niedziela, 4 października 2015

Chemia (2015)
Reżyseria: Bartosz Prokopowicz
Gatunek: Dramat obyczajowy
Premiera w Polsce: 2 października 2015

Za każdym razem, gdy zabieramy się za oglądanie filmu o chorobie i cierpieniu boimy się, czy nie będzie to epatujący smutnymi obrazkami wyciskacz łez, szantażujący emocjonalnie widzów każdą sceną. Dlatego z obawą zabraliśmy się za oglądanie Chemii Bartosz Prokopowicza.
Film jest inspirowany prawdziwą historią. Jesteśmy historią jak Lena (Agnieszka Żulewska) poznaje Benka (Tomasz Schuchardt) i co z tego poznania rodzi, w sensie przenośnym jak i dosłownym. Na przeszkodzie ich szczęściu staje jednak choroba Leny i wszystko, co ta za sobą niesie.
Problemem tego filmu jest brak zdecydowania. Reżyser chce za wszelką cenę pozbyć się z filmu zbędnej ckliwości, przez to ogranicza skupianie się na prawdziwych emocjach, a widzimy tu jedynie tylko slogany i wariackie akcje. Brak tu potrzebnych momentów wyciszenia. Mamy tu wiele dramatycznych momentów, które jednak tracą cały swój emocjonalny ładunek  w wyniku szalonego montażu. Film ten sprawia wrażenie melodramatu ucharakteryzowanego na komedię romantyczną.  
Jeżeli chodzi o aktorstwo to obsada filmu robi wszystko, co może. Agnieszka Żulewska nadaje Lenie wiele łobuzerskiego uroku, uwiarygodnia też wszystkie emocjonalne huśtawki bohaterki. Tomasz Schuchardt robi, co może w roli nieco infantylnego Bartka. Przez to ratuje go przez staniem się bohaterem jak z komedii.

Przez sposób narracji film przypomina bardzo długi teledysk lub przerośnięty, monstrualny zwiastun. Cieszy jednak, że wreszcie ktoś chciał opowiedzieć na ważne tematy w nieco inny sposób niż znany z filmów obyczajowych puszczanych w niedzielne wieczory. Nie jest to próba w pełni udana, ale należy się uznanie za odwagę. 



Daniel Mierzwa

niedziela, 20 września 2015

45 lat (2015)
Reżyseria:  Andrew Haigh
Gatunek: Dramat
Premiera w Polsce: 25 września 2015


Andrew Haigh dał się poznać jako reżyser wyczulony na punkcie międzyludzkich relacji i wszystkich niuansów, które nimi rządzą znakomitym Zupełnie innym weekendem.  Temat związków podejmuje też w swoim ostatnim filmie 45 lat.
Film skupia się na relacji Kate (nominowana do Oscara Charlotte Rampling) i Geoffa (Tom Courtenay) Mecerów, małżeństwa z długoletnim stażem. Podczas ich przygotowań do czterdziestej piątej rocznicy ślubu do męża trafia list, informują go w nim o odnalezieniu zwłok jego pierwszej miłości, które były zamarznięte w alpejskim lodowcu. Budzi to głęboką zazdrość żony.
45 lat to film o związku wystawionym na próbę. Ich relacja, wydawałoby się, że oparta na silnych fundamentach, zostaje narażona na szwank, gdy okazuje się, że w sercu Geoffa wciąż jest miejsce, dla dawnej miłości. Postawy bohaterów w tej sytuacji budzą w nas mieszane odczucia. Z jednej strony rozumiemy Kate i wiemy skąd bierze się je zazdrość.  Ale trochę też to, że boi się, że jej związek z mężem zniszczy coś, co miało miejsce już dziesiątki lat temu wydaje się nieco irracjonalne. Tak samo rozumiemy, że Geoffowi dawna ukochana nie jest obojętna, ale też jego usilne wracanie do przeszłości wydaje się dziwne.
Andrew Haigh zadaje pytania nie tylko o to, co może zaszkodzić związkowi, ale też o to, co oznacza być z kimś całe życie. Ustami Kate zastanawia się też jak przypadek, czasem brutalny, decyduje o naszym życiu.

45 lat to wyciszony, kameralny film o tym, jak buduję się związki, i jak przetrzymać kryzysy, mimo, czasem ogromnych, różnic.


Daniel Mierzwa

piątek, 11 września 2015


 Młodość (2015)
Reżyseria: Paolo Sorrentino
Gatunek: Dramat
Premiera w Polsce: 18 września 2015


Wielu widzów zarzuca Paolo Sorrentino przynudzanie, udawany artyzm i ukrywanie pod wyszukaną formą miałkości intelektualnej. Jest to jednak krytyka nieuzasadniona. To reżyser, który nie boi się kiczu, nawet naiwności a w każdym swoim filmie ma coś do powiedzenia. Jest też zawsze wierny swojej wysmakowanej filmowej poetyce.
Przedstawione wcześniej zarzuty pojawiały się też podczas premiery najnowszej produkcji Sorrentino- Młodości. Akcja filmu przenosi nas do luksusowego sanatorium dla elit w Alpach. W sielskiej atmosferze uzdrowiska poznajemy bohaterów. Jest nimi dwójka starszych panów, których łączy odwieczna przyjaźń. To Fred Ballinger (Michael Caine), kompozytor i dyrygent, przebywający na emeryturze, której nie chce przerwać, jest w stanie odmówić nawet Elżbiecie II, oraz Mick Boyle (Harvey Keitel), reżyser, który wraz ze swoimi współpracownikami próbuje napisać scenariusz do swojego kolejnego filmu. Czas w sanatorium spędzają na dyskusjach, często odnoszących się do ich stanu zdrowia, pełnych ironii i humoru. Na drugim planie mamy całą gamę ciekawych postaci, sobowtóra Maradony, hollywoodzkiego aktora (Paul Dano) cierpiącego z powodu tego, że jest znany tylko z jednej roli czy Miss Universe. Jest też córka Ballingera- Lena (Rachel Weisz) przeżywająca rozstanie z narzeczonym , który zostawił ją dla Palomy Faith (piosenkarka gra tu samą siebie).
Młodość oparta jest na prostym schemacie skonfrontowania młodości i starości. Sam pomysł nie jest zbyt odkrywczy, ale Sorrentino prowadzi wątki jednak w taki sposób, że poszukuje nie tego, co dzieli, unika konfrontacji tego, co młodzieńcze z tym, co dojrzałe. Buduje przestrzeń, w której zamiast konfliktu jedni uczą się od drugich. Skupia się też, co już charakterystyczne w jego filmach na przemijaniu i pogodzeniu z nim oraz na dojrzałości jako czasie pogodzenia się ze światem oraz z innymi ludźmi.
Niesamowite też w filmie są zdjęcia Luci Biagzziego. Idealnie ukazujący sielski klimat alpejskiego kurortu.
Młodość to film jakich mało, mądry i poważny, ale też utrzymany w takim tonie, że jego oglądanie to przyjemność. Nic tu nie męczy, a seans koi jak pobyt w górskim sanatorium.



Daniel Mierzwa

sobota, 5 września 2015

Intruz (2015)

Reżyseria: Magnus von Horn
Gatunek: Dramat
Premiera w Polsce: 9 października 2015


Magnus van Horn dał się już poznać szerokiemu gronu widzów jako współscenarzysta rozczarowującej Obietnicy Anny Kazejak. O ile tamten film pełen był niewykorzystanego potencjału, to długometrażowy debiut szwedzkiego reżysera po łódzkiej filmówce jest filmem intrygującym.
John (Ulrik Multhner) wychodzi z poprawczaka po odsiedzeniu kary z zabójstwo swojej dziewczyny, popełnione z nie do końca jasnych pobudek. Przy wsparciu swoich bliskich próbuje wrócić do swojego poprzedniego życia.
Powrót Johna zaburza jednak życie lokalnej społeczności. Chłopak musi zmierzyć się z uczniami swojej szkoły, do której wraca, wszyscy jednak pamiętają o tym czego dokonał i nikt nie zamierza mu wybaczyć, nawet dawny przyjaciel. Odtrącenie budzi w Johnie gorycz, żal, pojawia się u niego również strach przez odrzuceniem i samotnością. Jego pojawienie się po dwóch latach zaburza też funkcjonowanie jego rodziny. Dla swojego ojca i młodszego brata pozostaje zabójcą, nawet po odsiedzeniu kary, na ich relacjach i tak bardzo zimnych i zdystansowanych jest wyraźna rysa. Spowodowana być może nieprzewidywalnością działań Johna, zdolnego do dokonania każdego czynu.
Warte uwagi są w Intruzie zdjęcia Łuaksza Żala (nominowanego do Oscara za zdjęcia do Idy), niezwykle chłodne, idealnie pasujące do opowiadanej historii i miejsca w jakim się rozgrywa.
Wątpliwości może budzić sposób narracji, naszą litość budzi właśnie John- osoba, która dokonała zbrodni. A w roli tych, którzy budzą nienawiść reżyser umieścił, tych bohaterów, którzy reagują na niego agresją, nawet jeżeli mają ku niej powody. Zabieg ten służy po to, aby w naszych głowach pojawiły się pytania o to czy winny po odbyciu kary (nawet wydającej się nam absurdalnie niskiej jak w przypadku Johna) jest już wolny od swojej zbrodni, o to czy sprawiedliwość ma prymat nad ludzkimi odczuciami,  o to czy społeczny ostracyzm też jest formą kary czy pokuty.
Intruz jest filmem, któremu pod względem realizacji nic nie można zarzucić, wszystkie elementy stanowią idealną układankę. Jest też filmem, który jak niewiele innych budzi w nas refleksję, wątpliwości i pytania o słuszność tez przedstawionych przez reżysera. A to niezwykły dar umieć pobudzić  odbiorcy swojego dzieła do jego krytycznej recepcji a nie bezmyślnego obejrzenia.


Daniel Mierzwa

sobota, 29 sierpnia 2015

W drugiej powieści Jonassona Ci, którzy czytali Stulatka, który wyskoczył przez okno i zniknął, znajdą to czego mogli się spodziewać- humor, akcję, barwne postaci, bogate historyczne tło i celne uwagi na temat polityki i społeczeństwa (i bombę atomową) . Dla tych, którzy pierwszy raz przy okazji tej powieści spotkają się z twórczością tego autora, będzie to lektura, od której ciężko będzie się oderwać.

Tytułowa analfabetka, która analfabetką długo nie pozostaje, jest na to zbyt bystra, odbywa szaloną podróż od południowoafrykańskich latryn epoki apartheidu do Szwecji- raju wszelkich imigrantów. W różnych epizodach towarzyszą jej bracia bliźniacy, z których jeden nie istnieje, młoda i gniewna rewolucjonistka i trzy niezbyt rozgarnięte siostry z Chin, a po piętach depczą agenci Mosadu.

Dla tych, którzy nie poznali Stulatka... ta powieść będzie literacką przygodą, po której na pewno będą chcieli więcej, a dla tych, którzy zetknęli się już z twórczością Jonassona będzie to powtórka z rozrywki (wiele podobnych wątków), ale z rozrywki pierwszorzędnej.



Analfabetka, która umiała liczyć. Jonas Jonasson wyd. WAB

czwartek, 13 sierpnia 2015

Witajcie!

Lipiec już za nami, więc czas na nasze podsumowanie kinowe. Miesiąc ten obfitował w wiele premier, które chętnie oglądaliśmy w kinach i domach znajomych. Były bajki, komedie, trochę akcji i sci-fi. Może skusicie się, na któryś z tych filmów w te gorące wieczory. Zachęcamy do lektury.

Zaczniemy od bajki, która premię miała na sam koniec czerwca, i wtedy nie zdążyliśmy jej zobaczyć, a dla fanów animacji jest to fajne kino. Mianowicie Minionki.
W najnowszym filmie o tych przemiłych, żółtych rozrabiakach poznajmy, co się z nimi działo przed erą Gru. Jak przypadkowo niszczyły wszystkich swoich wcześniejszych przywódców. Trzej z nich – Kelvin, Bob i Stuart wyruszają w podróż, by odnaleźć nowego szefa, czy im się uda zobaczcie sami, a jeżeli mieliście już okazje oglądać piszcie jakie macie wrażenia :) Dla nas 7,5/10


Kolejną animacja, a zarazem ostatnią w naszym lipcowym zestawieniu jest W głowie się nie mieści. Najnowsza produkcja Pixara, która podbija serca najmłodszych. Opowiada historię Riley, która w raz z rodzicami przeprowadza się do San Francisco. Oczywiście bohaterką, jak każdym z nas kierują emocje – Radość, Strach, Gniew, Smutek i Odraza. Dzięki nim twórcy zabierają nas w nadzwyczajne miejsce – ludzki umysł. Polecamy, bajka nie tylko dla dzieci :) 8/10



Następny jest najnowszy Terminator: Genisys. Dla osób, które nie miały okazji zobaczyć poprzednich części zapewne będą to tylko niezrozumiałe sceny, zlepione w dwugodzinne widowisko. Dla fanów zapewne film, na który czekali z niecierpliwością. Trochę humoru, akcja, ale co najważniejsze efekty specjalne, bo w końcu jak inaczej Kyle Reese  miałby uratować matkę John’a Connor’a przed Terminatorem. 5/10


Idol – bo taki jest tytuł kolejnego filmu, to opowieść o muzyku, który wiódł szalone życie gwiazdy rocka, dopóki nie dostał zaginionego listu napisanego do niego przez  Johna Lennona i Yoko Ono. Inspiruje on go do zmiany swojego życia i odnowienia kontaktów z utraconą wcześniej rodziną. Przewidywalność tego filmu jest wręcz zabawna, ale i tak warto poświęcić na niego trochę czasu. 7,5/10


Gdy pomyśli się o niegrzecznym pluszowym misiu, który za sens swojego życia uważa narkotyki, alkohol i sex w naszych głowach nie tworzy się wizerunek Kubusia Puchatka, a Teda, którego kontynuacje można oglądać od lipca w polskich kinach. Ted 2 to lekka, momentami zabawna komedia dla dużych dzieci. Oglądajcie :)  7/10


Sens życia oraz jego brak film wyświetlany tylko w kinach studyjnych opowiada historię Árona, którego życie raczej sensu już nie ma, ale żeby od razu robić o tym film. Jego egzystencjalne problemy są aż momentami zabawne. Zobaczyłam ten film tylko ze względu na zielony plakat. 6/10


Ant-Man to kolejna ekranizacja komisu, tym razem super bohaterem staje się oszust wyposażony w kombinezon zmniejszający. Fajne efekty nie pozwalają, ani na chwilę oderwać wzroku od wartkiej akcji. Duże poczucie humoru głównego bohatera sprawia, że na filmie nie da się nudzić. Polecamy 8/10



Obiecujący plakat, cenieni twórcy z Czech i aktorka nagrodzona Złotą Palmą, każdy kinoman myśli czego chcieć tu więcej. A po seansie wrażenie, że to najgorszy film, na którym było się w tym roku w kinie- akcja warta jak rzeki podczas tegorocznej suszy, poczucie humoru na poziomie pękniętego worka stomijnego i najgorsza w życiu rola Kati Outinen. Po prostu gdyby nuda przyjęła postać filmu, byliby to „Klauni”.  5/10





A Wy jakie filmy obejrzeliście w lipcu, w czasie kiedy akurat nie byliście na plaży? Piszcie i komentujcie! 
#Amanda&Hubert

wtorek, 11 sierpnia 2015

Mały Książę (2015)
Reżyseria: Mark Osborne
Gatunek: Animacja, Fantasy, Przygodowy
Premiera w Polsce: 7 sierpnia 2015

"Mały Książę” w reżyserii Marka Osborne’a to niepospolita animacja. Reżyser w swoim dziele będącym historią opartą na powieść Antoine de Saint-Exupéry nie poszedł na łatwiznę. Zamiast dokładnie odwzorowanej przygody głównego bohatera widz otrzymuje świetnie poprowadzoną fabułę jedynie nawiązującż do literatury.

Film opowiada historię dziewczynki, której życie jest już dokładnie zaplanowane przez matkę. Gdy nie udaje jej sie za pierwszym podejściem dostać do wyszukanej szkoły, matka postanawia uczynić wszystko, aby udało sie jej to w kolejnej próbie. Tym samym młoda bohaterka zamiast wakacji ma ścienny grafik prezentujący każdą minutę jej wolnego czasu, który został skrupulatnie zagospodarowany. Jednak ku niepocieszeniu matki zaprzyjaźnią sięona ze starszym, ekscentrycznym sąsiadem pilotem, który opowiada jej historie małego księcia.

W filmie dokładnie prezentowane są jego dwie płaszczyzny. Jedna opierająca sie głownie na losach młodej damy, a druga ukazują małego księcia, jego róże i lisa oraz resztę perspektywy, która doskonale znana jest czytelnikom lektury.

Mały książkę to dobra animacja nie tylko dla najmłodszych widzów dzięki przesłaniu i morałom, jakie za sobą niesie. Jest równie świetnie wykonanym filmem łączącym techniki komputerowe z tradycyjną animacją poklatkową. Warta zobaczenia dla samego efektu końcowego.


"Dobrze widzi się tylko sercem, najważniejsze jest niewidoczne dla oczu"




Patrycja Strempel