Pokazywanie postów oznaczonych etykietą październik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą październik. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 28 października 2019


Boże Ciało (2019)
Reżyseria: Jan Komasa
Gatunek: Obyczajowy
Premiera w Polsce: 11 października 2019

Niewiele jest filmów, na które z niecierpliwością czekamy. Nowy Dolan, czy Woody Allen to zwykle pozycje obowiązkowe w naszych repertuarach, jednak wśród polskich produkcjii czasami ciężko o perełki, na które warto mieć czas. Tym razem było inaczej, a Boże Ciało budziło niemałe zainteresowanie od czasu pojawienia się na festiwalu w Gdyni oraz Wenecji


Boże ciało w reżyserii Jana Komasy jest historią opartą na prawdziwych wydarzeniach. Główny bohater – Daniel mając zaledwie 20 lat odnajduje swoje powołanie. Odsiadka w poprawczaku staje się dla chłopaka momentem duchowej przemiany. Ma on wielkie pragnienie zostania księdzem, jednak w jego sytuacji jest to niemożliwe. Zostaje skierowany do pracy w zakładzie stolarskim, jednak w ostatnim momencie decyduje się na zmianę decyzji i w toku dziwnego zbiegu okoliczności zaczyna udawać księdza w pobliskiej wsi. Prowadzi msze, spowiada, a lokalna społeczność zaczyna w niezwykłym zainteresowaniem przyglądać się nowemu duchownemu. Angażuje się on bardzo w życie i historię lokalnej społeczności, której tłem jest wielka tragedia sprzed kilku miesięcy.

Na ekranie bardzo dobrze prezentuje się obsada. Bartosz Bielenia w roli księdza znakomicie kreuje swoją postać. Jego twarz w każdym ujęciu przenikają niezliczone emocje, które widz odczuwa razem z nim. Współczujemy mu, ale także razem z nim chcemy walczyć o spokój mieszkańców. Doskonale prezentuje się również Aleksandra Konieczna, która jako niezwykle zaangażowana w kościelny obrządek bohaterka, buduje wokół siebie nastój ciągłej niepewności i surowości.

Najnowszy film Jana Komasy to kino niezwykle angażujące. Paradoksalnie proste, jednak niezwykle intymne i poruszające. Reżyser prezentuje niezwykle dojrzałe dzieło, które za sprawą ujmującego scenariusza oraz niezapomnianego klimatu pozostawia widza w osłupieniu na długo jeszcze po zakończeniu seansu.


Patrycja Strempel

sobota, 3 listopada 2018


Halloween (2018)

Reżyseria: David Gordon Green
Gatunek: Horror
Premiera w Polsce: 26 października 2018

Sezon na horrory rozpoczyna się wraz z coraz dłuższymi jesiennymi wieczorami i Halloween. Dlatego nie ma się, co dziwić, że w naszych kinach z każdym tygodniem przybywa takich repertuarowych propozycji. Ostatnią jest film z wytwórni Blumhouse, która zasłynęła z tchnięcia nowego ducha w ten gatunek – Halloween, który jest sequelem kultowego obrazu Johna Carpentera z 1978 roku. Tym razem za kamerą stanął David Gordon Green, amerykański reżyser, którego poprzednie filmy pokazywane były w konkursach głównych prestiżowych festiwali filmowych.

Czterdzieści lat minęło od masakry jakiej dokonał Michael Myers. Jego siostra Laurie, mimo upływu lat wciąż żyje w traumie, która niszczy jej relacje z bliskimi,  w swoim domu-twierdzy, gotowa w każdej chwili do wymierzenia sprawiedliwości za zbrodnie sprzed lat. Wkrótce okaże się, że pojawi się okazja, gdy podczas transportu do innego szpitala psychiatrycznego psychopacie udaje się zbiec. Kolejny raz zakłada upiorną maskę i zaczyna mordować.

Halloween chętnie i często odwołuje się do swojego poprzednika. Szczęśliwie odtwarza też klaustrofobiczną atmosferę oryginału. I dzięki temu film trzyma w napięciu. A poza tym pod względem fabularnym nie wyróżnia się niczym wśród slasherów jakich pełno. Za plus filmu na pewno można uznać główną bohaterkę. Laurie Strode to postać jakich w kinie mało. Kobieta po przejściach, której jedynym celem jest okrutna zemsta, a przy tym pewna siebie i gotowa do walki w obronie siebie i bliskich, z którymi relacje cierpią przez jej dawne przeżycia.

Halloween kopiuje scenariuszowe mielizny znane z innych przedstawicieli gatunku, a mimo to stara się pokazać przynajmniej bohaterki w innym niż zwykle w horrorach świetle. I przynajmniej dzięki temu wyróżnia się na tle charakterystycznej dla tego gatunków papki wypada lepiej.

Halloween to film, który nie odmieni historii kina, czy nawet gatunku, ale na okołohalloweenowy seans z dreszczykiem nada się jak najbardziej.


Daniel Mierzwa


niedziela, 28 października 2018


53 wojny (2017)
Reżyseria: Ewa Bukowska
Gatunek: Dramat
Premiera w Polsce: 19 października 2018

Wojna jest tematem, który zapewne nigdy nie opuści kina, jak i naszego świata. Ukazywana była już na wiele sposobów, a filmowcy prześcigają się w efektach, by jak najlepiej oddać jej charakter. Jednak sposób przedstawienia, jaki oglądamy w filmie 53 wojny jest zupełnie odmienny w stosunku do dobrze nam znanych. Bardziej subtelny, wycofany, jednak nadal dogłębnie poruszający.


53 wojny jest historią Anny (Magdalena Popławska), której codziennością jest oczekiwanie na męża - korespondenta wojennego (Michał Żurawski). Bohaterka również ma swoje pisarskie ambicje, jednak mąż nie chce zabierać jej w samo centrum wydarzeń i pozostawia z dziećmi w domu. Początkowo czas, który Witek spędza poza domem Anna poświęca głównie na zamartwianie się, jednak z każdym kolejnym wyjazdem emocje się gromadzą, a ona popada w swoistą histerie, która odbiera jej rozum i rozsądek. Panika króluje na pierwszym planie, jednak brutalność wojny nie oszczędza również tła historii, jakim są dorastające dzieci małżonków.

Paranoja i ogólny ból z minuty na minutę udziela się również widzowi. Pomimo, że wojenne sceny ogląda on jedynie razem z Anną na ekranie telewizora, a dźwięki strzałów i wybuchów słyszy w telefonie. Bohaterka bezpośrednio nie uczestniczy w tych pełnych grozy wydarzeniach, jednak przeżywa je równie mocno, jak żołnierze na froncie.

Debiutująca w pełnym metrażu reżyserka Ewa Bukowska jest cały czas obok Anny, w zupełnie odmiennych sposób przedstawia realia wojny, skupiając się na osobach pozostawionych przez żołnierzy w domach. Etapami zagłębia się w psychikę bohaterki, pokazuje, jak ta z biegiem wydarzeń i kolejnych wyjazdów popada w depresje i zespół stresu pourazowego. Jak z czasem przestaje pracować, a nawet zauważać swoje dzieci, skupiając się jedynie na oczekiwaniu na najgorsze wieści.
Film zyskuje na wartości dzięki kreacjom aktorskim. Doskonale prezentuje się Magdalena Popławska, która świetnie oddaje powoli zamykającą się w sobie bohaterkę, z traumą i zagubieniem wypisanym na ciele. Niezgorzej wypada Michał Żurawski jako Witek. On natomiast uzależniony od adrenaliny ciągle potrzebuje być w centrum wydarzeń, na nieszczęście Anny, nie tych rodzinnych. Z czasem nie zauważa nawet znacznie pogarszającego się stanu psychicznego żony, skupiając się na kolejnych misjach.

53 wojny w bardzo dobry sposób pokazują skutki konfliktów zbrojnych. Szczególnie chorobę i związane z nią niezrozumienie bliskich i rodzinne tragedie. Jest poruszającym obrazem upadającej kobiety, który niezaprzeczalnie skłania do przemyśleń i dalszych rozważań.


Patrycja Strempel

czwartek, 25 października 2018


Pierwszy człowiek (2018)

Reżyseria: Damien Chazelle
Gatunek: Biograficzny, Dramat
Premiera w Polsce: 19 października 2018

Damien Chazelle pomimo niewielkiej ilości filmowych produkcji, zdążył przyzwyczaić nas do ich szczególnego klimatu i wysokiej jakości. Podobnie, jak w poprzednich latach, tak i teraz, prezentuje kino bardzo emocjonalne i bez zbędnego efekciarstwa. Koncentruje się na historii i z godnością chwyta za kino gatunkowe.


Pierwszy człowiek w głównej mierze ukazuje życie Neila Armstronga – legendarnego astronauty oraz jego drogę do zrobienia pierwszego, księżycowego kroku. Film jednak nie ogranicza się jedynie do jego historii, ale także innych osób, którym można zawdzięczać ten sukces. Pokazuje ludzi z niezwykłą pasją, którzy w wyścigu o podbój Księżyca musieli pokonać nie tylko Sowietów, ale i negatywne głosy społeczeństwa. W całości historii Armstrong nie jest szczególnie wynoszony ponad resztę, ale to o jego codzienności dowiadujemy się najwięcej. Reżyser z niezwykłą wrażliwością porusza się przez dramat, jaki spotkał jego rodzinę, pokazuje jaką odwagą musiał się wykazać, by ruszyć na podbój kosmosu, nie zapominając przy tym o swojej żonie, synach i przedwczesnej śmierci córki.

W filmie nie zawodzi obsada. Ryan Gosling w roli Armstronga  prezentuje się bardzo dobrze, a towarzysząca mu Claire Foy, jako Janet – niezwykle silna i wspierająca żona bohatera, również nie zawodzi. Interesujący jest także sposób, w jaki odbywa się próba dotarcia na Księżyc, gdyż Chazelle do minimum ogranicza efekty specjalne, zamykając bohaterów w klaustrofobicznych, hałasujących, metalowych pudłach. Dzięki temu jeszcze lepiej zbudowane jest napięcie, strach emanuje z wyrazistych zbliżeń, a zwieńcza to wszystko nastrojowa, podniosła, lecz pozbawiona nadmiernego patosu muzyka.

Pierwszy człowiek to biograficzna historia Neila Armstronga – człowieka, którego powinien znać każdy, bo jako pierwszy postawił swoja stopę na Księżycu. Niesamowicie kosmiczny temat przynosi na myśl inne filmy, które w ostatnich latach błyszczały w kinach. Jednak produkcja Chazella jest zupełnie inna niż chociażby Grawitacja, czy Marsjanin i nie chodzi tu jedynie o jej fabularne podstawy. Reżyser oszczędza widzom kolejnych pięknych widoków galaktyki, ograniczając się pustki i strachu, jaki wywołuje, skupia się na ludziach i ich niezwykłych osiągnięciach, za które, niektórzy z nich zapłacili życiem.


Patrycja Strempel

niedziela, 14 października 2018


Jak pies z kotem (2018)

Reżyseria: Janusz Kondratiuk
Gatunek: Dramat, Komedia
Premiera w Polsce: 19 października 2018

Rodzinne historie zawsze sprawdzają się na ekranie. Dlatego reżyserzy często sięgają po biograficzne wątki dotyczące ich relacji z bliskimi. Tak też zrobił Janusz Kondratiuk, twórca kultowych Dziewczyn do wzięcia wziął na warsztat swoje relacje ze starszym bratem – Andrzejem, również znanym i cenionym reżyserem, który zmarł parę lat temu i tak powstał film Jak pies z kotem.



Janusz zostaje wezwany do mieszkania swojego brata, z którym nie utrzymuje kontaktów. Andrzej jest poważnie chory i już nigdy nie wróci do pełnej sprawności. Początkowo opiekuje się nim jego żona – mająca problem z alkoholem aktorka Iga Cembrzyńska. Gdy ta nie radzi sobie z odpowiedzialnością, Janusz wraz z żoną przejmują opiekę nad schorowanym Andrzejem.

Jak pies z kotem to intymna opowieść, która eksploatuje wątek trudnych relacji w rodzinie. Dopiero tragedia jest w stanie zbliżyć do siebie braci po latach sporów. Janusz mimo trudności i przy wsparciu oddanej małżonki Beaty staje na wysokości zadania jakim jest opieka nad cierpiącym bratem, a to pomaga im odbudować zaniedbane przez lata kontakty. Sporo tutaj też o poświęceniu i tego ile może kosztować. Dorosłe dzieci Janusza zaskoczone są, że może tyle wysiłku i czasu poświęcać opiece nad kimś, skoro są specjalne ośrodki, które są w stanie zapewnić pomoc. Podziwu godna jest też postawa Beaty, która właściwie nie zna Andrzeja, lecz gdy ten trafia pod jej dach jest w stanie, mimo tego, że nie jest jej łatwo, zacząć się z nim, z czułością i gotowością do podjęcia nieziemskiego wręcz wysiłku, opiekować. Jak pies z kotem mówi też o tym jak choroba wpływa na życie ludzi. W wyniku udaru Andrzej z dnia na dzień staje się niepełnosprawny i wymaga stałej opieki, jest zupełnie bezradny. A jego cierpienie udziela się wszystkim jego bliskim, ale tylko część z nich jest w stanie mu pomóc. Żona Andrzeja pomimo, że bezgranicznie go kocha, staje się zagubiona i bezradna wobec tej tragedii.

Spora zasługa w tym jak poruszający to film leży po stronie obsady. Cały obraz opiera się na czterech postaciach, którzy mistrzowsko są ogrywani przez znakomitych aktorów. Rafał Więckiewicz jest znakomity jako Janusz, u którego frustracja przeradza się w motywację do działania. Bożena Stachura jest tak pełna ciepła, że Beata w jej wykonaniu to postać, która jest niesamowicie wiarygodna. Olgierd Łukaszewicz w roli Andrzeja to prawdziwy popis dojrzałego aktora, który nie boi się trudnych ról, w których musi się mierzyć nie tylko z ogromnymi emocjami, ale też własną fizycznością. A Aleksandra Konieczna w roli Igi Cembrzyńskiej jest wręcz fenomenalna i mimo odgrywania tak oryginalnej postaci, ani przez chwilę nie zbliża się do granic parodii.

Nowy film Janusza Kondratiuka to boleśnie szczere i uczciwe kino, które dogłębnie porusza.



Daniel Mierzwa

czwartek, 11 października 2018


Venom (2018)
Reżyseria: Ruben Fleischer
Gatunek: Akcja, Sci-Fi
Premiera w Polsce: 5 października 2018

Fala filmowych adaptacji komiksów zalewa nasze kina i nie zamierza przestać. Dlatego właśnie na naszych ekranach wylądował kolejny obraz na podstawie obrazkowej opowieści – Venom w reżyserii Rubena Fleischera twórcy popularnego Zombielandu. Tytułowy bohater już raz zawitał na wielkim ekranie, gdy był czarnych charakterem w Spider-Manie 3. Nie był to jednak nazbyt udany film, dlatego wróg Człowieka-Pająka zyskał szansę na rehabilitację w pełnometrażowym filmie poświęconym wyłącznie jemu.



Eddie Brock jest dziennikarzem śledczym, jego kariera szybko gaśnie, gdy postanawia zadać serię niewygodnych pytań Carltonowi Drake’owi, młodemu prezesowi ważnego przedsiębiorstwa, które odpowiedzialne jest za katastrofę kosmicznego promu i śmierć astronautów. Gdy jego kariera gaśnie, związek się rozpada, a on pogrąża się w marazmie jako bezrobotny, zgłasza się Dora Skrith, pracownica Drake’a, której odzywają się wyrzuty sumienia. Wspólnie dostają się do laboratorium, w którym kobieta pracuje. Tam organizm Eddiego łączy się z symbiotem, tajemniczą formą życia z kosmosu, która okazuje się potężna, niebezpieczna, ale też obdarzona poczuciem humoru.

Venom to film, który jest tylko i wyłącznie filmową ekranizacją komiksu. Daleko tu od wizjonerstwa, nowatorstwa czy wirtuozerii, a całość pozostaje o krok w tyle za resztą obrazów z postaciami z komiksów.Nie pomaga tutaj pierwszorzędna obsada. Główną rolę gra Tom Hardy, którego gwiazda mocno świeci od dawna. A na drugim planie towarzyszy mu Michelle Williams jako Anne Weying, której rola mimo jej talentu i potencjału postaci, kobiety odważnej, gotowej do poświęceń, ale zagubionej we własnych uczuciach, dostaje tak mało ciekawych scen, że nie wnosi nic interesującego. Czarny charakter odgrywa Riz Ahmed, zdolny aktor, ale jego postać wydaje się być obita ze sztancy pozbawionych skrupułów rozczarowanych ludzkością szaleńców. Nic nowego nie wnosi też korzystanie przez reżysera ze sprawdzonych wzorców horrorów, ani budowanie schizofrenicznej relacji między Brockiem, a tytułowym Venomem.

Venom może być udaną rozrywką dla stęsknionym za tym bohaterem fanów komiksów i kreskówek o Spidermanie. Cała reszta będzie jedynie rozczarowana.



Daniel Mierzwa

poniedziałek, 12 marca 2018

Fantastyczna kobieta (2017)
Reżyseria: Sebastian Leilo
Gatunek: Dramat
Premiera w Polsce: 6 października 2017


Sebastian Leilo to chilijski reżyser dobrze znanym fanom artystycznego kina. Jego najnowszy film Fantastyczna kobieta, który zrobił furorę na zeszłorocznym Berlinale, ze względu na mocną konkurencję nie był faworytem do Oscara, nikt jednak nie mógł powiedzieć, że nie ma szans na tę statuetkę, którą ostatecznie otrzymał.

Marina spędza swoje urodziny ze starszym partnerem – Orlandem, jedzą kolację w sympatycznym lokalu, później oddają się czułością. Mężczyzna wkrótce po tym dostaje wylewu, a wystraszona Marina wiezie go do szpitala, gdzie ten umiera. Śmierć jej partnera staje się dla niej początkiem walki o swoją godność, ponieważ jego rodzina traktuje ją z podejrzliwością i niechęcią, która czasem przybiera wręcz formę nienawiści.
Okazuje się, że postawa jaką u krewnych Orlanda wywołuje Marina nie jest spowodowana tylko tym, że spowodowała ona rozpad jego małżeństwa. Przyczyną takie sytuacji jest to, że jest ona osobą transseksualną. Rodzina jej partnera próbuję ją wyrzucić z swojego życia, traktując jako perwersyjny epizod w życiu byłego męża i ojca. Natomiast przez policjantów Marina jest traktowana przez pryzmat stereotypów i znanych funkcjonariuszom przypadków ludzi, takich jak ona. Niewiele lepiej traktowana jest przez lekarza, który traktuje ją jak dziwaczny medyczny obiekt, fotografując jej ciało, skupiając się na jej fizyczności. Marinie przez to, że jest osobą transseksualną odbiera się godność, prawo do miłości i a jej obecność w społeczeństwie traktuje niczym wynaturzenie. A to wszystko zmusza ją do dosłownej walki o swoją godność, ale też prawo do miłości i żałoby po swoim ukochanym.
Sebastian Leilo w Fantastycznej kobiecie pokazuje opresyjne społeczeństwo, które bez mrugnięcia okiem pozwala na nienawiść do odmiennych jednostek, które wielu wycięłoby z panoramy swojego życia.  I choć kino queer pełne jest podobnych opowieści, mało kto potrafi opowiadać je w tak stylowy, pełny gęstej, niczym w thrillerze, atmosfery, poruszających scen i dialogów, jak chilijski reżyser.



Daniel Mierzwa

sobota, 4 listopada 2017

Zgoda (2017)

Reżyseria: Maciej Sobieszczański
Gatunek: Dramat, Wojenny
Premiera w Polsce: 13 października 2017

Okres końca II wojny światowej i początków kształtowania się nowej polskiej rzeczywistości po jej zakończeniu to czas traktowany po macoszemu w podręcznikach historii, mediach czy innych źródłach przekazów na temat polskich losów. Na szczęście są jednak filmowcy, którzy odważnie próbują przybliżać nam tamte lata. Częściej filmy te przybierały formę westernu jak choćby sensacyjne Prawo i pięść z 1964 czy znacznie nowsza Róża Wojciecha Smarzowskiego z 2011 roku. Natomiast Maciej Sobieszczański w tamtych trudnych latach osadził melodramat.

1945 rok, w Świętochłowicach funkcjonuje obóz Zgoda, dawny podobóz KL Auschwitz-Birkenau, do którego trafiają niemieccy mieszkańcy Śląska, czy po prostu wrogowie nowobudowanej socjalistycznej Polski. Wśród więźniów znajdują się Anna, która pracuje jako pielęgniarka w obozowym ambulatorium oraz Erwin, młody Niemiec, dezerter z Wermachtu, zakochany w dziewczynie. Wkrótce do pracujących w obozie strażników dołączą Franek, znajomy tamtej dwójki jeszcze sprzed wojny, któremu Anna też nie jest obojętna.
Twórcy stawiają na drodze do szczęścia bohaterów liczne przeszkody, nakazują im dokonywania licznych i trudnych wyborów. Franek musi zdecydować czy ważniejsze jest dla niego uczucie, czy pozostać lojalnym wobec przełożonych. Erwin będzie musiał zdecydować czy życie jego ukochanej jest ważniejsze niż życie innego człowieka. A okazuje się, że w tak trudnych czasach moralność nie zawsze się przydaje. Przerażające jest też samo tło tego tragicznego love story. Rzeczywistość obozu to dowód na słowa o tym, że zło rodzi zło. Wszystko, co ma tam miejsce jest zemstą za zbrodnie, zemstą, na tych którzy często byli zupełnie niewinni. Obóz Zgoda jest końcem przez lata budowanej na Śląsku zgody między zamieszkującymi go narodami.
Obozowa rzeczywistość pokazana jest w bardzo naturalistyczny, pełen brutalności sposób, nieraz sięgając po chwyty na granicy przesadnego pokazywania przemocy. A wszystko to skąpane jest w palecie szarości i zimnym świetle przypominającym zimowe Słońce. Dzięki temu filmowa rzeczywistość staje się bardzo przejmująca i jeszcze bardziej przygnębiająca.

Zgoda to film, który odważnie sięga po trudne karty z polskiej historii, z sukcesem opowiada poruszającą historię, a nie tylko odtwarza fakty. Miejscami jednak jest zbyt efekciarski w pokazywaniu okrucieństwa i nieco zbyt teatralnie zainscenizowany. 


Daniel Mierzwa

czwartek, 2 listopada 2017

Skazany (2017)

Reżyseria: Ric Roman Vaugh
Gatunek: Dramat, Thriller 
Premiera w Polsce: 27 października 2017

Aktorzy grający w Grze o tron zdobyli sporą popularność i niewątpliwie są gwiazdami popkultury. Niestety ich rozpoznawalność nie przekłada się na ich udział w dobrych i popularnych filmach, a mało kto z nich dostaje angaż w wartościowych obrazach. Nie udało się też zmienić tego Nikolajowi Coster-Waldau, który na ekranach kin pojawił się w Skazanym Rica Romana Vaugha.

Jacob prowadzi dostatnie i pozbawione większych trosk życie maklera giełdowego w kalifornijskiej Pasadenie. Jego uporządkowane życie lega jednak w gruzach, gdy siada za kierownicą po alkoholu i powoduje śmiertelny wypadek. Zostaje skazany na więcej lat odsiadki niż spodziewa się on czy jego żona. W więzieniu ze względu na własne bezpieczeństwo przyłącza się do grupy białych rasistów. W skutek konfliktu między rasowymi grupami trafia do innego ośrodka o zaostrzonym rygorze. Tam pod opiekę bierze go Bestia, potężny przywódca gangu. Jacob nie wie jak poważne może to mieć konsekwencje.
Ric Roman Vaugh, który ma na swoim koncie kilka niezbyt znanych filmów łączących sensację z psychologicznym zacięciem i egzystencjalnymi rozterkami w Skazanym porusza się tym samym tropem. Pokazuje trudne wybory, śmierć rodzinnych relacji, walkę o to, aby nie stać się ofiarą i wysokie koszty obrony własnej godności, między to wprowadzając brutalne i krwawe sceny przemocy. Wszystko to nie wypada jednak przekonująco. Wybory głównego bohatera często budzą nasze wątpliwości i nie pomaga im nawet charyzma Nikolaja Coster-Waldau, który robi wszystko by wypaść przekonująco, ale nie zawsze mu to wychodzi. Nie pomaga też w tym opowiadana na dwóch płaszczyznach czasowych fabuła, ponieważ buduje to zbytni dystans wobec całej historii i wprowadza tylko zamieszanie do dosyć prostej linii fabularnej. Problemem jest też to, że pomimo psychologicznego zacięcia reżyser ucina i nie rozwija żadnego z wątków, który mógłby być pod tym względem interesujący, Rodzinne relacje bohatera to kilka rozmów z żoną, jedna z synem oraz pisanie wzruszających listów pełnych złotych myśli. Tak samo relacja Jacoba z Howiem, młodym członkiem gangu, którego traktuje ostro i surowo, ale też nieco po ojcowsku, praktycznie się nie rozwija. Sporo czasu na ekranie zajmują natomiast wątki niepotrzebne, właściwie jak wszystkie dotyczące zajmująco się sprawą gangu policjanta Kutchera. Nie są one zupełnie potrzebne ani dla zrozumienia bohatera, an dla dobra akcji. Ich rozwlekłości nie może tłumaczyć tylko to, że grający Kutchera Omari Hardwck jest aktorsko najlepszy w całej obsadzie.

Skazany to film sensacyjny, którego reżyser chciał pokazać coś innego niż tylko krwawe, brutalne sceny, wytatuowane torsy i strzelaniny. Niestety efekt jest jedynie taki, że i tak w głowie pojawia się myśl gdzieś już to widziałem


Daniel Mierzwa

środa, 1 listopada 2017

Borg/McEnroe. Między odwagą a szaleństwem (2017)

Reżyseria: Janus Metz
Gatunek: Dramat, Sprotowy 
Premiera w Polsce: 27 października 2017

Filmy o sporcie mają się bardzo dobrze i chyba wszystkie dyscypliny zasłużyły sobie na kinowy hołd. Dlatego aż dziwne było, że tak popularny sport jak tenis nie doczekał się poważnego kinowego dzieła, a jedynym filmowym przebojem na jego temat była udana, ale daleka od wybitności komedia romantyczna Wimbledon z uroczą Kirsten Dunst i zabawnym Paulem Bettanym. Na trawiaste kort legendarnego londyńskiego klubu zabiera nas teraz również Janus Metz w Borg/McEnroe. Między odwagą a szaleństwem.  

Film Duńczyka opowiada o przygotowaniach do turnieju Wielkiego Szlema i finałowym starciu w nim dwóch wybitnych postaci tenisa - Szweda Bjorna Borga, wówczas już zawodnika uznanego za wybitnego i z imponującym sportowym dorobkiem, i Johna McEnroe, niewiele młodszego tenisisty, który dopiero co rozgościł się w światowej czołówce tej dyscypliny.
Choć to film sportowy, reżyser skupia się na psychice bohaterów. Bjorn Borg, z którego perspektywy pokazana jest większość akcji to postać na zewnątrz wydająca się oazą spokoju, choć w środku buzuje. Dzięki licznym retrospekcją widzimy z młodego buntownika, który dzięki pomocy swojego trenera bardzo szybko przeradza się w ikonę swojej dyscypliny i wielkiego mistrza, któremu dzięki licznym rytuałom i przestrzeganiu dziwnych zwyczajów udaje się trzymać na wodzy kłębiące się w nim emocje, choć nie pomagają w tym ingerujące w jego prywatność media i rozgłos. Mniej czasu poświęcone jest tutaj drugiemu tytułowemu bohaterowi, choć gdy tylko Shia LaBeouf jako John McEnroe pojawia się na ekranie natychmiast rośnie dynamika, ponieważ jego postać to chodzący żywioł. Ale też młody mężczyzna, który chciałby być traktowany jako prawdziwy sportowiec na miarę jego możliwości i talentu, a nie tylko enfant terrible świata tenisa. A całe psychologiczne portretowanie postaci jest bardzo udane ze względu nie tylko na dobrą grę aktorów, ale też odważny montaż, podkreślający, to co dzieje się w ich głowach, liczne zbliżenia i retrospekcje. Na uwagę zasługują też wydające się nam dziś zabawne stroje, ale idealnie odtwarzające modowe realia tamtej epoki.
Na miejsce w historii kina sportowego zasługuje przede wszystkim finałowa sekwencja finałowego tenisowego pojedynku. Mecz pełen był emocji, zwrotów akcji i napięcia, a na ekranie zostaje to w pełni oddane, i nawet jeśli zna się wynik tej historycznej konfrontacji, to z niecierpliwością i wypiekami na twarzy czeka się na to aż padną kończące ten wimbledoński finał słowa gem, set, mecz. I choć zwycięzca będzie tylko jeden, obaj zawodnicy wygrają coś dla siebie.
Borg/McEnroe. Między odwagą a szaleństwem  to całkiem udany film o duchu sportu,  rywalizacji i zwycięstwach nie tylko na korcie.


Daniel Mierzwa 

wtorek, 31 października 2017

Szklana trumna (2016)
Reżyseria: Haritz Zubillaga  
Gatunek: Thriller
Premiera na świecie: 11 października 2016

Czasem jakiś reżyser ma odwagę wprowadzić coś nowego do kina grozy, nie jest nim jednak debiutant Haritz Zubillaga, bo problemem jego produkcji Szklana trumna, jest dolegliwość, która dręczy większość horrorów i thrillerów - schematyczność i powielanie przez ich twórców zużytych trików na straszenie i budowanie napięcia. Przez to efekt daleki jest od ideału, a nawet przyzwoitej jakości rozrywki.

Główną bohaterką filmu jest Amanda, znana i ceniona aktorka. Wsiada do  luksusowej limuzyny, która ma zawieść ją na prestiżową galę, gdzie ma otrzymać nagrodę. Przejażdżka z szampanem w ramach poczęstunku staję się, jednak gehenną, gdy okazuje się, że samochód jest pułapką, a kierowca doświadczonym sadystą.
Szklana trumna pogrywa z elementami, które znamy z wielu innych filmów o sytuacjach bez wyjścia. Mamy tutaj tajemniczy głoś donoszący się z głośników i wydający budzące moralne opory ofiary polecenia, duszną, klaustrofobiczną atmosferę, wyglądającego niczym z nowoczesnego samolotu wnętrza limuzyny i motyw zemsty za krzywdy sprzed lat. Film jednak przegrywa grę ze sprawdzonymi chwytami, oferując tylko blade podróbki tego, co dobrze już znamy.
Niezbyt dobrze wypada też rola Paoli Bontempi, która robi wszystko, aby jak jedyna przez większość czasu na ekranie postać, przyciągnąć uwagę. Niestety ze względu na słaby scenariusz, całe jej wysiłki znoszą się do wygibasów i wicia się.
Największą wadą filmu i też najcięższym zrzutem jaki można wystosować wobec twórców filmu jest absolutny brak przerażenia podczas jego oglądania. Nie straszy tutaj zupełnie nic, to co mogłoby być upiorne jest zabawne. Zupełnie brak też jakiekolwiek napięcia, Szklana trumna szybko zaczyna się nudzić, a zamiast oczekiwać kolejnych wydarzeń, czekamy jedynie na końcowe napisy.
Szklana trumna to film, który jedynie męczy, nie oferując ani strachu, ani zabawy. A więcej współczucia mamy do siebie, że musimy to oglądać, niż do bohaterki, która została ofiarą sadystycznych porywaczy.


Daniel Mierzwa

niedziela, 29 października 2017

Thor: Ragnarok (2017)
Reżyseria: Taika Waititi
Gatunek: Fantasy, Przygodowy
Premiera w Polsce: 25 października 2017

Twórcy ekranizacji komiksów Marvela nie raz pokazywali, że najważniejsza jest dla nich widowiskowość i efekciarstwo. Po wielu bardziej i mniej udanych produkcjach powracają oni do losów nordyckiego boga piorunów Thora, by z jeszcze większym impetem wejść w mityczny Asgard, pełny nowych bohaterów gwarantujących niezapomniany spektakl fajerwerków. Początkowo przygodę z Thorem rozpoczął Kenneth Branagh – ostatnio widziany w Dunkierce, później Alan Taylor – znany z produkcji Gry o tron, by wreszcie dać szansę Waititiemu - reżyserowi, którego poczucie humoru, dystans oraz wyrazistość postaci od dawna budowały dobre kino, a jego Co robimy w ukryciu do dziś pozostaje na naszej liście najlepszych komedii.


Thor: Ragnarok od pierwszych scen buduje napięcie niczym ostatni Strażnicy galaktyki. Początkowo będący w niekorzystnej sytuacji bóg, w rytmie muzyki musi pokonać zaciekłego przeciwnika, by w glorii chwały powrócić na swoją planetę. Tam okazuje się, że jego dotąd zmarły brat, cudownie zmartwychwstał, a wylewane łzy i rozpacz okazały się niepotrzebne. Razem z wielkim come backiem Lokiego wracają niestety również problemy i nowy przeciwnikiem, którym okazuje się dawno zapomniana bogini Śmierci – Hela, która czerpiąc moc z Asgardu będzie chciała zawładnąć Wszechświatem. Pozbawiony swojego potężnego młota Thor zostaje uwięziony w odległej części Wszechświata, gdzie zmuszony zostaje do pojedynków gladiatorów, a jego pierwszym przeciwnikiem okazuje niezwyciężony Hulk – ulubieniec Arcymistrza oraz tłumów. W obliczu zagłady swojej planety bohater będzie musiał znaleźć sojuszników, którzy pomogą mu z walce z wymagającym przeciwnikiem, tym bardziej, że nadchodzi Ragnarok – mityczny koniec Asgardu i bogów.

Podczas seansu ma się wrażenie, że wszystko idealnie do siebie pasuje. Motywy muzyczne lat 80., które ostatnio staja się coraz popularniejsze w komiksowych ekranizacjach, w doskonały sposób podkreślają humor bohaterów. Zresztą całość produkcji zbudowana jest z gagów, czy komediowych popisów aktorów, w których odczuwalny jest dystans twórców do tego mitycznego świat. Wprowadzają oni również wiele nawiązań do innych produkcji Marvela, które pozwalają na osadzenie wydarzeń w odpowiednim czasie filmów uniwersum, puszczają również śmiało oko do wytrwałych widzów, którym nie straszne jest oczekiwanie na sceny po napisach.


Pozytywnie wypadają również aktorskie kreacje. Chris Hemsworth świetnie radzi sobie z bardziej komediowym obliczem, krótszymi włosami i mniejszą liczbą minut na ekranie, które zdecydowanie kradnie Tom Hiddleston jako Loki – powraca on w wielkim stylu, kolejny raz pokazując postać goniącego za okazjami i przekupnego rodzinnego błazna. Pozytywnie wypada także Oscarowa Cate Blanchett, z klasą i mrokiem w oczach jako Hela dąży do zawładnięcia światem, nie zapominając przy tym o złowieszczym uśmiechu. Bezbłędnie prezentuje się również sam reżyser, który użycza głosu kamiennemu kosmicie imieniem Korg, a wypowiadane przez bohatera dialogi to śmiały uśmiech w stronę widowni zainteresowanej poprzednimi produkcjami reżysera.

Thor: Ragnarok to kino rozrywkowe w czystej postaci, będące zarówno świetną kontynuacją, jak i podstawą do kolejnych superbohaterskich produkcji. Film pełen spektakularnych pojedynków, zabawnych, nieprzesadzonych dialogów i wizualnie perfekcyjnych miejsc. Kino nie pozbawione dystansu z efektami, które zdecydowanie robią wrażenie na dużym ekranie.


Patrycja Strempel












Za możliwość odwiedzenia mitycznego Asgardu dziękujemy kinu IMAX Cinema City Punkt 44 w Katowicach.

sobota, 28 października 2017

Patti Cake$ (2017)
Reżyseria: Geremy Jasper
Gatunek: Dramat
Premiera w Polsce: 20 października 2017

Nigdy nie wiadomo czego oczekiwać po reżyserskich debiutach. Jednak kino lubi zaskakiwać, a szczególnie te spod znaku festiwalu Sundance, który często pokazuje znakomite perełki warte uwagi. Podobnie jest i tym razem, a Geremy Jasper i jego świeżutka produkcja Patti Cake$ to kino niezależne wysokiej klasy.


Reżyser pokazuje z pozoru prostą historię dziewczyny, która wyjątkowo sprawnie radzi sobie ze składaniem rymów. Pozbawiona perspektyw do lepszego życia egzystuje w New Jersey wraz z niespełnioną muzycznie matką – pijaczką – fryzjerką oraz unieruchomioną z powodu choroby babcią z ochrypniętym głosem i ciętym językiem. W wieku 23 lat jej największym osiągnięciem jest praca w podrzędnym barze, co jednak nie wiąże się z wysokimi dochodami. Bohaterka natomiast pragnie spełniać się na scenie i jako królowa rapu zawładnąć całym rynkiem muzycznym. Nabiera pewności co do swoich umiejętności, gdy bez problemu niszczy konkurencje podczas jednej z freestylowych bitew. Razem ze starym przyjacielem Jheri, dopiero co poznanym ekscentrycznym Basterdem oraz babcią zakłada zespół, chcąc ruszyć za swoimi marzeniami, osiągnąć muzyczny szczyt obok swojego idola rapera O-Z.

Film ten prezentuje się świetnie od strony muzycznej. Teksty piosenek, będące czasami dialogami świetnie wybrzmiewają z ust Patricii Dombrowski, a jej energia i flow czuć jeszcze długo po seansie. Twórcy sprawnie łączą tu hip-hopowe bity zarówno z popularnymi radiowymi utworami, jak i piosenkami wykonywanymi przez matkę bohaterki. Pokazują marzenia, które nigdy nie zostały spełnione oraz te, które dopiero się kreują, przez co wprowadzają widza w pełen emocjonalności świat bohaterów, którym zdecydowanie chce się kibicować.

Jasnym punktem filmu na pewno jest Danielle Macdonald w roli tytułowej a.k.a. Patti Cake$, a.k.a. Killa P. Kreacja jej postaci jest świetnym połączeniem marzycielstwa z obawami. Dobrze odnajduje się ona w dosyć ekscentrycznej stylistyce, a przy tym rapem porywa tłumy. Brawa należą się również Bridget Everett (niedawno jeszcze paradowała w kostiumie jednorożca i miała wychodne razem z innymi mamuśkami), teraz jako Barb – matka głównej bohaterki, świetnie prezentuje się na scenie i w domowym anturażu bynajmniej niespokojnym.  

Patti Cake$ to porywająca opowieść, która w odpowiednich momentach zaraża optymizmem, by w innych wzruszać i kierować w stronę nostalgii. Festiwalowe kino spod znaku spełnionych marzeń z obskurnymi amerykańskimi ulicami w tle i bezbłędnymi rymami.




Patrycja Strempel



piątek, 27 października 2017

Ach śpij kochanie (2017)
Reżyseria: Krzysztof Lang
Gatunek: Kryminał
Premiera w Polsce: 20 października 2017

Polskie kino kryminalne nabrało rozpędu. Dopiero co na ekranach oglądaliśmy Jestem mordercą, teraz już film Krzysztofa Langa - Ach spij kochanie. Kolejne morderstwa i realia polskiego społeczeństwa z dawnych lat oglądamy coraz chętniej, jednak czy kino to ma jakikolwiek znak jakości?!


Ach śpij kochanie to historia związana z wydarzeniami, które miały miejsce w Krakowie w 1955 roku. W mieście i okolicach od kilku lat ginęli ludzie, jednak dopiero gdy młody śledczy Karski interesuje się sprawą udaje mu się połączyć ze sobą te zgony i znaleźć prawdopodobnie winnego. Okazuje się nim Władysław Mazurkiewicz – Piękny Władek, który cieszy się wielką popularnością na salonach, a jego liczne znajomości i powiązania sprawiają, że jest on prawie nietykalny. W toku dochodzenia, gdy milicjant znajduje się coraz bliżej prawdy, otoczenie staje się mniej przychylne. Znikają dowody, a przełożeni namawiają go do porzucenia śledztwa, wszystko okazuje się być ze sobą powiązane, a wyszukany styl, maniery i wielkie pieniądze oskarżonego kreują go na eleganckiego mordercę.

Przedstawiona przez twórców historia zdecydowanie miała ogromny potencjał. Przedstawia obraz zbrodniarza prawie doskonałego, jednak jego tożsamość znana jest już od pierwszych minut. Nie mamy tutaj żadnych zaskoczeń, budowania napięcia i emocji towarzyszących przy rozwiązywaniu zagadki razem z Karskim. Otrzymujemy pospolite kino, ewidentnie o zbrodni i karze, momentami z politycznymi grami, które pokazują brutalność systemu, czy znajomości.

Bez większego szału na ekranie również prezentuje się obsada. Pomimo, że spotykamy tu takie nazwiska jak Chyra w roli Pięknego Władka, Linda jako pełen cynizmu Major Olszowy, czy Jakubik jako pomocnik Karskiego (Schuchardt). Nikt nie zachwyca, a wręcz prezentują odtwórcze role, za wszelką cenę starają się wykreować postaci na styl zachodniego, czy klasycznego kina, jednak bezskutecznie.

Ach śpij kochanie to pozbawiony odpowiedniego tempa kryminał, historia pseudo kryminalna, która przeradza się w polityczny dramat. Zdecydowanie niewykorzystany potencjał postaci, której życiorys mógłby wykreować naprawdę dobre kino.


Patrycja Strempel