Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kwiecień. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kwiecień. Pokaż wszystkie posty

piątek, 4 maja 2018


Raz się żyje (2018)

Reżyseria: Nash Edgerton
Gatunek: Dramat, Komedia, Akcja
Premiera w Polsce: 20 kwietnia 2018

Do kin trafiła kolejna pozbawiona charyzmy i dobrze wykreowanych bohaterów komedia, która już od pierwszych chwil dowodzi swojej prostoty. Pomimo oczekiwań powodowych obiecująco prezentującą się obsadą, całość wypada jedynie transparentnie, a pozornie wielkie nazwiska oferują jedynie poziom poniżej swoich możliwości.


Raz się żyje to historia Harolda, z który pozornie wydaje się być zadowolonym ze swojego życia szczęśliwcem. Do czasu, gdy okazuje się, że ukochana żona go zdradza, przyjaciele knują za plecami, a pewna praca w korporacji to tylko złudzenie. Co gorsze dowiaduje się ukradkiem o możliwej upadłości firmy, a jego przyjaciel i szef koncernu Richard, dla którego Harold pracuje, wszystkiemu zaprzecza. Nasz bohater jednak nie daje się wciągnąć w kolejne gierki szefa i odkrywa spisek, które ten stworzył z równie przebiegłą Elaine. W ramach zemsty, na służbowym wyjeździe do Meksyku, pozoruje swoje porwanie, jeszcze nie przypuszczając, że i tak znajduje się w samym środku afery.

Filmowy niewypał Nasha Edgertona to przede wszystkim twór nierówny. Twórcy nieumiejętnie dawkują emocję, na siłę starając się zbliżyć poziomem do innych komediowych tworów, które się sprzedają. Jednak niekonsekwentnie prowadzona akcja i nadmiar niepotrzebnych bohaterów, sprawie pozbawiają film odpowiedniego tempa. Nie zachwyca również sam wątek porwania. Prowadzony jest bez większego zaangażowania emocjonalnego, przez co przestaje interesować, a jedynie nudzi, szkoda tylko, że opiera się na nim większość filmu.

Pomimo cenionych nazwisk w świecie kina, marnie na ekranie prezentuje się obsada. Gdy Charlize Theron i Joel Edgerton w rolach przebiegłych pracowników korporacji mają jeszcze łatwe zadania i na zmianę knują i wcielają w życie swoje niskolotne plany, tak David Oyelowo, jako Harold na swoich barkach niesie całość pozycji. Niestety aktor niespecjalnie wypada w tej komediowej roli, wypowiadając jedynie przeciętne żarty będące częścią zdecydowanie marnego scenariusza.

Raz się żyje to marna imitacja komedii z nutą kryminalnego wątku i niekorzystnego potencjału. Pozycja prezentująca ulotne chwile zabawy, które ustępują rozczarowaniu i nudzie.


Patrycja Strempel  

środa, 2 maja 2018


Avengers: Wojna bez granic (2018)

Reżyseria: Anthony Russo, Joe Russo
Gatunek: Akcja, Sci-Fi
Premiera w Polsce: 26 kwietnia 2018

Filmy Marvela od lat pokazują klasę. Pomimo nielicznych wpadek charakteryzują się perfekcyjnym prowadzeniem fabuły, wyważeniem akcji i poczuciem humoru na poziomie. Nie inaczej jest w przypadku nowej produkcji z cyklu Avengers, która stanowiła nie lada wyzwanie. Trzecia już odsłona bohaterskiego widowiska nie umniejsza pozostałym, a wręcz osiąga apogeum możliwości, brawurowo łącząc losy niemalże wszystkich postaci, które oglądaliśmy w pozostałych osiemnastu propozycjach.


Wojna bez granic stanowi świetne zwieńczenie i dopowiedzenie do pozostałych marvelowskich produkcji. Fabuła skupia się przede wszystkim wokół Kamieni Nieskończoności i Thanosa – wątków nieśmiało budowanych od samego początku. Antagonista naszych bohaterów poszukuje tych tajemniczych artefaktów, by wdrożyć w życie swój plan zniszczenia połowy Wszechświata. Dwa z sześciu kamieni kryte są na Ziemi – jeden w naszyjniku Doktora Strange’a, a kolejny jest częścią Visiona. Już od pierwszych scen widoczny jest rozmach całości produkcji, a kolejni wprowadzani bohaterowie nie wprowadzają chaosu, a jedynie kontynuują lub domykają wcześniej rozpoczęte wątki, by w odpowiednim momencie okazać się integralną częścią fabuły Wojny bez granic.

Twórcy w kolejnych scenach ocierają się niemal o perfekcję lawirując pomiędzy lekko irytującym już, jednak z klasą Tonym Starkiem podejmującym współpracę z Doktorem Strangem, Thorem spotykającym Strażników Galaktyki, czy Czarną Panterą, Hulkiem i masą innych dobrze skrojonych postaci. Pomimo natłoku bohaterów, narzekać możemy jedynie na zbyt małe poświęcenie czasu dla niektórych z nich, a nie na scenariuszowe opieszalstwo. Odpowiednio wyeksponowano również postać Thanosa, który dobrze reprezentuje cechy złego charakteru, a wszelkie wątki z nim związane, idealnie komponują się z odrębnymi bohaterskimi historiami.

Na pochwałę zasługują również efekty. Wiele w nich świeżości, a coraz to nowsze lokalizacje dobrze komponują się z licznymi wątkami. Świetnie widoczne są miliony zainwestowanych w powodzenie produkcji monet, którą można bez precedensu zaliczyć do udanych, bo z wyczuciem wyważoną. Niedosyt można jedynie poczuć w kwestii muzyki, która w porównaniu do tej z przygód Thora, czy Strażników Galaktyki wypada przeciętnie.

Avengers: Wojna bez granic to zdecydowanie pełne efekciarstwa widowisko będące świetną zapowiedzią nadchodzących premier. Pozornie oklepane postaci i żarty okraszone są niezawodną bohaterską świeżością, znaną jedynie Marvelowi.


Patrycja Strempel

sobota, 28 kwietnia 2018

Prawda czy wyzwanie (2018)
Reżyseria: Jeff Wadlow 
Gatunek: Horror 
Premiera: 20 kwietnia 2018

Mijają kolejne piątki,  kolejne porcje premier i kolejne horrory na ekranach naszych kin. Tym razem to Prawda czy wyzwanie, czyli wariacja na temat gry, która nie raz może mieć przerażające konsekwencje.

Olivia jest kujonką i na zimowe ferie planuje zaangażować się jako wolontariuszka, aby uczynić świat lepszym. Pod wpływem jej najlepszej przyjaciółki postanawia nieco zmodyfikować i wraz z grupą kumpli wyjeżdża na tydzień do Meksyku, aby zaszaleć. Na wyjeździe zajmują się głównie alkoholizowaniem oraz robieniem głupot. Gdy wycieczka już się kończy, Olivia poznaje Cartera, który oferuje dziewczynie i jej znajomym niezapomnianą imprezę. Okazuje się, że tak naprawdę zachęca ich tylko do zabawy w tytułową grę. A ta staje się początkiem prawdziwego koszmaru, ponieważ demon zmusza ich do mówienia tylko szczerej prawdy lub podejmowania wymagających, okrutnych wyzwań, ponieważ inaczej grozi im śmierć.
Prawda czy wyzwanie oferuje nam wszystko to, do czego przyzwyczaiły nas już inne horrory, czyli grupę stereotypowych bohaterów, których odgrywają aktorzy o talencie drewnianych kłód, problemy i dylematy mogące zrujnować życie bohaterów, które znoszą się głównie do spraw sercowych, brak napięcia, nudę i całkiem dobry pomysł, który został okropnie zrealizowany. A wszystko to podane jest w sposób, który powoduje, że zastanawiamy się, czy to na pewno horror, czy może jednak jakaś wariacja na temat High School Musical, tyle że bez piosenek i z postaciami, których działania są tylko przypadkowe i nie można ich nawet podejrzewać o cień rozsądku i racjonalnego myślenia. Z czym problem mieli też chyba twórcy scenariusza.
Prawda o tym filmie jest jedynie taka, że to słabiutki film, a wyzwaniem jest obejrzenie go bez ziewania.  




Daniel Mierzwa

niedziela, 22 kwietnia 2018

Wyspa psów (2018)
Reżyseria: Wes Anderson
Gatunek: Animacja, Komedia, Przygodowy 
Premiera: 20 kwietnia 2018

Niewątpliwy król świata wyobraźni, mistrz niebanalnego poczucia humoru i prawdziwy magik kina- Wes Anderson powraca z nowym filmem. I po raz drugi w swojej karierze sięga po animację i zabiera nas w wyrafinowany świat, który mógł narodzić się tylko w jego głowie.

Niedaleka przyszłość w japońskiej metropolii Megasaki nie wydaje się rajem dla psich przyjaciół człowieka. W wyniku epidemii psiej grypy i pyskowej gorączki decyzją burmistrza tego wielkiego miasta wszystkie psy mają zostać zesłane na ogromne wysypisko- Wyspę Śmieci. Pierwszą ofiarą okrutnego dekretu zostaje Ciapek, pies-ochroniarz Atariego, adoptowany przez burmistrza Kobayashiego chłopiec, który w wyniku katastrofy stracił najbliższych. Jakiś czas później chłopiec wyrusza na wyspę, żeby odnaleźć swojego utraconego kudłatego przyjaciela. Tam trafia pod skrzydła, a właściwie łapy, Wodza, Szefa, Reksa, Księcia i Króla, członków psiej społeczności, która utworzyła się na wielkim śmietnisku. Razem z nimi wyrusza w wyprawę, aby odnaleźć Ciapka. Tym czasem w Megasaki trwają badania nad lekiem na dręczące psy choroby, starania naukowców może przekreślić jednak opór władz miasta i śmierć profesora Watanabe, twórcy medykamentów i lidera opozycyjnej Partii Naukowców. Jednak grupa uczniów pod wodzą amerykańskiej uczennicy Tracy Walker nie chce dopuścić do realizacji planów ostatecznego rozwiązania kwestii psiej.
Wes Anderson to mistrz tworzenia szalonych światów pełnych czarnego humoru i niespodziewanych rozwiązań fabularnych. I Wyspa psów  potwierdza taki stan rzeczy. Tym razem zabiera nas do Japonii, lecz nie jest to Japonia rzeczywista, ale przefiltrowana przez jego wrażliwość, kulturowe kalki i stereotypy kraina z wyobrażeń. Mimo wszystko nie staje się pastiszem ani kiczowatą pocztówką. Jeśli nawiązuje do japońskich twórców, to tylko do mistrzów, z szacunkiem podchodzi do orientalnej kultury i samych Japończyków, którzy mieli spory udział w powstaniu filmu. Japońskie postaci mówią też tylko w ojczystym języku, co wzbudziło kontrowersje. Anderson zadaje w ten sposób pytania o istotę komunikacji, znaczenie język i możliwość porozumienia ponad językowymi podziałami. Sprawia też, że Wyspa psów, choć animowana i o zwierzęcych bohaterach bliższa jest rzeczywistości niż wiele innych filmów, bo przecież w prawdziwym świecie nie ma napisów, a komunikacja i tak jest możliwa, o ile tylko się tego chce. A przy tym rozlicza się z światem pełnym uprzedzeń, wykluczenia, poszukiwania wrogów i propagandy.
Wes Anderson kolejny raz tworzy pełne uroku dzieło, któremu jednak daleko do hollywodzkiego lukru. Wyspa psów nie jest najlepszym dziełem w jego dorobku, ale i tak to odtrutka na przesłodkie animacje, która przenosi nas w stylowy, mądry i często przezabawny świat.


Daniel Mierzwa

piątek, 20 kwietnia 2018

Ciche miejsce (2018)
Reżyseria: John Krasinski
Gatunek: Horror
Premiera: 13 kwietnia 2018

Seryjnie pojawiające się w naszych kinach horrory to zwykle niezbyt udane produkcje, które straszą jedynie potwornym scenariuszem, przypadkowymi aktorami i reżyserią osoby o błyskotliwości zombie. Dlatego każdy film spod znaku ekranowej grozy, który zapowiada udany seans, jest wyczekiwany zarówno przez fanów gatunku, jak i tych którzy za nim nie przepadają, a mają nadzieję zmienić zdanie. I tak do naszych kin trafiło Ciche miejsce w reżyserii Johna Krasinskiego, które przywraca nadzieję w to, że określanie horror nie musi równać się żenada. 

Rodzina Abbotów musi radzić sobie w świecie, w którym należy zachować ciszę, ponieważ każdy głośniejszy dźwięk przywabia mordercze istoty, gotowe zrobić krwawą sieczkę z źródła hałasu. Bohaterowie próbują przeżyć komunikując się na migi, używając liści zamiast talerzy i innych środków na ograniczenie wydawania głośnych dźwięków, a przy tym starają się jak najnormalniej funkcjonować w przerażającej rzeczywistości. Gdzie oprócz czających się morderczych potworów uporać muszą się z traumą po utracie syna i zagrożeniem, które może pojawić się wraz z narodzinami kolejnego dziecka.
John Krasinski funduje nam przerażający obraz o dusznej, pełnej, nieznośnego wręcz momentami, napięcia, które nie odpuszcza przez calu seans. A pozbawione przerażającego potencjału sceny rodzinnego życia są nieznośnie niepokojące, ze względu na pełna napięcia atmosferę wszechobecnego niebezpieczeństwa, a chwila nieuwagi może kosztować z życie całej rodziny. I choć nie mamy tutaj typowych dla horrorów z ostatnich lat scen pełnych krwi i odcinanych członków to Ciche miejsce tylko na tym zyskuje stając się obrazem przejmującym  i dogłębnie przerażającym, a nie tylko przerysowanym i komicznym, zgrabnie łącząc to, do czego przyzwyczaiły nas postapokaliptyczne horrory z scenami rodem z kina obyczajowego.
Ciche miejsce nie jest filmem idealnym, ale w zalewie gatunkowego byle czego, to kino wysokiej jakości, które może pochwalić się udaną realizacją,  świetnym montażem, zdolną obsadą i niebanalnym scenariuszem. To film nie tylko dla fanów horrorów, ale dla każdego, kto w kinie lubi napięcie.


Daniel Mierzwa

środa, 18 kwietnia 2018

Nigdy cię tu nie było (2017)
Reżyseria: Lynne Ramsay
Gatunek: Dramat, Thriller
Premiera: 13 kwietnia 2018

Lynne Ramsay, która zachwyciła fanów ambitnego kina szokującym Musimy porozmawiać o Kevinie, tym razem wraca do naszych kin z docenionym na zeszłorocznym festiwalu w Cannes thrillerem Nigdy cię tu nie było. I znów serwuje niełatwy seans dla tych, którzy nie boją wymagającego kina. 

Joe jest byłym agentem, człowiekiem do zadań specjalnych, który nie boi się żadnych wyzwań. Gdy ma zająć się wyciągnięciem nieletniej córki amerykańskiego senatora z rąk stręczycieli, zakłada kaptur, bierze do ręki młotek i wyrusza w nocne miasto. Dokonuje tam masakry. Okazuje się jednak, że zadarł z nieodpowiednimi ludźmi i wkrótce zaczynaja ginąć jego bliscy i współpracownicy. Joemu nie pozostaje nic jak pomścić umarłych.
Lynne Ramsay, choć wykorzystuje wszystko to, do czego przyzwyczaiły nas filmy tego gatunku, krew się leje, a okrucieństwo nie ma granic, to nie interesuje jej pokazywanie rzezi dokonywanej  przez samotnego mściciela, a jego psychika i wszystko, co dzieje się w jego głowie. Pełen traum i narażony od dzieciństwa na kontakt z okrucieństwem i brutalnością, jedynie dzięki relacji z matką utrzymuje się  jeszcze na powierzchni życia. Demony z przeszłości zarówno jednak niszczą jego życie, jaki motywują do codziennej walki.
Lynne Ramsay kolejny raz tworzy przepełniony gęstą atmosferą, poruszający film, który dzięki znakomitym, klimatycznym zdjęciom Thomasa Townenda i hipnotyzującej muzyce, znanego z Radiohead, Bruce’a Greenwooda i, przede wszystkim, mistrzowskiej kreacji Joaquina Phoenixa, który w pełni oddaje portret psychologiczny walczącego z rezygnacją Joego.
Nigdy cię to nie było to poruszający thriller daleki od gatunkowej sztampy, który potwierdza, że Lynne Ramsay to jedna z najciekawszych postaci brytyjskiego kina.


Daniel Mierzwa

niedziela, 15 kwietnia 2018

Piotruś Królik (2018)
Reżyseria: Will Gluck 
Gatunek: Animacja, Familijny 
Premiera: 13 kwietnia 2018

Bajki Beatrix Potter w Wielkiej Brytanii mają status wręcz kultowy, a popularne są na całym świecie, dzięki sympatycznym bohaterom, porywającym historią i pięknym ilustracjom autorki.  Nieraz były one ekranizowane. I tak do naszych kin trafia filmowa opowieść o Piotrusiu Króliku, chyba najbardziej znanym bohaterze opowiastek pani Potter.

Piotruś Królik po śmierci rodziców został głową króliczej familii, w której skład wchodzą jego siostry-trojaczki i kuzyn. Ich głównym zajęciem są próby zdobycia pożywienia z ogrodu starego McGregora, który nie jest raczej przyjacielem tych sympatycznych gryzoni i nie zamierza ułatwiać im prób splądrowania jego ogrodu. Aż pewnego dnia umiera, a króliki szybko przejmują władzę nie tylko nad jego skrawkiem ziemi, ale i domem. Sielanka królików nie trwa długo. Bo wkrótce do wiejskiego domu przyjeżdża jego spadkobierca- zwolniony z pracy bratanek pana McGregora. Szybko ogranicza spody wejścia królików na swój teren i nie zawaha się użyć żadnych środków, aby się ich pozbyć. Nie potrafi tego zmienić Bea, jego urocza sąsiadka, malarka i wielka przyjaciółka królików, w której ten szybko z wzajemnością się zakochuje.
Choć to film dla dzieci sporo w nim przemocy, bo zarówno starszy czy młodszy przedstawiciel rodziny McGregorów, jak i same króliki pozwalają sobie na naprawdę wiele w swoim konflikcie. Wszystko to wzięte jest w jednak w nawias bajkowej łobuzerki i uniknięto dzięki temu drastycznych scen. A w  całej opowieści znacznie więcej jest poczucia humoru i ciepła, a przy tym brak sztucznych wzruszeń i plastikowego sentymentalizmu, nawet w nieco przewidywalnym wątku o miłości Tomasza McGregora i Bei. A wszystko to zmierza do morału o tym, że miłość, przyjaźń, rodzinne więzi pomogą pokonać wszelkie problemy, które zazwyczaj wynikają braku zrozumienia i wzajemnego szaunku.
Piotruś Królik to pełna wigoru opowieść dla młodych widzów, która nie sili się na zadowalanie dorosłych widzów, dzięki temu broni się swoją sympatyczną atmosferą, bezpretensjonalnym żartem i wartką akcją. To film nie tylko dla małych łobuzów.


Daniel Mierzwa

sobota, 14 kwietnia 2018

Twarz (2017)
Reżyseria: Małgorzata Szumowska
Gatunek: Dramat
Premiera: 6 kwietnia 2018

Małgorzata Szumowska kolejny raz pojechała ze swoim filmem na Berlinale i znów wróciła stamtąd z nagrodą. Nagrodzony przez jury pod przewodnictwem Toma Tykwera film Twarz jest już w naszych kinach i możemy sprawdzić, co urzekło w nim berlińskich jurorów. 


Twarz to historia Jacka, młodego mężczyzny, fana metalu pracującego przy budowie wielkiego pomnika Chrystusa, którzy próbuje ułożyć swoje dorosłe życie. Ma pracę, narzeczoną i typową dla polskich filmów rodzinę,  gdzie nikt nie stroni od alkoholu i złośliwości. Jego świat załamuje się, gdy w wyniku wypadku przy pracy traci swoją twarz, a dzięki przeszczepowi dostaje nową. Szybko staje się kimś w rodzaju celebryty. Popularność nie jest w stanie jednak pomóc mu uporać się z sytuacją, w której się znalazł. Narzeczona zostawia go, bliscy, za wyjątkiem w pełni oddanej pomocy mu siostrze oraz dziadka, czują niepokój w jego obecności i trzymają się na dystans. 

Małgorzata Szumowska rozbudziła apetyty fenomenalnym Body/Ciało. Niestety Twarz nie jest filmem tak udanym. Bardzo tutaj trafionego czarnego humoru, który budzi żywiołowe reakcje widzów, poruszająca jest sama historia o ludzkiej tragedii i darze jakim jest nowe życie, które wcale nie okazuje się proste. Nie zawodzi też obsada z Mateuszem Kościukiewiczem w roli Jacka i znakomitą Agnieszką Podsiadlik w roli jego siostry. Ciekawe i piękne są zdjęcia Michała Englerta, które mistrzowski budują klimat. Niestety całość już od samego początku przesiąknięta jest tabloidową atmosferą. I to nie tylko ze względu na chwytliwe tematy i powielanie stereotypów, ale też na częste zmiany wątków i porzucanie ich nim w pełni się rozwiną, niczym artykuły w brukowcach, które składają się z przyciągającego uwagę tytułu i zaledwie kilku zdań. Całość, pomimo wad, ogląda się jednak dobrze, a reżyserka dba o tempo i, o to aby w filmie nie zabrakło, jednak prawdy o współczesnej Polsce i Polakach. 

Choć Twarzy daleko do najbardziej udanych obrazów Małgorzaty Szumowskiej, to i tak można ze spokojnym sumieniem wybrać się na seans tego filmu. 


Daniel Mierzwa

środa, 11 kwietnia 2018


Tomb Raider (2018)
Reżyseria: Roar Uthaug
Gatunek: Przygodowy
Premiera w Polsce: 6 kwietnia 2018

Lara Croft, kultowa postać z gier i filmów, powraca. Tym razem na ekrany z kin z twarzą nagrodzonej Oscarem Alicii Vikander w Tomb Rider wyreżyserowanym przez Roara Uthauga.


Mija już 9 lat od zaginięcia Richarda Crofta, ojca Lary, który wyruszył na poszukiwanie grobowca legendarnej japońskiej władczyni Himiko. Kobieta wciąż jest przekonana, że jej tata żyje i po tym, gdy odnajduje notatki Richarda, wyrusza na cieszącą się złą sławą wyspę Yamatai, gdzie jak okazuje się, poszukiwania grobowca prowadzi też tajemnicza firma Panta. Na wyspie Lara zostanie wystawiona na nie jedną próbę, gdzie będzie musiała potwierdzić swoją odwagę i siłę.

Tomb Rider to film, którego akcja opiera się na tym, że główna bohaterka ucieka lub kogoś goni, prezentując przy tym nadludzką siłę, brawurę i odporność na wszelkiego rodzaju ciosy. Cała fabuła jest jedynie szczątkowa, a portrety psychologiczne postaci potraktowane zupełnie, po macoszemu, przez co ciężko przejąć się losami bohaterki. Ogląda się to niczym grę komputerową, w której ktoś inny kieruje postacią. Słabo wypadają też efekty specjalne, które robią tandetne wrażenie. Żałosnego obrazu całości dopełniają przegięte, nierealistyczne sceny, choć wiadomo, że kino przygodowe to nie słynie z realizmu, w tym filmie wygląda to blado, bo nie czuć żadnego dystansu ze strony twórców. A o tym jak wciągający jest to film, niech świadczy to, że widzowie po godzinie seansu zaczęli przeglądać wszystkie możliwe portale społecznościowe, a nawet dzwonić przez telefon.

Tomb Rider to kolejny zły film, którego celem jest zarobienie kolejnych pieniędzy na znanej już historii. To prawda, że twórcy próbują stworzyć tutaj origin Lary Croft, ale zupełnie im to nie wychodzi i stworzyli filmowe byle co, które nie zostaje w głowie ani minuty po skończonym seansie.


Daniel Mierzwa

sobota, 7 kwietnia 2018


Player One (2018)
Reżyseria: Steven Spielberg
Gatunek: Przygodowy, Akcja, Sci-Fi
Premiera w Polsce: 6 kwietnia 2018

Steven Spielberg to reżyser znany chyba każdemu bo od lat tworzy filmy, które wchodzą do kanonu popkultury. W końcu to bohaterami jego filmów byli E.T. czy Indiana Jones. Dlatego wielu z wypiekami na twarzy czekało na jego ekranizacje napakowanej odniesieniami do kultury masowej, niczym keks bakaliami, powieści Player One Ernesta Cline. Z jak efektem możemy zobaczyć w kinie.


Wade Watts mieszka z ciotką i jej nieudolnym partnerem w slamsach przypominających piętrowe złomowisko w amerykańskim Columbus. Jego życie to jednak nie problemy biedoty, a wirtualna rzeczywistość zwana OASIS. Tam każdy mogę być kim tylko chce, kryjąc się pod wybranym awatarem i robić tam, co zechce. W świat wirtualnej zabawy wkrada się jednak poważna rywalizacja, gdy twórca OASIS umiera i pozostawia do odnalezienia trzy klucze. Ten, kto je odnajdzie zostanie właścicielem całego wirtualnego świata OASIS. Wade, pod postacią swojego awatara- Perzivala, wraz z grupa dawnych, jak i nowych przyjaciół z wirtualnej rzeczywistości musi zacząć walczyć nie tylko o swój sukces, ale tez o wolność innych graczy i właśnie życie.

Steven Spielberg raczył nas ostatnio politycznie zabarwionymi i pełnymi patosu dramatami, które jednak nie były dziełami na poziomie, którego moglibyśmy się po nim spodziewać. Tym razem sięga pod dzieło rozrywkowe, pełne akcji, o dość przewidywalnym zakończeniu i morale, ale nie pozwala, aby ani na moment Player One stał się tylko i wyłącznie przygodową papką. Dba o psychologię postaci, wiarygodność przedstawionego świata i nie traci poczucia humoru. Dzięki temu dostajemy kino, które chce się oglądać. I to nie tylko, aby wyłapywać nawiązania do popkultury i to nie tylko do jej najoczywistszych symboli. Bo sporo tutaj gier na Atari, liczna jest reprezentacja postaci z anime, a rozkoszą dla każdego kinomana będzie tez nawiązanie do kultowego Lśnienia Stanley Kubricka.

Player One to imponujące  dziecko fascynacji popkulturą człowieka, który sam bez wątpienia jest jej ikoną.


Daniel Mierzwa

środa, 28 lutego 2018

Uciekaj! (2017)
Reżyseria: Jordan Peele
Gatunek: Horror
Premiera w Polsce: 28 kwietnia 2017

Jordan Peele w swoim pełnometrażowym debiucie angażuje się w kino grozy. Jednak z wyczuciem, i rzadko spotykanym w filmach tego typu sensem, prowadzi widza w bogaty świat społecznych podziałów, z którego razem z głównym bohaterem będziemy chcieli uciekać.


Film opowiada historię Chrisa, który wraz ze swoją dziewczyną jedzie do domu jej rodziców by w końcu ich poznać. O bohaterach nie wiemy zbyt wiele. Twórcy ograniczają się jedynie do tego, że są oni w związku, a Chris prawdopodobnie jest jeszcze bardzo dobrym fotografem. Dlatego też początkowo nie angażujemy się przesadnie w ich życie, a jedynie zastanawiamy się razem z głównym bohaterem, czy biali rodzice dziewczyny zaakceptują jej czarnoskórego chłopka. Wszystko początkowo wydaje się znakomicie układać, a zarówno rodzice Rose, jak i ich bogaci znajomi są chłopakiem zafascynowani, ujawniając przy tym swoje liberalne podejście do życia. Jednak w ich posiadłości, prezentującej się niczym nieprzeciętny dom z filmów o niewolnikach, czarnoskórzy służący z dobrotliwością i uśmiechem na twarzy usługują swoim panom, a na światło dzienne zaczynają wychodzić kolejne niepokojące fakty. Widz powoli razem z bohaterem odkrywa tajemnice rodziny i jej dziwne zapędów, w tym ciągle stukającą łyżeczką o brzeg filiżanki matkę, czy lekko szalonego brata, których zachowania świetnie oddają momenty grozy i zapowiadają nieunikniony zwrot akcji.

Przerysowana forma filmu świetnie uwydatnia jego temat. Wprowadza widza w trans, z którego jednak chcemy wychodzić równie szybko, jak główny bohater. Pokazuje przy tym wszystkie rysy na amerykańskim społeczeństwie, wraz z ich uprzedzeniami i rasistowskimi zapędami oraz swoiste poczucie wyobcowania, jakie może wyczuwać Chris znajdując się na terenie posiadłości.  W całości tej niespokojnej konwencji świetnie wypadają aktorskie kreacje. Pierwszorzędnie prezentuje się drugi plan, a Catherine Keener i Bradley Whitford w rolach rodziców bohaterki znakomicie kreują swój przerażający świat oparty na tajemnicach. Pomimo kilku plusów, film nie jest niepozbawiony wad. Wprawdzie rozgrywające się wydarzenia intrygują, jednak wprowadzone dosyć prostolinijnie, nie dostarczają maksimum emocji. Dobrym zabiegiem natomiast jest połączenie momentów grozy z iście komediowym wydźwiękiem. Niewymagające słowne potyczki zdecydowanie dodają odrobinę lekkości i momentami rozwiewają gęstą mroczą atmosferę.

Uciekaj! to kino grozy, w którym nie przerażają stwory z kosmosu, czy duchy, a psychologiczna gra z widzem, gdzie straszą ludzie i ich upodobania.



Patrycja Strempel 

środa, 24 maja 2017

Szybcy i wściekli 8 (2017)
Reżyseria: F. Gary Gray
Gatunek: Akcja
Premiera w Polsce: 21 kwietnia 2017

Serię Szybcy i Wściekli kojarzy zapewne każdy. Czy to za sprawą emocjonującej akcji, bohaterów lub tego, że od lat jest nieprzerwanie odświeżana na wielkim ekranie.  Nowe postaci, serie wybuchów, twórcy robią wszystko, żeby utrzymać wysoki poziom emocji i oraz przyciągnąć nowych widzów przed ekran. Kreują coraz to nowsze historie, których podstawą już nie jest tylko świat samochodów, ale bardziej zbrodni, intrygi i zemsty.


Szybcy i Wściekli 8 to bezpośrednia kontynuacja wydarzeń „siódemki”. Gdy Dom (Vin Diesel) i Letty (Michelle Rodriguez) przebywają na upojnym miesiącu miodowym na Kubie, pojawia się tajemnica kobieta Cipher (Charlize Theron), która w planach ma zakłócić ich spokój. Angażuje mężczyznę w niebezpieczny świat, z którego nie ma ucieczki bez wykonania zadania. Zdrada rodziny jest unikniona, jednak w obliczu tragedii, przyjaciele postanawiają uczynić wszystko, by ocalić człowieka, który ich zjednoczył.

Twórcy serii pomimo ciągłych reżyserskich zmian próbują utrzymać równym poziom. Luksusowe samochody i garść dzikiego humoru są obecna w prawie każdej scenie. Jednak w pozostałych, górują egzystencjonalne mądrości głównie wypowiadane przez wszechmocną hakerkę Cipher, które nijak nie pasują do serii. Jej tragiczna fryzura i bezwzględny charakter to nie jedyne rzeczy, które irytują podczas seansu. Wszechobecne efekty może wyglądają spektakularnie, jednak w kolejnych scenach wybuchy nudzą, a przepych nie podnosi jakości.

Kolejna część z serii Szybcy i Wściekli to pozycja pełna absurdów i „groźnych” min w wykonaniu Vin Diesela. Fabularny niedosyt i efekciarskie przerysowanie. Film dla mas, które nie oszczędzą złotówek i dolarów, by móc oglądać to „rodzinne”, nierealne widowisko.



Patrycja Strempel 

czwartek, 4 maja 2017

Bikini Blue (2017)
Reżyseria: Jarosław Marszewski
Gatunek: Dramat
Premiera w Polsce: 21 kwietnia 2017

Mimo, że Polacy są świetni w naśladowaniu, to niestety rzadko kiedy wychodzi im historyczna stylizacja. I chodzi tu zarówno, o filmy produkcji polskiej, jak i niestety koprodukcje.


Bikini Blue pomimo dobrze zapowiadającego się tytułu, jest tak naprawdę filmem o niczym, a stylizowane na stare zdjęcia, mimo pewnych założeń, nie przyciągają fanów klasycznego kina. Paradoksalnie sielska historia miłosna bohaterów po drugiej wojnie światowej przeobraża się w skrajne nieporozumienie. Niespodziewana choroba i zatajona przeszłość bohatera sprawiają, że nieunikniony jest rozpad rodziny. By wyjaśnić momenty nieporozumień Dora (debiutująca Lianne Harvey) postanawia wyruszyć do szpitala psychiatrycznego, w którym leczony jest jej mąż Eryk (Tomasz Kot), aby zrozumieć i spróbować naprawić ich relacje. Niespodziewane zwroty akcji oraz szaleństwo Eryka przeraża się w nieobliczalny pościg, pełen sprzeczności i nieporozumień.

Oglądając najnowszy film Jarosława Marszewskiego widz sam popada w obłęd. Kłębiące się myśli i chęć szybkiej ucieczki od ekranu potęguje drewniane aktorstwo i mało ambitna fabuła. Jednak w obliczu całej katastrofy można wyłuskać pozytywne momenty filmu, jednak ich niewygórowana ilość powstrzymuje salwy oklasków po seansie.

Bikini Blue to stosunkowa nowość w polskim kinie. Szczegóły i kreacje bohaterów pokazane zostały w odmienny, od tego który spotykamy na co dzień w polskim kinie, sposób. Sprawia to, że paradoksalnie możemy nie docenić jego potencjału, przytłoczeni rzeczywistością.



Patrycja Strempel

wtorek, 2 maja 2017

Dzieciak rządzi (2017)
Reżyseria: Tom McGrath
Gatunek: Animacja, Komedia
Premiera w Polsce: 21 kwietnia 2017

Studio Dreamworks oraz Tom McGrath – reżyser wszystkich filmów z serii Madagaskar, powracają, by ponownie bawić małych i dużych widzów. Pełne dwuznaczności i aluzji sceny wprowadzą widzów w świetny nastrój, który konsekwentnie utrzymywany jest do samego końca.


Animacja Dzieciak rządzi to historia siedmioletniego Tima, w które życiu pojawia się niechciany brat. Zajmuje ona cała uwagę rodziców, a co gorsze nosi garnitur i mały neseser. Z biegiem akcji widz odkrywa niecne zamiary z jakimi Szef bobas przybył do rodziny. Gdy Tim postanawia na nowo odbudować relacje z rodzicami, Bobas realizuje swoją misję, której celem jest przywrócenie miłosnej równowagi.

Pozycja pomimo standardowej akcji i bohaterów pełnych planów, marzeń i charyzmy przedstawia się obiecująco. Pełno w niech scen zabawy, nauki i morałów, które oczywiście należy traktować z przymrużeniem oka. Podobnie jak całą korporację Bobas i zapędy szefa-dzieciaka.

Świetnie prezentuje się również polski dubbing, który nie rani naszych uszu, a wręcz wyczuwa się zaangażowanie z jakim został przygotowany. Mocnym atutem animacji jest również postać Maga-budzika, którego zabawne motywujące teksty kierowane do Niziołka-Tima zadowolą starszych widzów.

Dzieciak rządzi to animacja pełna szalonych niedorzeczności i fabularnych mini wpadek. Bajka o tym, jak utrzymać miłosną równowagę, w obliczu rozczulających obrazków szczeniaków w Internecie. Fantastyczna przygoda po świecie dziecka i jego nieograniczonej wyobraźni.




Patrycja Strempel 

wtorek, 18 kwietnia 2017

Klient (2016)
Reżyseria: Asghar Farhadi
Gatunek: Dramat
Premiera w Polsce: 21 kwietnia 2017

Ashgar Fahradi wkroczył do grona najbardziej znanych  cenionych twórców kina swoim pełnym napięcia dramatem Rozstanie, który zdobywał laury na całym świecie. W tym Złotego Niedźwiedzia na Berlinale i Oscara dla najlepszego filmu nieanglojęzycznego. Jego nowy film – Klient również świeci na świecie triumfy. Zdobył dwie nagrody na festiwalu w Cannes i po raz kolejny akonto Fahradiego wpadł Oscar.


Klient to oparta na sztuce Śmierć komiwojażera Arthura Millera historia małżeństwa- Emada i Rany, które w wyniku katastrofy budowlanej musi zmienić miejsce zamieszkania. Dzięki pomocy znajomego, aktora z lokalnego teatru, w którym sami grają, udaje im się znaleźć nowe lokum. Nie wiedzą jednak, że poprzednią właścicielką mieszkania była prostytutka. A następstwa tej sytuacji wprowadzą chaos i niepokój w życie pary.

Fahradi w Kliencie znów pochyla się na międzyludzkimi relacjami i życiem w skomplikowanym irańskim społeczeństwie. Eksploatuje też wątek męskiej rywalizacji, różnic między kobietami i mężczyznami i męskiej dominacji. Swoją rolę ma tu też wątek znaczenia sztuki, jej wpływu na życie oraz prób wyjaśniania przez nią rzeczywistości.

Klient to dobry dramat, mocno oddziaływujący na widza, ale niestety nie potrafi tak utrzymać napięcia jak poprzednie filmy tego twórcy. To co przykuwało naszą uwagę w innych dziełach reżysera, w tym zwyczajnie nudzi. Fani Fahradiego będą zadowoleni, reszta może czuć się znużona seansem tego filmu.


Daniel Mierzwa