nie służy mu poszarpana narracja i zmiana charakteru oraz tempa. Być może jest to wina tego, że do naszych kin trafiła znacznie skrócona względem oryginału wersja filmu. Aktorstwo też dalekie jest od tego, co widzieliśmy w poprzednich filmach Sorrentino. Toni Servillo w roli Berlusconiego, w charakteryzacji przypominającej popisy charakteryzatorów z Twoja twarz brzmi znajomi, zbyt często jest wyłącznie groteskowy, a reszta obsady wydaje się być strasznie wyniosła i pretensjonalna.

Paolo Sorrentino po raz kolejny tworzy pełen gorzkiej refleksji film w rytm popowych szlagierów. Choć tym razem wyszło mu niestety nieco gorzej niż zwykle, nadal to dzieło, które trzeba zobaczyć.



Daniel Mierzwa

wtorek, 2 stycznia 2018

Paddington 2 (2017)
Reżyseria: Paul King
Gatunek: Familijny, Komedia, Przygodowy
Premiera w Polsce: 29 grudnia 2017

Przygody niepozornego niedźwiedzia pochodzącego z Peru, lubującego się w marmoladzie i przystrojonego w czerwony kapelusz, ponownie witają na ekranach. Rzesze brytyjskich widzów są zachwycone, a reszta świata wraz z nimi zatapia się w ten pełen przygody film.


Paddington 2 to świetny prezent na zakończenie roku. Zapowiadająca się obiecująco kontynuacja, prezentuje się na iście wysokim poziomie, prześcigając nawet swoją poprzedniczkę. Uroczy miś zdążył się już zadomowić w Londynie i wraz z rodziną Brownów wiedzie spokojne życie. Sąsiedzi go uwielbiają, a energia jaką wokół siebie roztacza, wywołuje niemały uśmiech na twarzy. Jak to na dżentelmena misia przystało, z okazji zbliżających się urodzin cioci Lucy, Paddington postanawia zorganizować jej wyjątkowy prezent. Okazuje się nim być unikatowa książka, przedstawiająca największe zabytki Londynu, który ciocia tak bardzo chciała zobaczyć. Misi bohater postanawia spełnić marzenia Lucy i nazbierać pieniądze na ten wyjątkowo kosztowny prezent. Podejmuje się w tym celu wielu zadań, a humoru w prezentowanych scenach nie powstydził by się sam Jaś Fasola. Okazuje się jednak, że książką zainteresowany jest również podupadły aktor Phoenix Buchanan (Hugh Grant), który jednak pragnie wykorzystać ją do wzbogacenia się. W wyniku niespodziewanych komplikacji miś trafia niesłusznie oskarżony do więzienia, gdzie swoim urokiem będzie starał się zaczarować współosadzonych. W tym samym czasie rodzina Brownów będzie starała się uczynić wszystko, aby oczyścić misia ze wszelkich zarzutów.

Film ten to zdecydowanie gra humoru i świetnych postaci. Na ekranie świetnie prezentuje się Hugh Grant w roli aktora złoczyńcy, z lekką autoironią zakłada na siebie kolejne stroje, by umiejętnie zawładnąć sceną. Dobrze wypadają również Sally Hawkins jako pani Mary Brown, która w kolorowych strojach i z niepoprawnym optymizmem zrobi wszystko, by ocalić niedźwiedzia, a w wolnych chwilach ma w planach przepłyniecie z Anglii do Francji oraz Hugh Bonneville w roli pana Henryego Browna - lekko zgorzkniałego mężczyzny, który stara na nowo zbudować swój image,  z naciskiem na jego odmłodzenie.

Produkcja ta pełna jest ukrytych znaczeń i nawiązań, dlatego świetnie nadaje się zarówno dla młodych widzów, których zauroczy familijny charakter i pełne kolorów sceny, których nie powstydziłby się sam Wes Anderson oraz starszych, którzy zauważając ukryte znaczenia z aprobata pokiwają głowa nad aktualnością poruszanych kwestii.

Paddington 2 to pełen uroku i optymizmu film familijny z elementami intrygi, pościgów i przerysowania. Produkcja, która rozbawi, nie rozczaruje, a przy tym świetnie prezentuje się wizualnie. Obowiązkowa pozycja dla fanów dobrodusznego misia, którego Brytyjczycy tak kochają, może więc czas żeby i nas zauroczył?



Patrycja Strempel 

niedziela, 31 grudnia 2017

Dżungla (2017)

Reżyseria: Greg McLean
Gatunek: Thriller 
Premiera w Polsce: 22 grudnia 2017

Australijski reżyser Greg McLean sięgnął po lekturę książki autorstwa Yossiego Ghinsberga, izraelskiego podróżnika i nakręcił film Dżungla, który wbrew temu, co może sugerować nie jest filmem przyrodniczym, nic wspólnego nie ma też z animowaną podróbką Madagaskaru, która dobre parę lat temu pojawiła się w naszych kinach.


Trójka przyjaciół-podróżników pochodzących z różnych zakątów Ziemi skuszona wizją spotkania z nieznanym plemieniem i przeżyciem niezapomnianej przygody, wyruszają w podróż po boliwijskiej dżungli pod przewodnictwem Karla, sprawiającego wrażenie nieco szalonego, ale wiarygodnego przewodnika przez ostępy Południowej Ameryki. Męska przygoda szybciej niż myśleli stanie się próbą ich charakterów i walką o przeżycie w dziczy.

Dżungla zaczyna się niczym przygodowe kino z familijnym zacięciem. Jest męska przyjaźń, żądza przygód, odrobinka tandetnej egzotyki i narastające konflikty między bohaterami, a gdy te osiągają apogeum, bohaterowie zostają rozdzieleni, a kamera zaczyna podążać za Yossim. Wtedy przygoda zaczyna ustępować miejsca walce o przetrwanie, a rodzinne oglądanie przeradza się w festiwal obrzydliwości z wyciąganiem robaka ze znajdującego się na głowie pęcherza na czele. Ubrudzony błotem Daniel Radcliffe całkiem udanie pokazuje fizyczne cierpienie swojego bohatera, który znajdując się na granicy maksymalnego wyczerpania robi wszystko, aby przeżyć w zielonym piekle. Słabiej niestety wypada portret psychologiczny Yossiego i choć reżyser i scenarzysta robili wszystko, aby wypadł on przekonująco, to niestety nic z tego, a retrospekcje zamiast ubarwiać seans i dodawać nowych wątków, czy rozszerzać nasz obraz bohatera, jedynie budzą lekkie zażenowanie.

Reżyseria wydaje się zresztą największym problemem tego filmu. O ile zdjęcia, choć momentami nieco nadmiernie podkolorowane, są bardzo udane, muzyka trafia w punkt, montaż nie budzi zastrzeżeń, a obsada radzi sobie całkiem nieźle, to reżyser wydaje się nie końca być pewnym swojej pracy. Stosuje środki, które mogłyby się sprawdzić w tego typu kinie. Niestety używa ich albo w nietrafionych momentach, albo nadając im zbyt kiczowatego wymiaru, jakby nie wiedząc  czy chce nakręcić film familijny, przygodowy, czy może thriller z psychologicznym zacięciem osadzony w egzotycznej scenerii.

Dżungla to typowy przykład zmarnowanego potencjału. Interesująca, oparta na faktach historia mogłaby być świetnym punktem wyjścia, gdyby reżyser wiedział, w którą stronę chce iść. Greg McLean niestety jedynie błądzi.   


Daniel Mierzwa

sobota, 30 grudnia 2017

Jumanji: Przygoda w dżungli (2017)

Reżyseria: Jake Kasdan
Gatunek: Fantasy, Przygodowy
Premiera w Polsce: 29 grudnia 2017

Jake Kasdan słynie z przeciętnych komedii. Od Złej kobiety przez Sekstaśme, aż do najnowszej jego produkcji, w której zabiera widzów w poznany ponad dwadzieścia lat temu świat Jumanji.


Jumanji: Przygoda w dżungli lekko odświeża krainę gry, w którą już kiedyś mieliśmy okazję wpaść. Tym razem, początkowo Alex, później reszta bohaterów, idąc z duchem czasu odpalają tytułową grę na konsoli, która bez reszty ich pochłonie. Zamieniając się w wybrane przez siebie postaci będą mieli trzy życia, by przejść przez morderczą krainę, która z każdym krokiem będzie rzucała im wymagające wyzwania. Grupa dzieciaków ze szkoły, uczyni wszystko, by dokończyć rozgrywkę, a przy tym,  pomimo początkowych niechęci, będą musieli współpracować, by nie stracić kolejnych żyć.

Całość pozycji jest małym hołdem w stronę Robina Williamsa, którego losy nie zostały wymazane z tej magicznej krainy. Jednak sentymentalne gierki nie sprawiają, że film lepiej się ogląda. Młodzi aktorzy prezentują zdecydowanie przeciętny poziom, na szczęście nie poświęca się im wiele uwagi na ekranie. Samo przeniesienie się do gry Jumanji może lekko rozczarować, pomimo widowiskowej scenerii, bohaterowie po prostu wykonują swoje misje, by móc wbijać się na kolejne poziomy i je zakończyć. Jednak wartkości akcji na pewno dodają liczne pościgi, czy sceny walki, które momentami z humorystycznym akcentem kreują odpowiedni klimat. Dobrze na ekranie wypadają również aktorskie kreacje bohaterów z gry, będące antagonizmami do ich licealnych odpowiedników. I tak szkolny nerd staje się atletycznym przywódca, któremu twarzy użycza Dwayne Johnson, popularny futbolista zamienia się w niepozornego pomagiera, uczulonego na ciasto i tryskającego sarkazmem (Kevin Hart). Popularna szkolna gwiazda okazuje się łysiejącym naukowcem w średnim wieku (Jack Black), a outsaiderka – super laską z potencjałem na płatnego zabójcę (Karen Gillan). Twórcy zadbali, aby jak najmocniej uwidocznić wszystkie nastoletnie problemy, burze hormonów, czy trudne relacje. Zbudowali kino przygody, w które widz chętnie się zagłębia pomimo powtarzalnego motywu i akcji, by na koniec czuć się niepewnie słysząc odgłosy bębnów z ekranu.

Jumanji: Przygoda w dżungli to widowisko, które z sentymentem i z błyskiem w oku oglądamy, jednak niekoniecznie chcemy słyszeć, ze względu na polski dubbing, który nijak współgra z przedstawionym światem.


Patrycja Strempel


piątek, 29 grudnia 2017

Wojna płci (2017)

Reżyseria: Jonathan Dayton, Valerie Faris
Gatunek: Biograficzny, Komedia, Sportowy
Premiera w Polsce: 8 grudnia 2017

Duet reżyserski - Jonathana Daytona oraz Valerie Faris odpowiedzialny wcześniej za wiele razy nagradzany obraz Mała Miss kolejny raz podejmują się współpracy, by tym razem zajrzeć w świat sportu i pokazać historie, która wydarzyła się na prawdę. Twórcy sięgając za tenis przytaczają wielki pojedynek jaki rozegrał się powiedzmy Billie Jean King - ówczesną pierwszą rakieta świata oraz Bobbym Riggsem pozostającym na zasłużonej emeryturze tenisowym mistrzem świata.


Wojna płci prowadzona jest tak, aby jak najlepiej oddać ducha pojedynku bohaterów. Przy okazji jednak porusza ważne tematy równouprawnienia, czy seksualności, które w tamtych czasach były aktualnie popularne. Pokazuje zmaganie się Billie Jean King samej z sobą, która zagubiona we własnym ja zawzięcie walczy, by pokonać swojego przeciwnika. Jako zagorzała feminista nie boi się słownych potyczek, czy medialnej walki z Riggsem, będącym uzależnionym od hazardu, szowinistycznym, byłym mistrzem, który bezczelnie i z brakiem szacunku traktuje swoją przeciwniczkę.

Film ten to zdecydowanie gra przeciwieństw. Oparty na ciągłej walce i udowadnianiu sportowej wyższości, dający momenty wewnętrznych walk, jak i publicznych zmagań o własne prawa. Jasnym punktem przez całość produkcji pozostaje Emma Stone, która świetnie schowana za okularami i krótką grzywką kreuje postać bohaterki, którą charakteryzuje  wielka siła i ciągle wewnętrzne walki. Obok niej stojący Steve Carell również pokazuje klasę, jednak jego ciągle pajacowanie momentami już nuży i pozostawia nieprzyjemne wspomnienia. I właśnie na tym głownie oparta jest ta produkcja. Na momentach, za które należą się oklaski, ale i takich, o których chcemy szybko zapomnieć. Skupiając się w dużej mierze na tych złych, twórcy rozwijają wiele wątków, które chaotycznie pobrzmiewają na ekranie, nie ukazując wszystkich emocji, na których w głównej mierze powinien być zbudowany ten film.

Wojna płci to symboliczny manifest walki o swoje prawa. Dowód na społeczne nierówności, które umykają w ogólnym fabularnym niedopracowaniu.


Patrycja Strempel

środa, 27 grudnia 2017

Król rozrywki (2017)
Reżyseria: Michael Gracey
Gatunek: Biograficzny, Musical
Premiera w Polsce: 29 grudnia 2017
 
Musicale można kochać lub nienawidzić. Często pełne koloru, blichtru i nieokiełznanej energii mogą sprawiać radość i wgniatać w fotel, ale również niczym kołysanki uśpić seansem. Jednak konwencja prowadzona przez Michael Gracey, będąca lekką inspiracją życiem pierwszego showmana P.T. Barnuma, doprowadziły do dobrze prezentującego się przedstawienia, którego wartość nie pozwoli na nudę.
 
Tytułowym królem rozrywki jest P.T. Barnuma chłopak z nizin społecznych, syn krawca, który zakochuje się w arystokratycznej dziewczynie. Reżyser prowadzi widza przez najważniejsze wydarzenia z życia bohatera. Miłość, założenie rodziny i biedne życie, a w końcu założenie cyrku osobliwości. Na ekranie oglądamy liczne wzloty i upadki, a to okraszone jest śpiewem, tańcem i paradą dziwadeł. Budowanie relacji, rasowe podziały, czy społeczne wykluczenie - film pokazuje wiele wątków, a wszystko to z udziałem iście gwiazdorskiej obsady.
 
Film prezentuje wiele dobrego. W tym uzdolnionych bohaterów, tancerzy, śpiewaków, czy akrobatów, którzy przez cały czas utrzymują odpowiedni poziom emocji. Dobrze w swoich rolach prezentują się zarówno Zendaya jako akrobatka na trapezie, jak i Zac Efron - dramatopisarz z wyżyn, który odnajduje radość w świecie pełnym dziwaków. Widowiskowo prezentuje się również Hugh Jackman w roli tytułowego bohatera, w kolorowych strojach i z mnóstwem brokatu daje popisy na estradach.
Oczywistym jest, że fabularnie nie można oczekiwać od filmu fajerwerków. Pomimo, że prezentuje życie tak barwnej postaci jaka był P.T. Barnuma to zahacza jedynie o skromne wątki  z jego życia, które są świetnym pretekstem do wprowadzenia śpiewających bohaterów na scenę.
Król rozrywki to film, który zdecydowanie poprawia nastrój, swoim optymizmem zaraża, a kostiumami zachwyca. Swoją prostota i niewymagającą fabuła zapewnia sporo zabawy i wprowadza widza w ten musicalowy świat.
 
 
Patrycja Strempel


wtorek, 26 grudnia 2017

Na mlecznej drodze (2016)
Reżyseria: Emir KusturicA
Gatunek: Dramat 
Premiera w Polsce: 15 grudnia 2017

Emir Kusturica to prawdziwa legenda europejskiego kina. Urodzony w Sarajewie reżyser pokazywał skomplikowaną historię Bałkanów, która mieszała się w losy zwyczajnych ludzi, a wszystko w pełnej chaosu i żywej muzyki konwencji, która podbiła serca widzów, krytyków i innych twórców, w końcu jako jednemu z nielicznych udało się dwukrotnie otrzymać Złotą Palmę na festiwalu w Cannes. Jednak tak wysoka forma nie mogła utrzymać się długo, a jego filmom zaczęło brakować kunsztu jego wcześniejszych dzieł, aż sam twórca artystycznie zamilkł na osiem lat, aby powrócić obrazem Na mlecznej drodze.  

Wojna w Jugosławii, która zakłóca życie maleńkiej wioski powoli się kończy. Lokalny dziwak Kosta, który przed wojną był muzykiem trafia na swoją dawną miłość. Nazywana Panną Młodą kobieta trafiła do jego wioski z obozu dla wysiedleńców, aby zostać wydaną za mąż za Zagę, żołnierza-snajpera. Do małżeństwa z Kostą przygotowuje się jednak Milena, siostra Zagi. Po ataku na wioskę, który spowodowany był poszukiwaniami Panny Młodej, dawni kochankowie postanawiają razem uciec.
Wykreowany przez Kusturicę świat z początku przypomina ten, do którego przyzwyczaił nas w swoich filmach. To rzeczywistość pełna bałaganu, żywotnej energii, szlagierów i poczciwych, choć pełnych wad ludzi. Szybko jednak film nabiera baśniowej, niestroniącej od okrucieństwa, ale unikającej ckliwości, konwencji,  w której miłość pomaga pokonać wszystkie przeciwności, które stają na drodze kochanków. W każdej chwili Na mlecznej drodze nie traci tempa, energii i ciepła, które wydaje się wynikać zarówno z doświadczenia twórcy, jak i bohaterów. Spora w tym zasługa odtwórców głównych ról. Emir Kusturica sam siebie obsadził w roli Kosty, ale nie jest to popis egoizmu, co raczej jedynie świadomość tego, że bardzo dobrze rozumie bohatera, którego wykreował w scenariuszu. Monica Bellucci w roli Panny Młodej, jak w większości swoich ról jest po prostu Monicą Bellucci, jednak w tym filmie jej postać odarta jest ze wszelkiej sztuczności, tak, że na pierwszy plan wysuwa się jej ciepło i zmysłowość kobiety, która dobrze rozumie na czym kobiecość polega. To dzięki niej nawet najbardziej kiczowate sceny wydają się ujmujące.  
Na mlecznej drodze daleko jest do najlepszych dokonań Emira Kusturicy. Nie można tego filmu nazwać jednak rozczarowaniem, który tym razem nie prowokuje, a tworzy dojrzały, ale pełen młodzieńczego entuzjazmu manifest na cześć czynienia miłości, a nie wojny.


Daniel Mierzwa

poniedziałek, 25 grudnia 2017

Bright (2017)
Reżyseria: David Ayer
Gatunek: Fantasy, Akcja
Premiera: 22 grudnia 2017

David Ayer nie raz na ekranie pokazywał, że świetnie czuje się w policyjnych strzelaninach i pościgach, a jego poprzednie produkcje Dzień próby, czy Bogowie ulicy są  tego świetnym przykładem. Tym razem przy współpracy z Netflixem stworzył obraz, z jednej strony będący zbieraniną, a momentami wręcz kopia różnych filmów akcji, a z drugiej osadzając go w fantastycznej stylistyce jest ukłonem w stronę niezapomnianego świata Tolkiena, jednak w uwspółcześnionej wersji.


Bright jest opowieścią rozgrywająca się we współczesnej alternatywnej rzeczywistości, gdzie ludzie wraz z Orkami, Elfami, czy Wróżkami dzielą swoją codzienność. Dwóch policjantów Ward - człowiek (Will Smith) oraz Jakoby - pierwszy Ork w policyjnym mundurze (Joel Edgerton) współpracując będą musieli stawić czoło wrogom, którzy będą chcieli zdobyć magiczny przedmiot, który niespodziewanie znalazł się w ich posiadaniu. Razem z młodą elfijką podejmą walkę z nieprzychylnie nastawioną lokalną społecznością, skorumpowanymi funkcjonariuszami oraz tajemniczym bractwem.

Twórcy serwują obiecującą zapowiedź kolejnych części. Prezentują dobrze przemyślany świat, pełen podziałów i stereotypów, w którym najmocniejszym punktem jest jego wizualny odbiór. Zadbano o wyważone efekty, które zapewniają akceptowalny odbiór tego baśniowego świata. Poprawnie na ekranie prezentują się również Will Smith oraz Joel Edgerton w głównych rolach. Pomimo braku komizmu w ich postaciach oraz przepełnionych powaga dialogach całość nie prezentuje się przesadnie patetycznie, a jedynie buduje ich realizm.

Bright może nie jest filmowym arcydziełem, a reżyser będzie musiał zrobić jeszcze wiele dobrych produkcji, aby odkupić winy za Legion Samobójców, jednak  dzięki niemu pokazuje, że podąża w dobrym kierunku. Prezentuje dobrą alternatywę dla kinowych dzieł pełnych spektakularnych efektów, oferując wyważoną dawkę emocji,  zakończonych obiecującą zapowiedzią przyszłych wrażeń.



Patrycja Strempel 

sobota, 23 grudnia 2017

Pitch Perfect 3 (2017)
Reżyseria: Trish Sie
Gatunek: Komedia, Muzyczny
Premiera w Polsce: 22 grudnia 2017

Dziewczyny śpiewające a cappella powracają! Dobrze sprawdzająca się wcześniej historia po raz trzeci już błyszczy na ekranie, a wraz z nią bohaterki, które zdecydowanie dodają energii. Reżyserka stara się za wszelką cenę wyciągnąć to, co najlepsze z najnowszych hitów muzycznych i zapewnić godne pożegnanie dla dziewczyn z The Barden Bellas, jednak zatraciła ona przy tym entuzjazm, powtarzając nieumiejętnie sprawdzone schematy.  


Po sukcesie na Mistrzostwach Świata i zakończeniu studiów Bellas starają się wieść uporządkowane dorosłe życie. Okazuje się to jednak trudniejsze niż początkowo przypuszczały, a gdy spotykają się po dłuższym czasie i otrzymują propozycję ponownego wspólnego występu nie zastanawiają się długo i ruszają w międzynarodowe tournée. Występy dla amerykańskich żołnierzy stają się formą rywalizacji z innymi zespołami o zostanie supportem znanego DJa. Jest to jednak dopiero początek ich ostatniej przygody, a liczne wątki – które ledwo się zaczynają, a już osiągają swój punkt kulminacyjny, wprowadzają chaos w muzyczny świat dziewczyn.

Całość pozycji zapowiadała się obiecująco. Dla fanów poprzednich części będzie dobrą dawką energii, jednak ograniczoną do odgrzewania znanych już żartów z dodatkiem nowych hitów, nie tylko wykonywanych a cappella. Dla pozostałych widzów pozostanie jedynie lekką inspiracją popularnych filmów młodzieżowych – istnej mieszanki Camp Rock z High School Musical z niewielkim wątkiem kryminalnym.

Podobnie jak w poprzednich częściach na ekranie króluje Anna Kendrick, a inne dziewczyny z zespołu pozostają jedynie w jej cieniu, często nawet nie znamy ich imion. Jednak większy niż poprzednio udział ma Rebel Wilson, która zdecydowanie wprowadza sporo sytuacyjnego humoru, a sceny z jej udziałem – choć czasem przesadzone – dostarczają odpowiedniej rozrywki.

Jedynie poprawnie wypada strona muzyczna. Mogłaby być ona opatrzona większą ilością hitów, które razem z bohaterkami chciałoby się śpiewać z widowni. Twórcy ograniczają się jedynie do kilku wykonawców, oferując zaledwie kilka momentów, w których ta muzyczna produkcja dobrze wybrzmiewa z ekranu. Podobnie przeciętnie jest z wspomnianymi wcześniej bohaterkami, które w poprzednich częściach ewidentnie łączyły siostrzane więzi. Teraz ich relacje zostały delikatnie ograniczone, tym samym więzi zostały zgubione w czeluściach chaotycznego scenariusza.

Pitch Perfect 3 oferuje sporo zabawy momentami okraszonej zażenowaniem, innym razem dużą dawką humoru. Twórcom tym razem nie udało się umiejętne wyważenie scenariusza, a w nadmiarze wątków zgubili świetną muzyczną oprawę, za którą da lubić się poprzednie części z tej serii.


Patrycja Strempel



piątek, 22 grudnia 2017

Magiczna zima Muminków (2017)

Reżyseria: Ira Carpelan, Jakub Wroński
Gatunek: Animacja, Familijny
Premiera w Polsce: 22 grudnia 2017

Muminki oraz wykreowana wokół nich aura przez lata budowała sobie wierne grono odbiorców. Jednak większość z nich już wyrosła i porzuciła magiczny świat finlandzkich stworków, inni zaś nadal boją się Buki i kryją pod łóżkami. Dlatego też nikogo nie porywa zapowiedź nowej odsłony animacji, odgrzanej i odświeżonej po latach, by mogła swobodnie wpisać się w obecny profil widza - jednak nieumiejętnie.


Magiczna zima Muminków przybliża losy wszystkich znanych z tej opowieści bohaterów i spłata ich historie w zasypanej śniegiem krainie. Muminek wraz z rodzicami, jak co roku szykują się do zimowego snu, by po nim przywitać  uroki wiosny. Nie jest im jednak dane spokojnie zasnąć, wraz z przyjaciółmi będą po raz pierwszy szykować się na przybycie Gwiazdki. Święta Bożego Narodzenia w ich przypadku przybiorą formę tajemniczych działań i poszukiwań tradycji. Bohaterowie będą odkrywać swój indywidualny klimat świąt - strojąc choinkę, czy perfekcyjnie sprzątając swoje chatki.

Całość animacji wydaje się do granic poprawna, aby przypadkiem nikt nie został urażony seansem. Jednak sprawia to, że staje się ona momentami irracjonalna i perfekcyjnie nieznośna. Buduje świat, który nijak się ma z tym poznanym przed laty. Klasę jednaką prezentują aktorzy dubbingujący postaci, przebijając się przez falę nudy i nużący scenariusz.

Magiczna zima Muminków to przede wszystkim animacja ze świątecznym klimatem w tle, i znanymi bohaterami, o których nie warto zapominać. Jednak sposób prezentacji oraz realizacja sprawiają, że seans przestaje sprawiać przyjemność, a my zastanawiamy się jedynie dlaczego Mama Muminka śpi ze swoją torebką?!



Patrycja Strempel 

środa, 20 grudnia 2017

Co wiecie o swoich dziadkach? (2017)
Reżyseria: Sean Anders
Gatunek: Komedia
Premiera w Polsce: 1 grudnia 2017

W amerykańskim kinie stosunkowo często mamy do czynienia ze złymi komediami. Jeszcze częściej twórcy raczą nas złymi kontynuacjami, które desperacko umieszczają w świątecznej aurze i rzucają widzowi w twarz śniegiem i pseudo pozytywną energią. Podobnie jest i tym razem, gdzie kontynuacja losów bohaterów których historie poznaliśmy w filmie Tata kontra tata powinna być już dawno zapomniana Sean Anders - reżyser wyciąga ją z czeluści marnego kina i oferuje kontynuację na równie marnym poziomie.


Po zakończeniu ojcowskiego konfliktu Brad (Will Ferrell) oraz Dusty (Mark Wahlberg) dogadują się znakomicie. Dziećmi dzielą się niczym najlepszymi zabawkami, jednak bezkonfliktowo współpracują dla ich dobra. Pozytywne relacje zostają wystawione na próbę, gdy w domu bohaterów pojawiają się ich ojcowie, którzy te święta zamierzają spędzić wspólnie z nimi. Gdy ojciec Brada - Don (John Lithgow) pozostaje bezkonfliktowym, lekko ciamajdowatym starcem, któremu nie straszne jest okazywanie uczuć, tak ojciec Dusty’ego -  Kurt (Mel Gibson) jest typowym podrywaczem, którego urok błyszczy bardziej niż  choinkowe lampki. Obie rodziny wspólnie wyruszają by święta spędzić korzystając z Airbnb w pięknej śnieżnej scenerii. Tam ojcowie będą robić wszystko aby udowodnić swoje dobre stosunki, pomimo wielu utrudnień jakie spotkają ze strony Kurta.

Film niszczy wiele rzeczy. Do marnych można zaliczyć pomysł na scenariusz, jak i marne kreacje głównych bohaterów. Jednak najgorszy z tego wszystkiego jest polski dubbing, który prezentuje się na wyjątkowo niskim poziomie i podkreśla jedynie fakt, że poza animacjami i kilkoma komiksowymi wyjątkami w kinie dubbing to zło! Zawodzą zarówno tłumaczenia dialogów, jak i ich prezentacja, a głosy głównych bohaterów nijak pasują do wypowiadających je twarzy.

Tło filmu to oczywiście klasyczna komedia do złudzenia przypominająca te ostatnio oglądane w kinach. To przede wszystkim budowanie świątecznej atmosfery opartej na chaosie, czy trudnych relacjach rodzinnych, które z biegiem akcji rozrastają się do osobistych dramatów.

Co wiecie o swoich dziadkach? to pospolite nieporozumienie, które zostało zrealizowane by szerzyć marną formę rozrywki i pokazać, że nawet zmiana tytułu nie uratuje przed równie beznadziejną przeszłością.



Patrycja Strempel 

niedziela, 17 grudnia 2017

The Florida Project (2017)
Reżyseria: Sean Baker
Gatunek: Dramat
Premiera w Polsce: 22 grudnia 2017
 
Gwiazda Seana Bakera zabłysnęła z pełną mocą, gdy w 2015 nakręcił film Mandarynka. Nakręcony za pomocą iPhone’a tragikomiczny obraz o szukającej zemsty transseksualnej Sin-Dee stał się przebojem niezależnego kina, który jednak miał tyle samo zwolenników, co przeciwników. Nowy film amerykańskiego reżysera- The Florida Project ma szansę ich pogodzić.

Sześcioletnia Moonee mieszka z młodą, nie do końca radzącą sobie z życiem i rodzicielskimi obowiązkami matką na obrzeżach amerykańskiego Disneylandu w wymalowanym na fioletowo tanim motelu. Dziewczynka prowadzi dosyć szczęśliwe i beztroskie życie bawiąc się z przyjaciółmi, nie będąc świadoma, jak wielkie kłopoty ma jej matka, która za wszelką cenę szuka sposobu na utrzymanie siebie i córki.
Sean Baker pokazuję oblicze Ameryki, którego często w kinach nie widzimy. Choć Floryda to piękne, słoneczne i pełne barw miejsce, to bohaterowie filmu mieszkają w kolorowych slumsach bez większych szans na odmianę swojego życia. A wśród palm toczy się niełatwa egzystencja mieszkańców motelu, dla których każdy dzień jest wyzwaniem, a lista ich problemów nie należy do najkrótszych. Jednak mimo trosk dorosłych życie najmłodszych mieszkańców motelu upływa na zabawie, zwłaszcza, gdy trwają wakacje, a w powietrzu panuje gorąca atmosfera letnich psot.
Młoda obsada filmu jest wręcz skarbem The Florida Project. Grają oni tak naturalnie, że ma się wręcz wrażenie oglądania dokumentu czy reportażu, w osiągnięciu czego na pewno pomagają pozbawione wszelkiej sztuczności dialogi. Na czele dziecięcej obsady stoi grająca Moonee Brooklyn Price, która szczerze zasługuje na wszelkie pochwały, które dostaje od widzów i krytyków. Natomiast prym wśród dorosłej obsady wiedzie doświadczony Willem Defoe w roli Bobby’ego, który jest kierownikiem motelu, który choć mocno trzyma się panujących w nim zasad, to traktuje jego mieszkańców z sympatią i troską, na nikogo nie patrząc z góry, a stając się przy tym świadkiem wielu ludzkich dramatów. Trochę jak sam reżyser, który pokazując w The Florida Project świat społecznych wyrzutków i przegranych, gdzieś na marginesie Wielkiej Ameryki jaką znamy z mediów, robi to jednak bez oceniania ich, pokazując nie tylko ich tragedie, ale też wszystkie małe radości ich trudnego życia.

Pełny kolorów i światła The Florida Project to jednak przygnębiający obraz marginesu współczesnego społeczeństwa USA, pokazujący, że pod blichtrem Disneylandu i podobnych mu okolic czai się prawdziwe, zupełnie inne życie. A amerykański sen może też być koszmarem. 


Daniel Mierzwa