Szatan kazał tańczyć
(2016)
Reżyseria: Katarzyna Rosłaniec
Gatunek: Dramat
Premiera w Polsce: 5 maja 2017
Galerianki i
Bejbi blues to jedne z najbardziej
kontrowersyjnych polskich filmów ostatnich lat. Łączy je twórczyni – Katarzyna
Rosłaniec, której najnowszy film
Szatan
kazał tańczyć wchodzi do kin
i tak jak jego poprzednicy budzi kontrowersje.
Jest to składająca się ze sporej liczby, krótkich
scen opowieść o Karolinie, młodej pisarce, której debiut i dotychczas jedyne
dzieło pozwoliło na zdobycie popularności. Jej życie to podróż przedstawicieli
bohemy między mężczyznami przyprawiona narkotykami, alkoholem i cekinami.
Pierwszym, co rzuca nam się w oczy podczas seansu
tego filmu, i to już od pierwszych jego sekund, jest ciekawy wizualny styl.
Obraz ma kwadratową proporcję, operatorka kamery Virigini Surdej nie
unika zbliżeń ani ostrych kolorów, a wrażenie robi już prosta i stylowa
czołówka. Charakterystyczne są tutaj też kostiumy, które jak we wszystkich
filmach Katarzyny Rosłaniec, są pstrokate, błyszczące i mocno przegięte, niczym
stroje bohaterek
Piątego
elementu przeniesione na
polskie ulice. Choć nie zawsze są to ulice polskie, bo choć mamy tutaj pokryte
liszajami odpadających tynków fasady kamienic, retro szyldy sklepów i
ukochaną przez filmowców palmę na rondzie de Gaulle’a, to jest tu też, to
co polscy twórcy filmów ostatnio bardzo polubili (chociażby w
Jak całkowicie zniknąć Przemysława Wojcieszka), czyli Berlin,
jego neony, kosmopolityczny charakter i pełne punków metro.
Jeżeli chodzi o grę aktorów, to można mieć
mieszane uczucia. Główną rolę gra Magdalena Berus, która u tej reżyserki debiutowała
w
Bejbi blues, później na
wielkim ekranie można było ją zobaczyć w nie do końca udanych
Nieulotnych Jacka Borcucha. W
Szatan kazał tańczyć nie wznosi się ona na absolutne wyżyny
aktorskich możliwości, a jej charakterystyczny wyraz twarzy może nieco drażnić,
to można podziwiać ją za odwagę, gotowość zagrania roli, która na pewno dla
żadnej aktorki nie byłaby komfortowa. I mimo, że z tego wyzwania nie wychodzi
jako mistrzyni, na pewno nie poległa grając rolę Karoliny. Nie zawodzi drugi
plan. A brylują na nim cenieni polscy aktorzy. W szczególności Łukasz Simlat w
roli tkwiącego w skomplikowanym związku z Karoliną Marcina i fenomenalna Danuta
Stenka, która w roli matki głównej bohaterki ubrana w piżamę i kapcie jest
przekonująca i prawdziwa. Uwagę przyciąga uważana też za aktorskie objawienie
polskiego kina Marta Nieradkiewicz w roli szalonej Jagody, i nie mająca
też specjalnie skomplikowanej roli, ale piękna i eteryczna Hanna
Koczewska w roli Matyldy.

Znakomicie swoją rolę w filmie spełniają dialogi,
które są szczerze, brzmią bezpretensjonalnie i autentycznie, a nierzadko pełne
są, czasem brutalnego, poczucia humoru. Na tle innych polskich filmów wypadają
na duży plus i można zazdrościć twórczyni scenariusza talentu do ich układania,
Szatan kazał tańczyć to film o trudnym wchodzeniu w
dorosłość, poszukiwaniu swojej roli w życiu i społeczeństwie, odkrywaniu
własnych potrzeb w świecie pełnym pokus, w którym łatwo o używki czy
przypadkowy seks, znacznie trudniej o prawdziwe uczucie i szczere relacje. I
nie jest to temat odkrywczy czy kontrowersyjny. Taka jest jednak forma filmu.
Krótkie sceny i ekspresyjny montaż nie pozwalają się nudzić. Pełne świateł,
kolorów i dźwięków kadry dalekie są od tego do czego przyzwyczaiło nas polskie
kino obyczajowe. Sporo tu też scen seksu czy innych zachowań pod wpływem
alkoholu, a nie ma w nich ani śladu cenzury.
Szatan kazał tańczyć to kino odważne, szczere i nowoczesne, aż dziwne, że to
polski film, a nie europejska produkcja, która ze względu na tematykę i formę mogłaby
spokojnie znaleźć się w konkursie MFF w Locarno. Wymaga jednak od widza
skupienia i otwartości. A w zamian oferuje sporo materiału do przemyśleń.